poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Wszystkiego najlepszego Ronnie :*

STO LAT!
        STO LAT! 
                STO LAT! 
                        NIECH ŻYJE, ŻYJE NAM 
                                             JESZCZE RAZ 
                                                       JESZCZE RAZ 
                                                             NIECH ŻYJE, ŻYJE NAM
                                                                               NIECH ŻYJE NAM 
                                                                                                        A KTO?!
                                                                                                                   RONNIE!




Kochanie, jest po północy 5 kwietnia, więc śmiało, mogę zacząć składać Ci, życzenia. Mam cichą nadzieję, że będę pierwsza i nikt przede mną nie złożył Ci jeszcze życzeń. Bo będę zawiedziona ;(
Więc od czego by tu zacząć. Może od początku. 
Księżniczko, GOŁĘBIU, bliźniaczko ma najmłodsza, mi amore, słoneczko, skarbeczku, kochanie : Masz już 14 lat OMG a jeszcze rok temu było 13, jak to szybko zleciało. Zaczynasz mi się za szybko starzeć xD  Drugi raz świętujemy Te wspaniałe święto. Przepraszam, że w tym dniu nie mogę być z Tobą i tego świętować, ale sama rozumiesz. Może kiedyś uda nam się spędzić razem ten dzień i kolejny :* Bardzo bym tego chciała :*
Kochanie, życzę Ci tego co i w tamtym roku, czyli spełnienia marzeń, tego byś zawsze wiedziała co dla Ciebie najlepsze, byś spełniła każde najmniejsze życzenie, które siedzi w Twojej głowie. Rumaka na białym koniu (czyt Ashtona na perkusji) Masy samochodów, a zwłaszcza tego wymarzonego Dodge :* (kiedyś do Ciebie takim przyjadę) Ocenek w szkole dobrych, byś nie poddawała się i uczyła, a potem dostała do tego lic do którego sobie chcesz (wiem, że za szybko ale shh)
Tego byśmy nadal były dla siebie, kocham Cię niezmiernie i tyle już Ci powtarzałam, że znaczysz dla mnie wiele i jestem o Ciebie zazdrosna, no bo kto by nie był hellow, chyba jakiś głupek.
Nadal życzę czytelników i wydania książki. Twórz kochanie, bo masz talent! Ale pamiętaj najpierw razem wydajemy Smr. Nie ma bata xD No więc skarbie, korzystaj z dnia. Dużo prezentów, pysznego torta ( cem kawałek oczywiście dhl-em) i wszelkiego co sobie zażyczysz kotek :* Bo to w końcu Twoje święto. Na kolana królowa Ronnie rządzi w tym WIELKIM DNIU!


