środa, 21 października 2015

Rozdział 28 (cz. 1)

*Perspektywa Michaela*

Łomoczący ból rozrywał moja czaszkę gdy otworzyłem rano oczy. Spojrzałem zdezorientowany na bok gdzie leżała słodko śpiąc moja dziewczynka. Nie chcąc jej martwić wyślizgnąłem się z pod kołdry i po cichu wyszedłem z pokoju. Korytarz był ledwie oświetlony dlatego musiałem przytrzymywać się ściany. Gdy schodziłem po schodach usłyszałem szepty dochodzące z dołu. Zszedłem bezszelestnie na korytarz na parterze, a stamtąd do kuchni. Wygrzebałem tabletki z szafki nad zalewem i nalewając sobie do szklanki wody popiłem proszki. Przymknąłem powieki odchylając do tyłu głowę, lekko rozmasowując skronie. Gdy otworzyłem powieki spojrzałem na zegarek, który wskazywał czwartą nad ranem. Boże, czy mnie do końca powaliło? Dzisiaj akcja i zamiast się wyspać to ja wstaje o takiej godzinie. No wylew po prostu. Sapnąłem wkurzony i udałem się w drogę powrotną do pokoju, ale zatrzymałem się nagle w progu kuchni, gdy w salonie zobaczyłem dwie postacie. Chowając się za ścianką, wychyliłem głowę. Na kanapie leżał Louis, czego mogłem się spodziewać, gdyż Cal i Hanna zajęli jego sypialnie. Natomiast zdziwił mnie widok siedzącej po turecku Ann na przeciwko bruneta. Miała na sobie swoją piżamę składającą się z białego topu, oczywiście bez stanika i kolorowych szortów. Co jest grane. Niby taka twarda, chamska, próbuje nam wszystkim pokazać, że nie jest wrażliwa, a tu nagle siedzi z Tommo na dole. Chyba, że Lou najzwyczajniej w świecie spał, a mała siedziała i mu się przyglądała. Tylko w jakim celu? Przecież nienawidzi go całym sercem.
- Nie poddasz się tak łatwo, prawda? - zapytała nagle, cicho szepcząc poszczególne słowa. O co chodzi? - Kiedyś może dowiesz się prawdy, jakie skrywa moje serce. Mam nadzieję, że chociaż dożyję tego dnia - mówiąc to patrzyła na jego spokojną twarz.
Jakbym jej nie znał uznałbym, że jest w nim zakochana, ale boi przyznać to przed nim, ale również też i przed samą sobą. A może ja jej wcale nie znam. Widziałem tylko tyle ile chciał, żebyśmy widzieli i taka jest prawda. Zadziwiające było jednak to, że nie próbowały uciec. Co prawda najgorzej u nas nie mają. Wszyscy traktujemy je jak należy no oprócz Irwina, ale temu to nie wiem co ostatnio odwala. Znowu spojrzałem na dziewczynę, teraz delikatnie dotknęła jego policzka, ale zaraz szybko odsunęła rękę by nie zbudzić Tomlinsona.- Wiesz gdy byłam w liceum poznałam chłopaka... - zaczęła, ale niestety nie dane było jej dokończyć gdyż rozniósł się przeraźliwy krzyk
- Ann!! Nie! Nie boże nie! - wrzaski dobiegały z góry i sądząc po ruchach szatynki doskonale wiedziała do kogo należy ten głos. W ekspresowym tempie, pomimo postrzelonej łydki, zerwała się do biegu i wbiegła na schody. Dopiero gdy zniknęła na nich wyszedłem ze swojego ukrycia i również poszedłem w jej ślady. Jak też podejrzewałem dźwięki dochodziły z pokoju dziewczyn, gdy już tam dotarłem oparłem się o framugę drzwi i patrzyłem jak Adrianne klęczy na łóżku potrząsa nadal wydzierającą się Ver. Dziwne też, że nikt inny nie usłyszał jej wrzasków.
- Veronica cholera jasna obudź się. - uderzyła ją delikatnie w policzek na co dziewczyna od razu otworzyła oczy. Spojrzała na siostrę i wybuchnęła płaczem.
- Ann - zaszlochała mocno wtulając się w nią.
- Shh już tu jestem. Jesteś bezpieczna. Spróbuj zasnąć. - mamrotała kołysząc się z nią w przód i tył. To był niezwykle piękny widok, ale byłem koszmarnie zmęczony, dlatego też wycofałem się po cichu z pomieszczenia, również dlatego, że nie chciałem naruszać intymnej sytuacji sióstr. Wszedłem do swojej sypialni i zakopując się w kołdrze przytuliłem do Caro. Całując jej łopatkę powoli odpływałem aż w końcu nie wiem kiedy zasnąłem.

