wtorek, 8 marca 2016

Rozdział 39 (cz. 1)

*Perspektywa Ashtona*

Chodziłem w tą i z powrotem po pokoju ciągnąc co chwila za końcówki włosów. Byłem tak nieziemsko na siebie wkurzony. Boże. Miałem ochotę roznieść wszystkich i wszystko co stanęło by mi na drodze. Jebany dzień. Nie mam jej jebane dwadzieścia cztery godziny, a ja zachowuję się jakbym postradał zmysły, zresztą nie tylko ja. Adrianne zamknęła się w pokoiku treningowym i rozwalała o ścianę możliwie wszystkie szklane rzeczy ze schowka, które miały iść na złom. Cóż bynajmniej znalazły zastosowanie. Słychać było co chwile jej wrzaski i szlochy, ale nikt nawet nie miał zamiaru tam do niej schodzić, bynajmniej nie bez tarczy albo zbroi, bo groziło to dostaniem nożem, a cel ma niezły, mogłem się przekonać już nie raz. Współczułem jej, co prawda sam się sobie dziwiłem, ale zapewne bym się podobnie zachowywał, gdyby chodziło o moją Hope. Widziałem w jej oczach jak bardzo chciała nam pomóc w odnalezieniu jej i jak bardzo chciała skrzywdzić ludzi, którzy ją porwali, ale Tommo i Caleb jej nie pozwalali, sam też byłem temu przeciwny jeszcze tego nam brakowało, żeby starsza ucierpiała albo co grosza straciła życie.
- Ile to będzie trwało? - Warknąłem w przestrzeń sądząc, iż mnie nikt nie słyszy, jednak byłem w błędzie, ponieważ z ciemności doszedł mnie głos.
- Liam niedługo ją znajdzie - poznałem tą delikatną barwę głosu należącą do Rose, szczerze, nie znałem za bardzo tej dziewczyny, ale wiedziałem, że nie jest taką suką jak Perrie i Calum na prawdę ją kocha, a to było dla mnie najważniejsze - ich szczęście.
- Miejmy nadzieję - mruknąłem.
Opadłem na kanapę czując, że jestem na granicy rozsądku i szaleństwa. Nie wiem dlaczego się tak zachowywałem, ale nie panowałem nad sobą w żadnym calu. Opanowała mnie wściekłość, strach, niepewność i chore uczucie, którego nie zaznałem od dwóch lat - troska i zmartwienie. Nigdy nie troszczyłem się o kogoś tak jak o Hope. Była dla mnie wszystkim i wiem przez co przechodzi teraz Adrianne, bo sam przeżywałem podobne rzeczy, już nie mówiąc o jej śmierci. Nie jeden raz chciałem iść do O'Connor i z nią porozmawiać, ale w ostatniej chwili się wycofywałem, bo... To nie ja. Takie posunięcie nie byłoby w moim stylu, nie umiałbym tam po prostu wejść, usiąść z nią przy ścianie i pocieszyć. W żadnym wypadku, nawet jeśli bym tego chciał. Przyzwyczaiłem się do tego jak inni mnie postrzegali i jaki się stałem, szczerze nie chciałem się nawet zmieniać, w ten sposób staję się samowystarczalny, bo nie muszę się o nikogo martwić. Tylko, że w tym momencie sam sobie przeczę, jestem przerażony i zmartwiony, tym co mogli już jej zrobić. Tak bardzo, żałuję tego co jej powiedziałem. Kurwa nawet już nie myślę jak ja. Sam siebie nie poznaję! Ale tak wkurza mnie to, że nie wyjaśniłem jej tego, że dałem jej odejść z Hemmingsem! Jakby nie ja, wcale by nie musieli wychodzić, Luke, nie wyciągałby ją na miasto, Veronica nie płakałaby przez to jakim dupkiem jestem, a najważniejsze, byłaby bezpieczna ze swoją siostrą.
- Ashton - odezwała się znowu dziewczyna. Próbowałem odszukać ją wzrokiem, ale było zbyt ciemno, więc nie siląc się na kolejne próby, po prostu mruknąłem by kontynuowała.
- Nie martw się o nią, wszystko będzie dobrze - szepnęła, a ja miałem ochotę się zaśmiać na jej optymizm.
- Wcale się nie martwię - wywróciłem oczami, chociaż zdawałem sobie sprawę, że dziewczyna tego nie widzi. Rose westchnęła tylko zrezygnowana i czułem, że zaraz coś powie, więc sam otworzyłem usta by coś powiedzieć, ale w tym momencie usłyszeliśmy kolejny przeraźliwy wrzask i odgłosy tłuczonego przedmiotu, co oznaczało, że Adrianne nadal wyżywa się w piwnicy. Miejmy nadzieję, ze jeszcze sobie nic nie zrobiła.
- Ona widzi w tobie dobro Ashton i nawet ja wyczuwam, że okłamujesz samego siebie w tym momencie - powiedziała dobitnie, po czym czułem jak wychodzi z salonu zostawiając mnie zupełnie skołowanego.
 Podparłem się łokciami o kolana i schowałem twarz w dłoniach. To prawda? Ta niziutka brunetka o wiercących dziurę w duszy, kocich oczach widzi we mnie jakieś dobro? Ale Rose ma rację. Okłamuję samego siebie, ją, wszystkich wokół. Na prawdę, cholernie się o nią martwię. Choć to zmartwienie prawdopodobnie jest z takiego powodu, że jeśli ona zginie... Zginiemy i my. Z rąk Briana, kiedy się o tym dowie.
Z jękiem pociągnąłem za swoje włosy, po czym bez zastanowienia zerwałem się z kanapy i podążyłem do kuchni. Z lodówki wyjąłem butelkę piwa. Nie chciałem się schlać, a jedynie... Odprężyć.
Zapalając światło w salonie opadłem ponownie na kanapę i włączyłem telewizor. Mógłbym do woli sączyć piwo przeskakując po kanałach, ale nie, dlaczego miałbym mieć choć chwilę spokoju? Kilka osób zebrało się w salonie, mianowicie Louis, Harry i Kate.
- Trzeba coś z tym zrobić. Nie możemy siedzieć bezczynnie i zastanawiać się czy Liam ją w końcu znajdzie - burknęła Kathrin, krzyżując ramiona pod biustem.
- Jak mamy zamiar to zrobić? - Mruknąłem.
Wziąwszy kolejnego łyka patrzyłem na konsternację w oczach całej trójki. Żadne z nich nie miało pomysłu. Trwaliśmy w głuchej ciszy, którą przerywał jedynie telewizor, dopóki wszyscy nie usłyszeliśmy strzału na zewnątrz. Każdy z nas zerwał się z miejsca i w gotowości z bronią w ręku wybiegł przed dom, osłaniając się nawzajem. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to ubrana na czarno postać stojąca tak po prostu na naszym podjeździe. Wywarczałem pod nosem wiązankę przekleństw mając nadzieję, że nie będę musiał używać tego pistoletu.
- Czego chcesz? - Warknął Louis będąc trochę bardziej wysunięty od nas, ja natomiast razem z Harrym nadal celowaliśmy w intruza.
- Myślę, że odłożycie grzecznie broń, jeśli powiem wam, że przychodzę od Parkera.
- Ha! - Ryknąłem z pogardą przeładowując przy tym broń. - Tym bardziej mam ochotę wsadzić ci cały magazynek w łeb!
- Sądzę, że nadal chcesz mnie wysłuchać jeśli chodzi o tą małą - rzekł i mimo, iż nie widziałem jego mordy to wyczuwałem, że szczerzy się jak idiota, przez co złość we mnie narastała, ale niestety musiałem się sterować, by uzyskać, jakieś informacje.
- Oby to było coś bardzo ważnego - odezwała się Kate, ni stąd, ni zowąd stając  koło swojego chłopaka. 

- Wiem, że macie coś co nas bardzo interesuje. Mianowicie małą dyskietkę. Chyba wiecie o czym mówię. Prawda? - Zawiesił się na moment, jakby chciał sprawdzić nasze reakcje, ale niczego takiego nie dostał, więc dalej zaczął pierdolić. - Sean proponuje wymianę. Suka, za dyskietkę. 
- Ha chyba na łeb upadł ten skurwiel - ryknąłem wściekły, przerywając mu, lecz ten jakby nie zwracając na mnie uwagi dalej dopowiedział jedną rzecz, którą zamurował wszystkich.
- Inaczej młoda zginie. 

Nie miałem pojęcia, co ze sobą zrobić, miałem ochotę, rzucić się na tego bydlaka i udusić go własnymi rękoma, ale powstrzymywał mnie fakt, że jeśli bym go zabił, Parker nie darował by nam tego i tylko pogorszyło by to sytuację Veronicy. Kurwa mać. Znaleźliśmy się w kropce, co teraz niby mieliśmy zrobić? Odpowiedź przyszła jak z grom jasnego nieba, gdyż chłopak krzyknął niemiłosiernie głośno, jakby ktoś go uderzył, a może i nawet postrzelił, tyle, że nie było słychać, żadnego strzału, więc o co chodzi?
- Ann proszę Cię wróć do domu - usłyszałem wrzaski z boku i już wiedziałem czemu posłaniec tak się wydzierał. Zaraz koło mnie przebiegła postać i zaraz za nią kolejna, więc i my ruszyliśmy za nimi. - Adrianne zostaw go, to nic nie da - mówił Mike próbując przemówić jej jakoś do rozumu, ale to nic nie dało. Ktoś wyjął latarkę, skierowując światło na dziewczynę klęczącą przy leżącym chłoptasiu od Sean'a, a następnie chwyciła tkwiący w jego udzie nóż i wbiła go mocniej, powodując kolejny jego krzyk.