A teraz standardowo takie drobne imagine :* Mam nadzieję, że Ci się spodoba :*




Co roczne przygotowania na wiosenny bal odbywały się w niemałym chaosie. Po korytarzach Road High walały się ulotki promujące kandydatki na królową balu. Kujonki biegały od klasy do klasy, próbując zaplanować, każdy najmniejszy szczegół imprezy, by wszystko było idealne. Robiły to w połowie z własnej inicjatywy, ale były one też pod presja tak zawanych plastików, które, siła perswazji, mimo iż są tępe, umiały wmówić ci nawet, że pingwiny potrafią latać. Nie rozumiałam zbytnio całej tej farsy z czasem przed balowym, nawet tego roku moja kochana siostra została porwana w wir przygotowań, do tego stopnia, iż przestała się do mnie odzywać. Nie było jej w domu prawie w ogóle, a jeśli była, to siedziała zamknięta w swoim pokoju. Co serio uważam za dziwne, ponieważ, nigdy tak mnie nie zbywała, a jej zachowanie można podciągnąć za nadomiar nienormalne. Byłyśmy nierozłączne, mimo tego, że była ode mnie o 2 lata starsza. Była w najstarszej klasie, ale zbytnio nie obnosiła się z tym tak jak inne laski z jej klasy, albo jej rocznika. Tak samo było z przypadku jej chłopaka Louisa, który był jednym z popularsów, a jednak, nie zważając na statusy w szkole
 związał się z moja siostrzyczka. W ogóle starał sie traktować wszystkich na równi i w życiu chyba nie podniósł na nikogo reki, chyba ze była to osoba, która wyzywała mnie albo Ann.
Ale nawet i Louis się do mnie nie odzywa, już z dobre trzy dni próbuję złapać go by dowiedzieć się jest z Adrianne, ale kompletnie mnie zbywał, jak nie on po prostu. Nawet moi kumple z klasy postanowili mnie sobie olać. Ich stałą wymówką stało, się praca przy balu, ponieważ "potrzeba jest przecież męska siła do niektórych spraw". Wszystko byłoby z tym w porządku, gdyby nie fakt, ze oni nienawidzili takich imprez, po prostu nimi gardzili, nie mówiąc juz w ogóle o plastikach i całej tej szopce. Cała czwórka, łącznie z moim chłopakiem, nie znosili nosić garniturów i była to dla nich męczarnia, pomimo iż wyglądali w nich nieziemsko, a zwłaszcza mój kochany Ashton.
Nie miałam pojęcia, co się zupełnie dzieje, nie toć, że nie lubiłam okresu przed balowego, to jeszcze, przyjaciele mnie unikają, po postu zapowiada sie super bal. Który na marginesie mówiąc wypada dzisiaj. Westchnęłam ciężko na tą myśl i ruszyłam przed siebie w kierunku wyjścia ze szkoły. Zdecydowanie, dosyć miałam patrzenia na ludzi z mojej szkoły. Gdy byłam juz przy bramie wejściowej usłyszałam swoje imię. Z bijącym sercem i nadzieją, powoli obróciłam sie w stronę osoby, ale szybko wszystko ze mnie uleciało, a został żal. Gdyż w moim kierunku podążał jeden z chłopaków z paczki Lou, a zarazem jego najlepszy przyjaciel Harry.
- Hej Ronns - zaczął zziajany, co było oznaką tego iż serio musiał mnie gonić przez jakiś czas. - Myślałem, że juz cię niedogonie .
- Cześć Harry - odpowiedziałam mu tylko, nie komentując drugiej części jego wypowiedzi. - Co tam?
- Jest sprawa. Przychodzisz dzisiaj na bal, prawda?
- Nie wiem Hazz, nikt się do mnie nie odzywa od tygodnia, więc nie mam pojęcia, czy w ogóle mam po co tam iść - wyjaśniłam w skrócie patrząc na lokersa, po czym dodałam z lekkim grymasem na twarzy - i tak dziwie się, ze ty znalazłeś czas, żeby ze mną porozmawiać.
- Ronnie chyba żartujesz?
-Nie Hazz mówię poważnie. Nie jestem głupia - skwitowałam z przekąsem już się odwracając z zamiarem odejścia, lecz ten pochwycił mnie za prawą dłoń uniemożliwiając mi to. Odruchowo spuściłam wzrok na dłoń którą trzymał i na pierścionek spoczywający na palcu serdecznym. Był tam właśnie pierścionek zaręczynowy, który podarował mi Ashton. Od razu w okolicy serca poczułam nie małe ukucie zawodu i smutku. Co było aż tak ważne by mnie tak olać.
- Ronnie.. - wyszeptał.
- Przepraszam Harry. Po prostu nie wiem co się dzieje - przyznałam nadal wlepiając wzrok w biżuterie, co prawda, z każdą chwilą wzrok rozmazywał się na wskutek ciągle napływających łez.
Poczułam, jak chłopak jednym sprawnym ruchem przyciąga mnie do siebie i szczelnie zamknął w swoich ramionach.
- Na pewno  nie jest to aż takie straszne jak myślisz. Z tego co wiem, to twoja siostra wprowadziła nie mały terror z racji, ze to jej ostatni bal, a wiesz jaka ona wtedy potrafi być. A jeśli chodzi o Irwina i spółkę, przygotowują się do tego by grać na balu. Są naprawdę utalentowani, wiec dyro ich zatrudnił, więc nie ma to nic wspólnego z tobą. Nie zamartwiaj się. - skończył swój monolog ocierając z moich policzków łzy.
- Dziękuję Hazz.
- To co? Jedziemy do ciebie przebierzesz się, zrobię ci włosy i pojedziemy razem na bal? Co ty na to? – zapytał z entuzjazmem. I nie Harry wcale nie jest gejem, po prostu jego siostra bardzo często uczyła go takich rzeczy, mówiąc, że może kiedyś jakaś dziewczyna, bądź jego żona to doceni, więc właśnie takim sposobem nasz Styles potrafi ściąć stylowo włosy pofarbować je a nawet uczesać lepiej niż nie jedna fryzjerka. Ale jak widać, niestety, żadna jeszcze taka się nie trafiła.
- A ty? Kiedy ty się przebierzesz? – Spojrzałam na niego niepewnie.
- W samochodzie, kochana ja jestem gotowy na każdą ewentualność, jeszcze się tego nie nauczyłaś? – mlasnął z udawaną urazą, ale zaraz uśmiechną się i pociągnął mnie w stronę jego samochodu.
Kiedy tylko znaleźliśmy się pod domem, wypchnął mnie za drzwi, mówiąc bym się wykąpała bo śmierdzę, a on weźmie w tym czasie rzeczy i będzie czekał na mnie w pokoju, więc też tak zrobiłam. Wleciałam niczym burza do łazienki od razu pakując się pod prysznic. Nuciłam namydlając swoje ciało, słodkim płynem o zapachu fiołków, oczywiście głowę też umyłam, bo by mnie brunet powiesił, że o tym nie pomyślałam. Gdy porządnie zmyłam z siebie wszystko otulając się ręcznikiem wyszłam z pomieszczenia wchodząc do pokoju, w którym przed otwartą szafą stał szperający w niej brunet.
- Co ty robisz? – zapytałam lustrując go od góry do dołu, lecz ten nawet nie wzruszony dalej przerzucał ubrania a to na półkach, a to na wieszakach.
- O mam! – krzyknął w końcu uradowany odwracając się w moją stronę trzymając w dłoni sukienkę, którą i tak miałam założyć na bal. Była ona rozkloszowana w pasie, w kolorze granatowym z różowymi elementami i kamieniami na wysokości biustu. Sięgała mi trochę za kolana, ale była idealna na mnie.
- No widzę, że masz moją balową sukienkę. Mogłeś się pacanie zapytać, a nie mi burdel robić w szafie.
- No ej, krzyczałem, ale śpiewasz pod prysznicem tak głośno, że ja wcale się nie dziwię, że nie słyszałaś – odgryzł się z chytrym uśmieszkiem na twarzy, a ja jak zwykle zarumieniłam się z zażenowania. – Dobra, dobra buraczku – rzucił we mnie bieliznę i rajstopy, po czym dodał – idź, nałóż mi to i wróć  tu, tylko szybko! Bo nie mamy czasu!
Tak też zrobiłam. Z prędkością błyskawicy nałożyłam na siebie rzeczy we mnie rzucone i osuszając włosy ręcznikiem wróciłam do lokersa.
- Dobra siadaj na krześle, najpierw ci kudły wysuszymy – powiedział włączając suszarkę. Przyglądałam się w lustrze, jak chłopak zwinnie porusza się wokół mnie dmuchając we mnie gorącym podmuchem powietrza. Zaraz zmienił suszarkę na lokówkę i pasmo po paśmie zakręcał na grubą lokówkę, przez co nie wyglądałam jak baran. Kiedy skończył już je lokować, pochwycił w dłoń lakier i spryskując chyba litr na moje włosy zaczął je układać w chyba koczka, nie wiem, za bardzo się wyginał przed lustrem, bym nie mogła widzieć efektów. Przypinał coś, pryskał, dokręcał. No czego on nie robił z tymi włosami. W końcu po 15 minutach postaną przede mną przyglądając mi się z zachwytem, lecz nie pozwolił mi się przejrzeć, gdyż zaproponował, że również mnie pomaluje, więc i mu pozwoliłam, co prawda nie był to pierwszy raz, więc wiedziałam, że powierzam się w dobre ręce.
- Dobra to zrobimy tak delikatnie, ale z pazurkiem – chwycił się za brodę udając, że myśli i zaraz zabrał się do roboty. Najpierw podkład, korektor, puder, standardowo, oczywiście jeszcze róż i w ogóle. Potem coś robił z oczami, ale nie mam zielonego pojęcia co.
- Dobra możesz już otworzyć oczy skończyłem.
Niepewnie uchyliłam jedną powiekę, napotykając swoje odbicie w lustrze i aż nie mogłam uwierzyć, że to ja. Harry naprawdę się postarał. Miałam naprawdę lekki makijaż, ale niezwykle wyrazisty. Do tego włosy zebrane w koczka z którego wychodziły loki. Po prostu cudo. Gapiłam się na taflę lustra nie mogąc uwierzyć.
- Hazza to jest..
- Tak wiem skarbie jestem geniuszem – zaśmiał się słodki podając mi sukienkę. – wciskaj tyłek i ruszamy. – Miałam już mówić, że przecież on jeszcze nie jest gotowy, ale kiedy tylko na niego spojrzałam po prostu pokręciłam głową, gdyż był już całkowicie odpicowany. Pytanie teraz ile stałam przed lustrem i się na siebie gapiłam, że tego nie pamiętam.
Szybkim ruchem nałożyłam na siebie kieckę i wkładając stopy w czarne szpilki ruszyłam za brunetem ku wyjściu.
Do szkoły jechaliśmy jeszcze krócej, niżeli jak z niej wracaliśmy, kiedy Harry zaparkował już na pełnym prawie parkingu, zgasił auto i wyszedł z niego pierwszy każąc mi poczekać, gdyż jako dżentelmen chciał otworzyć przede mną drzwi. Oh ten Harry. Podając mu rękę wyszłam z gracją z samochodu i zaczęłam podążać za nim, a raczej byłam przez niego ciągnięta. W połowie drogi dopiero zorientowałam się, że wcale nie podążamy do Sali gimnastycznej.
- Co ty robisz Harry, gdzie ty mnie prowadzisz?! Sala jest przecież w tamtą stronę.