*Perspektywa Veronici*

Gdy po raz kolejny otworzyłam oczy poraziły mnie promienie słoneczne. Chciałam unieść się na łokciach do pozycji siedzącej, ale niestety przeszkadzały mi w tym czyjeś ręce. Co jest do cholery. Zadarłam zdezorientowana głowę do góry i o mało nie pisnęłam, gdy zobaczyłam że leżę na Ashtonie. Czy coś mnie ominęło? Będąc do reszty skołowana nie wiedziałam co zrobić.
Spał opierając głowę o twardą, drewnianą belkę. Miał lekko rozchylone usta, z których wydobywał się ledwie słyszalny, spokojny oddech, a pojedyncze blond loki opadały na oczy. Wyglądał tak niewinnie gdy spał, niczym dziecko. Jednak to nadal był ten sam Ashton, którego nadal nienawidziłam. Sam jego widok przyprawiał mnie o ból głowy, głównie z nienawiści i strachu. Co ja gadam, o innych emocjach nie było mowy. Znajdowałam się w dość niekorzystnej pozycji. Nie miałam pojęcia jak wygramolić się z jego ramion, nie budząc go. Tak, zadanie godne mistrza. Powoli przełożyłam dłoń obok jego ciala, starając się unieść na niej. Gdybym zrobiła to na drugiej, nie wytrzymałabym z bólu. Jednak nic z tego. Blondyn szczelniej owinął ramiona wokół mojego pasa, a co gorsza przyciągnął bliżej siebie. Spojrzałam na jego twarz. Wciąż spał. Spróbowałam więc kolejny raz, co okazało się tak samo bezskuteczne. W dodatku jego dłoń wślizgnęła się pod mój podwinięty podkoszulek. Teraz coś mi nie pasowało. Spojrzałam ponownie na niego. Niewielki półuśmiech i drgające powieki dały mi do zrozumienia, że nie śpi.
- Ashton - szepnęłam, a jego uśmiech poszerzył się, ukazując niepasujące do jego wybuchowej osobowości dołeczki w policzkach.
Powoli otworzył oczy, spoglądając prosto w moje. Teraz wydawał się taki spokojny i wręcz szczęśliwy. Nienawidzę tego, jaki jest bipolarny i zmienny. To tak nieznośne i irytujące.
- Mhm? - wymruczał, powoli przejeżdżając dłonią po moich plecach.
- Puść mnie - wysyczałam, zaciskając oczy oraz zagryzając wnętrze policzka. Nie chciałam dawać mu satysfakcji z tego jak na mnie działa. Co to to nie. Chłopak jeszcze przez chwile się ze mną drażnił, ale zaraz uniósł ramiona puszczając mnie wolno. Od razu szybko usiadłam naprzeciwko niego obciągając w dół koszulkę.
- Nie masz niczego czego bym nie widział. - zaśmiał się dość słodko, ale i tak na mojej twarzy pojawiły się dość spore rumieńce. - Jesteś słodka.
- A ty bipolarny wiesz o tym, nie? - wyszydziłam, udając, że nie ruszyła mnie ta uwaga. - Gdzie Ann?
- Oh a ty jak zawsze o niej, jak papużki nierozłączki. - prychnął robiąc młynek oczami.
- Cóż taka bolesna prawda. - wzruszyłam ramionami, ale ponowiłam pytanie. Westchnął ciężko.
- Jest na dole, zabawia się z Tommo.
- A tak na prawdę? - zapytałam unosząc brew ku górze, nie wierząc w jego słowa. Uśmiechnął się chytrze ukazując rząd białych zębów.
- Omawia plan z rodzeństwem.
- A ty siedzisz tu bo...
- Wiesz patrzenie na twoją siostrę wywołuje u mnie wymioty. - jego uwaga niezmiernie mnie rozśmieszyła. Zaczęłam chichotać jak głupia. - Z czego się śmiejesz?
- Z niczego - wyjąkałam, starając się opanować.
- Dziwna z ciebie nastolatka - wymamrotał, potrząsając głową z dezaprobatą.
- Często mi to mówią. - Dlaczego ja zachowuję się przy nim tak zwyczajnie? Jakbym go lubiła, jakbyśmy byli starymi znajomymi... Którzy nawzajem się krzywdzą i nienawidzą. - Więc co tutaj robisz na prawdę?
- Wczoraj miałaś koszmar, Ann przy tobie siedziała. Kazałem jej iść spać, sam nie wiem czemu, miałem zostać z tobą aż zaśniesz, ale... Jakoś tak mi się przysnęło - wzruszył ramionami obojętnie, przecierając twarz dłońmi.
Chwilę jeszcze siedziałam na łóżku, nie wiem w jakim celu, nie wiem na co czekając. W końcu wstałam, weszłam do łazienki i zamknęłam za sobą drzwi. Odkręciłam kurki, czekając aż letnia woda napełni wannę. W międzyczasie ściągnęłam ubrania pozostając w samej bieliźnie. Stanęłam przed lustrem przyglądając się sobie samej. Nie wyglądałam... Cóż, najgorzej. Siniaki i zadrapania powoli znikały. Jedynie rany na brzuchu, ramieniu i udzie pozostały. Z pewnością będą po nich duże blizny. Ale kto się teraz tym przejmuje?
Zdjęłam powoli opatrunki a po nich bieliznę. Zakręciłam wodę i weszłam do wanny, rozkoszując się ciepłem. Szybko umyłam całe swoje ciało oraz włosy. Gdy wyszłam zawinęłam je w ręcznik, ponownie bandażując swoje rany, jak nauczył mnie Ashton, bym wreszcie mogła robić to samodzielnie. O Boże. No tak, ja i moja skleroza. Zapomniałam o ubraniach. Ale spokojnie, kąpałam się pewnie z godzinę i jeszcze bandażowanie... Irwina na pewno już tam nie ma. Mi na pewno nie chciałoby się tak nudzić ponad godzinę. Zawinięta więc w ręcznik wyszłam z łazienki. Lecz po otworzeniu drzwi chciałam sobie strzelić z otwartej dłoni w czoło. To że ja bym nie siedziała bezczynnie godziny, nie znaczy że on też.
- Warto było nudzić się przez tyle czasu - uśmiechnął się bezczelnie, lustrując mnie od góry do dołu, przez co spłonęłam rumieńcem.
Spojrzałam w kąt, gdzie powinna leżeć moja walizka, lecz jej tam nie było.
Zmarszczyłam brwi, a Irwin widząc moje skonsternowanie odchrząknął znacząco, zwracając tym samym na siebie moją uwagę. Wskazał na miejsce obok siebie, gdzie... Jak ja mogłam to przeoczyć?! Leżała tam idealnie wyeksponowana sukienka. Złota, w abstrakcyjne wzory, jak na moje oko sięgająca do kolan. Westchnęłam z rozmarzeniem na jej widok.
- Podoba ci się? - Niski głos wyrwał mnie z zachwytu.
- Jeszcze się pytasz? Jest przepiękna. - Pochwyciłam materiał w dłonie po czym spojrzałam na blondyna. - Skąd ją masz?
- Ymm. - Zmieszany złapał się za kark patrząc wszędzie tylko nie na mnie. Nabrał powietrza w płuca, po czym wypuszczając je zabrał głos trochę niepewnie. - Kiedyś należała do kogoś mi bliskiego.
Oh a tego to bym się nie spodziewała. Ashton nagle posmutniał, ale na myśl o tej osobie nikły uśmiech pojawił się na jego wargach. Musiała to być na prawdę mu bliska osoba. Kiedy miałam już się odezwać nagle spojrzał w moje oczy i sam zaczął mówić
- Leć wcisnąć ją na ten swój zgrabny tyłeczek.
Tak też i zrobiłam, szybko pomknęłam do łazienki. Naciągnęłam na siebie czarną bieliznę i dopiero wtedy delikatnie włożyłam sukienkę. Wygładziłam materiał oplatający moje ciało i spojrzałam w lustro. Boże, jak ja piękne wyglądam. Jeszcze tylko włosy, makijaż i wszystko będzie perfekcyjnie.
Wyszłam z łazienki z szerokim uśmiechem na ustach. Miałam ochotę przytulić Ashtona za tą sukienkę, że tak się poświęcił dając mi ją, ale przypomniałam sobie po chwili, że nie mogę. Gdyby prowadził normalne życie zwykłego, szarego nastolatka, okey, bylibyśmy przyjaciółmi nawet. Ale nie, on jest do jasnej cholery gangsterem, a ja z kolei córką innego.
Uniosłam wzrok na chłopaka, który - nawet nie wiem kiedy zdążył to zrobić - stał przede mną.
- Wyglądasz cudownie - uśmiechnął się lekko, gładząc materiał sukienki.

Dlaczego on dzisiaj jest taki miły?! Nie żeby mi przeszkadzało, ale w jego przypadku to nieludzkie!
- Dziękuję.
Gdy chwycił mnie za dłoń, to dziwne mrowienie przeszło od palców aż do dołu pleców. Zeszliśmy na dół, gdzie większość siedziała w salonie. Jedynie Caleb, Louis, Kate i Adrianne znajdowali się w kuchni. A teraz także ja z Ashem.
Ann spojrzała na mnie, a jej usta rozwarły się szeroko. Zlustrowała mnie od stóp po czubek głowy, po czym wstała i wzruszona zamknęła mnie w swoich ramionach.
- Ślicznie wyglądasz - szepnęła do mojego ucha.
Wymamrotałam ciche podziękowania i również ją przytuliłam.
- Ty też na pewno będziesz.
Usiadłam obok Kate, która ze zdziwieniem, troską i szczęściem patrzyła na Ashtona. Poklepała mnie lekko po kolanie, posyłając szeroki uśmiech, który odwzajemniłam.
- No więc już wszystko wiesz? - zapytał nagle Louis lustrując dokładnie moja siostrę.
- Taa.. Tylko, uhm.. - wskazała zmieszana na swoją piżamę, którą nadal miała na sobie.
- Tym się nie przejmuj. Po śniadaniu pójdziemy na górę. Mam coś dla ciebie. - powiedział spokojnie szatyn uśmiechając się do niej. Kurcze, słodko razem by wyglądali. Niestety wiem jak jest. Westchnęłam tylko oddychające od siebie myśli z nimi związane, nie chcąc aby wyobraźnia zapędziała się zbyt daleko. Podczas mojego małego bujania w obłokach przed moim nosem pojawił się talerz z kanapkami. Uśmiechnęłam się w podzięce do Ashtona i zaczęłam jeść je ze smakiem.
Gdy zjadłam ledwie połowę, ktoś pociągnął mnie za łokieć, przez co upuściłam kanapkę z powrotem na talerz. Przełknęłam to, co miałam w ustach i spojrzałam na ciągnącą mnie na schody siostrę. W ostatniej chwili zdałam porwać moje jedzenie w ręce. Idąc w stronę jednych z kilku drzwi, zostałyśmy zatrzymane przez Louisa, który nagle się wyłonił się znikąd.
- Ann mogę cię na chwilę prosić? - zapytał gestem wskazując jego pokój. Ta wzruszyła ramionami, ale udała się za nim. Nie to że byłam wścibska czy coś, po prostu mam ciekawską naturę, a to zupełnie coś innego. Gdy weszli do środka, ja zatrzymałam się w drzwiach i oparłam o framugę, Ann natomiast stanęła na środku jego sypialni z założonymi pod piersiami rękami. W tym czasie Louis szukał czegoś w dużej szafie. W końcu wyciągnął płaskie ale duże czarno-niebieskie pudełeczko i podał je trochę z wahaniem mojej siostrze. Nieco zmieszana najpierw spojrzała na bruneta potem na pudełko w swoich dłoniach. Nie musiałam patrzeć by wiedzieć, że marszcząc teraz śmiesznie nos, gdyż zawsze robiła to gdy się denerwowała lub była zdezorientowana. Chłopak skinieniem głowy zachęcił ją do otworzenia pakunku, więc tak i też zrobiła. Powoli otworzyła wieko odkładając je na łóżko po czym to samo zrobiła ze spodem i teraz w jej ręku spoczywał
wieszaku na którym wisiała dłuższa niż moją, czerwona z czarnymi wzorami sukienka, rozkloszowana od pasa w dół. Była niesamowita. Adrianne chyba też tak sądziła, znając jej gust to jest nią oczarowana. Jej dłoń powiedziała do ust z których wydobył się stłumiony pisk.
- Ona jest. O mój Boże, ona jest przepiękna. - Przyłożyła ja do siebie gładząc dłonią materiał sukni. - Skąd ją wytrzasnąłeś?
- Uhm.. No ten. - Podrapał się po brodzie lustrując Ann wzrokiem. - Byłem wczoraj z Kate w galerii po tym jak poszłyście na górę. Przechodziłem i ją zobaczyłem. Pomyślałem, że pięknie w niej będziesz wyglądać.