- Zróbcie jej krzywdę, a następnym razem nie będzie to tylko udo, rozumiesz? - Ryknęła wyciągając ostrze, by wbić je ponownie. Byłem zszokowany tym co zobaczyłem, bo myślałem, że tylko ja tak potrafię, ale jednak, dużo jeszcze nie wiem, o tym dość dziwnym rodzeństwie.
 Wreszcie ktoś podbiegł do niej i odciągnął siłą od chłopaka, wijącego się z bólu na ziemi. Brunetka szarpała się i krzyczała, że ten cały Sean ma ją zostawić w spokoju. Dziewczyna zniknęła za drzwiami domu, a ja odwróciłem wzrok z powrotem na faceta, chociaż nie wiem czy w tej chwili mogłem go nazwać facetem.
- Czas i miejsce, cioto - wysyczałem, patrząc na niego z czystą pogardą.
- Jutro o 18, przy starych garażach - wydukał, ściskając się za nogę.
- Świetnie, a teraz grzecznie stąd spierdalasz albo ja uszkodzę ci drugą.
Posłaniec Parkera podniósł dupę z naszego trawnika i kuśtykając czym prędzej dosłownie stąd zwiał, chyba wiedząc, że nie żartuję i jestem w stanie to zrobić bez wahania.
Splunąłem na ziemię, schowałem broń i z dłońmi w kieszeniach skierowałem się ku drzwiom wejściowym. Nogi poniosły mnie do pracowni, w której siedział Liam i Niall. Przechodząc obok salonu zauważyłem w nim Caluma i Michaela z ich dziewczynami. Cała czwórka okrążyła Adrianne siedzącą na kanapie. Płakała, cała się trzęsła. Westchnąłem zrezygnowany i wszedłem do pomieszczenia.
- Do salonu, teraz - mruknąłem, a sam skierowałem się do pokoju Luke'a.
Hemmings siedział w nim bez przerwy odkąd Veronicę porwali. Szczerze trochę mu współczułem, obwiniał się za to co się stało. Bez pukania wszedłem do jego azylu, zamykając za sobą bezszelestnie drzwi. Blondyn siedział z twarzą w dłoniach, zgarbiony na łóżku.
- Nie wierzę, że na to pozwoliłem; że ją upiłem; że dałem się tak wykiwać; że ją porwali i teraz może być już mar...
- Przestań! - Wrzasnąłem. - Nie jest martwa, jasne?! Tak, to twoja wina, bo to co zrobiłeś było kurewsko bezmyślne, ale teraz zamiast się nad sobą użalać, do jasnej cholery rusz się i pomóż nam jej szukać - warknąłem. - Czekamy w salonie. - I wyszedłem, trzaskając drzwiami. 
Oczywiście, gdy tylko znalazłem się w salonie przystanąłem w progu i opierając się o ścianę przysłuchiwałem się rozmowom dziewczyn. 
- Wiesz jakie to było lekkomyślne z twojej strony? - Car jak zawsze lekko dramatyzowała, ale ktoś w końcu musiał przejmować się nad wyraz, by inni mogli mieć to w czterech literach.
- Wiesz, gdzie to w tej chwili mam? - Syknęła brunetka trochę łamliwym głosem.
- Ogarnij się dziewczyno! - Wrzasnął Calum siadając na kanapie naprzeciwko.
- Skończcie z tą udawaną troską, możecie ją sobie wsadzić..
- Ann... - zaczął Louis podchodząc do niej, lecz ta podkuliła nogi odsuwając się od niego.
- Skończ Lou, po prostu zajmijcie się sobą i odnalezieniem mojej siostry - szepnęła patrząc mu w oczy - To jest teraz priorytetem.
- Adrianne, proszę. - Caroline ścisnęła jej dłoń, kiedy ta zacisnęła oczy nie odzywając się już ani słowem, dlatego stwierdziłem, że mogę w końcu wkroczyć do pokoju. zrobiłem kilka kroków do przodu stając za brunetką.
- Jestem pod wrażeniem - odezwałem się w końcu zwracając na siebie uwagę. Adrianne również podążyła za mną wzrokiem marszcząc przy tym delikatnie brwi.
- Jeśli masz zamiar mnie obrazić to sobie odpuść, nie mam ochoty się z tobą użerać.
- Nie to chciałem powiedzieć, chociaż kusząca to propozycja - uśmiechnąłem się zadziornie, ale zaraz spoważniałem. - Nie wiedziałem, że masz takie dobre oko w posługiwaniu się nożem.
- Nie rozumiem - spojrzała na mnie niczym na idiotę, cóż właśnie go z siebie robiłem, mówiąc to co prawdopodobnie od wielu lat nie wypłynęło z moich ust, mianowicie pochwałę.
- Mówię o nożu i o rzucie, trafiłaś perfekcyjnie tam gdzie chciałaś, na dodatek było wokół ciemno.
Brunetka jedynie wzruszyła ramionami zwieszając głowę. Czyli jednak coś w tym jest. Ciekawe tylko skąd posiada takie umiejętności. Westchnąłem ciężko, podpierając się o oparcie kanapy.
W końcu w salonie pojawił się Luke, na którego wszyscy czekaliśmy. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, wszyscy byli obecni, jednak widok Perrie działał mi na nerwy. Ta jej wkurwiająca mina pogardy, aż miałem ochotę po prostu dać jej w twarz i wyrzucić z domu. Tak, mam słabe nerwy, a ona doprowadza mnie do szału.
- No więc? Nie możemy tak bezczynnie siedzieć i czekać do jutra - wymamrotał Tomlinson.
- Jedźmy do naszego magazynu - rzuciłem, przeciągając kciukiem po dolnej wardze.
- Po co?
Wzruszyłem ramionami.
- Lepsze miejsce na takie rozmyślania. Poza tym - wskazałem palcem na siedzącą przede mną O'Connor. - Musi się oderwać od tego mieszkania, a przede wszystkim piwnicy, bo coś sobie zrobi - zaśmiałem się, a brązowooka podniosła głowę, piorunując mnie spojrzeniem.
- No dobra, jedźmy. Liam, weź dyskietkę - mruknął Harry, podniósł się z kanapy i skierował ku wyjściu.
Bez zbędnego myślenia także to zrobiłem. Założyłem nieco znoszone buty i podrzucając w dłoni kluczyki, wszedłem do garażu. Usiadłem na miejscu kierowcy, patrząc tym razem na pusty fotel obok mnie. To było wręcz dziwne uczucie, gdy nie znajdowała się na nim irytująca, zielonooka dziewczyna o długich włosach i przeszywającym spojrzeniu. Brakowało mi tych żałosnych, zabawnych kłótni, w których ona się obrażała, a ja ledwie powstrzymywałem się od parsknięcia śmiechem.
Odpaliłem papierosa i otwierając okno wyjechałem z garażu. Pożądnie się zaciągnąwszy włączyłem radio, a z głośników poleciał oczywiście jeden z kawałków Green Day. Nie wyciągałem płyty z odtwarzacza, kiedy ostatni raz jechałem z nią wtedy na ten zasrany bal. Gdyby nie to wszystko, teraz byłaby, do jasnej cholery tutaj, bezpieczna. Chociaż... Nie, nie byłaby bezpieczna będąc w moim otoczeniu. Sam w sobie jestem zagrożeniem, na co niestety nie zaradzę. Wiele osób się już na tym przejechało i nie zamierzałem się jakoś specjalnie smucić z tego powodu, trudno się mówi i tyle. Wywróciłem oczami ponownie skupiając się tylko i wyłącznie na drodze. Lampy już przestawały świecić, gdyż nad horyzontem pomału zaczęło piąć się słońce oświetlając jezdnię i panoramę Londynu, niestety długo się nie nacieszyłem tym widokiem, gdyż skręciłem w odpowiednią uliczkę, a potem wjechałem do naszego garażu podziemnego. Wyszedłem z auta rozglądając się na boki by dostrzec gapiącą się na mnie Caroline.
- Co jest Car?  - kiwnąłem na nią głową, dając do zrozumienia, żeby się streszczała.
- Pezz jest - syknęła wzdychając ciężko.
- Co ta loszka znowu zrobiła - ryknąłem podchodząc bliżej do brunetki.
- Znowu się rzuca o wszystko, tak, że Ann wyszła do tego magazynu obok, wiesz tam skąd przyszły siostry tego dnia - przerwała patrząc na mnie z dystansem jak by nie wiedziała jak mogę na to zareagować, cóż sam nie byłem pewien, ale w końcu wzruszyłem ramionami mamrocząc pod nosem ciche "tym lepiej".
- Lou taki zadowolony nie był, ale Caleb jak zawsze go powstrzymał - wyjaśniła z lekkim grymasem na twarzy.
- Dobra, świetnie. Możemy już zacząć coś robić? - Westchnąłem sfrustrowany i zmęczony. Nie wiem która godzina, ale powieki mi leciały w dół, więc wróciłem się do samochodu i wyciągnąłem z miejsca pod fotelem puszkę energizera. Z charakterystycznym dźwiękiem otworzyłem ją i praktycznie duszkiem opróżniłem, kierując się do głównego pomieszczenia, w którym byli wszyscy... Prócz Adrianne. Usiadłem na starej, połatanej kanapie, patrząc na podłamanego Luke'a skulonego, zgarbionego na krześle obrotowym. Żal mi było chłopaka, chyba się do niej przywiązał i... No cóż, to nadal mój wkurzający, młodszy przyjaciel, a raczej brat, prawda?
- Więc jakieś pomysły? - Zapytał młodszy Tomlinson.
- Na początek dyskietka. Odgrywa chyba najważniejszą rolę w "wymianie" - odparł mu starszy brat.
- Prawda. Więc... Co z nią zrobimy?
- To takie banalne. Damy mu inną - westchnął Liam. Wszyscy spojrzeliśmy na niego wyczekująco, więc kontynuował. - Chodzi mi o to, że damy mu identyczną dyskietkę, ale pustą. Bez nazwisk.
- I co? Kiedy ją sprawdzi nie będzie zadowolony - warknąłem.
- Ja myślę... - zaczął Horan - że możemy dać mu prawdziwą dyskietkę. Musimy jedynie wymazać stamtąd nasze nazwiska - wzruszył ramionami.
- No to kto jest za fałszywką, a kto za wymazaniem? - odezwał się ponownie Louis.
- Wymazanie będzie najlepszym rozwiązaniem, przecież Adrianne ma mu ją przynieść osobiście, jeśli odkryje, że coś jest nie tak, zabije je obie. - Po dłuższej chwili ciszy odezwała się opierająca o stół Rose, która śledziła dokładnie mapę na stole. 
- Też tak uważam, za dużo byśmy ryzykowali, gdybyśmy dali mu pustą. - Również przytaknąłem, zgadzając się całkowicie z dziewczyną.
- No to postanowione - klasnął w dłonie Louis podnosząc się z kanapy i podchodząc do panelu z mapą wskazał na coś palcem. - W tym miejscu ma dojść do wymiany. - podniósł wzrok lustrując każdego w pomieszczeniu.  - Gdy tylko odzyskamy Veronicę, Kate ty razem z Harrym zabierzesz je najlepiej od razu do domu. - Spojrzał na parę, która tylko skinęła głową, więc przeniósł wzrok na Mike'a, Zayna, Perrie i Caluma. -  Kiedy obie siostry będą bezpieczne, wyjdziecie z magazynów, o w tym miejscu - wskazał na jedno z wyjść. - Przez co otoczymy ich ze wszystkich stron.

