wtorek, 8 marca 2016

Rozdział 38.

*Perspektywa Veronici*

Jest ciemno. Zimno. Czuję, że zamarzam. Zdrętwiały mi dłonie i nogi. Leżę na czymś twardym.
Gdzie jestem?
Nie wiem, ile już znajduję się w takiej pozycji, ale sądząc po bólu jaki odczuwam we wszystkich częściach ciała jest to dosyć dużo czasu.
Chcę poruszyć rękami, lecz nie mogę.
Co się dzieje?
Słyszę kroki. Głośne, ciężkie, zbliżające się kroki. To na pewno mężczyzna.
Zwalniam oddech, starając się nie drżeć z zimna, jakie otacza mnie z każdej strony, zupełnie jak ciemność.
Słyszę chrzęst zamka, prawdopodobnie w tym pomieszczeniu, choć nie mogę tego stwierdzić, ponieważ i tak mało co do mnie dociera.
Widzę niesamowicie ostre światło, więc mimowolnie odwracam głowę w drugą stronę, ocierając twarz o coś twardego, na czym leżę. Zaczynam kaszleć, mimo że próbuję w sobie to zdusić.
- No nareszcie się obudziłaś.
Próbowałam przetworzyć w głowie ten głos, dopasować go do jakiejś twarzy, rozpoznać... Nic z tego. Kompletna pustka w głowie. Nawet nie wiem czy w tej chwili rozpoznałabym głos mojej siostry, byłam oszołomiona.
- Kim jesteś, gdz.. gdzie jestem? Czemu? - Potok pytań ledwie wypłynął z moich ust, musiałam się dowiedzieć gdzie jestem.
Sean Parker
- Słoneczko, na imię mi Sean i doskonale wiesz kim jestem i co tu robisz - wychrypiał będąc niezwykle blisko mnie, tak, że czułam jego ostry oddech na mej skórze. Był zbliżony do tego, który czułam za każdym razem, gdy Ashton był obok i z niewiadomych przyczyn poczułam ukucie w okolicy serca na jego wspomnienie.
- Po co ja wam tutaj - szepnęłam cicho odwracając od niego wzrok.
- Oh na pewno się dowiesz kochanie - sapnął wyciągając coś zza pleców. Proszę żeby nie nóż, proszę, by to nie był nóż. Modliłam się w myślach i poniekąd moje prośby zostały wysłuchane. Bowiem wyciągnął on telefon kładąc go na stoliku, którego wcześniej nie zauważyłam, następnie koło urządzenia lądują pistolet, klucze i jakieś inne rzeczy, których nie mogłam rozróżnić. Przełknęłam ślinę, gdy wolnym krokiem ponowie zaczął do mnie podchodzić rzucając kurtkę w kąt. Co on mi zamierza zrobić? Automatycznie podkuliłam nogi dociskając plecy do ściany. Stwierdzenie, że się bałam było by za słabe na ten moment. Ja byłam przerażona. Zacisnęłam wargi w cienką linię, zduszając w sobie szloch, gdy kucnął przy mnie i odgarnął włosy z twarzy. Mogłam mu się bardziej przyjrzeć dzięki temu, chociaż nie wiem czy chciałam, żeby ta twarz utkwiła mi w pamięci. Był krótko ostrzyżonym szatynem z lekkim zarostem. Zauważyłam też, że był umięśniony, a samą postawą przerażał bardziej niż sam Ashton. Niby zwykły, jednak tajemniczy uśmiech pogrywał na jego ustach.
- Oh naprawdę, żałuję, że nie jesteś tak waleczna i wyszczekana jak ta suka twoja siostra - zwilżył wargi przez co miałam ochotę zwrócić drink wypity z Lukiem.. O mój boże Luke! Co się z nim stało, mam nadzieję, że żyje i jest cały i zdrowy. Może mnie już szukają, to jest pewne zważywszy na to, że Ann zapewne wszystkich wyzywa i panikuje.
- Nie dotykaj mnie - syknęłam, gdy jego dłoń spoczęła na moim udzie.
- Oh nie wiesz jakie miałem fantazje odnośnie jej niewyparzonej buźki. - Niebezpieczny błysk w oku. O kurwa. Przełknęłam ślinę. - Ale jej tu nie ma, więc chyba nici z pobawienia się dziwką.
- Odjeb się od niej! - Ryknęłam uderzając go głową, tak że się zachwiał. Nie będzie mi tak o siostrze mówił. Doskonale wiedziałam, że mnie prowokował, ale nie dam tak jej nazywać.
- Ty kurwo - jęknął uderzając mnie w twarz pięścią, przez co uderzyłam ramieniem o beton. - Nie będziesz mnie pouczać - kopnął w mój brzuch mocno. - Nie będziesz  mnie dotykać. - Znowu jego but spotkał się z moim brzuchem, a moje plecy odbiły się o ścianę za mną. Krzyknęłam z bólu jaki przeszył każdy możliwy kawałek mojego ciała. Następnie zaczął znowu okładać mnie pięściami bez opamiętania, straciłam rachubę, nie wiem ile tak mnie bił. W pewnym momencie się wyprostował patrząc na mnie z pogardą. Szarpnął mnie za włosy ciągnąc do góry bym stanęła, następnie rzucił mną o ścianę. Jęknęłam osuwając się po niej. Pewnie pozostawiłam czerwony ślad na szarej cegle. - Jesteś nic nie wartą szmatą tak jak cała twoja rodzina i pierdolony gang Tomlinsona - splunął na mnie, a ja nie miałam nawet siły na niego patrzeć. - Nie waż mi się zasypiać, jeśli chcesz być jeszcze żywa - ryknął wychodząc z pokoju.