Czy ja dobrze widzę? Ten Tomlinson spalał się że wstydu. On? Nie no, przetarłam oczy, ale on na prawdę słodko się czerwienił. Przez myśl przemknęła mi myśl, że on jest taki sam jak my. Ma uczucia. Gangster z uczuciami. I okazuje je akurat moje siostrze. Siostrze z problemami. Martwiłam się. Cholera jasna nie chce znowu przechodzić sytuacji z przed trzech lat. Z rozmyśleń wyrwał mnie kolejny pisk dziewczyny, która niespodziewanie zawiesiła ręce na szyi całując jego policzek. O kurwa teraz się tego kompletnie nie spodziewałam, ale nie tylko ja, bo i brunet stał jak zamurowany. Ann też zaraz zmieszana szybko odsunęła się od niego nagle.
- Dziękuję. - wyszeptała i odwróciła się chwytając mój nadgarstek w niemal że z prędkością światła wyleciała z pokoju.
Nim się obejrzałam byłyśmy już w pokoju... Jeśli się nie mylę należał on do Kate. Była w nim sama jego właścicielka, Perrie i Caroline.
- Ann, przebierz się, a my zajmiemy się Ver - powiedziała Kate z szerokim uśmiechem, klaszcząc w dłonie.
Byłam nieco zdezorientowana, jednak po chwili doszło do mnie co się dzieje. Usiadłam na łóżku, czekając aż Caroline usiądzie na stołku przede mną i zacznie malować.
- Nie masz się czym stresować - powiedziała nagle, gdy nakładała na moją twarz podkład.
- Nie denerwuję się - zmarszczyłam brwi.
Brunetka zaśmiała się cicho.
- To wyraźnie widać. Ręce ci się trzęsą, masz rozbiegany wzrok i niespokojny oddech.
- Może trochę - szepnęłam.
- Wszystko pójdzie prosto i szybko. Nawet nie mrugniesz a będzie po wszystkim.
- Nie idę do dentysty na wyrwanie zęba, kiepskie pocieszenie - parsknęłam.
Dziewczyna uśmiechając się kontynuowała malowanie mnie. W międzyczasie wróciła również Adrianne. Boże, jak cudownie wyglądała. Po prostu niesamowicie. Westchnęłam cicho, patrząc na nią z radością w oczach. Usiadła obok mnie, a ja przejechałam dłonią po czerwonym materiale.
- Cudownie w niej wyglądasz.
Podziękowała mi cicho uśmiechając się przy tym uroczo. Zaraz na przeciwko nas stanęła Kate trzymająca kosmetyczkę w ręku.
- Kate czy mogłabym to sama zrobić, a ty byś mogła w tym czasie zrobić coś z moimi włosami?
- Pewnie. - zaświergotała wręczając jej kosmetyki po czym ciągnąc ją za nadgarstek weszły razem do łazienki.  Siedziałam chwilę zastanawiając się co zrobić, ale nic ciekawego nie przychodziło mi do głowy, więc po prostu wstałam kierując się do wyjścia, gdy pociągnęłam za klamkę, poczułam na ramieniu dłoń, więc lekko wystraszona odwróciłam się do jej właściciela, którym okazała się być Caroline. Podała mi bez słowa rzecz, którą jeszcze przed chwilą trzymała. Uniosła rękę i moim oczom ukazały się przepiękne sandałki na obcasie w kolorze złotym tak jak moja sukienka. Idealnie pasowały do tej kreacji. Przytuliłam dziewczynę w podzięce po czym wyszłam na zewnątrz. Postanowiłam zajrzeć do Liama. Bo ten pewnie jak zawsze siedzi z Niallem w pracowni. Oczywiście nie myliłam się kiedy weszłam do wielkiego pomieszczenia zastałam ich siedzących przed monitorami, oczywiście ubrani już byli w smokingi, przez co wyglądali niesamowicie przystojnie. Mój śmiech wywołał, że chłopcy odwrócili się w moją stronę. Przez moment lustrowali mnie dokładnie wzrokiem, aż zaczęłam się bać, żaden z nich się nie odezwał, tylko stali i się we mnie patrzyli jakbym była nowiutkim macbookiem czy Bugatti Veyron*.
- Co? Coś nie tak? Jestem gdzieś brudna? - zapytałam w końcu patrząc na sukienkę, czy aby na pewni nie ma tam plamy, przecież Irwin to by mnie pewnie zabił, za zniszczenie jego sentymentalnej sukienki.
- Nie skądże. Wyglądasz po prostu.. - zaczął Liam odsuwając się od biurka za który siedział.
- Wohow. - pokończył za niego Niall.
Roześmiałam się dosyć głośno, a oboje spojrzeli na siebie zdezorientowani.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się. Podeszłam bliżej tego wszystkiego i przyjrzałam się ekranowi. - To ten obraz?
- Ta, to dzieło sztuki - Liam zrobił cudzysłów palcami w powietrzu - mamy zdobyć.
- Rzeczywiście paskudny - skrzywiłam się.
To nie przypominało zupełnie nic. Rozumiem że sztuka abstrakcyjna taka jest, ale to... No po prostu wygląda jakby ktoś zwymiotował na płótno, ohyda.
- Ludzie! Zbieramy się! - Usłyszeliśmy krzyk dochodzący z salonu. Wyprostowałam się i skierowałam w tamtą stronę, zostawiając dwójkę chłopaków za sobą.
Wszyscy zebrali się w salonie, wybałuszając prawie oczy na mój widok. Oczywiście Michael nie oszczędził sobie dziecinnej uwagi, za którą zarobił od Caroline:
- Mrr, brałbym.
- Mike, opanuj się - warknął Louis. - Gdzie moja siostra i Ann?
- Już idą - powiedział Harry.
Odwróciłam się w stronę schodów, zresztą jak każdy.
Po schodach niczym prawdziwa księżniczka schodził moja siostra. Wyglądała... po prostu nie mam słów by opisać jak wspaniale, jej delikatny makijaż podkreślał brązowe skarżące się z podekscytowania oczy. Nie był przesady tak jak na wyścig, był wręcz perfekcyjny. Jej włosy niczym fala, delikatnie spadały kaskadami na odsłonięte rami. Każdy facet obejrzał by się za nią, nawet jeśli nie byłby hetero.
Nie wiem co podkusiło mnie by spojrzeć w bok na Louisa. Wpatrywał się w nią niczym w obrazek. Oczy mu się mieniły a usta zostały lekko rozchylone. Wcale mu się nie dziwię. Znowu przeniosłam wzrok na siostrę, która trzymając się barierki powoli schodziła że schodów. Widziałam, że pogorszyła jej się rana. Zdążyłam to zauważyć gdy wchodziłyśmy tymi schodami. W końcu Louis najwyraźniej otrząsnąwszy się z otępienia podbiegł do niej podając jej pomocną dłoń którą przyjęła z wahaniem, ale ostatecznie podziękowała mu uśmiechem i podała mu swoją.
Kurcze, to na prawdę cudowne, że Adrianne powoli zaczyna się otwierać, ale... Dlaczego padło akurat na niego? Tego cholernego gangstera. 