- Nie będę się dla nich narażać - parsknęła Parrie wstając z kolan Zayna, więc i ja to uczyniłem tylko nieco bardziej gwałtowniej. 
- Zamknij się już kurwa! Usiądź i zamknij pysk, bo ci go odstrzelę!
Blondyna już miała coś mówić, bo otworzyła usta, które teraz chętnie bym zaszył, lecz jej chłopak na to Bogu dzięki nie pozwolił i posadził ją na swoich kolanach. Ja też usiadłem. Zayn szepnął coś na ucho Edwards, a ta jedynie wlepiła swój nienawistny wzrok we mnie. Chwilę mierzyliśmy się spojrzeniami, jednak dała sobie spokój i spuściła głowę, wtulając się w tors Malika. Mam tak straszną ochotę jej coś zrobić i z trudem się powstrzymuję. Odwróciłem wzrok na mapę, było na niej zakreślone kilka miejsc czerwonym markerem.
- Idę z wami - powiedziałem, gdy Louis przeniósł na mnie spojrzenie i już miał coś mówić.
Chyba nie chcąc się ze mną kłócić westchnął zrezygnowany i pokiwał głową. Świetnie, poszło jak po maśle. Nie mam zamiaru stamtąd wychodzić, jeśli miałaby ominąć mnie okazja zabicia tego sukinsyna? Nie ma szans, to byłoby najwspanialsze uczucie na ziemi, przysięgam. Patrzeć jak Parker plując krwią pada na brudny beton... Byłby koniec z tym kutasem raz na zawsze. Mam nadzieję, że tak się stanie.


__________________________
To ostatni rozdział na dziś, pozostało nam jedynie drobne coś wysłane nam na maila.
Nadal piszcie pod hasztagiem #ShowMeRealityFF ulubione sceny, momenty, ulubiony ship, nienawidzoną postać, co was zdenerwowało, odnośnie całej naszej książki :* Pokażcie, że jesteście z nami kochani! :*  

Oczywiście do końca miesiąca możecie oddawać swoje głosy na SHOW ME REALITY, na każdym urządzeniu (urządzenie jest liczone, nie osoby, nie musicie się logować, ankieta jest anonimowa)   >>> http://sonda.hanzo.pl/sondy,257679,8Wpr.html

Do 21 mordeczki :* 
A&W.





Czytasz = skomentuj :*

Hathrin

*Perspektywa Harry'ego*


- Tommo ile razy mam Ci powtarzać, że to chujowy pomysł - odezwałem się w końcu maszerując dalej po pokoju w tą i z powrotem  - To bardzo chujowy pomysł.
- Tyle, że ja nie mam wyboru! Wiesz, że Cal nie chce się w to mieszać! Jestem jedyną nadzieją ojca - Louis z rezygnacją w głosie przywalił czołem w stół znajdujący się przed nim, więc w pomieszczeniu rozniósł się pusty huk. - Sam bym w to nie wchodził, ale wszystkie wpływy ojca nagle przestaną mieć znaczenie, jego wrogowie nas odnajdą i wiem, że nie będzie wtedy kolorowo! - Kontynuował dalej próbując mnie przekonać do jego punktu widzenia.
- Lou, ale nie musisz przecież, tego robić, musi być jakieś inne rozwiązanie. Człowieku masz dopiero 18 lat, co ty możesz o tym wiedzieć.
- Trochę, ale to nie jest wytłumaczenie! Ojciec mnie wprowadzał już od miesięcy. Wiedział, że go zabiją, wiedział, że to nastanie - przerwał nagle zasłaniając twarz dłońmi, a jego głos delikatnie się załamał na wspomnienie o śmierci ich rodziców, którzy zostali zamordowani dokładnie trzy miesiące temu.
- Wiem, że to boli Louis, ale tak musiało być - westchnąłem, próbując jakkolwiek go pocieszyć, chociaż byłem w tym na prawdę kiepski.
Zanim zdążyłem coś dopowiedzieć ktoś wszedł do salonu, w którym się znajdowaliśmy. Podniosłem wzrok i praktycznie zamarłem. W osłupieniu wpatrywałem się w dziewczynę stojącą w drzwiach, której spojrzenie było utkwione w mej osobie. Ona była na prawdę piękna. Miała kruczoczarne włosy, które kontrastowały z jej bladą skórą i szaroniebieskie oczy, które w tamtym momencie przewiercały we mnie dziurę. Nawet mając na sobie zwykłe czarne dżinsy i elegancką szarą koszulę, włożoną w spodnie, wyglądała ślicznie. Kate zawsze się ubierała ładnie i dziewczęco, co mi się na prawdę podobało.
- Dzień dobry - powiedziała, a na moje usta wtargnął szeroki uśmiech.
Odpowiedziałem tym samymi słowami, a brunetka odwzajemniła mój gest.
- Mogę wiedzieć co się dzieje? Słychać was w całym domu - westchnęła wykrzywiając twarz w grymasie.
- Potem o tym porozmawiamy, dobrze? - zapytał Tomlinson, patrząc na siostrę błagalnie, by odpuściła.
Ta jedynie zmierzyła go podejrzliwym wzrokiem i kiwnęła głową.
- I tak się dowiem, Lou.
- Nie wątpię - westchnął, wiedząc, jak Kathrin potrafi być dociekliwa.
- Nie ważne, chciałam tylko powiedzieć, że wychodzę - oznajmiła, a z jej twarzy zniknął uśmiech. Zastąpiła go powaga, która nie powiem trochę mnie zaniepokoiła.
Louis pokiwał głową, najwyraźniej wiedząc dokąd jego młodsza siostra się wybiera.
Patrzyłem w skupieniu jak młodsza Tomlinson opuszcza pomieszczenie i zaraz słychać było charaktery dźwięk zamykania się drzwi. Dopiero wtedy kiedy miałem pewność, że wyszła odwróciłem się z powrotem do przyjaciela, który cały czas mnie bacznie obserwował.
- No co? Co? - zapytałem lekko oszołomiony nadal spotkaniem z dziewczyną.
- Nic, zupełnie nic, martwię się po prostu o nią - westchnął sięgając pod stół i zaraz rozkładając zdjęcia na szklanym blacie spojrzał na mnie z lekkim grymasem na twarzy ponownie zabierając głos. - Nie chciałem ci tego pokazywać, kiedy wiedziałem, że Kate jest na górze - przerwał nagle wskazując bym popatrzył na zdjęcia, więc i tak uczyniłem. - Informator mojego ojca wysłał mi je kilka dni temu. Podobno zaczęło się to kilka dni przed śmiercią rodziców - sięgnął za pierwsze zdjęcie i podał mi je cicho szepcząc coś mi zupełnie nie znanego.
Pochwyciwszy fotografię spojrzałem się na nią. Na pierwszy rzut oka zupełnie nic w nim niezwykłego, znajdowała się tam mianowicie Kate wraz ze swoją koleżanką chyba Caroline, lecz gdy tylko przyjrzałem się jej dokładniej, mogłem dostrzec czarne BMW z charakterystycznym znakiem na masce.
- Co to jest? - Wydukałem rzucając na stół to co spoczywało w mojej dłoni.
- Na każdym zdjęciu jest moja siostra, a gdzieś w pobliżu ten samochód. - wyjaśnił podając mi każdą fotografię z osobna i też tak było, każda na nich przedstawiała praktycznie to samo. - Podobno ojciec dostawał je co tydzień aż do chwili kiedy zginął. Były podobno też i listy z pogróżkami, ale chyba ktoś je spalił, chcąc bym tylko zobaczył to. - zamilknął kiwając na moje ręce.
- Nie rozumiem, po co mieliby wysyłać u zdjęcia na których jasno widać sprawce, na każdym zdjęciu widać auto O'Connorów. Jako to ma sens? - Zapytałem już naprawdę skołowany.
- Nie wiem Harry, ale się o nią bojęF - odparł, opadając na kanapę tuż za nim. - Na domiar wszystkiego, wysyłanie zdjęć nie ustało. Nadal dostaję je tylko że teraz prawie codziennie.
- I ty ją puściłeś sam? - Wrzasnąłem nie wierząc w głupotę swojego przyjaciela. - Przecież w każdej chwili może jej się coś stać! Czy ty oszalałeś?!
Tomlinson wziął głęboki wdech i spojrzał na mnie spod byka.
- Uspokój się - wymamrotał.
- Jak mam się uspokoić, kiedy ty puściłeś Kathrin samą z domu, kiedy oni praktycznie śledzą każdy jej krok, co?! - krzyknąłem coraz bardziej wściekły. Prawdopodobnie byłem o krok, by coś rozwalić.
- Wiem gdzie poszła, więc nie mam się o co martwić w tej sytuacji. Przestań się drzeć, bo to bez sensu - warknął.
- Gdzie ona poszła? I skąd wiesz, że tam jest bezpieczna, huh? - parsknąłem, patrząc na niego jak na idiotę.
- Nie ważne, Harry przestań. Nie mam ochoty słuchać twoich krzyków.
- Ugh, pójdźmy na pewnego rodzaju... Układ. Nie wiem, po prostu mam propozycję - powiedziałem o wiele spokojniej i usiadłem na przeciwko niego.
- Co masz na myśli? - zapytał marszcząc brwi.
- Mogę w jakimś stopniu ją chronić, nie chcę, żeby coś jej się stało. Przecież doskonale wiesz, przekonałeś się na własnej skórze, że z O'Connorami nie ma żartów. Wiesz jacy są - powiedziałem.
Louis patrzył na mnie niepewnie przez kilka minut, najprawdopodobniej zastanawiając się czy dobrym pomysłem było zgodzenie się na moją propozycję.
- Tak po prostu? Chcesz ją chronić? - odparł po stosunkowo niezręcznej ciszy.
Pokiwałem zdecydowanie głową w odpowiedzi. Zależało mi na jej bezpieczeństwie. Mógłbym być przy niej 24 godziny na dobę, gdyby była taka potrzeba.
- Zgadzam się, w końcu tylko tobie mogę ufać - westchnął w końcu, a moje usta rozciągnął mały uśmiech satysfakcji.