Jęcząc pochyliłam się i splunęłam, a raczej zwymiotowałam na podłogę. Czułam metaliczny posmak krwi w ustach i piekielny ból na całym ciele. Oparłam się o twardą, szorstką ścianę nie mając siły nawet szlochać. Chciałam zamknąć oczy i po prostu czekać, aż ktoś albo mnie zabije, albo znajdzie. Choć miałam nadzieję, że bardziej prawdopodobna jest opcja druga, ale w co ja wierzę. To są mordercy. Zauważyłam, że na stoliku nadal znajdowały się przedmioty, które zostawił tu ten... Sean? I oczywiście jego kurtka leżała w kącie, ponieważ po prostu wyszedł trzaskając drzwiami, a ostatnie co usłyszałam to chrzęst zamka.
Z niesamowitym trudem wstałam. Czując jak pali mnie skóra na brzuchu doczołgałam się do stolika. Musiałam bardziej wyostrzyć wzrok by rozpoznać jakie przedmioty się na nim znajdują, bo i tak wszystko mi się rozmazywało przed oczyma. Były to klucze, telefon oraz spluwa, które już wcześniej widziałam, a także jakieś małe, białe pigułki w foliowej torebce. Dostrzegłam również nóż. Odwróciłam się tyłem do stolika i związanymi rękoma wymacałam ostrze. Chwyciłam je, próbując rozciąć coś, czym miałam związane nadgarstki. Udało mi się to po kilku wyczerpujących minutach, jednak nie obyło się bez pocięcia sobie przy tym skóry na rękach. Przeklęłam pod nosem odwracając się z powrotem do stolika rozmasowując przy tym nadgarstki. W głowie próbowałam ułożyć jakikolwiek plan ucieczki czy chociaż dania znać gdzie jestem. Wzrokiem z trudem, ale jednak odszukałam telefonu szatyna. Pochwyciłam go w dłonie, ale jak na złość nie znam żadnego numeru do chłopaków. Myśl Ronnie myśl, powtarzałam sobie w kółko próbując wyszukać rozwiązanie. Ann- szepnęłam nagle. Tylko do niej znam numer. Zostało mi wierzyć, że Ashton nie wyłączył znowu naszych telefonów. Pospiesznie wpisałam jej numer, lecz jak na złość urządzenie powiadomiło mnie o braku dostępności. Kurwa! Policja? Nie, to tylko by sprowadziło ojca tu, a nie mam zamiaru go widzieć. Ze łzami w oczach odłożyłam telefon na miejsce. Zabiją mnie tu, a ja nawet nie mogę się pożegnać z siostrą. Umrę młodo w męczarniach. Chyba że... Spojrzałam na broń.. Nie, nie umiałabym tego zrobić, chociaż lepiej tak niżeli z ręki wroga, ale nie mogłam porzucić nadziei, dla niej, dla mojej Addie, która w tym momencie porusza niebo i ziemię by mnie znaleźć. Jednak wpadłam na zupełnie inny pomysł. Zabrałam broń chowając ją sobie za plecy i znowu powróciłam na miejsce gdzie jeszcze przed chwilą leżałam. Nie chcąc wzbudzić żadnych podejrzeń położyłam się łącząc swoje dłonie z tyłu pleców mocno ściskając jedną pistolet. Jakie miałam szczęście, a może i pecha kiedy w chwili, gdy przymknęłam oczy drzwi otworzyły się z hukiem, uchyliłam nieznacznie jedną powiekę i tak jak przypuszczałam zauważyłam Seana, stojącego w progu, nawet nie fatygującego się zamknąć za sobą drzwi. Szybko zmieniłam pozycje celując w niego bronią.
- I co? Zamierzasz mnie zabić mała suko? - Jego rechot odbijał się od ścian powodując nieprzyjemne dreszcze przerażenia na mojej skórze. - Jest tyle ludzi na zewnątrz czekających tylko na mój rozkaz. Zabijesz mnie, a oni zabiją ciebie. Nadal taka zdeterminowana? - Zapytał lustrując mnie uważnie z wielką kpiną w oczach. Uśmiechnęłam się głupio odbezpieczając broń.
- Zabicie takiego bydlaka jak ty będzie dla mnie przyjemnością, nawet mogę za to zginąć. 
Chyba zrozumiał iluzje moich słów, ponieważ w końcu spojrzał z lekkim strachem na pistolet. Uśmiechnęłam się z satysfakcją na ten widok. 
- Do zobaczenia w piekle - syknęłam i zaraz było słychać strzał, a następnie czułam ból. Co jest? Spojrzałam na swoją dłoń, w której jeszcze przed chwilą trzymałam sprzęt, już go tam nie było, a z mojej skóry sączyła się krew. Oczywiście było to tylko głębokie ryśnięcie kuli, ale rana była paskudna. Spojrzałam ponownie w kierunku drzwi, gdzie za mafiozem stał chłopak mniej więcej w wieku Ann celujący we mnie bronią. Zmrużyłam oczy i niemal zaraz tego żałowałam, kiedy rozpoznałam w nim mojego już byłego przyjaciela Dylana.
Miałam wielką nadzieję, że się przewidziałam, chciałam wierzyć, że to nie on. Niestety, mój najlepszy przyjaciel, którego nazywałam bratem, właśnie mierzył do mnie z pistoletu.
- Zajmę się nią - powiedział, a mi krajało się serce na jego oschły ton i spojrzenie, jakim mnie właśnie darzył.
- Cokolwiek. Byleby szmata cierpiała - wysyczał Sean i wyszedł.