kreacja Ann
kreacja Ver

























____________________________________________
*Bugatti Veyron, jedno z najszybszych i najbardziej pożądanych przez fanów ostrej jazdy samochodów na świecie :D


Witam słoneczka :*
mamy kolejny rozdział *,* taki słodki! 
Po pierwsze: CUTE LANN MOMENT! Awh
Po drugie: ASHTONICA MOMENT! 

Po trzecie: Gify chłopców! No a zwłaszcza LOU *,* rozwalające
No tylko się rozpływać nasi panowie dzisiaj mili i tacy słodcy! ^^
Jak widzicie podzieliłyśmy na dwie części ten rozdział, ponieważ był na prawdę długi.
Oczywiście dziękujemy za komentarze, oraz za wyświetlenia, chociaż na prawdę jest ich mało pod ostatnim rozdziałem, aż o 150 mniej niż pod 26 ;-;. Kurcze smutno nam ;( ale bynajmniej mamy stałych czytelników :* Kochamy was kochani :* Również naszą bierną czytelniczkę Paulę, która tylko spami mi na gadu "kiedy rozdział". Mamy nadzieję, że serio będzie was więcej pod tym, bo to od was zależy kiedy będzie kolejny. :3

No cóż ode mnie to już wszystko, odsyłam was do notki Ver, która na 100% będzie fangirlować (w końcu taki piękny Ashtonica Moment) :D
Do kolejnego :* Buziolki :* A. 


Hey, teletubisie!
Odrobinkę później ten rozdział, niż planowałyśmy, ale jest! c:
Cóż, ja miałam trochę zabiegany dzień, a Addie jest uparta i stwierdziła, że nie wstawi rozdziału bez mojej notki :p
No więc... Jak wam się podobał poprzedni? Bo chyba słabo wyszedł, sądząc po wyświetleniach :c 
Mam nadzieję że następne będą coraz lepsze i będziecie z chęcią do nas wpadali ;)
Poza tym taka ciekawostka z mojego nudnego jak flaki z olejem życia (nikt tego nie czyta i nikogo nie obchodzi, ale co tam xd) zapisałam się ponownie na karate ^^ yaaay! Bd mogła obronić O'Connor przed Irwinem :D
Dobra, uciekam już, nie zanudzam was.
Dobranoc, buziaki! :*
W.



Czytasz=pozostaw komentarz


niedziela, 11 października 2015

Rozdział 27.

*Perspektywa Caleba*

Wszyscy podążyliśmy za Ashtonem, który czujnie już wyciągnął nóż, z którym się praktycznie nie rozstawał. Każdy głupi wyczuwał iż coś było nie tak, a zwłaszcza już my. Irwin otworzył drzwi i naszym oczom ukazał się zmasakrowany garaż oraz osoba leżąca na środku. Mike leżał w kałuży własnej krwi, cały posiniaczony. Za moimi plecami rozniósł się stłumiony krzyk i obok mnie zaraz przemknęła Caro, jako jedyna będąc w stanie pomóc chłopakowi. Uklęknęła na podłodze, biorąc jego głowę na kolana. Poklepała go kilkakrotnie po policzku by upewnić się czy jest przytomny, bo sądząc po jej ruchach Mike oddychał tym samym pokazując że żyje. Nagle nabrał gwałtownie powietrze, łapiąc je łapczywie, po czym znowu opadł na swoją dziewczynę, lecz tym razem mając otwarte oczy.
- Kto ci to zrobił - uleciało komuś z ust i podejrzewam iż była to stojąca obok Tommo Veronica.
- Sean.
I to imię wystarczyło, żeby domyśleć się całej reszty. Pytanie tylko w jakim celu? Co chcieli przez to nam przekazać.
- Mówili chyba o towarze. Są wściekli - wysapał ledwie słyszalnie. Cholera jasna. Mamy przesrane.
- O mój boże! Ann! - krzyknęła Ver i zaraz ani jej ani Louisa już nie było.
Razem z Ashem podnieśliśmy Michaela z nóg dziewczyny i pod ramię przenieśliśmy do salonu, gdzie posadziliśmy na kanapie, a w tym czasie lekko zapłakana Car pobiegła do łazienki najprawdopodobniej po apteczkę na rozciętą wargę i zadrapany policzek. Po chwili wróciła z niewielkim, czerwonym pudełeczkiem i usiadła obok Mike'a zajmując się nim. Gdy skończyła, czerwonowłosy uniósł się na łokciach i złożył delikatny pocałunek na jej ustach.
Odchrząknąłem cicho, chcąc zwrócić na siebie uwagę.

- Car, przyniesiesz dla Michaela wody? - zapytałem.
Szatynka wstała i bez słowa powędrowała do kuchni.
- Powiedz dokładnie czego chcieli Michael i kto to był - poprosiłem, dokładnie go lustrując.
Spojrzał na mnie tępo, po czym nachylił się, oparł łokcie o kolana i schował twarz w dłoniach.
- Nie wiem, to chyba był ten... Tom i Siva. Mówili coś o jakimś towarze i długu u Seana.
Jakim znowu długu?! Przecież my... Chyba że nie mam o czymś pojęcia i jeden z naszej paczki jest kompletnym idiotą. Obstawiałbym Hemmingsa. Chociaż nie, za bardzo nienawidzi Seana, żeby pożyczać od niego pieniądze, najchętniej splunąłby mu prosto w twarz przy pierwszej lepszej okazji. Cóż, sam bym to z chęcią zrobił, jednak trzeba się zachowywać godnie. Nie to co blondyn. To jeszcze dziecko, gwałtowne, bipolarne, nie znające konsekwencji za swoje czyny.
- Jaki dług znowu? Przecież żaden z nas nie jest na tyle głupi, by zadłużać się u niego - powiedział z przekonaniem Irwin.
- Skoro nie my...
- Ktoś mógł nas w to wrobić? - odezwał się Calum razem z Lukiem.
- Tylko pytanie, kto?
- Cóż to może być każdy. Wszyscy nas nienawidzą. - po dłuższej ciszy odezwał się mój braciszek, który wyłonił się z za ściany a tuż za nim szły siostry. Spojrzałem najpierw na młodszą na której twarzy malowała się ulga, następnie przeniosłem wzrok na starszą, która miała czerwone od płaczu oczy i nadal trzęsła się rozglądając się po wszystkich czy aby żadne z nas się jej nie przygląda. Gdy w końcu jej wzrok padł na mnie uśmiechnęła się, albo, bynajmniej próbowała bo zamiast uśmiechu na jej twarzy pojawił się grymas do niego podobny. Podszedłem powoli biorąc ją w ramiona, wiem, że niby widzę ją drugi raz i już jestem wylewny, ale tak naprawdę znam ją znacznie dłużej. Tyle, że ona tego nie pamięta i już na pewno nie zamierzałem jej w tym uświadamiać. Dziewczyna zaśmiała się gdy szepnąłem jej na ucho że z czerwonymi, napuchniętymi oczami wygląda jak Edward ze Zmierzchu, co z tego, że to inna płeć. Ważne, że widać podobieństwo. W końcu odsunąłem się od niej a ona zerknęła na Han i pomachała jej nieśmiało po czym pogratulowała nam wskazując na pierścionek. Dopiero wtedy usiedliśmy na kanapach, Lou co prawa stał za kanapą wlepiając we mnie podejrzliwe i zarazem wściekłe spojrzenie. To słodkie, że jest zazdrosny, zważywszy na okoliczności w jakich się znajdujemy. W między czasie zdążyła również wrócić Caro z wodą dla swojego chłopaka, która teraz siedziała obok niego trzymając go mocno za dłoń.