*rok później*

- LOU WIDZIAŁEŚ MOJE SZPILKI?! - Siedząc w salonie przed telewizorem usłyszeliśmy donośny krzyk brunetki dochodzący z góry, a za moment mogliśmy słyszeć głośne kroki zbiegania ze schodów i sama dziewczyna pojawiła się w pomieszczeniu. Kate przystanęła dokładnie przed telewizorem, uniemożliwiając nam oglądanie meczu, który właśnie leciał na żywo, ale i tak nie mógł bym się na niczym skupić, kiedy dziewczyna była w pobliżu i to jeszcze tak wyglądająca. Jej ciało opinała czarna skórkowa sukienka, a na ramionach miała tego samego koluru prześwitującą narzutę w jakieś ponaszywane kwiatki a jej głowę zdobił kapelusz, z którym ostatnimi czasy się nie rozstawała, ale to i dobrze, bo niesamowicie w nim wyglądała. Oczywiście była umalowana, trochę mocniej niż zazwyczaj, skąd mogłem wnioskować iż gdzieś właśnie zamierza wyjść i to na pewno nie jest żadne spotkanie z koleżanką.
- Skąd mam wiedzieć gdzie są twoje buty kobieto? - parsknął zirytowany, patrząc na nią spod byka. - Odsuń się, Kathrin, mecz na żywo leci!
Brunetka wywróciła oczami jęcząc przeciągle i skierowała się z powrotem na piętro.
- Jeśli chodzi o te czarne zapinane na kostce z łańcuszkiem to są w pracowni. - krzyknąłem za nią, powodując, że szybko się wróciła wychylając głowę zza ściany.
- Ym dzięki Hazza. - wydukała z nikłym uśmiechem na twarzy zupełnie nie kryjąc zdziwienia, że wiem o jakie buty chodzi ani tego, że wiedziałem gdzie się znajdują.
- Spoko mała. A gdzie ty idziesz, Katy? - zapytałem nie odrywając od niej wzroku.
- Na imprezę, a co?
- Sama? - zapytałem wybałuszając oczy.
- Tak - zaśmiała się, patrząc na mnie zdezorientowana i w podskokach pobiegła na górę.
Zerwałem się z kanapy, olewając swojego przyjaciela, jak i ważny mecz, ale będę szczery... Kate jest o wiele, wiele ważniejsza niż jakiś tam mecz czy Louis, któremu nic w tej chwili nie grozi. A jeśli ona wyjdzie sama z domu to nadal O'Connorowie mogą jej coś zrobić.
- A ty gdzie? - krzyknął Tomlinson patrząc na mnie jak na debila. - A zresztą - dodał machając na mnie ręką i wrócił do oglądania meczu.
Wbiegłem po schodach i skierowałem się do pokoju dziewczyny. Bez zbędnego (jak dla mnie) pukania wszedłem do środka, gdzie zastałem ją czeszącą włosy.
- Nie ma opcji, Kathrin, nie pójdziesz sama na imprezę - powiedziałem od razu po przekroczeniu progu pokoju.
- A dlaczego? - spojrzała na mnie roześmiana, myślała, że się zgrywam. Ale nie kochanie, nie ma szans, nie puszczę cię samej na jakąś dyskotekę.
- Bo nie. Idę z tobą.
Brunetka jedynie wzruszyła ramionami i nadal układała swoje włosy.
- Masz dziesięć minut, zbieraj się - oznajmiła po chwili. Lekko oszołomiony patrzyłem na nią zupełnie nie wierząc, że zgodziła się nawet nie protestując. - No już nie będę na ciebie czekać! - zaśmiała się rzucając we mnie najprawdopodobniej ołówkiem, więc otrząsnowszy się wyszedłem z jej pokoju szybko wbiegając do swojego, który na szczęście znajdował się na tym samym piętrze. Od trzech lat już mieszkam u Tomlinsonów. A stało się to tak, że przyjechałem z Holmes Chapel do Londynu, ponieważ znalazłem tutaj dla mnie dobrą szkołę i potrzebowałem mieć gdzie przenocować kilka dni, bo nie mogłeś doszukać się taniego mieszkania. Okazało się, iż Louis dowiedział się o moim przyjeździe i zaproponował mi mieszkanie u nich. Jego rodzice o dziwo bardzo ciepło mnie przyjęli, choć od początku wiedziałem o ich profesji. Traktowali mnie jak członka rodziny. Poniekąd oni także zastępowali mi rodziców, więc czułem się w tym domu na prawdę dobrze. I jakoś tak się złożyło, że zostałem z nimi całe trzy lata aż do teraz. Ale nie ważne. Boże, zamyśliłem się, a mam tylko 10 minut. W tempie przyśpieszonym wyciągnąłem z szafy granatową koszulę, zrywając ją z wieszaka. Do tego wybrałem czarne spodnie oczywiście i tego samego koloru znoszone vansy. Z całym zestawem udałem się do drzwi prowadzących do mojej łazienki. Rozbierając się z ciuchów, które miałem na sobie, wszedłem pod prysznic z zamiarem szybkiego odświeżenia się, ponieważ cały dzień coś robiliśmy przy samochodzie Louisa, więc przed meczem nawet nie zdążyliśmy się przebrać.
Już w pełni domyty, wyszedłem z kabiny dokładnie się wycierając ręcznikiem po czym nałożyłem na siebie przygotowane ciuchy następnie biorąc do ręki perfumy, które Kate podarowała mi na urodziny., spryskałem się nimi, oczywiście nie przesadzając z jej ilością. ponieważ wtedy cuchnął bym na odległość, a nie na tym to polega. Przejrzałem się po raz ostatni w lustrze i stwierdzając iż jest okey wyszedłem z pomieszczenia schodząc na dół, gdzie już czekała na mnie oparta o balustradę dziewczyna, trzymająca buty w ręku.
- O widzę, że znalazłaś swoją zgubę? - Zaśmiałem się stając przed nią.
Mój głos spowodował, że uniosła głowę, nagle wstrzymując powietrze, Uśmiechnąłem się do niej lekko speszony, ponieważ nie miałem zielonego pojęcia co spowodowało taką reakcję brunetki. - Kate? - Pomachałem jej przed twarzą ręką, kiedy w żaden sposób mi nie odpowiedziała.
- Ymm.. przepraszam Harry co mówiłeś? - Spojrzała na mnie swoimi szarymi tęczówkami rumieniąc się przy tym słodko.
- Mówiłem, że znalazłaś swoją zgubę - powtórzyłem wskazując na spoczywające w jej dłoniach buty, których jeszcze 15 minut temu nie mogła znaleźć.
- Ah, no tak mam je - spojrzała na szpilki mamrocząc coś pod nosem, ale zaraz po tym śmiejąc się cicho uniosła nogę by założyć najpierw jednego a następnie drugiego buta, po czym wyprostowała się i spojrzała na mnie z iskierkami w oczach. - To co idziemy?
Zaśmiałem się na jej entuzjazm, była niezwykle ciepłą i energiczną osobą, nawet nie wyglądała na taką, która rok temu straciła rodziców, po prostu cieszyła się życiem. Uśmiechając się szeroko w jej stronę, podbiegłem do drzwi otwierając je na oścież i ukłoniłem się wskazując ręką na zewnątrz.
- Panie przodem.
- Oh jaki z ciebie dżentelmen - zachichotała przechodząc obok mnie.
- Wychodzimy - krzyknąłem jeszcze zanim wyszedłem na zewnątrz. W odpowiedzi oczywiście usłyszałem standardowe "Pilnuj mi jej, bo skończysz jako tarcza na strzelnicy' Tak kochany duży brat, niemal zawsze straszył mnie, że jeśli choćby włos spadł jej z głowy, nie skończę za dobrze. Poniekąd wiedziałem, że żartuje, ponieważ wie, że zadbam o jej bezpieczeństwo jak nikt inny i że nie pozwolę, by cokolwiek złego spotkało Kathrin.
- Gdzie idziesz? - zaśmiałem się widząc, że Kate szła chyba nie w tą stronę co trzeba.
- Do klubu? - zapytała zdezorientowana.
- Nie wygłupiaj się, pojedziemy autem.
- Będziesz prowadził pijany? O nie, Harry...
- Nie mam zamiaru się upić - westchnąłem ciężko, kierując się do mojego samochodu.
Brunetka mimo wszystko ruszyła za mną. Wsiadłem za kierownicę i odpaliłem silnik przypatrując się dziewczynie, która z pełną gracją wsiadła na siedzenie obok mnie. Wyjechałem na główną drogę. W czasie jazdy towarzyszyła nam cisza z czego byłem zawiedziony, bo lubiłem słuchać jej głosu. 
- Jedziemy do Paradise, prawda? - zapytałem dla pewności, choć był to najbliższy naszego domu klub, więc obstawiałem że wybrała ten. 
Dziewczyna pokiwała głową. Chyba jej również przeszkadzała głucha cisza między nami, więc włączyła radio. W sumie reszta drogi zleciała nam na nuceniu pod nosem losowych piosenek.
"Paradise" prezentował się dosyć niepozornie, ale jego wnętrze było na prawdę ekskluzywne i często po prostu nie chciałem wychodzić z imprezy, gdy już na nią wszedłem. Z racji, że godzina była stosunkowo wczesna kolejki nie było, więc szybko dostaliśmy się do środka. 