- Wiem przecież - prychnął tylko, ale dalej w zaparte ciągnął mnie za sobą. W pewnym momencie przystanęliśmy, wszędzie panowała ciemność i tylko z niektórych sal sączyło sie światło oświetlając korytarz główny.
- Ja juz ją przejmę - usłyszeliśmy z boku, barwny głos i nie miałam większych wątpliwości z tym do kogo on należał i zaraz się też o tym przekonaliśmy, kiedy z za rogu wyłonił się ubrany w garnitur mój kochany. – Dziękuję Harry, idź do Lou, wszędzie cię szuka – skiną na niego, a potem już patrzył tylko na mnie. Sama też nie odrywałam od niego wzroku, że nawet nie wiem, kiedy brunet puścił mą rękę i zniknął z ciemności.
- Ronnie – wyszeptał porywając mnie w swoje ramiona, lecz nie wykonał niczego innego. Po prostu patrzyliśmy sobie w oczy stojąc na środku korytarza, lecz ta cisza była dla mnie niezręczna, byłam na niego zła, lecz nie potrafiłam na niego nakrzyczeć, więc tylko przerwałam ciszę między nami.
- Słyszałam, że dostaliście robotę na balu
- Tak – odpowiedział krótko. Oh fajnie, super czyli nadal nic się nie zmieniło. Walić to idę znaleźć Harrego w taki razie. Wkurzona próbowałam wyrwać się blondynowi, lecz ten trzymał mnie mocno uniemożliwiając mi to. – Wiesz, że wyglądasz przepięknie? – wyszeptał do mego ucha, powodując nie małe ciarki na moim ciele. Następnie odsunął się na tyle, by uchwycić moją prawą dłoń i ucałować pierścionek, podarowany mi na zaręczyny na ich koncercie. Potem wyprostował się i sięgając do kieszeni wyciągnął z niej pudełko większe, od tego, w którym był zaręczynowy pierścionek. – Ale brakuje czegoś w tym stroju.
Odwrócił mnie plecami do siebie i zaraz czułam na szyji jego ciepły oddech, a potem coś zimnego znalazło się na dekolcie. – Gotowe. – szepnął ponowne tym razem składając na mojej szyji słodki pocałunek, po czym ponowie mnie obrócił i wpił się zachłannie w moje usta. Pocałunek oddawał wszystko, tęsknotę, żądzę i niezmierną miłość. Czułam to wszystko naraz, więc z pasją oddałam go pogłębiając jeszcze bardziej . Kiedy się od siebie oderwaliśmy nie mogłam złapać tchu, a serce waliło mi niemiłosiernie. Kochałam go i nie zależnie ile by się do mnie nie odzywał, nigdy nie potrafiłabym mieć do niego o to żal. Spojrzałam w dół na swój dekolt gdzie teraz spoczywał na srebrnym łańcuszku serduszko, w po jednej stronie V a po drugiej A. To było cudowne. Ze łzami w oczach spojrzałam na chłopaka, dając mu buziaka i szepcząc ciche dziękuję, ponieważ na nic innego teraz mnie nie było stać, lecz mój narzeczony miał inne plany i znowu mnie do siebie przyciągnął całując już bez opamiętania. Sama byłam go głodna, więc zarzuciłam mu dłonie na barki i przyciskając go do swojej klatki piersiowej oddawałam pocałunki.
- Wszystkiego najlepszego skarbie – powiedział kiedy się od siebie oderwaliśmy. Z początku spojrzałam na niego nie pewnie, a potem złożyłam wszystko w całość, dziś był 5 kwietnia. Moje urodziny. Na śmierć o nich zapomniałam, zbyt pochłonięta byłam myślami co się dzieje z moimi znajomymi, by pamiętać o dniu moich urodzin. – Zapomniałaś o nich prawda? – zapytał ze śmiechem patrząc na moją twarz, którą na pewno wykrzywiał nie mały grymas.
Zawstydzona i zażenowana spuściłam wzrok robiąc się cała czerwona niczym burak.
- Oj Ronnie, Ronnie - zaśmiał się słodko prowadząc mnie w stronę Sali gimnastycznej, a kiedy tylko na nią weszliśmy. Kinfetti wyskoczyło ku górze i wszyscy zgromadzeni zaczęli śpiewać mi głośno sto lat. Na czele ich wszystkich oczywiście stała Adrianne, w pięknej fioletowo różowej sukience do ziemi, a obok nich stali Luke, Mike trzymający tort, Lou zaraz po jej prawej stronie, a koło niego Calum, Harry, Liam z dziewczyną i Niall, oczywiście jak najdalej od tortu, by go nie zjadł. Po prostu łzy stanęły mi w oczach. Nie mogłam uwierzyć, że te głupki, nie odzywali się do mnie by zrobić mi niespodziankę. Boże święty.
- Siostrzyczko – zaszczebiotała Ann biegnąc w moim kierunku przypomnę, że była na obcasach, a kiedy do mnie dotarła, mocno mnie do siebie przytuliła mówiąc chaotyczne życzenia.
- Zabiję cię kiedyś – powiedziałam, gdy skończyła swój monolog, z którego i tak mało zrozumiałam.
- Nie bo za bardzo mnie kochasz – posłała mi oczko i stanęła z boku, by reszta mogła się do mnie dostać i złożyć mi życzenia. Każdy oczywiście życzył mi małych Irwiątków, z czego Ashton za każdym razem wybuchał śmiechem gdy to słyszał. Luke nie omieszkał wspomnieć o zaadoptowaniu pingwina, Mike o tym, żebym w końcu się przefarbowała na czerwono, byśmy byli bliźniakami, Cal tego bym się nie wstydziła chodzić na golasa po domu, Niall kilogramów słodyczy i oczywiście wypomniał mi, że ja tyje, a on nie. Liam życzył rozsądku i żebym kilkanaście razy zastanowiła się zanim stanę przed ołtarzem z tym debilem po mojej lewej. Harry standardowo małych brzdąców, ale dopiero po tym jak mnie przewiezie po każdym lokalu z stanach. A narzeczony mojej siostry życzył mi bym się nie zmieniała, bo kochają mnie taką jaka jestem. Przy tym już nie wytrzymałam ryknęłam płaczem tak, że reszty ludzi życzeń nie pamiętam, ale podejrzewam, że wszystkie były miłe. Kiedy tłum się rozszedł, zostałam tylko ja i Ashton, a w tle można było usłyszeć początek naszej ukochanej piosenki o miłości.
- Czy przyszła pani Irwin pozwoli mi z sobą zatańczyć?

