poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 20.

*Perspektywa Luke'a*

Wsiadłem za kółko, odpaliłem silnik i razem z Calebem podjechałem na start. Ostatni raz rzuciłem krótkie spojrzenie przyjaciołom, którzy unieśli w górę ręce z zaciśniętymi na kciukach palcami. Niewielki uśmiech wkroczył na moje usta, lecz zaraz zniknął, gdy po mojej lewej zobaczyłem Brada - jednego z naszych przeciwników.
- Powodzenia, Hemmings - rzekł, nie odwracając wzroku od drogi.
Prychnąłem pod nosem, przewracając oczami.
- Raczej tobie się to przyda - warknąłem zaciskając palce na kierownicy.
Drugą rękę trzymałem na drążku od skrzyni biegów. Wbiłem wzrok przed siebie. Na drogę wyszła długonoga, rudowłosa dziewczyna, której strój zakrywał tyle co nic. Nienawidzę takich, choć muszę przyznać, że jej ciało było ponętne. Leniwie oblizałem wargi, czekając aż wyścig się zacznie.
Dziewczyna uniosła biało-czarną flagę w górę, patrząc na każdego po kolei. Jeśli tego nie wygramy, Tommo mnie zabije, w sumie Caleb też. Skup się Luke, bez problemu wywalisz tego debila z trasy. 
Nie minęła sekunda, a ruda opuściła flagę, krzycząc 'start'.

Momentalnie wcisnąłem pedał gazu, a wskaźnik podniósł się, pokazując wzrastającą prędkość. Góra kurzu uniosła się nad powierzchnię i przykryła wszystko w naszym zasięgu. Zmieniłem bieg i wprowadzając auto w większe obroty wyprzedziłem pierwszego przeciwnika jadącego zaraz koło mnie. Ten jednak nie dawał za wygraną bo zaraz wjechał mi w bok próbując mnie zepchnąć z trasy. Uśmiechnąłem się z przekąsem i sam dodając gazu skręciłem mocno kierownicą przez co chłopak uderzył głową w szybę.
wygląda jakby się zjarał xD ale shh
- To cię nauczy pokory gówniarzu - warknąłem przyśpieszając.

- Ty tak nie kozacz tylko kurwa kieruj - odezwał się głos w słuchawce którą miałem w uchu. Oho Tommo się wnerwił. 
- Jak mnie dogonisz daję kafla - zaśmiał podpuszczając mnie Caleb. Uwielbiam mieć te połączenie, na trzech, gdzie my jesteśmy na drodze, a Louis się wymądrza.
- Znowu zaczynasz z hazardem brachu? - zapytał Louis.