~*~

Siedząc przy barze, sączyłem już drugiego lekko procentowego drinka, gdy w tym samym czasie, Kate wlewała w siebie już chyba z dziesiątego shota. Patrzyłem na nią kontem oka, upewniając się, że jeszcze jakoś trzyma się na nogach. Nie wiem czym było spowodowane jej nadmierne picie, ale wiedziałem, że jeśli tylko o to zapytam ona tylko się uśmiechnie zbywając mnie, więc siedziałem cicho. Uniosła dłoń z kieliszkiem dając tym samym znać barmanowi, że domaga się kolejnego kieliszka czystej, ten z uniesioną brwią spojrzał się najpierw na mnie potem na brunetkę, ale koniec końców nalał jej bez zbędnych pytań. Jednym zamachem wypiła całą zawartość naczynia po czym go odłożyła nagle zrywając się ze stołka, na którym siedziała.
- Uwielbiam tą piosenkę - krzyknęła w moją stronę łapiąc moją dłoń. - Chodź ze mną zatańczyć!
Kiwnąłem tylko głową i wstając udałem się za już ruszającą w rytm muzyki biodrami dziewczyny. Kiedy zatrzymaliśmy się na środku parkietu, praktycznie otoczeni przez spocone ciała innych osób, Kate obróciła się ku mnie i zarzucając mi ręce na szyję. Idąc w jej ślady ułożyłem swoje dłonie na jej tali i zaczęliśmy tańczyć do Duke Dumont - Ocean Drive. Muszę przyznać, że dziewczyna na prawdę już była dobrze wstawiona, ponieważ nigdy nie widziałem jej tak niesamowicie śmiałej. Zawsze, zachowywała się przyzwoicie, nawet jak na córkę mafioza przystało, była twarda to prawda bo nie raz byłem świadkiem, jak dobrze posługuje się pistoletem i nożem kiedy Louis, bądź Caleb ją trenowali. Była niezwykle szybka, stanowcza, ale jednocześnie poruszała się z gracją i delikatnością. Była zupełnie jak Josephine, ale oczy oraz temperament miała po Danielu*, zupełnie jak reszta rodzeństwa, lecz Kathrin była.. cóż była po prostu idealna, nie to, że bracia nie byli, bo cała ich trójka, była cudowna, ale nie jestem gejem ma się rozumieć. Od pierwszego naszego ponownego spotkania po latach, nie mogłem uwierzyć, że to właśnie ona, że to malutka Kate, która irytowała nas za czasów dzieciństwa. Po prostu wyglądała zupełnie inaczej, piękniej, dlatego, od razu skradła moje serce. Wiedziałem, że nie mogę liczyć na nic więcej, bo przecież, byłem tylko kumplem, jej brata i po części traktowała mnie jak jednego z nich, więc kryłem się z uczuciami do niej, nawet mój przyjaciel o nich nie wiedział, gdyż wiedziałem, że nie za dobrze by to przyjął.
Melodia, do której, jeszcze moment temu tańczyliśmy zmienia się na nieco spokojniejszą, i po pierwszych tonach, mogłem stwierdzić iż to  – "SHOW ME LOVE". Patrzyłem jak na usta brunetki wkrada się szeroki uśmiech i zamykając oczy odchyla głowę do tyłu. Jezu jak ona cudownie wyglądała, tańcząc w moich ramionach, byłem w tym momencie chyba najszczęśliwszym chłopakiem na ziemi. Bolało mnie jedynie to, że rano może niczego nie pamiętać, przez nadmiar alkoholu jaki znajduje się w jej organizmie. Wiem, że nie powinienem tego robić, ale po prostu, czułem, że inna taka okazja się nie nadarzy, a jeśli tego nie zrobię, już nigdy nie będę miał odwagi tego zrobić, więc przyciągnąłem ją bliżej siebie jedną z dłoni układając na jej policzku i zanim zdążyła jakkolwiek zareagować wpiłem się w jej usta. Kate nie opierała się, wręcz przeciwnie - odwzajemniła mój pocałunek. Iskierka nadziej zapłonęła we mnie, jednak zaraz ugasiłem ją zdrowym rozsądkiem. Jest pijana, trochę ją ponosi, a rano nie będzie niczego pamiętać. Nie mogę wierzyć, że cokolwiek z tego będzie. Po chwili odsunąłem się od niej z mocno bijącym sercem i spojrzałem w jej szare, skrzące się oczy. Na jej twarzy zagościł uśmiech, a usta opuścił cichy śmiech. Zaczęła tańczyć dalej zupełnie tak jakby nic się nie stało, więc dobrze, że nie robię sobie niepotrzebnej nadziei na cokolwiek. Po kilku kolejnych piosenkach dziewczyna zaczęła narzekać na ból nóg, więc wróciliśmy. Machnęła ręką na barmana, a gdy mężczyzna podszedł do niej wybełkotała niewyraźnie, sam nie wiem, chyba nazwę jakiegoś drinka lub poprosiła o kolejnego shota.
Spojrzałem na nią zmartwionym wzrokiem, lecz pozwoliłem, by wypiła jeszcze jednego. Skoro chciała nie miałem zamiaru jej zabraniać. Ale powoli przesadzała z alkoholem i wkrótce będę musiał zareagować. Barman po chwili postawił przed nią kolorowego drinka. Kate oparła się łokciem o szklany blat, a głowę podparła na pięści biorąc do ust czarną słomkę. Wyciągnąłem telefon z kieszeni. Na wyświetlaczu pojawił się zegar i wskazywał on już prawie północ. Może nie jest tak późno, ale jeśli Kathrin jeszcze wypije będziemy musieli wracać, bo coś sobie jeszcze zrobi. Gdy odblokowałem telefon zobaczyłem powiadomienie o sms-ie, który okazał się być od Louisa.
"I jak z nią? Kiedy wrócicie?"
Odpisałem mu, że jest trochę pijana, co było lekko powiedziane, bo była wstawiona gorzej niż ja na niektórych imprezach oraz, że prawdopodobnie do godziny będziemy w domu. Wcisnąłem telefon na swoje miejsce i zwróciłem wzrok ponownie na brunetkę, która tak właściwie ledwie kontaktowała. Jej głowa zsuwała się powoli z ręki i tylko kwestią czasu było, aż huknie o drewniany blat. Wstałem i chwyciłem ją za ramiona, co momentalnie ją rozbudziło. Podniosła głowę patrząc na mnie zdezorientowana i niezgrabnie zeszła z krzesła. Owinąłem ramię wokół jej talii, by nie upadła.
- Gdzie idziemy? - wymamrotała nieprzytomnie, gdy kierowałem się z nią do wyjścia.
- Do domu.
- Ja nie chcę - jęknęła i próbowała się zatrzymać, jednak chwyciłem ją pewniej przeciskając się przez tłum ludzi.
- Za dużo wypiłaś, powinniśmy wracać - oznajmiłem i otworzyłem jedną reką ciężkie drzwi wyprowadzając ją na zewnątrz.
Świeże, chłodne powietrze momentalnie w nas uderzyło. Zwłaszcza w Kathrin, która miała na sobie jedynie sukienkę oraz cienką narzutę. Poprowadziłem ją do samochodu stojącego nieopodal i posadziłem ostrożnie na miejscu pasażera uważając by w nic nie uderzyła. Zapiąłem jej pasy, a sam usiadłem za kółkiem i wyjechałem z parkingu kierując się do domu. Kątem oka patrzyłem na Kate pilnując czy wszystko z nią w porządku. Siedziała krzywo obrócona w moją stronę i wpatrywała się do połowy przymkniętymi oczami we mnie, lecz starałem się nie zwracać na to większej uwagi. W pewnym momencie jednak poczułem na swoim policzku jej ciepłą dłoń, przez co zamarłem na moment. Aczkolwiek ocknąłem się wiedząc doskonale, że będąc nieobecnym myślami tu i teraz mogę po prostu spowodować wypadek, tym samym narazić Kathrin na niebezpieczeństwo. Nie darowałbym sobie chyba gdyby to przeze mnie coś jej się stało. Dlatego też próbując się opanować całą swoją uwagę skierowałem na jeździe, więc zaraz parkowałem u Tomlinsonów na posesji. Wyszedłem w tempie przyśpieszonym z samochodu, żeby czasami  nie wpadła na pomysł, żeby sama to uczynić. Otworzywszy jej drzwi wziąłem ją na ręce, ponieważ już wyczuwałem, iż nie dojdzie nawet do drzwi frontowych, zwłaszcza w tych szpilkach. Brunetka automatycznie wtuliła się we mnie mocniej, by ułatwić mi tym samym niesienie jej, więc z łatwością wszedłem po schodach kierując się wprost do jej sypialni. Ostrożnie położyłem ją na łóżku, ściągając z jej stóp buty, oraz ostrożnie zdejmując z jej głowy kapelusz, narzutę oraz sukienkę, po czym sięgnąłem pod poduszkę, gdzie zawsze chowała piżamy i wyciągnąłem stamtąd... moją koszulkę? Zginęła mi jakiś czas temu, ale myślałem, że po prostu Tommo, przez przypadek użył ją jako ściery do smaru, a często mu się to zdarzało. Zresztą. Nałożyłem koszulkę na brunetkę i przykrywając ją kołdrą schyliłem się całując jej czoło i szepcząc ciche dobranoc, obróciłem się z zamiarem odejścia, lecz jej głos spowodował, że zatrzymałem się w połowie. 
- Hazz.. zostań ze mną - szepnęła w przestrzeń swoim słodkim głosem, powodując przepływ ciarek na całym moim ciele. Z westchnieniem obróciłem się ku niej. Nie mogłem przecież z nią zostać, wiem, że mówi to tylko i wyłącznie poprzez  alkohol w jej organizmie, a jutro gdy się obudzimy będzie tego żałować. Lecz z drugiej strony nie potrafiłem zupełnie jej odmówić, no nie mogłem.
- Dobrze, ale tylko dopóki nie zaśniesz - odparłem zdejmując buty razem ze spodniami oraz pozbawiając siebie koszuli i ułożyłem się wygodnie na łóżku brunetki, a ta automatycznie wtuliła się w mój tors przez co zesztywniałem na początku, ponieważ, nigdy nie wtulała się we mnie w ten sposób, ale zaraz rozluźniłem się obejmując ją ramieniem. 