Zaś Dylan zamknął drzwi, przekręcając zamek, a w tym momencie z moich ust wydobył się szloch. Dopiero teraz. Zasłoniłam dłonią buzię i schowałam twarz między kolanami, nie chcąc dłużej patrzeć na twarz tego zdrajcy.
- Ver, tylko nie krzycz. Wiem, jesteś wściekła i masz do tego prawo. Ale nie wrzeszcz, bo się zorientują i zabiją nas oboje.
- Jesteś sukinsynem i zdrajcą, niech to zrobią - warknęłam, siorbiąc nosem.
Brunet z przepraszającym wyrazem twarzy i skruchą uklęknął przede mną. Zacisnęłam oczy, mając złudną nadzieję, że on zaraz stąd po prostu zniknie i nie będę musiała go więcej widzieć.
- Veronica, nie masz pojęcia w co się pakujesz, mierząc bronią do Seana - wyszeptał. - Chciałem cię chronić, gdyby był tu ktoś inny bez wahania władowałby ci kulkę w czaszkę, więc zrozum, kochanie, będę cię chronił czy tego chcesz czy nie, bo zawsze byłem, jestem i będę z tobą.
- Skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz? - Uniosłam głowę patrząc w jego skrzące się, błękitne tęczówki. Piękne oczy wypełnione troską, determinacją oraz prośbą.
- Zaufaj mi, jak wcześniej. Proszę, Veronica.
Pokiwałam powoli głową, po czym spuściłam ją.
- Nie potrafię, Dylan. Jesteś z... Z nim - pociągnęłam nosem.
Dylan O'Brien
Poczułam na swoim kolanie dłoń chłopaka, przez co wybuchnęłam jeszcze większym płaczem i strąciłam jego rękę.
- Pamiętasz, kiedy mówiłem ci czego boję się najbardziej? - Wymamrotał, wstając.
Przypomniałam sobie chwilę, gdy siedzieliśmy u Ann w pokoju, cała nasza trójka. Było około północy, a my rozmawialiśmy w najlepsze, nie przejmując się tym, że w telewizji idzie całkiem niezły film. Pochłonęła nas zwykła, codzienna rozmowa. W końcu wkroczyliśmy na temat strachu. Czego boimy się najbardziej. Każdy z nas powiedział czym jest najgorsza rzecz, której się obawia.
- Że nas stracisz - szepnęłam. Podniosłam głowę wyżej. - To też było kłamstwem? Cały czas nas okłamywałeś?!
- Kłamałem, bo chciałem was chronić! - wrzasnął, po czym uderzył pięścią w stół. Nieprzyjemne dreszcze przeszły przez całe moje ciało.
 - Daj mi spokój albo zabij. Nie ważne, już mi wszystko obojętne - wychlipałam.
- Veronica, nie waż się tak mówić. Nie pozwolę was zabić. Wydostaniesz się stąd i wrócisz do Ann. Dopilnuję tego osobiście - powiedział dobitnie i skierował się do drzwi. 
Ostatni raz odwrócił się w moją stronę z bólem wymalowanym na twarzy, po czym po prostu wyszedł, zostawiając mnie w osłupieniu, ze łzami w oczach.
Nie wiedziałam co w tym momencie mam myśleć, czy aby na pewno znowu nie śni mi się jakiś głupi koszmar i zaraz się nie obudzę nawet w ramionach Irwina. Wolałabym tysiąc razy to od siedzenia tutaj. Czułam się jak nic nie warta osoba, gdyż wszyscy, których kochałam zawiedli mnie, oprócz mojej kochanej siostry, która będzie ze mną zawsze nie ważne co. A co do reszty... bolało mnie serce.. wszystko mnie bolało i nawet chyba nie zapowiadało się na to by przestało. Miałam ochotę zamknąć oczy, po prostu odpłynąć w objęcia morfeusza i obudzić się dopiero gdy to wszystko minie. Ile bym oddała, za to żeby być przy Adrianne. Przymknęłam z jękiem powieki próbując znaleźć odpowiednią pozycję, w której nic by mnie nie bolało, ale niestety, żadna taka nie istniała. Każdy kawałek mojego ciała krzyczał, a ja razem z nim.
Chciałam teraz wrócić do domu. Nie, nie swojego. Do tego domu, w którym ostatnio przebywałam z Adrianne. Nie wiem dlaczego, ale czuję się tam tak... swojo i poniekąd bezpiecznie. Ci ludzie niewiele starsi ode mnie potrafią nas ochronić, w tej chwili lepiej niż ojciec, który ma nas zupełnie gdzieś. I dobrze. Nie chcę go więcej widzieć za to, że okłamywał nas od samego początku. Te wszystkie wyjazdy służbowe, spotkania biznesowe... Kłamał w każdej sprawie, która dotyczyła jego pracy i to mnie boli. Tylko Addie mnie do tej pory nie zawiodła i wiem, że tego nie zrobi.
Cóż, wszystko teraz byłoby lepsze od tego, co w tej chwili się dzieje wokół mnie. Jestem na straconej pozycji, nie mam najmniejszych szans na ucieczkę, a nawet na jej próbę. Gdybym tylko wychyliła palec za te drzwi z pewnością zostałby on odstrzelony.
Więc muszę tu bezczynnie siedzieć związana sznurami. A co gorsza moja siostra pewnie teraz nie panuje nad sobą, płacze, krzyczy i nie wiem co jeszcze robi, ale na pewno jest przerażona. Boże, błagam, pozwól mi tylko do niej wrócić.