- Ej młodszy jesteś nie tobie to oceniać. - Caleb jak zawsze uwielbiał podjudzać naszego szefuńcia. - Nadal nie wiem czemu to ty jesteś głową gangu - prychnął a mi zachciało się śmiać, oni są komiczni czasami jak banda nastolatków.
- Moglibyście się zamknąć, próbuję wygrać kafla i wyścig - próbowałem ich uciszyć, ale na marne. Idioci jednocześnie wybuchli śmiechem. 
- Dobre Luke, dobre, marzenia szczeniaka.
Prychnąłem pod nosem, powstrzymując mimowolny uśmiech cisnący się na moje usta i skupiłem się na drodze. Przed sobą zauważyłem czarne porshe Connora, nic prostszego. Przyspieszyłem, jadąc z nim łeb w łeb, a raczej maska w maskę. Blondyn posłał mi mordercze spojrzenie przez jego otwartą szybę, a ja bez większego namysłu uderzyłem w jego bok, póki nie miał całkowitej uwagi skupionej na drodze. Były tego efekty; z siłą go odepchnęło, a on sam stracił na chwilę panowanie nad kierownicą.
- Kurwa tak! - wrzasnąłem niekontrolowanie, gdy blondyn wypadł z trasy.
- Co jest Luke? Przecież mnie nie dogoniłeś, cioto - zaśmiał się brunet.
- Przymknij się, Kebab*- burknąłem.
Nie tak daleko od siebie już widziałem samochód Daniela; kolejnego przeciwnika. Zmieniając bieg ponownie przyspieszyłem, jadąc już ponad 150km/h, jednak dla mnie to nadal było za mało.
Zauważyłem że zbliżamy się do zwykłej, otwartej ulicy. Teraz zabawa się zacznie. Niebezpieczna zabawa.
Wreszcie wyjechaliśmy na rondo, a pierwsze co postanowił zrobić Daniel to zablokować mi przejazd. Po wyjechaniu z ronda zauważyłem zakręt. Człowieku, to są nasze ulice, nasze miasto, znam każdy jego zakamarek. Dojeżdżając do niego, ostro skręciłem, tym samym zahaczając o tył auta chłopaka, przez co obrócił się o 180°. Powodzenia, ta droga nie jest szeroka i jeszcze kierowcy z naprzeciwka... Wygraną miałem w kieszeni. Do pieprzonej mety zostało mi jeszcze 5 kilometrów. Na ostatniej prostej - nitro, tak jak powtarzał Louis.
A może jednak nie trzeba było skręcać w tą jebaną uliczkę. Cholera. Najwyżej mnie złapią, dostanę pieprzony mandat, ale kogo to obchodzi? Ja chcę kurwa wygrać ten wyścig!
Jechałem prostym pasem, na małym wzniesieniu, nad ulicą. Niżej zauważyłem auto Caleba, aż mnie ścisnęło w gardle z ekscytacji. Kafel i wygrana w wyścigu. Czego chcieć więcej? No tak, dziewczyny i nieskazitelnego samochodu, bo po tym co mam w zamiarze zrobić nie będzie on w najlepszym stanie.
Niskie, drewniane ogrodzenie ciągnęło się wzdłuż drogi, którą jechałem, a z drugiej strony nie było nic. Zaś kilkaset metrów przede mną znajdował się budynek. Kurwa. Lekko spanikowany zacząłem na szybko wymyślać co mam zrobić. Nie wjadę w Bóg wie jaki budynek użytku publicznego, ani w drzewa, bo chuj by mi to dało, ale też się nie wycofam. Więc ostatnie wyjście - ogrodzenie. Wziąłem głęboki wdech, zacisnąłem palce na kierownicy i z sercem bijącym z większą szybkością niż jadę skręciłem ostro w lewo. Zaciskając oczy zjechałem po dość stromej górce, wjeżdżając tym samym na beton. Odetchnąłem z ulgą, lecz zaraz ponownie moje ciało się napięło, gdy usłyszałem dzikie klaksony zdziwionych kierowców jadących za mną. Akurat była to ciężarówka. Jęcząc wystawiłem jej kierowcy środkowy palec i przyspieszyłem znacznie.
- Co ty takie odgłosy Hemmings? Ręka cię słabo zaspokaja? - parsknął brunet jadący sporo przede mną.
- Tak samo jak twoja dziewczyna - wymamrotałem wkurzony, on mnie doprowadza do szewskiej pasji. Każdy Tomlinson jest inny, trzy skrajne charaktery, ale każdy kurwa potrafi wyprowadzić z równowagi.
- Uff to dobrze, że ja już nie mam dziewczyny - wypowiedział te słowa za lekko a mnie aż ścisnęło gardło.
- O czym ty pierzysz Cal?
- Nie jesteś już z Hanną? - W słuchawce usłyszałem donośny krzyk przez co moje bembenki zabolały.
- Kurwa Tommo nie drzyj tak ryja, ogłuchnąć idzie - syknąłem sfrustrowany, jak wyjdę z tego cało i nie ogłuchnę to się schleję.
- Jakiś ty wrażliwy Lukey.
- Zgodziłbym się z tobą bracie,ale mi tu kurwa nie zmieniaj tematu.
- Oświadczyłem się Han - powiedział i dam sobie rękę uciąć, że szczerzył się przy tym jak głupi.
- Stary kiedy zamierzałeś mi o tym powiedzieć - zapytał z wrzutem Tommo w tym samym momencie poczułem mocne uderzenie w tył.
- Kurwa. Teraz wam się zebrało na pogaduszki rodzinne? Mam wyścig do wygrania. - warknąłem dociskając do końca pedał gazu. Usłyszawszy śmiechy dochodzące ze słuchawki nieźle się zdenerwowałem. Kocham ich ale kurwa czasami przesadzają. Zerwałem urządzenie z ucha rzucając go na siedzenie obok. Uderzenie powtórzyło się a mi aż krew się zagotowała. Moja Lola, biedna Lolita. Spojrzałem w tylne lusterko i zamarłem. Na zderzaku siedział mi Brad.
- Kurwa jego mać! - wrzasnąłem waląc pięścią w kierownice.

___________________________________________
* Tak Luke przezywa w złości Caleba, co go ogromnie denerwuje.

Witam witam I'm back kto się cieszy bo Ver nie xD Nie no żartuje ta to najbardziej się chyba cieszyła i martwiła. Kochana jest *,* Ale chciałabym tam jeszcze zostać. Tydzień to zdecydowanie za mało na to wspaniałe miasto, słowami się tego nie da opisać.. *,*
No ale dalej przechodząc Jejku ta wymiana zdań miedzy Calebem i Lukeyem omfg szczam xD
Ale kolejny będzie lepszy xD no ale ten na razie go nie ma więc już się zamykam.
Dziękujemy za tyle wyświetleń. O ja cie już prawie dwa i pół tysiąca ja cię piernicze. 
A więc nie przedłużając standardowo notka Ver jeszcze.
Do następnego kochani ;* Buziolki ;*

A.