- Cieszę, się, że w końcu to zrobiłeś - szepnęła w moje włosy, niestety nie uzyskała odpowiedzi, doskonale wiem, że mówiła o naszym pocałunku w klubie, jednak nie miałem zielonego pojęcia, co jej na to odpowiedzieć, dlatego też milczałem, mając nadzieję, że zaraz zapadnie w sen, powodując szary powrót do rzeczywistości i ukrywanie się w cieniu ze swoimi uczuciami. Nie chciałem, tego, ale wiem, że niestety tak musi być i wolę ją widywać codziennie niżeli miało by się jakoś przez to między nami popsuć. Dlatego też leżałem wpatrując się w sufit i napawałem się chwilą. Sądząc po jej oddechu chyba wreszcie zasnęła, ale to co zaraz usłyszałem kompletnie mnie od tego odwiodło. 
- Wiesz Harry, jesteś moim aniołem stróżem, który boi się mojego upadku - wypowiedziała te słowa niezwykle cicho całując moją skórę w miejscu, w którym trzymała głowę. - Przy tobie zawsze czuję się bezpieczna.  Chwila... Co? Czyżby wiedziała od początku, że śledziłem jej każdy krok?
Przecież starałem się być jak najmożliewiej nie widoczny, z ukrycia stajć się zapewnić jej bezpieczeństwo, jakim nieby cudem zdołała o tym wiedzieć? Jak i kiedy mnie przyłapała na gorącym uczynku, a najważniejsze dlaczego milczała przez rok czasu. Czemu mówi mi to dopiero pod wpływem alkoholu, leżąc w moich ramionach, czemu nie powiedziała mi tego wcześniej.
- Kate? - Szepnąłem chcąc uzyskać jakąś odpowiedź, ale nic innego nie usłyszałem oprócz cichego pochrapywania, mówiąc mi że dziewczyna już zasnęła, więc czekałam jeszcze trochę patrząc na jej spokojną twarz i nawet nie wiem kiedy zamknąłem oczy i sam poszedłem w jej ślady.





Rano obudził mnie świergot ptaków oraz niezwykle irytujące promienie słoneczne, sączące się przez okno. Leniwie otworzyłem oczy, niemal od razu zorientowałem się, że nie znajduję się w swoim pokoju. Cholera. Zasnąłem wczoraj, a miałem wrócić do siebie. Ostrożnie wyszedłem z łóżka nie chcąc zbudzić śpiącej brunetki, która na marginesie wyglądała jak anioł z rozwalonymi na poduszce i lekko rozchylonymi ustami. Mógłbym tak wpatrywać się w nią godzinami, ale nie chcę czuć rozczarowania, kiedy się nagle obudzi oczywiście mając lukę w pamięci, więc zbierając buty i spodnie wyszedłem z pokoju po cichutku zamykając za sobą drzwi. Udałem się do swojego pokoju, gdzie przebrałem się w jedynie spodnie dresowe i zszedłem na dół kierując się prosto do kuchni, gdzie oczywiście o tej porze, jeszcze nikogo nie zastałem. Nastawiłem, więc jak co rano wodę na kawę i zaraz mogłem oparty o blat delektować się kofeiną. Nucąc sobie piosenkę pod nosem pociągnąłem sporego łyka przymykając przy tym oczy. Mmm jak ja uwielbiam kawę o poranku. Nie zależnie, jaki to dzień tygodnia, kawa o siódmej to niesamowita sprawa. Zawsze co prawda piłem ją sam, ponieważ Tommo do rannych ptaszków nie należał, jego godziną na wstawanie była dziesiąta, natomiast Kate, ona wstawała wcześnie, tyle, że siedziała zamknięta w swoim pokoju często studiując jakieś książki bądź też robiąc inne rzeczy. Lecz ten poranek był zupełnie inny. Na górze usłyszałem trzask drzwi, co mnie bardzo zdziwiło zważając iż dochodziła dopiero siódma trzydzieści. Następnie słyszałem jak ktoś zbiega ze schodów i przed moimi oczami zobaczyłem wchodzącą do kuchni dziewczynę, która miała na sobie moją granatową koszulę, tą którą miałem na sobie wczorajszego wieczora. Nie muszę chyba mówić jak niesamowicie w niej wyglądała, zwłaszcza kiedy była na nią o 3 rozmiary większa, miała ją zapiętą na jeden guzik, przez co było widać jej koronkową czarną bieliznę pod spodem. O mój Boże. Wciągnąłem we świstem powietrze, wybałuszając przy tym oczy. Czy ja nadal śnię? Nie obudziłem się jeszcze? Proszę powiedzcie iż nie. Potrząsnąłem głową doprowadzając się do minimalnego porządku i dopiero wtedy zabrałem głos.


- Ymm hej Kate... chcesz mogę zrobić ci kawę - wymamrotałem nie wiedząc jak ma się w tej sytuacji zachować. Na szczęście dziewczyna ułatwiła mi całą sprawę jednym susem pokonując dzielącą nas odległość i po prostu przywarła do mnie swoimi ustami. Zdezorientowany, chwilę stałem jak kołek nie wiedząc co się u diaska dzieje, ale zaraz oplotłem jej talię rękoma i przyciągając ją bliżej siebie pogłębiłem pocałunek.


- Dlaczego mi uciekłeś.. - wydyszała na moment odrywając się ode mnie. Patrzyła tymi swoimi hipnotyzującymi oczami w moje, które, właśnie w tym momencie śmiały się do niej. - Nie wierzę, że po wczorajszym chciałeś, zachowywać się jakby nigdy nic.


- Oh moja słodka Kate - szepnąłem układając dłoń na jej policzku powodując iż na chwilę dosłownie na moment przymknęła oczy wtulając się w nią. - Myślałem, że nie będziesz niczego pamiętać, przez ilość trunku, który w siebie wlałaś - przyznałem ciągle patrząc w jej śliczne tęczówki. Brunetka jednak znowu wpiła się w moje usta namiętnie mnie całując, po czym odsunęła się patrząc na mnie z rozbawianiem.


- Czy taki dowód jest wystarczający, by udowodnić ci, iż wszystko pamiętam?


- Ależ jak najbardziej - zaśmiałem się przyciągając ją do siebie i po prostu ją pocałowałem, tak jak zawsze pragnąłem, z uczuciem, z miłością jaką ją darzyłem. Kochałem ją i mogę stwierdzić, że właśnie trzymałem w rękach cały mój świat. Brunetka zarzuciła mi swoje ramiona na barki przyciągając mnie bardziej do siebie przez co z każdą chwilą nasze pocałunki były bardziej agresywne i łapczywe jakbyśmy byli parą kochanków, która spotkała się po długiej rozłące.


- No już myślałem, że nigdy to nie nastąpi - usłyszeliśmy śmiech z boku, więc oderwaliśmy się od siebie, niesamowicie rumieniąc. Oczywiście u progu kuchni stał Louis uśmiechający się od ucha do ucha do nas. - Myślałem, że się już nie ogarniecie - przyznał mój przyjaciel przez co Kate z zażenowania schowała twarz w moim ramieniu.












__________________
* Josephine i Daniel Tomlinson - rodzice rodzeństwa, zostali zamordowani, podejrzewa się o to gang O'Connora, lecz nikt nie odkrył na to dowodów.


Oto jak nasze Hathrin się zeszło, słodziaki prawda?!

Nie widziałyśmy, jeszcze waszej aktywności na twitterze, pamiętajcie o hasztagu #ShowMeRealityFF

O 19 zostanie dodany kolejny rozdział a o 21 pojawi się imagine napisane przez jedną z naszych czytelniczek :) :**


Rozdział 38.