- Dobra, te dupki i tak mi zapłacą za to! - warknęła w końcu to co wszystkim chodziło po głowie.
- Caroline, spokojnie. Nam wszystkim za to zapłacą, ale nie teraz. Musimy być ostrożni - westchnąłem. - Nie ważne. Jakieś pomysły co do akcji?
- Na co niby? - zapytał skonsternowany Niall. - Na załatwienie ich? Oddanie bliźniaczek? Czy co innego?
- Oh, nie powiedziałem wam. No tak, skleroza - zaśmiałem się nerwowo, płonąc ze wstydu.
- No mów Tomlinson. O co tym razem chodzi?
- Cóż, miałem wam przekazać, że mamy szansę zdobyć nieco pieniędzy. Tym razem jako dostawcy. Musimy podczas przyszłego balu u agenta z wydziału narkotyków wkraść się tam, wynieść jeden z obrazów i oddać go temu, który go chce i zapłaci nam za dostawę.
- Chwila moment, zagalopowałeś się Caleb - zatrzymał mnie Louis. - Najpierw zobaczmy co to za obraz, pewnie nie ma tylko jednego.
- Ta, mam dokładne dane. Liam? - spojrzałem na szatyna, wyciągając kartkę w dłoni w jego stronę.
Chłopak przytaknął, wziął ode mnie zawiniątko i wyszedł. Wyjaśniłem bardziej szczegółowo o co w tym wszystkim chodzi, a gdy dotarłem do drobnej informacji dotyczącej sióstr Adrianne podniosła się na równe nogi.
- Mamy wam pomóc w kradzieży?! Wy jesteście nienormalni! Nie będziemy kraść! - wrzasnęła, gwałtownie gestykulując rękami.
- Ann, to wcale nie... - zacząłem powoli i spokojnie.
- Wcale nie tak? A jak niby?! Nie jesteśmy takie jak wy, do jasnej cholery, nie będziemy pomagać wam w tej pieprzonej kradzieży za nic w świecie!
- O'Connor, siadaj lepiej - zawarczał Irwin.
- Uspok...
- Jak mam się uspokoić, jak chcesz ode mnie czegoś takiego?!
- Adrianne, jasna cholera, siadaj na dupie i słuchaj! Potem wrzeszcz! - Mój młodszy brat również dodał coś od siebie do tej... Lekko agresywnej wymiany zdań.

Pociągnął ją za rękę, przez co upadła ponownie na kanapę, burcząc coś pod nosem.
- Dobrze wiem, że nie jesteście takie jak my, wasz tatuś..
- Nie mów o tym chuju - warknęła Veronica sapiąc ciężko, przy okazji również mocniej ścisnęła dłoń swojej siostry, która teraz miała zamknięte mocno powieki, oh czyli dlatego płakała.
- Dobrze, więc O'Connor już dobrze o to zadbał byście nie były powiązane z gangiem, ale potrzebna nam wasza pomoc.
- Poza tym nie zostawimy was tutaj, gdzie niestety nie jest bezpiecznie i znowu mogą tu wrócić - dodał już ciepłym głosem pełnym troski Louis, po którego słowach zapadła głucha cisza.
- Na czym miało by to polegać - zapytała w końcu Ver, a jej siostra, która do tej pory nadal zaciskała powieki otworzyła je nagle patrząc na młodszą z rezygnacją i zaskoczeniem.
- Ver..
- Shh Ann - uciszyła ją, co niezbyt jej się spodobało, ale uszanowała siostrę i siedziała w skupieniu błądząc wzrokiem po pomieszczeniu.
- Wy byłybyście rozrywką wieczoru - uśmiechnąłem się do nich chytrze.
- Nie jesteśmy dziwkami chciałabym ci przypomnieć - syknęła z goryczą Ann.
- Ale możesz nią skończysz jak mnie jeszcze powkurwiasz...
- Irwin opanuj się! - krzyknąłem, na co zamilkł, po czym całą swoją uwagę skierowałem ponowienie na siostry i teraz nieco spokojniej wypowiedziałem słowa. - Wiem Adrianne, nie jesteście i nawet w najgorszych scenariuszach nie będziecie.
- Chodziło mu bardziej na wasz talent muzyczny - dokończył Louis posyłając w stronę szatynki szeroki uśmiech.
Siostry ze zmarszczonymi brwiami spojrzały na siebie. Ja nie wiem, jak to robiły, ale chyba porozumiewały się telepatycznie. Po chwili Adrianne spojrzała na mnie niepewnie.
- Kiedy jest ten bal? - westchnęła zrezygnowana, na co uśmiechnąłem się szeroko.
- Już jutro. Dacie radę, to nic wielkiego.
Brunetka zacisnęła usta, nie chcąc chyba znowu zacząć kłótni. No dobra, dla nich to pewnie jest... Coś sporego.
- Dobra, jest późno dziewczynki, pora spać - powiedział całkiem poważnie Michael.
O'Connor spojrzały na niego z uniesionymi brwiami. Boże, są takie same.
- No co tak patrzycie? Marsz do łóżek, dorośli muszą porozmawiać na osobności.
Ann pokręciła głową z dezaprobatą, a Ver zaśmiała się pod nosem, jednak obie wstały i mozolnie ruszyły na górę.
W tym samym czasie Payne wszedł ze skonsternowaną miną do salonu, patrząc na mnie dziwnie.
- Na co mu tak paskudny obraz?!
- Ja wiem? Mamy go po prostu dostarczyć do gościa - wzruszyłem ramionami.
- Cal, to musi mieć jakieś głębsze znaczenie. Nie chciałby z powrotem sprzedanego obrazu bez poważnego powodu. W dodatku chce, żebyśmy my to zrobili, a sam tego nie chce zrobić - tłumaczył szatyn.
- Coś jest na rzeczy?
- Jak widać, ale co?
- Cóż, weźmiemy ten obraz, ale zanim dostarczymy go do tego faceta... Dowiemy się o nim wszystkiego co możliwe - zadecydował mój młodszy braciszek. Cholera, jestem z niego tak dumny. Jest taki dojrzały.

__________________________________________
Hey, hey, hello kociaki!
Boże, no nie wierzę w to co się stało.
DOBILIŚCIE DO 300 WYŚWIETLEŃ POD OSTATNIM ROZDZIAŁEM, WOW WOW WOW!
To niesamowite! Nie sądziłam że wam się uda, oczywiście nigdy w was nie wątpiłam, ale to takie... Boże to takie surreslistyczne! *.*
Dziękujemy wam kochani z całego serca ❤
No cóż, mam nadzieję, że pod kolejnym będzie równie wiele :D Dacie radę! ^^
Malutkie przypomnienie!
Wysyłajcie nam prace, pytajcie bohaterów, komentujcie(!), a także tweetujcie (#ShowMeRealityFF)!
Jeszcze raz dziękujemy i do następnego (: buziaki ;*
W.