_____________________________________________________






Jeśli czytasz proszę skomentuj :*

TO NASZ ROCZEK

Dzień dobry kochani! 
Dzisiaj jest ten dzień!  8 marca! Wszystkim dziewuszkom życzymy wszystkiego, wszystkiego co najlepsze, niech chłopcy tego dnia noszą nas na rękach, bo to w końcu nasze święto ;*
Oraz wszystkiego najlepszego z okazji roczku bloga, Smrowcy  *,*
Jejku nie mogę uwierzyć, że upłyną rok, cały rok kalendarzowy na tworzeniu i publikowaniu dla was kochani. Na początku nie sądziłyśmy, że wogóle ktoś będzie chciał to czytać, a że będzie was tyle, to już zupełnie. Wiem, że nasza  ekscytacja jest niczym, w porownianiu do niektórych autorek fanfików, których czytajac setki, ale zrozumcie nas, cieszymy się, że mamy was, nie zależnie w jakie liczbie, ważne że z nami jesteście i nas czytacie 
Również nawet przez głowy nam nie przeszło, że zostaniemy nominowane do Bloga Miesiąca, to nadal jest dla nas wielka niespodzianka (nadal możecie głosować na nasz blog (Show Me Reality) w ankiecie >> http://sonda.hanzo.pl/sondy,257679,8Wpr.html <<)
Więc co skarbki? Zaczynamy świętować?! A więc, rano wstanę dla was specjalnie wcześniej, ponieważ do szkoły mam dopiero a 9  i wstawię rozdział 38.
W planach mamy do dodania wam dwa rozdziały, wasze prace, które przysyłaliście oraz wybraną historię shippu (Hathrin)
Zabawę czas zacząć!
Nie zapominajcie o aktywności na tt z hasztagiem #ShowMeRealityFF spamujcie, piszecie pod nim co chcecie, ulubione dialogi, sceny, co wam się podoba, co nie, co was wkurza, co ekscytuje. Po prostu wszytko ;D 
Może więcej osób nas dzięki temu zobaczy i jak to kilka osób określiło "trafimy do trendów" Mamy taka cichą nadzieję ;3 ;*
Kochamy was ;*
A&W




czwartek, 3 marca 2016

BLOG MIESIĄCA LUTY

KOCHANI! NIE TO JESZCZE NIE ROZDZIAŁ! TO COŚ ZUPEŁNIE NIE SPODZIEWANEGO!


ZOSTAŁYŚMY NOMINOWANE DO BLOGA MIESIĄCA LUTY!

TEN MIESIĄC RZECZYWIŚCIE BYŁ DLA NAS WIELKĄ NIESPODZIANKĄ, PONIEWAŻ WTEDY DUŻO WAS PRZYBYŁO I WYBIŁO NAM 12 TYS WYŚWIETLEŃ *,*
DLATEGO TĄ NOMINACJĘ ZAWDZIĘCZAMY I DEDYKUJEMY WAM KOCHANI ;**


Tutaj macie link do sondy, ale będzie on również na pasku bocznym :)
Możecie głosować na każdym urządzeniu, oddzielnie xD

Głosujemy skarbi na SHOW ME REALITY ;**

>>>> http://sonda.hanzo.pl/sondy,257679,8Wpr.html <<<<

Byłybyśmy wdzięczne za głos i z góry za każdy ogromnie dziękujemy :**



KOCHAMY A&W.








sobota, 27 lutego 2016

Info

8 marca wybija dokładnie rok jak prowadzimy bloga i publikujemy dla was i przede wszystkim dla siebie. To bardzo wyjątkowa data, przynajmniej dla mnie, z tej okazji zrobimy mały konkurs, jeśli oczywiście chcecie dlatego prosimy o pisanie swoich opinii w komentarzach.


1. Każdy z was będzie mógł wysłać nam małe imagine z postaciami Smr, może to być one shot zupełnie nie związany z fabułą bądź po prostu wasze wyobrażenie co będzie dalej. To zostawiamy wam.
- Możecie również napisać jakiś wiersz, rymowankę, zrobić rysunek, jakieś graficzne coś na komputerze (szablon albo okładkę), cokolwiek wam wpadnie do główki. Zostawiamy wam wolną rękę.
- swoje prace słalibyście nam na maila >>> show.me.reality.ff@gmail.com 
do wieczora 7 marca.



2. Tego dnia chciałybyśmy zrobić akcję na twitterze, wtedy przez cały dzień pisalibyście coś na temat fanfika, nwm najlepsze sceny, kwestie, dialogi, pomysły, odczucia, dosłownie wszystko z naszym hasztagiem #ShowMeRealityFF

3. Tego dnia oczywiście pojawi się rozdział, oraz małe co nieco. Tylko teraz zależy od was co się pojawi, wpadłam na pomysł by w ramach właśnie urodzin bloga odsłonić wam skrawek historii którejś z par SMR, drugoplanowych macie do wyboru:

*Hathlin (Harry i Kathlin)

*Case (Rose i Calum)

*Haleb (Caleb i Hanna)

*Zarre (Perrie i Zayn)

*Maroline (Michael i Caroline)

Chcemy pokazać wam jak się poznali, jak wyszło, że są razem, więc wybierajcie :)

4.Zastanawiamy się nad imagine z gifami ale nie wiem to zależy od was czy będziecie chcieli to zobaczyć.