- Ależ naturalnie – wychrypiałam ścierając łzy, następnie ułożyłam dłoń na jego i zaczęliśmy poruszać się w rytm muzyki. Zmysłowo, spokojnie. Tylko ja, mój narzeczony i muzyka płynąca z naszych serc.
- Kocham Cię Veronica – szepnął mi do ucha, a reszta mogła nie istnieć.
- Też cię kocham Ash – odpowiedziałam składając przelotnego buziaka na jego ustach po czym wtuliłam się w niego i oboje daliśmy ponieść się muzyce. Właśnie tak spędziłam moje 19 urodziny. Tańcząc do białego rana, z ludźmi, których kocham, do muzyki, granej przez zespół moich przyjaciół. Po prostu wymarzone urodziny. Na pewno pozostaną do końca w mojej pamięci. 




Jeszcze raz wszystkiego najlepszego moja młodsza bliźniaczko :* 
Kocham Cię :* 
Twoja Addie.

Rozdział 41.

*Perspektywa Louisa*

Siedziałem na dachu mojej Alfy Romeo, wpatrując się w ciemne niebo, migoczące na nim gwiazdy oraz odbijający światło księżyc. Paliłem papierosa, nie wiem którego. Już straciłem rachubę, ale paczka, którą sobie kupiłem po wyjeździe z domu była kompletnie pusta. Prawie nigdy nie palę, ale to... Ta sytuacja jest sporym wyjątkiem.