Skarbeczki moje kochane :* 
Mamy kolejny rozdział, mam nadzieję, że teraz już nie zostaniemy zabite. Mike'owi nic się nie stało, więc proszę już spokojnie dziewczyny :*
Dziękujemy również za komentarze, ale nadal wiem, że czyta nas o wiele więcej osób. Również nie mogę uwierzyć, że dobiliście tylu wyświetleń cholercia, oby tak dalej *,* 
No i kurcze patrzcie na to zdjęcie Lou *,* Boże aż mi gorąco, no ale przy jakim jego zdjęciu mi nie jest gorąco! To jest MÓJ seksiak *,*Co dalej, eh nie wiem co dalej napisać, gdyż Ver napisała praktycznie wszystko, więc pozostało mi tylko się pożegnać i życzyć miłej niedzieli :*
Kocham was :* Do kolejnego :* 
Buziaki :* A.



Czytasz = proszę pozostaw komentarz 

niedziela, 4 października 2015

Liebster Awards

Hej, skarby! :*
Jak widzicie to nie rozdział, ale drobna niespodzianka (przynajmniej dla nas ^^). Otóż nasza kochana Karmeleeq z http://kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com/  nominowała nas do Liebster Awards *u* Bardzo, bardzo dziękujemy za nominację, zupełnie się tego nie spodziewałyśmy.
Nie przedłużając oto pytania i odpowiedzi:

1. Co sądzisz o samobójcach? Są dla Ciebie głupcami, czy może podziwiasz ich odwagę?
Weronika: Według mnie są głupcami, mówię to bez krępacji. Możecie mnie wyzywać, no dobra, ale uważam, że są idiotami. Boją się stawić czoła problemom, wolą wybrać "prostszą" drogę - zabić się. Czy to nie brzmi banalnie i jakże żałośnie? Takie osoby nie zasługują na życie jak widać, są na nie zbyt słabe i nie umieją sobie w nim poradzić lub chociaż poprosić o pomoc.

Ada: Cóż serio trudne pytanie zadałaś. Prawdę mówiąc uważam ich za głupców, ale jednocześnie podziwiam ich za takie posunięcie. Wiem, że to jest pogmatwane, ale tacy ludzie nie mają podpory, kogoś, kto może im pomóc, (ale to też nie jest powód by posuwać się do takich czynów) chyba, że mają i z tego nie korzystają, to na prawdę wtedy można mówić, że są idiotami. Gdyż marnują dar jakim jest życie. Więc chyba dojdę do takich wniosków, że samobójcy, są ludźmi chorymi, którzy są tchórzami i jednocześnie niewdzięcznikami.

2. Czy uważasz, że oczy są odzwierciedleniem duszy?
 W: Tak, tak mi się wydaje. Kiedy mina czy mowa ciała nie wyraża zupełnie nic, oczy ukazują wszystko co skrywamy w sobie.

A: Oczywiście, że tak. Czy są zdrajcami nas wszystkich. Można dojrzeć w nich człowieka, ukrytego pod maską fałszu.

3. Wolisz morze czy góry? 
W: Zdecydowanie wolę morze. Czuję się niesamowicie mogąc patrzeć na pieniące się fale i słyszeć ich szum, to wspaniałe uczucie. To wydaje się tak proste, normalne, a jednak niezwykłe. 

A: Cóż, biorąc pod uwagę to, że jestem alergiczką oraz, że jod mi służy to wolę morze, ale też ma to i inne strony. Spacery o zachodzie słońca na plaży, wzburzona woda, to po prostu mnie uspokaja i wtedy mogę się całkowicie wyciszyć i pomyśleć.

4. W przyszłości chciałabyś/chciałbyś mieć córeczkę czy synka?
W: Chciałabym trójkę dzieci, nie ważne czy synka czy córkę, kochałabym wszystkie tak samo *-* Chciałabym jednak, żeby to nie byli sami chłopcy :)

A: Ja natomiast chciałabym mieć bliźniaki, najlepiej chłopca i dziewczynkę *,* Nawet mam już wybrane imiona (tak wiem to dziwne ale shh xD) Lecz wiem, że takie coś się nie stanie. I o ile będę miała dzieci w przyszłości, nie ważne jaką będą miały płeć, ważne, żeby były zdrowe.

5. Lubisz czytać? Jeśli tak podał/podałabyś tytuły ulubionej książki? Ewentualnie paru.
W: Uwielbiam czytać i zaraziła mnie tym Addie ^^ Póki co niewiele książek przeczytałam, ale mam zamiar. Cóż, moja ulubiona to Tam Gdzie Spadają Anioły i Gwiazd Naszych Wina.

A: O dziewczyno, kocham czytać książki! Papierowe oczywiście, ich zapach, wygląd dźwięk przewracającej się kartki to jest coś mojego *,* A co do ulubionych,  to chyba nie dam rady wybrać jednej, bo czy matka potrafiłaby wybrać jedno dziecko z pośród wszystkich. Chyba nie, ale bezwarunkowo zakochałam się w seriach "Dary Anioła" , "Wodospady Cienia' oraz "Niezgodna" wszystkie te trzy wzbudzają we mnie tyle emocji i wypłakałam przy nich hektolitry łez.

6. Co sądzisz o młodych osobach, które piją, palą ,,dla szpanu''?
W: Są żałosne i niedojrzałe. Myślą, że jak będą samych siebie truć to wszyscy wokół będą ich respektować. No dobrze, to nie mój problem, niech robią co chcą, ich życie - ich wybór, ale nienawidzę jeśli ktoś na kim mi zależy to robi. Prawda, to także jego/jej życie i wybór, ale to aż krzywdzi w pewien sposób mnie. 

A: Niestety, ale znam takie osoby i otaczałam się w ich towarzystwie jeszcze jak byłam w gimnazjum, oczywiście nie byłam taka głupia. Uważam, że takim czymś pragnął zwrócić na siebie uwagę rówieśników

7. Wolisz herbatkę czy kakao? 
W: Herbatę ^^

A: Kakałko *,*

8. Lubisz deszcz?
W: Uwielbiam patrzeć jak pada, uwielbiam słyszeć obijające się o parapet krople, uwielbiam spacerować przy deszczu. Tak, kocham deszcz.

A: Uwielbiam deszcz, nie wiem co takiego w sobie ma, chyba mam słabość do niego ponieważ jestem romantyczką? Hmm tak ^^

9. Wolisz być w towarzystwie czy może jesteś typem samotnika? 
W: To zależy od humoru. Czasami chcę być sama, przemyśleć pewne sprawy na spokojnie lub po prostu zamknąć się w pokoju i słuchać muzyki czy pisać, całkiem odciąć się od świata. Zaś drugiego dnia chcę otoczyć się jak największą ilością osób, które kocham / lubię i być z nimi cały dzień. Na prawdę, mój humor zmienia się z dnia na dzień, a czasem z minuty na minutę.