Hey, hey, hello!
I mamy kolejny rozdział ;3
Trochę się w nim dzieje i jest z perspektywy Luke'a yay *-*'
No ale ja tam uwielbiam następny rozdział ^^
To tak typowo; dziękujemy, że nadal z nami jesteście i prosimy, komentujcie, rozsyłajcie znajomym, tweetujcie jeśli macie tt (#ShowMeRealityFF) c:
Kochamy was, miśki ;*
W.



Czytasz=skomentujesz

sobota, 8 sierpnia 2015

Rozdział 19.

Z dedykacją dla Gabrysi Abramowicz *,*
A więc dziś urodzinki naszej Gabrysi.

Nie owijając w bawełnę. Życzymy Ci kochana wszystkiego najlepszego. Zdrowia, szczęścia, spełnienia wszystkich marzeń, nawet tych najdrobniejszych życzeń, w przyszłości wspaniałej rodziny, a póki co jak najlepszych ocen. Oczywiście dużo rysowania, bo idzie Ci to świetnie, wiele pomysłów na opowiadania, także wiernych czytelników i czego sobie w tym dniu zapragniesz :* Happy birthday! ;*
A teraz prezent od nas w postaci rozdziału :*



*Perspektywa Adrianne*

Wysiadłam z samochodu Louisa i wyszłam przed niego, wyszukując wzrokiem siostry. Gdy zobaczyłam jak Irwin nachyla się nad nią trzymając na masce, momentalnie zerwałam się by tam iść, lecz głos szatyna mnie powstrzymał, wołając moje imię.
- Czego? - warknęłam, odwracając się w jego stronę.
- Zostań tu, tam nie jest bezpiecznie.
Mimowolnie przewróciłam oczami i wróciłam do tej dwójki. Bogu dzięki, blondyn stał oparty o maskę, a moja siostra próbowała się otrząsnąć po tym, podnosząc się z maski.
- Idę do Veronici - powiadomiłam go, po czym, nie czekając na odpowiedź, ruszyłam w kierunku siostry.
Posłałam Ashtonowi mordercze spojrzenie, a ją odciągnęłam nieco dalej.
- Co to, jasna cholera było?! - wrzasnęłam, lecz tak, by tylko ona mogła to usłyszeć.
W sumie muzyka na więcej nie pozwalała.
- Sama chciałabym to wiedzieć.
- Chodź, bo jeszcze mu oczy wydłubię - syknęłam, przenosząc wzrok na blondyna, na którego ustach ujrzałam niewielki uśmiech.
- Nie mogę, kazał mi tu zostać - wymamrotała, spuszczając wzrok.
Ja pierniczę. Ten parszywy blondyn mnie wkurza coraz bardziej. Jak on w ogóle śmie mówić tak do mnie a potem jeszcze rozkazywać mojej siostrze. Złapałam ją za rękę i odwróciłam się by wrócić do Louisa, ale przerwał mi głos Ashtona.
- Na twoim miejscu by tego nie robił - syknął nie zmieniając mimiki twarzy.
Prychnęłam, odwracając się do niego. Zrobiłam ku niemu dwa kroki, ale resztę uniemożliwiły mi ręce znajdujące się na moich biodrach. Co jest do cholery. Próbowałam się wyrwać, ale z każdym moim szarpnięciem czułam pulsujący ból w łydce. Wciągnęłam z sykiem powietrze, a do moich nozdrzy dotarł znajomy zapach i od razu rozpoznałam osobę która mnie trzymała. Jego oddech otulał moją szyję, a ja czułam ciarki przechodzące wzdłuż kręgosłupa.
- Nie rób scen Addie, proszę - wyszeptał mi do ucha, po czym obrócił tak bym mogła na niego spojrzeć. Mierzyłam się z nim chwilę wzrokiem, nie dając za wygraną.
- On mnie doprowadza do kurwa paranoi. Może mnie wyzywać, ale żeby mi siostrę ustawiać po kątach? No już wdepnął w mrowisko.
- Zauważyłaś jaki jest. Jeśli pokażesz mu, że takie gadanie cię prowokuje to będzie go to nakręcać coraz bardziej. - Podniósł jedną rękę i ułożył ją na moim policzku wzdychając ciężko. - Poza tym nie miał racji. Wyglądasz przepięknie. - Gdy wypowiedział te słowa ja automatycznie oblałam się rumieńcem. Kurwa. Zrobił to specjalnie, co prawda to było słodkie, ale nich sobie nie myśli. Odchyliłam głowę tak by pozbyć się jego dłoni z mojej skóry. - Zostaw Veronicę, nic jej się nie stanie, a ty i Ashton to nie najlepsze połączenie. Chodź.