Nawet nie wiem dlaczego siedzę na czarnej blasze auta, zaparkowanego na moim ulubionym torze wyścigowym. Po prostu czułem wielką potrzebę bycia zupełnie samemu. Odcięcia się od wszystkich. Teraz nie liczyło się nic, prócz moich szalejących w głowie myśli i kolejnego papierosa. W moim umyśle co chwila odtwarzał się moment, w którym Adrianne została postrzelona prosto w klatkę piersiową przez jednego z tych skurwysynów. I przysięgam na Boga, że jeśli tylko dowiem się, który to zrobił - znajdę go i zabiję. Bez najmniejszego wahania. Bo mam wrażenie wewnętrznej pustki, jak gdyby ktoś wyrwał część mnie i zabrał ją ze sobą, odchodząc w nieznane, a ja nawet nie wiedziałem gdzie mam szukać tego zagubionego fragmentu. W chwili kiedy jej ciało uderzyło o ziemię czułem się jakbym to ja został postrzelony. Wiem, że w tej chwili brzmię jak jakiś uczuciowy idiota i sam się sobie dziwię, ale nie tak miało być. Zupełnie inny był plan i jakbym wiedział inaczej, do cholery, bym to zaplanował. Obie by żyły i nie musiałbym patrzeć jak Veronica się męczy bez siostry. Przez nas, Ann nie żyje, gdybyśmy nie porwali ich, nic by się takiego nie wydarzyło. Nadal świat nie wiedziałby o córkach słynnego O'Connora, nie poznałyby nas, a co najważniejsze obie byłyby bezpieczne i żadna z nich nie cierpiałaby tak mocno. To okrutne jaki świat dla nich się okazał, że żyły pod kotarą kłamstw, które serwował im ojciec i bliscy, zupełnie pomijając prawdę o życiu. Wszystko, do cholery, poszło nie tak! Moja pięść opadła z hukiem na blachę na której siedziałem, powodując jej wgięcie. Chuj z samochodem, potem ją wyklepię. Mam większe zmartwienia na głowie. Dwa trupy. Dokładnie dwa. Perrie również ucierpiała, kiedy zachodzili ich od tyłu. Podobno było to tuż po tym jak zabrali ciało Adrianne, a ona próbowała odebrać im je, co zupełnie było niespodziewane z jej strony, bo przecież nienawidziła ich bardziej niż Irwina, a ta dwójka potrafiła nieźle sobie dopiec. Nie mogłem uwierzyć, kiedy wróciłem do domu po całej sprawie kiedy zostaliśmy jeszcze powybijać tamtych skurwieli, że zastałem dom w rozsypce, nie takiej że był syf w domu, tylko taki, że każda osoba próbowała otrząsnąć się z nieudanej akcji. Zayn postanowił nas opuścić, gdyż wszystko przypominało mu zmarłą dziewczynę i nie widział sensu, by dłużej z nami być i ciągnąć coś, co według niego bez niej nie jest tym samym. Veronica była zamknięta w pokoju wrzeszcząc i płacząc na tyle głośno, że było jej cierpienie słychać w całym domu, nie zależnie w jakim pomieszczeniu przebywałeś. Tak bardzo współczułem tej dziewczynie, pewnie zachowywałbym się tak samo, gdyby to chodziło o moją malutką Kathrin, która swoją drogą płakała wtulona w tors Harry'ego i wiedziałem, że równie mocno przeżywa śmierć starszej O'Connor, ponieważ jako jedyna od razu stanęła za nimi murem oraz dlatego, że jest niezmiernie wrażliwa i empatyczna. Natomiast mój brat siedział z Hann pod drzwiami gdzie przebywała zamknięta i próbował przekonać ją do otworzenia im drzwi, jednak na marne. Nawet Luke wydawał się inny, kiedy zbiegał ze schodów z bólem wymalowanym na twarzy. Domyśleć się mogłem, iż coś wydarzyło się w pokoju, gdzie nad nią czuwał. Pewnie, oskarżyła go o śmierć Adrianne i szczerze - nie zdziwiłbym się, gdyby tak było. Idąc dalej Rose i opatrywała Caluma, który oberwał kulkę w ramię, co chwile ścierając łzy z policzków a Mike pocieszał Caroline po stracie przyjaciółki, cóż takie suki jak Pezz nawet na takie zasługiwały. Irwin natomiast cóż nawet jeszcze nie wrócił do domu, dlatego i ja się ulotniłem musząc pobyć sam na sam ze sobą. Będąc jeszcze u siebie w pokoju przebrałem się w czyste nieuchlapane krwią ubrania i miałem wtedy zamiar wyjść, lecz zeszyt leżący na podłodze zwrócił moją uwagę. Co okazało się właśnie siedziałem tu: na torze, po zmroku i w rękach trzymałem pamiętnik Adrianne, tak jakby go dla mnie zostawiła, jakby wiedziała co się ma wydarzyć i że zginie oddając życie za siostrę.  Nie mam pojęcia skąd mogła wiedzieć, że tak się stanie, pewnie to było coś w rodzaju przeczucia. Sam się spodziewałem, że coś może pójść nie tak, bo Sean nigdy nie gra czysto, ale chociaż miałem nadzieję, że nic takiego miejsca mieć nie będzie. Wystarczyło tylko jedno pociągnięcie za spust, jeden pocisk i nieforutnne miejsce, w którym stała. Tylko tyle wystarczyło, żeby odeszła na zawsze, zabierając ze sobą na prawdę duży fragment swojej siostry, która raczej nie pogodzi się z tą stratą, ale także cząstkę mnie przy okazji. Można powiedzieć, że ona coś dla mnie znaczyła, zdecydowanie coś więcej niż tylko kolejną zakładniczkę.