*Perspektywa Veronici*

Jest ciemno. Zimno. Czuję, że zamarzam. Zdrętwiały mi dłonie i nogi. Leżę na czymś twardym.
Gdzie jestem?
Nie wiem, ile już znajduję się w takiej pozycji, ale sądząc po bólu jaki odczuwam we wszystkich częściach ciała jest to dosyć dużo czasu.
Chcę poruszyć rękami, lecz nie mogę.
Co się dzieje?
Słyszę kroki. Głośne, ciężkie, zbliżające się kroki. To na pewno mężczyzna.
Zwalniam oddech, starając się nie drżeć z zimna, jakie otacza mnie z każdej strony, zupełnie jak ciemność.
Słyszę chrzęst zamka, prawdopodobnie w tym pomieszczeniu, choć nie mogę tego stwierdzić, ponieważ i tak mało co do mnie dociera.
Widzę niesamowicie ostre światło, więc mimowolnie odwracam głowę w drugą stronę, ocierając twarz o coś twardego, na czym leżę. Zaczynam kaszleć, mimo że próbuję w sobie to zdusić.
- No nareszcie się obudziłaś.
Próbowałam przetworzyć w głowie ten głos, dopasować go do jakiejś twarzy, rozpoznać... Nic z tego. Kompletna pustka w głowie. Nawet nie wiem czy w tej chwili rozpoznałabym głos mojej siostry, byłam oszołomiona.
- Kim jesteś, gdz.. gdzie jestem? Czemu? - Potok pytań ledwie wypłynął z moich ust, musiałam się dowiedzieć gdzie jestem.
Sean Parker
- Słoneczko, na imię mi Sean i doskonale wiesz kim jestem i co tu robisz - wychrypiał będąc niezwykle blisko mnie, tak, że czułam jego ostry oddech na mej skórze. Był zbliżony do tego, który czułam za każdym razem, gdy Ashton był obok i z niewiadomych przyczyn poczułam ukucie w okolicy serca na jego wspomnienie.
- Po co ja wam tutaj - szepnęłam cicho odwracając od niego wzrok.
- Oh na pewno się dowiesz kochanie - sapnął wyciągając coś zza pleców. Proszę żeby nie nóż, proszę, by to nie był nóż. Modliłam się w myślach i poniekąd moje prośby zostały wysłuchane. Bowiem wyciągnął on telefon kładąc go na stoliku, którego wcześniej nie zauważyłam, następnie koło urządzenia lądują pistolet, klucze i jakieś inne rzeczy, których nie mogłam rozróżnić. Przełknęłam ślinę, gdy wolnym krokiem ponowie zaczął do mnie podchodzić rzucając kurtkę w kąt. Co on mi zamierza zrobić? Automatycznie podkuliłam nogi dociskając plecy do ściany. Stwierdzenie, że się bałam było by za słabe na ten moment. Ja byłam przerażona. Zacisnęłam wargi w cienką linię, zduszając w sobie szloch, gdy kucnął przy mnie i odgarnął włosy z twarzy. Mogłam mu się bardziej przyjrzeć dzięki temu, chociaż nie wiem czy chciałam, żeby ta twarz utkwiła mi w pamięci. Był krótko ostrzyżonym szatynem z lekkim zarostem. Zauważyłam też, że był umięśniony, a samą postawą przerażał bardziej niż sam Ashton. Niby zwykły, jednak tajemniczy uśmiech pogrywał na jego ustach.
- Oh naprawdę, żałuję, że nie jesteś tak waleczna i wyszczekana jak ta suka twoja siostra - zwilżył wargi przez co miałam ochotę zwrócić drink wypity z Lukiem.. O mój boże Luke! Co się z nim stało, mam nadzieję, że żyje i jest cały i zdrowy. Może mnie już szukają, to jest pewne zważywszy na to, że Ann zapewne wszystkich wyzywa i panikuje.
- Nie dotykaj mnie - syknęłam, gdy jego dłoń spoczęła na moim udzie.
- Oh nie wiesz jakie miałem fantazje odnośnie jej niewyparzonej buźki. - Niebezpieczny błysk w oku. O kurwa. Przełknęłam ślinę. - Ale jej tu nie ma, więc chyba nici z pobawienia się dziwką.
- Odjeb się od niej! - Ryknęłam uderzając go głową, tak że się zachwiał. Nie będzie mi tak o siostrze mówił. Doskonale wiedziałam, że mnie prowokował, ale nie dam tak jej nazywać.
- Ty kurwo - jęknął uderzając mnie w twarz pięścią, przez co uderzyłam ramieniem o beton. - Nie będziesz mnie pouczać - kopnął w mój brzuch mocno. - Nie będziesz  mnie dotykać. - Znowu jego but spotkał się z moim brzuchem, a moje plecy odbiły się o ścianę za mną. Krzyknęłam z bólu jaki przeszył każdy możliwy kawałek mojego ciała. Następnie zaczął znowu okładać mnie pięściami bez opamiętania, straciłam rachubę, nie wiem ile tak mnie bił. W pewnym momencie się wyprostował patrząc na mnie z pogardą. Szarpnął mnie za włosy ciągnąc do góry bym stanęła, następnie rzucił mną o ścianę. Jęknęłam osuwając się po niej. Pewnie pozostawiłam czerwony ślad na szarej cegle. - Jesteś nic nie wartą szmatą tak jak cała twoja rodzina i pierdolony gang Tomlinsona - splunął na mnie, a ja nie miałam nawet siły na niego patrzeć. - Nie waż mi się zasypiać, jeśli chcesz być jeszcze żywa - ryknął wychodząc z pokoju.
Jęcząc pochyliłam się i splunęłam, a raczej zwymiotowałam na podłogę. Czułam metaliczny posmak krwi w ustach i piekielny ból na całym ciele. Oparłam się o twardą, szorstką ścianę nie mając siły nawet szlochać. Chciałam zamknąć oczy i po prostu czekać, aż ktoś albo mnie zabije, albo znajdzie. Choć miałam nadzieję, że bardziej prawdopodobna jest opcja druga, ale w co ja wierzę. To są mordercy. Zauważyłam, że na stoliku nadal znajdowały się przedmioty, które zostawił tu ten... Sean? I oczywiście jego kurtka leżała w kącie, ponieważ po prostu wyszedł trzaskając drzwiami, a ostatnie co usłyszałam to chrzęst zamka.
Z niesamowitym trudem wstałam. Czując jak pali mnie skóra na brzuchu doczołgałam się do stolika. Musiałam bardziej wyostrzyć wzrok by rozpoznać jakie przedmioty się na nim znajdują, bo i tak wszystko mi się rozmazywało przed oczyma. Były to klucze, telefon oraz spluwa, które już wcześniej widziałam, a także jakieś małe, białe pigułki w foliowej torebce. Dostrzegłam również nóż. Odwróciłam się tyłem do stolika i związanymi rękoma wymacałam ostrze. Chwyciłam je, próbując rozciąć coś, czym miałam związane nadgarstki. Udało mi się to po kilku wyczerpujących minutach, jednak nie obyło się bez pocięcia sobie przy tym skóry na rękach. Przeklęłam pod nosem odwracając się z powrotem do stolika rozmasowując przy tym nadgarstki. W głowie próbowałam ułożyć jakikolwiek plan ucieczki czy chociaż dania znać gdzie jestem. Wzrokiem z trudem, ale jednak odszukałam telefonu szatyna. Pochwyciłam go w dłonie, ale jak na złość nie znam żadnego numeru do chłopaków. Myśl Ronnie myśl, powtarzałam sobie w kółko próbując wyszukać rozwiązanie. Ann- szepnęłam nagle. Tylko do niej znam numer. Zostało mi wierzyć, że Ashton nie wyłączył znowu naszych telefonów. Pospiesznie wpisałam jej numer, lecz jak na złość urządzenie powiadomiło mnie o braku dostępności. Kurwa! Policja? Nie, to tylko by sprowadziło ojca tu, a nie mam zamiaru go widzieć. Ze łzami w oczach odłożyłam telefon na miejsce. Zabiją mnie tu, a ja nawet nie mogę się pożegnać z siostrą. Umrę młodo w męczarniach. Chyba że... Spojrzałam na broń.. Nie, nie umiałabym tego zrobić, chociaż lepiej tak niżeli z ręki wroga, ale nie mogłam porzucić nadziei, dla niej, dla mojej Addie, która w tym momencie porusza niebo i ziemię by mnie znaleźć. Jednak wpadłam na zupełnie inny pomysł. Zabrałam broń chowając ją sobie za plecy i znowu powróciłam na miejsce gdzie jeszcze przed chwilą leżałam. Nie chcąc wzbudzić żadnych podejrzeń położyłam się łącząc swoje dłonie z tyłu pleców mocno ściskając jedną pistolet. Jakie miałam szczęście, a może i pecha kiedy w chwili, gdy przymknęłam oczy drzwi otworzyły się z hukiem, uchyliłam nieznacznie jedną powiekę i tak jak przypuszczałam zauważyłam Seana, stojącego w progu, nawet nie fatygującego się zamknąć za sobą drzwi. Szybko zmieniłam pozycje celując w niego bronią.
- I co? Zamierzasz mnie zabić mała suko? - Jego rechot odbijał się od ścian powodując nieprzyjemne dreszcze przerażenia na mojej skórze. - Jest tyle ludzi na zewnątrz czekających tylko na mój rozkaz. Zabijesz mnie, a oni zabiją ciebie. Nadal taka zdeterminowana? - Zapytał lustrując mnie uważnie z wielką kpiną w oczach. Uśmiechnęłam się głupio odbezpieczając broń.
- Zabicie takiego bydlaka jak ty będzie dla mnie przyjemnością, nawet mogę za to zginąć. 
Chyba zrozumiał iluzje moich słów, ponieważ w końcu spojrzał z lekkim strachem na pistolet. Uśmiechnęłam się z satysfakcją na ten widok. 
- Do zobaczenia w piekle - syknęłam i zaraz było słychać strzał, a następnie czułam ból. Co jest? Spojrzałam na swoją dłoń, w której jeszcze przed chwilą trzymałam sprzęt, już go tam nie było, a z mojej skóry sączyła się krew. Oczywiście było to tylko głębokie ryśnięcie kuli, ale rana była paskudna. Spojrzałam ponownie w kierunku drzwi, gdzie za mafiozem stał chłopak mniej więcej w wieku Ann celujący we mnie bronią. Zmrużyłam oczy i niemal zaraz tego żałowałam, kiedy rozpoznałam w nim mojego już byłego przyjaciela Dylana.
Miałam wielką nadzieję, że się przewidziałam, chciałam wierzyć, że to nie on. Niestety, mój najlepszy przyjaciel, którego nazywałam bratem, właśnie mierzył do mnie z pistoletu.
- Zajmę się nią - powiedział, a mi krajało się serce na jego oschły ton i spojrzenie, jakim mnie właśnie darzył.
- Cokolwiek. Byleby szmata cierpiała - wysyczał Sean i wyszedł.
Zaś Dylan zamknął drzwi, przekręcając zamek, a w tym momencie z moich ust wydobył się szloch. Dopiero teraz. Zasłoniłam dłonią buzię i schowałam twarz między kolanami, nie chcąc dłużej patrzeć na twarz tego zdrajcy.
- Ver, tylko nie krzycz. Wiem, jesteś wściekła i masz do tego prawo. Ale nie wrzeszcz, bo się zorientują i zabiją nas oboje.
- Jesteś sukinsynem i zdrajcą, niech to zrobią - warknęłam, siorbiąc nosem.
Brunet z przepraszającym wyrazem twarzy i skruchą uklęknął przede mną. Zacisnęłam oczy, mając złudną nadzieję, że on zaraz stąd po prostu zniknie i nie będę musiała go więcej widzieć.
- Veronica, nie masz pojęcia w co się pakujesz, mierząc bronią do Seana - wyszeptał. - Chciałem cię chronić, gdyby był tu ktoś inny bez wahania władowałby ci kulkę w czaszkę, więc zrozum, kochanie, będę cię chronił czy tego chcesz czy nie, bo zawsze byłem, jestem i będę z tobą.
- Skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz? - Uniosłam głowę patrząc w jego skrzące się, błękitne tęczówki. Piękne oczy wypełnione troską, determinacją oraz prośbą.
- Zaufaj mi, jak wcześniej. Proszę, Veronica.
Pokiwałam powoli głową, po czym spuściłam ją.
- Nie potrafię, Dylan. Jesteś z... Z nim - pociągnęłam nosem.
Dylan O'Brien
Poczułam na swoim kolanie dłoń chłopaka, przez co wybuchnęłam jeszcze większym płaczem i strąciłam jego rękę.
- Pamiętasz, kiedy mówiłem ci czego boję się najbardziej? - Wymamrotał, wstając.
Przypomniałam sobie chwilę, gdy siedzieliśmy u Ann w pokoju, cała nasza trójka. Było około północy, a my rozmawialiśmy w najlepsze, nie przejmując się tym, że w telewizji idzie całkiem niezły film. Pochłonęła nas zwykła, codzienna rozmowa. W końcu wkroczyliśmy na temat strachu. Czego boimy się najbardziej. Każdy z nas powiedział czym jest najgorsza rzecz, której się obawia.
- Że nas stracisz - szepnęłam. Podniosłam głowę wyżej. - To też było kłamstwem? Cały czas nas okłamywałeś?!
- Kłamałem, bo chciałem was chronić! - wrzasnął, po czym uderzył pięścią w stół. Nieprzyjemne dreszcze przeszły przez całe moje ciało.
 - Daj mi spokój albo zabij. Nie ważne, już mi wszystko obojętne - wychlipałam.
- Veronica, nie waż się tak mówić. Nie pozwolę was zabić. Wydostaniesz się stąd i wrócisz do Ann. Dopilnuję tego osobiście - powiedział dobitnie i skierował się do drzwi. 
Ostatni raz odwrócił się w moją stronę z bólem wymalowanym na twarzy, po czym po prostu wyszedł, zostawiając mnie w osłupieniu, ze łzami w oczach.
Nie wiedziałam co w tym momencie mam myśleć, czy aby na pewno znowu nie śni mi się jakiś głupi koszmar i zaraz się nie obudzę nawet w ramionach Irwina. Wolałabym tysiąc razy to od siedzenia tutaj. Czułam się jak nic nie warta osoba, gdyż wszyscy, których kochałam zawiedli mnie, oprócz mojej kochanej siostry, która będzie ze mną zawsze nie ważne co. A co do reszty... bolało mnie serce.. wszystko mnie bolało i nawet chyba nie zapowiadało się na to by przestało. Miałam ochotę zamknąć oczy, po prostu odpłynąć w objęcia morfeusza i obudzić się dopiero gdy to wszystko minie. Ile bym oddała, za to żeby być przy Adrianne. Przymknęłam z jękiem powieki próbując znaleźć odpowiednią pozycję, w której nic by mnie nie bolało, ale niestety, żadna taka nie istniała. Każdy kawałek mojego ciała krzyczał, a ja razem z nim.
Chciałam teraz wrócić do domu. Nie, nie swojego. Do tego domu, w którym ostatnio przebywałam z Adrianne. Nie wiem dlaczego, ale czuję się tam tak... swojo i poniekąd bezpiecznie. Ci ludzie niewiele starsi ode mnie potrafią nas ochronić, w tej chwili lepiej niż ojciec, który ma nas zupełnie gdzieś. I dobrze. Nie chcę go więcej widzieć za to, że okłamywał nas od samego początku. Te wszystkie wyjazdy służbowe, spotkania biznesowe... Kłamał w każdej sprawie, która dotyczyła jego pracy i to mnie boli. Tylko Addie mnie do tej pory nie zawiodła i wiem, że tego nie zrobi.
Cóż, wszystko teraz byłoby lepsze od tego, co w tej chwili się dzieje wokół mnie. Jestem na straconej pozycji, nie mam najmniejszych szans na ucieczkę, a nawet na jej próbę. Gdybym tylko wychyliła palec za te drzwi z pewnością zostałby on odstrzelony.
Więc muszę tu bezczynnie siedzieć związana sznurami. A co gorsza moja siostra pewnie teraz nie panuje nad sobą, płacze, krzyczy i nie wiem co jeszcze robi, ale na pewno jest przerażona. Boże, błagam, pozwól mi tylko do niej wrócić.