A: To zależy od humoru, jeśli jestem pośród ludzi wolę się otaczać gronem przyjaciół z którymi zawsze mogę pożartować, pośmiać się, poodwalać jakieś głupoty, ale jak przychodzi weekend, czasami nawet im nie odpisuję, gdyż chcę pobyć sama, albo spędzić go ze wspaniałą współautorką tego bloga. *,*

10. Leciałeś/aś kiedyś samolotem? Jeśli nie, czy chciałbyś/chciałabyś polecieć?

W: Nie leciałam, ale chciałabym polecieć, choć przyznaję - boję się. Ale w życiu trzeba próbować nowych rzeczy :)

A: Tak, leciałam, było to chyba w 5 klasie podstawówki i lecieliśmy wtedy na wymianę do Francji *,* Bałam się, okropnie, zwłaszcza, że miesiąc wcześniej była ta katastrofa smoleńska ;c, na szczęście nic nam się nie stało, jak widać xD

11. Jaki kraj najbardziej chciałabyś/ałbyś zwiedzić? Dlaczego?
W: Szczerze mówiąc to nie mam pojęcia. Uwielbiam Bułgarię, jest dla mnie prawie jak druga ojczyzna, są tam piękne miejsca, w kilku byłam i chcę zobaczyć więcej. A poza Bułgarią to Anglię, ponieważ to taki... Kurcze, nie wiem jak ją opisać. Taka wyrafinowana(?) i wydaje mi się po prostu magiczna, zwłaszcza w niej Londyn *-*

A: Kocham dwa kraje. Anglię (w której miałam już okazję być, ale wróciłabym tam bez zastanowienia) oraz USA (najbardziej Nowy Jork). Więc te dwa kraje zwiedzałabym cały czas, moje serce od zawsze do nich należało, mam do nich sentyment, poprzez architekturę oraz umiejscowienie w nich moich ulubionych serii książkowych.




Blogi, które nominujemy:



Nasze pytania:

1. Jeśli miałabyś/ałbyś taką możliwość, by przenieść się w czasie o 10 lat, skorzystałabyś z tego? Jeśli tak/nie, dlaczego?
2. Co sądzisz o telepatii między ludzkiej? Według ciebie - istnieje?
3. Blog/książka, którą mogłabyś/ałbyś czytać godzinami i wcale by Ci się nie znudził?
4. Czy kilometry mają znaczenie w przyjaźni?
5. Wygrałaś/eś duże pieniądze w loterii, co z nimi zrobisz?
6. Potrafisz kreować sny świadome?
7. Masz kogoś komu możesz bezgranicznie zaufać? Kim jest dla ciebie ta osoba?
8. Poprzez jakie rzeczy najczęściej wyrażasz siebie?
9. Jak widzisz swoją przyszłość za 10 lat?
10. Wiążesz jakkolwiek swoją przyszłość z pisaniem?
11. Co najbardziej denerwuje cię w ludziach i co najbardziej w nich cenisz?

To wszystko! Jeszcze raz dziękujemy za nominację ^^ Do zobaczenia w rozdziale, trzymajcie się! :*
A&W.

Rozdział 26.