Przerzuciłem kolejną stronę, na której zauważyłem nuty i kilka zapisanych na szybko słów. To ta piosenka, a raczej jej niewielka część, którą śpiewała dla mnie. Czytając jej tekst nadal słyszałem w głowie jej melodyjny głos. Poczułem jakby ukłucie w okolicach serca na to wspomnienie. Westchnąłem głęboko, odkładając notatnik na blachę, na której teraz płasko leżałem. Podkładając dłonie pod głowę przymknąłem oczy. Chciałem tu zostać jeszcze chwilę, ale doskonale wiedziałem, że jeśli Ashton wróci do domu to coś złego się stanie, a nawet jeśli nie wrócił, to może zdarzyć się coś nieprzyjemnego. Poza tym jest nieludzko zimno, zwłaszcza że ubrałem pierwszą lepszą koszulkę z krótkim rękawem, w dodatku nie wziąłem nic, czym mógłbym się okryć. Zeskoczyłem z dachu, ściągnąłem z niego paczkę papierosów oraz zeszyt brunetki. Wsiadłem do środka, położyłem obie te rzeczy na siedzeniu pasażera i odpaliłem silnik z nadzieją, że nie minie zbyt wiele czasu zanim się pozbieram po tym zdarzeniu. Gdy tylko wyjechałem z toru włączyłem radio, by nie jechać w męczącej ciszy, która panowałaby w samochodzie. Jeszcze pamiętam, gdy jechała ze mną na bal i próbowała odgryzać się na możliwie każdy sposób, co było czasami irytujące... albo ostatnia nasza przejażdżka, gdy złamała rękę uderzając Ashtona. Nie zdawałem sobie sprawy, że może to być nasz ostatni pocałunek, że więcej nie będzie okazji by to zrobić, że nie będę miał okazji w ogóle jej ujrzeć. Miałem już dosyć wszystkiego i coraz bardziej bolała mnie jej śmierć, a przecież jej, do cholery, nie znałem! Jak to możliwe, że... Nie, przestań, ogarnij się! Przerwałem swoje myśli zanim zawędrowałyby zbyt daleko i dalej skupiłem się na czarnej jezdni.
Droga do domu nie trwała jednak tak długo jak początkowo się zdawała i już mogłem zaparkować na podjeździe udając się zaraz do domu, gdzie zaszyję się w pokoju i wtedy będę mógł użalać się nad sobą i nad tym, że jestem gównianym przywódcą, lecz kiedy tylko moja noga przekroczyła próg domu, zdecydowałem się na zupełnie inne pomieszczenie mianowicie na piwnicę, w której Adrianne wyładowywała całą złość i rozpacz kiedy Veronica został porwana, więc zapewne będzie dużo do posprzątania.
Pchnąłem mosiężne, metalowe drzwi, odruchowo sięgając do włącznika światła. W porę jednak zorientowałem się, że światło jest już zapalone. Marszcząc brwi wszedłem wgłąb pomieszczenia, tym samym napotykając smutne spojrzenie szaro-zielonej pary oczu. Brunetka siedziała przy ścianie, wspierając rękę o zgięte kolano.
Wokół panował totalny chaos, kilkanaście noży leżało na podłodze razem z jakimiś porozbijanymi przedmiotami, zaś niektóre ostrza były powbijane w tarcze. Spodziewałem się tu takiego widoku. Odgarnąłem stopą odłamki... sam nie wiem czego, po czym usiadłem obok dziewczyny. Jej utkwiony na czubkach swoich butów wzrok dawał mi do zrozumienia, że intensywnie się nad czymś zastanawia. Uniosłem ramię, owinąwszy je wokół drobnych barków dziewczyny. Przyciąnąłem ją do siebie i ucałowałem w czubek głowy.
- To jest trudne, Kate...
- Po co to robiłeś? - przerwała mi nagle w połowie zdania. - Żebyś teraz cierpiał? Żebyś się zatruwał nikotyną, próbując nią zapełnić pustkę w sercu?
- Kathrin, to nie tak.
- Ile wypaliłeś? - podniosła wzrok, dosłownie wywiercając dziurę w mojej głowie.
- Paczkę - wymamrotałem.
- Sam widzisz. Znam cię jak nikt inny, jasne? Gdyby nic, zupełnie nic dla ciebie nie znaczyła, teraz byś nie palił, tym samym nie cierpiąc.
- I winisz mnie za to, że coś do niej poczułem?
- Nie, nie za to. Winię cię za to, że dopuściłeś do jej śmierci, że w ogóle ją tam zabrałeś. Za to, że je porwaliście! Gdyby nie ten jeden mały błąd, niczego takiego by nie było...
- Zaczynasz zrzędzić jak Perrie - mruknąłem zniesmaczony. Nie chciałem, żeby moja mała, zawsze rozsądna Kate zaczęła zajmować miejsce tej wrednej blondyny.
- Jestem wkurzona, Lou, ponieważ to mogłoby się skończyć dobrze, może byłbyś szczęśliwy w końcu... Wiesz jak mi zależy na tym - westchnęła, opierając głowę o moje ramię.
- Wiem Katy, tylko wiesz, że ono nie jest dla mnie. - Tym razem to ja zamknąłem powieki wypuszczając z trudem powietrze. To robiło się coraz trudniejsze, nie chciałem, by siostra się o mnie martwiła, ma o wiele ważniejsze sprawy na głowie niż ja.
- Co ty wygadujesz Lou! - podniosła nagle głos prostując się, więc już nie czułem jej ciepła przy sobie. - Jesteś tą osobą, która na to zasługuje, jesteś dobrym człowiekiem i to, że coś do niej poczułeś sprawia, że chciałeś wyjść z tego życia "panienki na jedną noc", że dorosłeś na tyle, aby mieć partnerkę na resztę życia.
- Jakbyś nie zauważyła jej tu nie ma. Poza tym wcale jej nie kochałem.. - warknąłem przez zaciśnięte zęby.
- Może i nie kochałeś, ale samo to, że chciałeś jej pomóc. Louis, gdybyś do niej niczego nie czuł traktowałbyś ją zupełnie inaczej, tak jak Ashton, lecz nim nie jesteś, i chęć odkrycia prawdziwej jej...
- Kate, proszę cię... - jęknąłem przerywając jej dalsze wywodu.
- To ja cię proszę! Przestań się użalać nad sobą!