_____________________________________________________






Jeśli czytasz proszę skomentuj :*

TO NASZ ROCZEK

Dzień dobry kochani! 
Dzisiaj jest ten dzień!  8 marca! Wszystkim dziewuszkom życzymy wszystkiego, wszystkiego co najlepsze, niech chłopcy tego dnia noszą nas na rękach, bo to w końcu nasze święto ;*
Oraz wszystkiego najlepszego z okazji roczku bloga, Smrowcy  *,*
Jejku nie mogę uwierzyć, że upłyną rok, cały rok kalendarzowy na tworzeniu i publikowaniu dla was kochani. Na początku nie sądziłyśmy, że wogóle ktoś będzie chciał to czytać, a że będzie was tyle, to już zupełnie. Wiem, że nasza  ekscytacja jest niczym, w porownianiu do niektórych autorek fanfików, których czytajac setki, ale zrozumcie nas, cieszymy się, że mamy was, nie zależnie w jakie liczbie, ważne że z nami jesteście i nas czytacie 
Również nawet przez głowy nam nie przeszło, że zostaniemy nominowane do Bloga Miesiąca, to nadal jest dla nas wielka niespodzianka (nadal możecie głosować na nasz blog (Show Me Reality) w ankiecie >> http://sonda.hanzo.pl/sondy,257679,8Wpr.html <<)
Więc co skarbki? Zaczynamy świętować?! A więc, rano wstanę dla was specjalnie wcześniej, ponieważ do szkoły mam dopiero a 9  i wstawię rozdział 38.
W planach mamy do dodania wam dwa rozdziały, wasze prace, które przysyłaliście oraz wybraną historię shippu (Hathrin)
Zabawę czas zacząć!
Nie zapominajcie o aktywności na tt z hasztagiem #ShowMeRealityFF spamujcie, piszecie pod nim co chcecie, ulubione dialogi, sceny, co wam się podoba, co nie, co was wkurza, co ekscytuje. Po prostu wszytko ;D 
Może więcej osób nas dzięki temu zobaczy i jak to kilka osób określiło "trafimy do trendów" Mamy taka cichą nadzieję ;3 ;*
Kochamy was ;*
A&W




czwartek, 3 marca 2016

BLOG MIESIĄCA LUTY

KOCHANI! NIE TO JESZCZE NIE ROZDZIAŁ! TO COŚ ZUPEŁNIE NIE SPODZIEWANEGO!


ZOSTAŁYŚMY NOMINOWANE DO BLOGA MIESIĄCA LUTY!

TEN MIESIĄC RZECZYWIŚCIE BYŁ DLA NAS WIELKĄ NIESPODZIANKĄ, PONIEWAŻ WTEDY DUŻO WAS PRZYBYŁO I WYBIŁO NAM 12 TYS WYŚWIETLEŃ *,*
DLATEGO TĄ NOMINACJĘ ZAWDZIĘCZAMY I DEDYKUJEMY WAM KOCHANI ;**


Tutaj macie link do sondy, ale będzie on również na pasku bocznym :)
Możecie głosować na każdym urządzeniu, oddzielnie xD

Głosujemy skarbi na SHOW ME REALITY ;**

>>>> http://sonda.hanzo.pl/sondy,257679,8Wpr.html <<<<

Byłybyśmy wdzięczne za głos i z góry za każdy ogromnie dziękujemy :**



KOCHAMY A&W.