środa, 21 października 2015

Rozdział 28 (cz. 1)

*Perspektywa Michaela*

Łomoczący ból rozrywał moja czaszkę gdy otworzyłem rano oczy. Spojrzałem zdezorientowany na bok gdzie leżała słodko śpiąc moja dziewczynka. Nie chcąc jej martwić wyślizgnąłem się z pod kołdry i po cichu wyszedłem z pokoju. Korytarz był ledwie oświetlony dlatego musiałem przytrzymywać się ściany. Gdy schodziłem po schodach usłyszałem szepty dochodzące z dołu. Zszedłem bezszelestnie na korytarz na parterze, a stamtąd do kuchni. Wygrzebałem tabletki z szafki nad zalewem i nalewając sobie do szklanki wody popiłem proszki. Przymknąłem powieki odchylając do tyłu głowę, lekko rozmasowując skronie. Gdy otworzyłem powieki spojrzałem na zegarek, który wskazywał czwartą nad ranem. Boże, czy mnie do końca powaliło? Dzisiaj akcja i zamiast się wyspać to ja wstaje o takiej godzinie. No wylew po prostu. Sapnąłem wkurzony i udałem się w drogę powrotną do pokoju, ale zatrzymałem się nagle w progu kuchni, gdy w salonie zobaczyłem dwie postacie. Chowając się za ścianką, wychyliłem głowę. Na kanapie leżał Louis, czego mogłem się spodziewać, gdyż Cal i Hanna zajęli jego sypialnie. Natomiast zdziwił mnie widok siedzącej po turecku Ann na przeciwko bruneta. Miała na sobie swoją piżamę składającą się z białego topu, oczywiście bez stanika i kolorowych szortów. Co jest grane. Niby taka twarda, chamska, próbuje nam wszystkim pokazać, że nie jest wrażliwa, a tu nagle siedzi z Tommo na dole. Chyba, że Lou najzwyczajniej w świecie spał, a mała siedziała i mu się przyglądała. Tylko w jakim celu? Przecież nienawidzi go całym sercem.
- Nie poddasz się tak łatwo, prawda? - zapytała nagle, cicho szepcząc poszczególne słowa. O co chodzi? - Kiedyś może dowiesz się prawdy, jakie skrywa moje serce. Mam nadzieję, że chociaż dożyję tego dnia - mówiąc to patrzyła na jego spokojną twarz.