- Żeby to było jeszcze takie proste, do cholery! - podniosłem głos zaciskając dłoń w pięść, wiem, że nie powinienem na nią krzyczeć, ale nie jest mną, nie rozumie co we mnie siedzi, co czuję w tym momencie. - To nie ty patrzyłaś jak osoba, którą próbowałaś uratować umarła! Próbowałem tak bardzo jej pomóc... - szepnąłem bardziej do siebie niżeli do siostry. Westchnąłem czując palące łzy w kącikach oczu, rzadko płakałem, prawdę mówiąc nigdy, ale kiedy już mi się to zdażało to w ciemnościach, tak by nikt inny tego nie widział. - Prawda jest taka, że to wszystko moja wina. Przeze mnie nie żyje. Czuję się tak, jakbym to ja do niej strzelił, rozumiesz? Wszystko to moja wina, że w porę do niej nie podbiegłem! Że nie dałem jej broni! To mnie niszczy Kate. Kilka godzin po akcji, a ja czuję się jak wrak... jak wrak człowieka, któremu odebrano najważniejszą rzecz w życiu... - przymknąłem oczy zaciskając mocno szczękę, nie chcąc by łzy zaczęły płynąć, lecz kiedy Kate przytuliła mnie do siebie, już nad tym nie panowałem i jak małe dziecko zacząłem szlochać w jej ramię. Wtedy dopiero to do mnie dotarło i zanim zdążyłem się zastanowić te słowa z trudem wyszły z moich ust. - To moja wina, że coś dla mnie znaczyła, że poczułem coś do niej...
- Nie, Louis. To nie jest twoja wina. Żaden człowiek nie może czuć się winny przez to, że się zakochał. Jak mawiają... Serce nie sługa - westchnęła.
Kate podniosła się na nogi, po czym po prostu wyszła zostawiając mnie tym samym w piwnicy. Pewnie chciała, żebym zastanowił się nad jej słowami. Oparłem głowę o chłodną ścianę. Może i miała rację. Niepotrzebnie obwiniałem się za uczucie, którym dażyłem brązowooką. Wiem, że to nie jest miłość, ale miałem wrażenie, że się z nią związałem w jakiś sposób.
Z trudem wstałem z podłogi, powoli zbierawszy jakieś szklane odłamki, a także noże. Ostre fragmenty wyrzuciłem do niewielkiego kosza, stojącego w rogu pokoju, a ostrza odłożyłem niedbale na dół, po czym wyszedłem. Gdy zamykałem piwnicę usłyszałem odgłos zamykanych drzwi wejściowych. Albo Irwin wrócił do domu albo ktoś wyszedł. Jednak obstawiałbym, że ktoś wyszedł. Ash najprowdopodobniej wróci dopiero około trzeciej rano schlany w cztery dupy, nie mając pojęcia co się wokół dzieje. Bez pośpiechu pokonałem kilka schodków dzielących mnie od korytarza i skierowałem się do mojego pokoju. Byłem wyczerpany po tym co się zdarzyło, chociaż na pewno nie uderzyło to we mnie tak jak w Veronicę. Zakładam, że siedzi zamknięta w pokoju, zwinięta w głębek na łóżku i płacze. Chociaż nie dziwię jej się, straciła najważniejszą dla niej osobę, która pomagała jej do teraz i szczerze powiedziawszy nie wiem jak sobie poradzi. Zwłaszcza, że jest skazana na nas i nie ma nikogo równie bliskiego jak siostra. Hemmings na pewno będzie przy niej, ale nie zastąpi jej Adrianne, to oczywiste. Kolejny raz tego wieczoru westchnąłem ciężko i wszedłem do pokoju, zamknąłem drzwi, po czym z przyciśniętnym do piersi zeszytem rzuciłem się na łóżko. Poduszka, kołdra, ciemność z jedynie włączoną jedną lampką przy łóżku. Tego mi było trzeba, nawet już nie miałem siły się przebierać, po prostu zakopałem się w pierzynach i pochłonąłem się w dalszej lekturze notatnika Adrianne. Ciągle w głowie szumiały mi słowa piosenki, a raczej ostatni wers pierwszej zwrotki piosenki, której nie zdążyła dokończyć i której już nigdy nie będzie miała okazji napisać.
"Chcę byś pokazał mi rzeczywistość".
Słowa może i proste, ale zbyt wiele mi przekazywały, wiem jak bardzo bała się zaufać zwłaszcza mi i wiem również, że coś okropnego ją w życiu spotkało, ale próbowała przełamać się i pozwolić mi mieć do niej dostęp, nawet jeśli po części było to wbrew jej samej.
Czytając całą tą zwrotkę utwierdzałem się w przekonaniu, iż ona zaczynała coś czuć, może i też dlatego przez ostatnie dni zachowywała się inaczej, zupełnie inaczej, jak nie ona. Próbowała mnie trzymać na dystans, zniechęcić do siebie, ale martwiła się o nas, nawet nie wiedziała iż zauważyłem tak małą rzecz, a może to ja się znowu myliłem? Może już załamała się do końca i dlatego nie miała siły na dalsze udawanie kogoś, kim nie jest? Sam nie mam pojęcia i niestety nie dowiem się jak było na prawdę. Te myśli będą mnie dręczyć do końca życia i nawet jeszcze dłużej, ale takie już jest życie. Wkłada ci pręt miedzy kręgi kręgosłupa i mówi 'rusz się'.
Tak jest i ze mną w tym momencie, jej śmierć właśnie podziałała jak owy pręt, unieruchomiła mnie doszczętnie. Tylko teraz pytanie: na jak długo będzie on wciśnięty we mnie? Kiedy zdołam ruszyć do przodu pomimo dysfunkcji? Nie mam pojęcia. Wiem tylko jedno, Adrianne chciała bym jej pomógł, wołała o pomoc chcąc, bym pokazał jej prawdziwą rzeczywistość, bez jakichkolwiek fałszów.
Z tą właśnie myślą krążącą po głowie odpłynąłem, nawet nie wiem kiedy to miało miejsce.