5. Jeśli macie jakieś pomysły jak jeszcze możemy świętować, śmiało piszcie, wiecie, że nie jesteśmy zamknięte na propozycje :)


Więc tak to już chyba wszytko co miałyśmy do przekazania. Nie wstydźcie się i piszcie nam czy chcecie wziąć udział, kogo wybieracie z naszych par oraz co chcecie jeszcze abyśmy wstawiły na urodziny :) 

Kochamy was :*
Buziaki :*
A&W.



środa, 24 lutego 2016

Rozdział 37.

*Perspektywa Adrianne*

- Gdzie. Jest. Moja. Siostra? - wycedziłam patrząc na Caluma nienawistnym, ciskającym piorunami wzrokiem.
Ten tylko spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami i niedbale rzucił komórkę na kanapę, po czym wybiegł z salonu, rwąc się za włosy. Nie miałam pojęcia co się dzieje, więc podążyłam za nim. Wleciał jak strzała do tej pracowni komputerowej, opierając się o stół.
- Liam, namierz telefon Luke'a i zaznacz gdzie się znajduje, a najlepiej... Jezu, po prostu go znajdź! - wrzasnął przerażony i wyminął zdezorientowaną mnie w drzwiach.
- Co się dzieje? - spytałam praktycznie szeptem, nie wiedząc czy czegoś czasami nie zepsuję tym pytaniem.
- Sam chciałbym wiedzieć - burknął, nawet nie odwracając się w moją stronę, jedynie wystukiwał palcami w klawiaturę z szybkością światła, zupełnie jak to robiła Veronica. Boże, proszę, niech będzie cała i zdrowa. Chociaż w co ja wierzę, tyle rzeczy już się zdarzyło...
- Adrianne! Gdzie są twoje leki?
- Na gó... W pokoju, w mojej walizce - wymamrotałam automatycznie w odpowiedzi na pytanie (chyba) Kate, gapiąc się na czarno-białą mapę widniejącą na ekranie metr przed twarzą bruneta.
Podeszłam bliżej, oparłam się dłońmi o stolik, starając się wyszukać w pamięci adres wyświetlony na górnej części monitora. Kiedy już wiedziałam gdzie to jest do pokoju wbiegli wszyscy mieszkańcy domu oprócz Luka oczywiście. Podeszła mnie Kate odciągając od monitora, a ja nawet nie zdawałam sobie sprawy że nie mogę złapać oddechu, a łzy ciurkiem leją się z moich oczu.
- Zaboli - usłyszałam ostrzeżenie jak przez mgłę. Igła wbiła się w moją klatkę piersiową rozszerzając moje oskrzela, dzięki czemu mogłam nabrać powietrza. Rozejrzałam się po wszystkich. Nie musiałam nawet zgadywać, czemu panika malowała się na ich twarzach, nawet nie musiałam tego słyszeć.
- Zabrali ją prawda? - wydusiłam łamliwym się głosem. Nikt kurwa nikt mi nie odpowiedział. Patrzyli na mnie jak na osobę która można zniszczyć poprzez źle dobrane słowa. Nie chciałam nic mówić, ale już jestem taką osobą, zostałam zniszczona, więc nich mi ktoś na to odpowie! - Zadałam chyba pytanie! - wrzasnęłam dławiąc się zaraz łzami. Louis obserwował mnie z daleka. Zachowywał się dziwnie nawet jak na niego przystało to samo z Irwinem. Wstałam momentalnie z kanapy i wyszłam z pokoju. Muszę ją odnaleźć. Chuj mnie wszystko inne obchodzi, ale nagle doszedł do mnie ten fakt. Jak góra lodowa spłynęło to na moją głowę. Przystanęłam w drzwiach i zanosząc się płaczem odsunęłam się na ziemię. Mogli ją już zabić. Albo już ją torturowali, albo.. Mój histeryczny pacz roznosił się po domu.
Veronica to była jedyna osoba, której w pełni ufałam, w stu procentach. Jako jedyna wiedziała wszystko, znała każdy najmniejszy szczegół z mojego życia, a teraz... Teraz już może nie żyć, a wizja jej lodowatego, martwego ciała leżącego gdzieś w ciemnej uliczce wywołała kolejną salwę krzyku i łez, po prostu płaczu z cholernej bezsilności. Właśnie najgorsze było to, że nie mogłam nic zrobić by jej pomóc.
- Adrianne...
Podniosłam z impetem głowę i spojrzałam na bruneta nadal głośno łkając. Już chciał się nade mną pochylić, ale zamiast tego ja wstałam i pchnęłam go w tył, czego się najwyraźniej nie spodziewał.
- Zostaw mnie w spokoju! To wszystko twoja wina, sukinsynie! Gdyby nie wy i ten zasrany gang teraz byłaby bezpieczna, cała i zdrowa! A przede wszystkim żywa! - wrzasnęłam, już nie kontrolując się.
Louis widząc że nic nie wskóra wycofał się, a ja ponownie oparłam się o ścianę starając uspokoić oddech. Wdech - wydech - wdech - wydech powtarzałam sobie cicho niczym mantrę, ale jakoś ciężko szło mi się uspokoić. Nagły dotyk na kolanie spowodował, że po moim ciele przeszły nieprzyjemnie dreszcze.
- Znajdziemy ją Ann, obiecuję - szept chłopaka wprawił mnie w niemałe zakłopotanie, ponieważ bądźmy szczerzy, nie spodziewałabym się tego po nim.
Uniosłam wzrok i spojrzałam na Irwina. Kompletnie nie sądziłam że to usłyszę, chodź muszę przyznać, że pomimo jaki jest, poczułam nadzieję. Kiwnęłam niepewnie głową iż mu wierzę, przynajmniej chciałam tak myśleć. Łzy znowu cisnęły mi się do oczu. Kurwa muszę się ogarnąć, miałam nie pokazywać swoich słabości, a teraz robię szopkę przed wszystkim. Ale kogo ja oszukuje. Moja siostra jest moja słabością i jeśli coś jej się stanie stracę jedyna rzecz, która trzyma mnie na ziemi.
Wciągnęłam głośno powietrze przez usta, żeby się uspokoić. Jedyne co mogę w tej chwili zrobić to... uwierzyć Ashtonowi, zaufać, że znajdą moją siostrę.