*Perspektywa Ashtona*

Bez emocji wpatrywałem się w płaczącą brunetkę. Nie miałem pojęcia co działo się na ekranie, po prostu się w nią perfidnie wgapiałem. Łzy ściekały po jej policzkach, a ja wygodnie siedziałem na kanapie patrząc na to. W pewnym momencie naszła mnie ochota podejścia tam i uspokojenia jej, ale na szczęście opanowałem się i zostałem w tej samej pozycji. Nie mógłbym przy wszystkich. Poza tym... Hey, nie byłbym sobą gdybym to zrobił. Nie obchodzi mnie czyiś smutek. Może i jestem bezczelnym, chamskim i aroganckim dupkiem, ale przynajmniej pilnuję swojego nosa i nie wtrącam się w czyjeś sprawy, co uważam za cechy pozytywne. Nie wszyscy mnie potrafią zrozumieć, nie jestem otwarty na ludzi, bo po co? I tak odejdą, nie warto.
Michael podniósł się z kanapy po wymienieniu kilku zdań z Car i poszedł do garażu, w którym sam uwielbiam przesiadywać. W końcu spojrzałem na ekran, lecz był czarny. Kto wyłączył TV i kiedy?
- Odwodnicie się, jak nie przestaniecie - westchnąłem cicho, patrząc na siostry.
Adrianne zgromiła mnie wzrokiem, a Ver nawet na mnie nie spojrzała, tylko starła łzy z oczu.
Tak na nie patrząc przypomniałem sobie coś. A dokładniej to, że mają ojca, który na pewno się o nie martwi. I może zacząć coś podejrzewać, a tego nie chcemy. Więc nie obchodzi mnie czy one chcą czy nie chcą, ale muszą z nim porozmawiać.
Wstałem, poszedłem do kuchni po butelkę piwa, otworzyłem ją i wróciwszy do salonu ponownie rozsiadłem się wygodnie na kanapie naprzeciw dziewczyn, które zdążyły się już uspokoić. Chwyciłem paczkę chusteczek, leżącą na stole i podsunąłem je na jego drugi koniec, gdzie siedziały siostry. Gdy doprowadziły się do stanu używalności wtedy dopiero zabrałem głos:
- Dobra a teraz przeprowadzimy małą rozmowę z ojczulkiem - potarłem dłońmi patrząc to na jedną to na drugą O'Connor.
- No to miłej konwersacji - fuknęła Adrianne wstając z kanapy oraz wystawiając w moją stronę środkowy palec.
- Nie zamierzamy z nim rozmawiać - dodała młodsza.
No trzymajcie mnie, te dziewczyny na prawdę nie wpoiły sobie, że jak mówię to oczekuję że ma być to zrobione, w przeciwnym razie spotka je kara? Oddychałem ciężko przez nos, a moja dłoń zacisnęła się w pięść. Wstałem mierząc obie wzrokiem. Gdyby nie to, że pokój jest pełen ludzi oraz gdyby nie były córkami mafioza z pewnością ozdabiałyby mi dywan krwią z rozciętych gardeł. Podszedłem do Ann która chciała opuścić salon. Skutecznie jej to uniemożliwiłem rzucając ją na kanapę.
- Co ty sobie wyobrażasz? - warknęła młodsza, czym mnie znowu zadziwiła.
Owacje na stojąco dla tej pani. Normalnie wygrała kulkę. Zaśmiałem się w moich głupich myśli i odwracając się do szatynki złapałem ją za gardło, czego wnioskując po jej minie zupełnie się tego nie spodziewała.
- Co wy sobie wyobrażacie! Z tego co pamiętam nie jestem waszym kolegą, żebyście się tak do mnie odnosiły! - podniosłem głos z każdym słowem coraz bardziej zaciskając palce na jej skórze.
- Irwin nie każ mi cię stąd wyprowadzić - usłyszałem za sobą głos nikogo innego jak Harrego. Z wielkim opóźnieniem oraz niechęcią odsunąłem się od dziewczyny, na co ta wciągnęła masę powietrza, prawie się nim zachłystując. Nie zwracając na nikogo uwagi wyszedłem z pokoju kierując się do mojej sypialni. Tam otworzyłem szufladę komody zamkniętą na klucz, włączyłem jeden z telefonów i wróciłem powolnym krokiem do pozostałych. Położyłem urządzenie którejś z nich na stoliku, dopiero wtedy uniosłem wzrok na dziewczynach.
- Czas wprowadzić plan w życie - oznajmiłem.
- Nie przypominam byś to ze mną ustalał.
- Bo nie pamiętał żebym musiał - odpowiedziałem wkurzony. To że jest liderem nie czyni go królem. Wolny kraj. Louis tylko wymamrotał coś pod nosem, ale nie odezwał się więcej. Wziąłem aparat po czym podałem go starszej O'Connor.
- No na co czekasz? Specjalne zaproszenie? Dzwoń do tatusia i powiedz, że z wami wszystko w porządku i znalazłyście telefony.
Jeszcze przez chwilę dziewczyna wpatrywała się we mnie lodowatym wzrokiem, jakby miało to na mnie zrobić wrażenie. No przykro mi, takim sposobem może sobie u mnie jeszcze bardziej pogorszyć. Wystukała na ekranie cyfry przystawiła urządzenie do ucha. Jednak gdy zauważyła mój wzrok i gesty przełączyła na głośnomówiący. Uśmiechnąłem się z wyższością, krzyżując ramiona na klatce. W końcu zamiast irytującego dźwięku usłyszeliśmy niski, męski głos Briana, od którego zbierała się we mnie po prostu wściekłość.
- Słucham.
Jak widać Adrianne dosłownie zatkało, po siedziała z otwartymi ustami nie mogąc wykrztusić ani słowa. Dłoń, w której znajdował się telefon drżała, a jej oczy zaszkliły się. Jasna cholera, cokolwiek ale nie płacz, nie teraz! Młodsza siostra widząc co się dzieje zabrała jej telefon, wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić, patrząc w podłogę.
- Cześć, tato.
- Veronica, wszystko w porządku? Znalazłyście telefony?
- Tak, na szczęście tak. Nic nam nie jest, sam wiesz jak to jest. Wakacje, ciągłe wypady i nie ma czasu na nic - zaśmiała się, ale jej głos się powoli łamał.
- Rozumiem, ale dzwońcie od czasu do czasu. Chociaż co dwa dni, okey?
- Jasne.
- Nie szalejcie za bardzo, pilnuj siostry, uważajcie na siebie. Kocham was, do usłyszenia.
Rychło po tych słowach rozłączyła się, odłożyła telefon na stolik i schowała twarz w dłoniach, cicho łkając. Czyli ojciec nic nie podejrzewa, my jesteśmy bezpieczni, wszystko gra. No prawie; nadal nie wiemy do końca co z nimi zrobić. Wziąłem komórkę dziewczyny, wyłączyłem i wsadziłem do przedniej kieszeni spodni, nadal patrząc na ścierającą łzy z policzków zielonooką szatynkę.
Nagły ruch w pomieszczeniu spowodował że oderwałem od niej swój wzrok. To Adrianne wstała ze swojego miejsca i cała zapłakana ruszyła biegiem po schodach. Zaraz za nią w jej ślady udał się Louis, tyle że został on powstrzymany przez jej siostrę. Stała przed nim, trzymając swoje drobne dłonie na jego torsie. Patrzyła na niego z troską, zupełnie tak samo jak on patrzył na nią.
W tym momencie poczułem nieprzyjemne ukłucie w okolicy serca. Czy ja właśnie...? Nie. Niemożliwe, nigdy nie czuję się zazdrosny. Tym bardziej nie z powodu tej małej, ale rzeczą której nie chciałem przyznać przed samym sobą była chęć bycia na miejscu Louisa, by ona patrzyła na mnie w ten sposób, lecz zaraz przypomniałem sobie że nie mam na to serca od wielu lat.
- Dajmy jej czas - wyszeptała ledwo słyszalnie, lecz na tyle głośno by Tommo mógł ją zrozumieć. Widać było gołym okiem, że ledwo się powstrzymuje, przed ominięciem jej i poleceniem na górę, ale w końcu z trudem skinął głową i zrezygnowany usiadł na tyłku. Jednak nie na długo, bo ktoś zaczął pukać do drzwi. Zerwał się więc z miejsca i poszedł otworzyć. Gdy tylko usłyszałem znajomy głos, jęknąłem przeciągle. Nie to, że nie lubiłem Caleba. Jako ten najstarszy brat zawsze nas poucza (owszem, najczęściej mnie), a dzisiaj nie mam ochoty na takie coś. Zaraz będzie paplać, jaki to jestem nieodpowiedzialny, impulsywny, żebym zaczął się kontrolować, bla, bla, bla. Wiem, słyszałem to dziesiątki razy. Ale nie ważne, oleję to kazanie jak zawsze.
Wcześniej wspomniany wraz z Hanną i Louisem weszli do salonu. Wszyscy uśmiechnięci od ucha do ucha. Czyli mają dla nas jakąś ciekawą nowinę.
- Cześć wszystkim. Louis już wie, ale chcieliśmy powiedzieć wam to... oficjalnie, a nie przez niego. No więc... zaręczyliśmy się z Hanną - powiedział dość podekscytowany Tomlinson.
Można się było tego spodziewać. Jednak w salonie rozniosły się gwizdy i oklaski, a pierwsze co zrobiła Kate to podejście do nich, pogratulowanie, złożenie życzeń, jakby się dziecka spodziewali. Ale nie chcąc być gburem również to uczyniłem.  W końcu wszyscy usiedli na kanapach. Kate jako pani domu poszła po coś mocniejszego do opicia tej jakże niespodziewanej nowiny. Wszyscy dostali po kieliszku. No oprócz młodej O'Connor, która kręciła głową odmawiając alkoholu. Gdy wszyscy mieli już napełnianie swoje kieliszki Louis wstał i zaczął jakże wzruszającą przemowę, której szczerze powiedziawszy nie słuchałem. Takie biadolenie i tak nie będą ze sobą do końca swoich dni. Taka miłość jest chujowa i nie istnieje.W końcu zauważyłem, że nasza para się całuje i zaraz wszyscy przechlają naczynia, co oznaczało, że Tommo już skończył, jak dobrze.
Uniosłem swój kieliszek i wolałem palącą ciecz do gardła.
 - Chwila - odezwał się Caleb trzymając nadal napełnianie naczynie. - Gdzie jest twoja druga połowa? - zwrócił się do Veronici.
- Ym no... Ym - jąkała się nie mogąc wymusić z siebie żadnego słowa. Wywróciłam zirytowany oczami, ta dziewczyna śmieszyła mnie i denerwowała jednocześnie.
- Beczy w pokoju na górze - powiedziałem za nią, nieco znużonym głosem. Brunet od razu skierował na mnie swoje lodowate, ale pełne troski spojrzenie.
- Ann? Ta nasza twarda pyskata piękność? - zapytał patrząc na każdego z nas, jakby upewniając się że mówię prawdę. - Ała. Za co to? - syknął gdy siedząca obok niego blondynka uderzyła go w tył głowy.
- Za darmo jakbyś nie wiedział - fuknęła, ale wszyscy wiedzieli, że nie wściekła się na niego.
Cal uśmiechnął się do niej uroczo, na co prychnęła, ale pozwoliła by przyciągnął ją do siebie. Odwróciłem wzrok w stronę ściszonego telewizora, gdzie aktualnie leciała jakaś reklama. Wszyscy zaczęli rozmawiać, a ja po prostu się im przysłuchiwałem siedząc w ciszy.
Wszyscy nagle zamilkli gdy prawdopodobnie z garażu wydobył się głośny huk. Zerwałem się momentalnie z miejsca wyciągając z tylnej kieszeni nóż i podążyłem w tamtym kierunku.

______________________________________________
Hey, cześć i czołem! ^^
Odrobinkę nudny rozdział, ale końcówka uhuhu co to będzie :D
Seeerdecznie dziękujemy Karmeelqowi za nominację do Liebster Awards *-* A reszcie naszych kaczuszek (wtf hahah) za tak wspaniałe i motywujące komentarze! Dajecie kopa kochani ;3
Tak strasznie żal mi sióstr, Ash jest okrutny :c (Co nie znaczy, że go nie kocham, nadal wierzę, że się zmieni *,*).
No cóż, po co mam się rozpisywać i was zanudzać? c;
To tyle, kolejny za 8-10 dni! 
Do następnego, kociaki :*
W.

Witam skarbeczki :*
Jak ja się za wam stęskniłam *,*
Tak jak już Ver wspomniała, zostałyśmy nominowane do LBA, ale to w następnym poście dopiero. 
Dziękujemy za komentarze i za wyświetlenia, to na prawdę nas motywuję.
Ten rozdział trochę, emocjonalny, ale z drugiej strony nie wiele się w nim dzieję. Od następnego zaczniemy się rozkręcać ^^ Biedna Ann i Ver muszą tyle znosić, podziwiam je serio.
No dobra koniec przynudzania :* 

Dobranoc kochani *,*  Buziaki :* A.


Czytasz = pozostaw po sobie komentarz