_____________________________________________
Witam skarbeczki :*
Mamy 41 rozdział i to z perspektywy mojego Lou Lou *,* 
No szkoda tylko, że tak mi smuta ;( 
Co o nim myślicie? 
Dziękujemy za komentarze, oraz za wyświetlenia :* 
Niezmiernie się cieszymy, że jesteście z nami kochani. 
Zachęcamy do pytania bohaterów.
Oraz tweetowania z naszym hasztagiem #ShowMeRealityFF

OMG ZAPOMNIAŁABYM NAJWAŻNIEJSZEGO!

WYGRAŁYŚMY BLOG MIESIĄCA LUTY! NIEZMIERNIE DZIĘKUJEMY ZA KAŻDZIUTEŃKI GŁOS! JESTEŚCIE NIESAMOWICI I ZAWDZIĘCZAMY WAM WYGRANĄ :* DZIĘKUJEMY :**

Teraz nie będę już wam przynudzać. Daje wam Ronnie :) 
Do kolejnego :* Buziaki :* A.


Witam, miśki!
Jak tam się rozdział podobał? Trochę smutny, ale pokazuje nam uczucia Lou awh *,*
Czyżby Tomlinson zmiękł? Co się z nim dzieje?!
A co do bloga, czy wy to widzicie?! Ponad 17tyś wyświetleń! To niesamowite *-*
Dziękujemy wam z całego serca za wszystko, co dla nas zrobiliście.
I woooohooo!! Wygrałyśmy blog miesiąca, to już w ogóle jest po prostu WOW! Nie mogę uwierzyć, że udało nam się osiągnąć tak wiele, w tak krótkim czasie. A wszystko dzięki wam!
Kochamy was najmocniej na świece :**
Możecie świętować razem z nami na twitterze pod hasztagiem, który Ann podała wyżej.
I oczywiście komentować! :D
To do kolejnego rozdziału.
Adios compadres! :*
W.


Czytasz - proszę skomentuj :*

piątek, 1 kwietnia 2016

Dział 2 - "Prawda"

Prawda, jest najcięższym z możliwych rzeczy na świecie do wyjawienia,
lecz kiedy przychodzi nam ją wypowiedzieć,
często zacinamy się, a nasz puls przyśpiesza.
Boimy się tego jak zareagują na nią najbliżsi,
A jest ona najczęściej niezwykle bolesna.



Prawda jest niczym ogień ukryty w kuli powietrza.
Myślimy, że nie wydostanie się z wnętrza,
lecz zawsze znajdzie ono wyjście,
by wziąć nas w swe objęcie.
Wyjawiana jest często bolesna,
a zasięg to linia bezkresna.
Lodowata, przelatująca na wskroś,
oplatająca serca, niczym winorośl.
Pnie się po zakamarkach umysłu.
Chcąc pozbawić nas wszelkiego zmysłu.
Niszczy tym co na swojej spota drodze
Raniąc wszystko srodze.


Wyjaw mi swoją prawdę,
pokaż to co skrywasz
wiem, że masz ich zbyt wiele,
ale wiem, że wolisz zginąć 
milcząc po wieki

                                           



___________________________________________________
Rozdział 41 pojawi się w niedzielę. Cieszymy się, że wy się cieszycie, że był to tylko żart ;* :D
Pokazuje nam to, że jednak, ktoś to lubi, ale mamy nadzieję, że się nie gniewacie xD :* 


Oto obrazek i moje (Ada) wierszyko-opisy (nie mam pojęcia jak to nazwać xD) do kolejnego działu. Tak sobie jakoś wymyśliłyśmy, że podzielimy tom na dwie części xD Chciałyśmy również, by oba działy były ze sobą powiązane, więc stąd też poszczególne nazwy działów.
Jak wam się podoba? Piszcie co o tym sądzicie. *,*
Kochamy was ;* 
Buziaki ;* 
A&W.



#ShowMeRealityFF


Prima Aprimis + zakończenie 1 działu

PRIMA APRIMIS!

Naprawde myśleliście, że zrezygnuje z tego tak łatwo?!
Mamy zbyt wiele pomysłow. Ja mam zbyt wiele szalonych, powalonych wizji... Nie mogłabym\nie mogłybyśmy tego zakończyć w ten sposób.
Jako jedyna chyba się domyśliła Juluś, oh Ty Ninjo zawalony xd kochamy Cię chyba właśnie za to. Xd :**
Ale dziękuję, za te niesamowite wykłady Nicol i Notie :* Naprawde miło mi się to czytało, że tak wam zależy, że się przejmujecie, nawet jeśli Nicol tego nie czytasz xd oraz dziękujemy za cudowne przekleństwa Karo xd nie bój się, będziesz miała co czytać xd
No wiec tak, wieczorem dodamy początek i nazwe drugiego działu.

Pierwszy dział natomiast, który zakończyłyśmy nosił tytuł: Tajemnice


Każde serce pokrywa warstwa tajemnic.
To co z nimi będzie zależy od nas
Lecz czy warto jest je ukrywać przed najbliższymi? 
Bojąc się, momentu kiedy wyjdą one na jaw i zniszczą więzi?
Czy warto?






Kochamy was :*
A&W.


#ShowMeRealityFF

wtorek, 29 marca 2016

Ważne

Ehh serce mi się kraja, kiedy wam to piszę... Nie chciałyśmy pisać tego od razu po 40 rozdziale, nie chcąc was dołować na święta.
Wiadomość jest taka, że rezygnuję. Nie mamy zielonego pojęcia jak to dalej pociągnąć, a też ostatnio się z Ronnie nie dogadujemy. Poza tym mam dużo do nauki, jazdy, moja osiemnastka, szkoła, praca i nie znajduje czasu na piasanie. Weronika niestety, powiedziała,że beze mnie nie zamierza tego prowadzić, bo i tak większaść tu pchałam i pilnowałam ja. A więc to koniec Smr. W piątek pojawi się epilog.
Mam nadzieję, że mnie (nas) nie znienawidzicie. Na prawde tego nie chciałam, ale tak wyszło. Poza tym i tak nie żyje so, niestety mnie nie zabijecie.

Więc do zobaczenia w piątek.
Pamiętajcie jeszcze o naszym hasztagu #ShowMeRealityFF

Kochamy was ;**
A&W