- Znajdźcie ją, nie jej zwłoki - wychrypiałam ledwie słyszalnie.
- Nie istnieje dla mnie inna opcja.
Nie myśląc wiele poderwałam się z miejsca i stanęłam twarzą twarz przed Irwinem, jednak musiałam nieco zadrzeć głowę, by spojrzeć mu w oczy.
- Jadę z wami po Luke'a.
- Nie, nie jedziesz. Złapali Veronicę, więc ty zostaniesz i nie waż się dyskutować, bo w tej sytuacji to nic nie da.
Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale sama nie wiem czemu żadne słowo, riposta czy chociażby protest nie wydostały się z moich ust. Zamknęłam je więc, wzdychając. Mijając chłopaka skierowałam się w stronę salonu i usiadłam na kanapie, kryjąc twarz w gorących dłoniach.
Nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić. Miałam ochotę coś rozwalić, krzyczeć, płakać z tej idiotycznej bezsilności bo czułam się zupełnie bezużyteczna.
- Nie mogę! - jęknęłam wypuszczając głośno powietrze.
- To przez nogę i dalej mogę. - Głos Mike spowodował że podskoczyłam, czym jeszcze bardziej rozśmieszyłam czerwonowłosego.
- Śmieszy cię to aż tak bardzo? - ryknęłam mordując go wzrokiem. - Bo mnie na przykład do śmiechu nie jest!
- Spokojnie księżniczko bo ci żaba ucieknie.
- Co? - moja mimika twarzy  mogła pokazywać tylko jedno. Wielkie niezrozumienie w postaci pytania "Co kurwa?"  Otwierałam już usta by zapytać się czy czasami nie ma zamiast mózgu, kucyka pony w głowie, ale przeszkodziło mi w tym trzaskanie drzwiami i zdyszana osoba wbiegająca do domu. W wejściu do pokoju stanął Caleb z paniką w oczach, miał potargane włosy, jakby ktoś dopiero co wybudził go ze snu i jego ubiór również poniekąd na to wskazywał. Przetarte szare dresy zwisały mu na biodrach, a jego niebieska koszulka była założona na lewą stronę. Widząc go od razu zerwałam się z kanapy i wbiegłam w ramiona zdziwionego bruneta.
- Zabrali ją, zabrali Ver - szlochałam.
- Wiem, przyjechałem tylko jak dostałem telefon - wyjaśnił po czym podnosząc mnie przeniósł na kanapę i usiadł a ja koło niego, nadal nie wypuszczając do z uścisku. - Wszystko będzie dobrze. Irwin z Tommo pojechali już jej szukać. Znajdą ją - pocieszał mnie chcąc dodać mi otuchy.
- Wierzę ci - szepnęłam w materiał jego źle założonej bluzki.
Wyprostowałam się nieco i wtuliłam w jego ramię, przymykając oczy. Czas mijał, a ja po prostu trwałam w tej samej pozycji, mając nadzieję, że przez drzwi zaraz wejdzie moja kochana siostrzyczka. Jednak tak się nie stało. I chyba mi się przysnęło, bo gdy otwierałam oczy leżałam na kanapie, a Caleba już przy mnie nie było. Za oknem było ciemno, bardziej niż wcześniej, ale nie mam pojęcia ile spałam. Z trudem i pulsującym bólem głowy podniosłam się z poduszek. Oparłam się rękami o kanapę, czekając aż przestanie kręcić mi się w głowie, po czym podniosłam się na równe nogi i podążyłam do kuchni, w której zobaczyłam najstarszego Tomlinsona.
- Gdzie Luke? Wrócili już?
- Mają go, zaraz tu będą - odparł beznamiętnie, podając mi parujący kubek.
Chwyciłam go lewą ręką i spojrzałam do środka, gdzie najprawdopodobniej znajdowała się herbata. Upiłam łyka i usadowiłam się zaraz obok bruneta.
- Mam nadzieję, że nic mu nie jest - szepnęłam, jakby sama od siebie, a Caleb posłał mi pytające spojrzenie. - Veronica go polubiła. - Nikły uśmiech wkradł się na moje usta, poczułam także, że oczy mi się zaszkliły.
- Wyjdzie z tego. Jest silny.
Kreśliłam wzory palcami na gipsie, bez sensu się w niego wpatrując. Eh nawet odwracanie uwagi mi nie wychodzi.wszystko na starcie przypomina mi o niej.
- Louis i Ashton wrócili? - szepnęłam cichutko gdyż nie wierzyłam swojemu głosowi.
- Nie, jeszcze nie - pokręcił głową biorąc spory łyk kawy sądząc po mocnym zapachu.
- Nie chcę siedzieć tak jak na szpilkach. Jak idiotka z założonymi rękoma. - palcem kreśliłam kółeczka na kubku, ale nie miałam siły podnieść głosy.
Podniosłam kubek do ust, po chwili o mało nie rzucając nim na stół, gdy usłyszałam warkot silnika. Zerwałam się z miejsca i skierowałam ku salonowi, w którym rychło po mnie pojawił się Caleb.
- Ann, spokojnie - mruknął widząc jak mój oddech przyspiesza i zaciskam pięść.
Ale jak mam być do cholery spokojna w tej sytuacji?!
Wytarłam spoconą dłoń w spodnie, patrząc jak Ashton i Louis wnoszą nieprzytomnego blondyna do środka. Widząc jego stan zachłysnęłam się powietrzem. Miał głębokie cięcie na dłoni, wielkie plamy krwi na lewej nodze oraz jednym boku tułowia. W dodatku siniaki widniały na jego twarzy.
Jęknęłam żałośnie, patrząc na pokiereszowanego Hemmingsa, lecz zaraz otrząsnęłam się i podbiegłam do Irwina.
- Gdzie ona jest? Gdzie Veronica? - wydukałam pospiesznie. Język mi się plątał a łzy znowu pojawiły się w kącikach oczu. Chłopak spojrzał na mnie z istnym współczuciem! Kurwa mać. U niego to nie występowało. Czemu czułam jak pode mną uginają się kolana. Czekałam na uderzenie, ale w ostatniej chwili mnie przytrzymał nie pozwalając mi upaść.
- Przepraszam. - szepnął po czym, nawet na mnie nie patrząc odwrócił się z zamiarem odejścia.

- Wróć się i na mnie spójrz! Nawet nie masz odwagi na mnie spojrzeć! - wrzeszczałam przez cieknące łzy, nie wiem co było potem. Czułam się jak w amoku, działałam wbrew swojej świadomości. Podbiegłam do niego i chyba zaczęłam go okładać zdrową dłonią i gipsem. Ktoś krzyczał, podbiegł do nas, próbował mnie odciągnąć, ale ja nadal nie zważając na nic siedziałam na blondynie dławiąc się płaczem. Nie mogłam, nie dałam rady. Zeszłam z niego i kładąc się na podłodze zwinięta w kłębek ryczałam jak małe dziecko, a nawet jeszcze gorzej. Gdzie jesteś kochanie, wróć do mnie bo bez ciebie nie dam rady. Wróć do mnie. Proszę. Powtarzałam sobie w myślach jakbym chciała wysłać jej moje błagania.
Nie pragnęłam niczego więcej jak mieć ją przy sobie w tej chwili. Leżałam na twardej podłodze, dławiąc się łzami, prawie się dusiłam. Nagle poczułam czyjeś ramiona, które owijają się pod moimi i podciągają do góry. Ja nad sobą nie panowałam, nad swoim ciałem, byłam jak szmaciana lalka, więc po prostu pozwoliłam się usadzić na kanapie. Schowałam twarz w dłoniach, szlochając. Moje próby uspokojenia się szły na marne.
- Adrianne Laura O'Connor! - krzyknął sama nie wiem kto. Nawet nie wiedziałam co się dzieje. Ja chcę tylko odzyskać Ver, czy to tak wiele?! Ktoś wcisnął mi w dłoń kilka chusteczek. - Doprowadź się do porządku, a coś ci powiem.
 Wytarłam twarz i oczyściłam nos, po czym uniosłam głowę cicho siorbiąc.

Przede mną stał Michael z najbardziej poważną, kamienną miną, jaką u niego widziałam do tej pory. Zawsze był roześmiany i uśmiechnięty, a teraz nie wyrażał żadnych emocji, podobnie jak Ashton przez cały czas. Czerwonowłosy ukląkł przede mną i chwycił mnie za dłoń.
- Przestań płakać. Znajdziemy ją choćbyśmy mieli wywrócić do góry nogami cały kraj, rozumiesz? Znajdziemy ją całą, zdrową i żywą - podkreślił dobitnie ostatnie słowa, dając mi tym samym nadzieję.
Patrzyłam się na niego nadmiernie mrugając, chyba się wzięłam i się przesłyszałam. Co ich nagle wzięło za pocieszanie mnie. Przecież mieli nas zabić, na początku, teraz wiem, że tylko Irwin ma już tylko takie fantazje, ale nadal ich nie rozumiem. Co się zmieniło? A może jesteśmy im do czegoś potrzebne? Oh walić to, oby odnaleźli moją Ver, chcę by była cała i zdrowa, nawet jeśli ceną jej wolności byłaby moja śmierć. Umarłabym za nią, nawet bez chwili zastanowienia.
- Jesteśmy z tobą Ann. - Koło mnie zaraz pojawiła się Rose razem z Calumem a na przeciwko ukucnęły Kate i Caroline. Były kochane na prawdę, ale ich słowa nie podziałały w jakiś sposób na mnie. Odbiły się tylko o moją podświadomość, ale nie zajęły żadnego miejsca. Przymknęłam oczy czując jak wszystkie trzy mnie przytuliły, nie lubiłam się przytulać, znaczy, lubiłam, ale nie pozwalałam sobie na takie gesty.

Dziewczyny puściły mnie, a ja opadłam na oparcie kanapy, ciężko wzdychając. Przetarłam twarz dłońmi i spojrzałam po wszystkich zgromadzonych.
- Skoro macie ją znaleźć, to zacznijcie teraz - wychrypiałam. - Potem może być za późno - dodałam szeptem.
- Skąd? - zaczął Niall, na którym spoczęły wszystkie spojrzenia. - Skąd mamy wiedzieć gdzie szukać? Nawet nie mamy pojęcia, gdzie są oni.
- Mam. - Ashton pstryknął palcami. - Policja. Musicie się włamać na ich akta internetowe.
- Prawie niewyko...
- Wszystko jest wykonalne, Liam - mruknął w odpowiedzi Irwin, a ja byłam pełna podziwu przez jego zaangażowanie. - Chyba, że ktoś z nas ma znajomego w policji.
- Gdyby tu była, pomogłaby wam we włamaniu się - zaśmiałam się cicho.
Moja kochana hakerka i miłośniczka samochodów. Nie wiem co bez niej zrobię.
- No ludzie, do roboty! Musimy znaleźć naszą zgubę! - Michael klasnął w dłonie, po czym rozłożył je po bokach ciała, oczekując aż ktoś coś zrobi.
I tak się stało, wszyscy jak na zawołanie rozdzielili się, idąc w swoim kierunku. W salonie zostałam jedynie ja i Caleb, który zaraz dosiadł się do mnie.
- Znajdą ją zobaczysz. To najlepsza drużyna jaką znam - powiedział z lekkim uśmiechem.
- Mówisz tak bo znasz tylko ich - wykrzywiłam usta w grymas patrząc na niego z wyrzutem.
- Ale to nie zmienia faktu że są najlepsi - szturchnął mnie następnie przyciągając do swojej klatki piersiowej. Wtuliłam się w nią bez mniejszych oporów. Czułam się przy nim jak przy starszym bracie i nie wiem czemu, ale czułam, że znałam go o wiele dłużej niż przypuszczam. Westchnienie opuściło moje usta gdy zamykałam oczy.
- Chciałabym, żebym to ja była tam zamiast niej. - szepnęłam na co chłopak się spiął, nie wiem tylko czy to było spowodowane moimi słowami, czy czymś zupełnie innym.

- Nie mów tak
- Nie Cal. Ona powinna być cała i zdrowa, z dala od całego tego gówna, nie zasługuje na to. Jest zbyt dobra, zbyt delikatna. Ja powinnam tam być, powinnam cierpieć. Mnie nic już nie zniszczy, oprócz jej odejścia. To złamie mnie do końca Caleb. Równie dobrze mogę umrzeć. - Determinacja w moim głosie załamywała się z każdym wypowiadanym zdaniem, to była prawda i boli mnie serce na myśl co mogli już jej zrobić. Czułam jak chłopak wciąga powietrze jeszcze bardziej się napinając. Zmarszczyłam brwi podnosząc głowę i otwierając powieki.
Gdy to uczyniłam spojrzałam na twarz chłopaka, który wzrok utkwiony miał w wejście do salonu, dlatego i ja tam spojrzałam. To co tam zobaczyłam zmroziło mnie doszczętnie. Z progu stał pobladły Louis, który najwidoczniej wszystko słyszał.







_________________________________________________________________
Witam dzióbdziusie!
Co tam u was kochani? Ja aktualnie jestem chora, dlatego też dodajemy rozdział dzisiaj :D
Tak zapewne pojawiłby się dopiero w piątek, jak nie w sobotę,WIĘC DZIĘKOWAĆ MOJEJ MAMIE, ŻE KAZAŁA MI ZOSTAĆ W DOMU xD
No to jak wam się podoba rozdział oraz troskliwy Ashton oraz Mikey jednorożec xD 
Jejku teraz trochę pofangirluję! Kiedy weszłam na blogera a tam ponad 12 tysięcy! Gdzie jeszcze z półtora tygodnia temu było 10 tysięcy. God zawał na miejscu! Tyle was już jest! Jejku nawet nie wiecie, jak bardzo, ale to jak bardzo skaczę po łóżku (oczywiście mentalnie, bo fizycznie nie mam na to siły)
Oh chciałabym przywitać kolejną czytelniczkę ♪Allie♪ witaj w familli kochanie, mam nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej :) 
Dziękujemy każdej osóbce i anonimki prosimy o podpisywanie, byśmy mogły was rozróżnić xD 
Zachęcamy do tweetowania na tt z hasztagiem #ShowMeRealityFF
Kochamy was :* 
Do kolejnego :*
Buziaki :* A.



No siema kochani :3
Pierwsza nowina
700 WYŚWIETLEŃ POD OSTATNIM ROZDZIAŁEM WOHOW!! Niesamowite, ludzie co wy potraficie *u* ahh, kocham was tak bardzo ♥ nie sądziłam że tak szybko (ew, nie sądziłam że w ogóle xd) dojdziemy do takiej sumy woah.
Dziękujemy wam serdecznie misie ze jesteście z nami *-*
Nie chce wam długo przynudzać więc tak:
1. Zapraszamy do tweetowania z hasztagiem #ShowMeRealityFF
2. Do zakładki "zapytaj familię"
3. Do wysyłania fanartów które znajdą się w "Galerii Sztuki"
No i oczywiście
4. Do komentowania moi drodzy ^^
Kocham was całym serduszkiem *-*
Do następnego :*
W.



PS. W weekend pojawi się notka, którą chciałybyśmy byście przeczytali :) odnośnie Urodzin naszego Bloga, które będziemy obchodzić 8 marca





Czytasz, proszę pozostaw po sobie komentarz, to bardzo motywuje! :*