Kiwnął głową, odwracając się do mnie tyłem. Wzdychając posłałam siostrze przepraszające spojrzenie i poszłam za nim. Zatrzymaliśmy się przed samochodem Luke'a.
- Calum, poproś tu Caleba.
Brunet przytaknął, po czym zniknął w tłumie.
- Więc... Kto będzie się ścigał? - westchnęłam, próbując nawiązać jakąś spokojną rozmowę.
- Ja - odparł blondyn ze zwycięskim uśmiechem na ustach.
 Przeniosłam wzrok z powrotem na moją siostrę, która opierała się o sam koniec maski, jak najdalej od Irwina i jestem pewna, że chciała już tutaj podbiec. Widziałam to po niej. W pewnym momencie otworzyła usta i po wypowiedzeniu jednego słowa w stronę blondyna, on jedynie spojrzał na nią, a już ucichła. Rzeczywiście jesteśmy kompletnym przeciwieństwem, ją tak łatwo przestraszyć. Mimo to nie mam zamiaru pozwolić, by ten idiota mi siostrą dyrygował!
Nie minęła minuta a Calum wrócił z jakimś brunetem o ciemnych oczach i kilkudniowym zaroście, na którego ustach widniał uśmiech.
- Cal i Luke, pamiętacie co wam mówiłem? Nitro nie za wcześnie, ale nie za późno - musicie wyczuć odpowiedni moment, jasne? - zapytał, a dwójka do których mówił przytaknęła.
Nie przysłuchiwałam się dalej ich rozmowie, gdyż poczułam na ramieniu czyjąś dłoń. Odwróciłam się niemal od razu i spostrzegłam Veronicę.
- Pozwolił ci? Wow - prychnęłam.
- No właśnie... Zagadał się z Caroline i...
To będą krzyki. Spojrzałam za nią na zdezorientowanego Ashtona, który wzrokiem szukał zapewne mojej siostry. Gdy ją ujrzał, stojącą obok mnie, oderwał się od samochodu i zaczął iść w naszą stronę z zaciśniętymi pięściami i szczęką. Nie mam pojęcia dlaczego to, że oddaliła się od niego na więcej niż metr go tak rozwścieczyło. Zapewne nie lubi, gdy ktoś mu się sprzeciwia. Król zasrany się znalazł. Mimo wszystko pchnęłam lekko zielonooką za mnie, sama narażając się na awanturę ze strony tego psychola.
Stanął przede mną, a para o mało nie buchała mu z nozdrzy. Ja pierniczę zaraz się chłopak zapali.
- Zejdź mi z drogi - syknął z takim jadem że mógłby zabić nie jednego człowieka.
- Nie. - Pokręciłam głową zakładając ręce na piersi. - Nie ma nawet takiej opcji.
- Zejdź. Kurwa. Natychmiast - zawarczał przekrzykując muzykę.
Pokręciłam tylko głową i nadal patrzyłam na niego z politowaniem. Nie bata. Jeśli uważa, że się go boję to się pomylił i to grubo.
- Ashton. Nie rób scen, nie zamierzamy zwracać na siebie uwagi. Jeszcze tego nam brakowało, żeby o nich się dowiedzieli od Sean'a. - Przede mną stanął ten cały Caleb.
- Masz szczęście, jak zawsze - wykrzyczał i odwróciwszy się na pięcie odszedł do swojego samochodu. Wypuściłam powietrze z płuc. Nawet nie wiedziałam że je przytrzymuję. Chłopak, stojący do tej pory do nas tyłem obrócił się z uśmiechem na ustach i to w dodatku szczerym.

- Widzę, że chyba lubisz igrać ze swoim życiem - zaśmiał się serdecznie wyciągając w moją stronę dłoń, którą po dłuższej chwili wahania uścisnęłam. - Jestem Caleb. Ten najprzystojniejszy Tomlinson - przedstawił się a mi kopara opadła.
Że co?! Jest trzeci Tomlinson? Chyba, że jest ich jeszcze więcej. No dobra o tym pogadamy później. Odwzajemniłam jego uśmiech po czym sama powiedziałam mu swoje imię, a następnie Veronici, która już stała ze mną ramie w ramię.
- Powinnaś uważać co mówisz do Irwina, on niestety nie jest tak spokojny jak na przykład Niall. Ten blondasek nawet muchy by nie skrzywdził, co w ogóle wyklucza bycie w gangu - zaśmiał się na co zrobiłyśmy to samo, gdyż to było komiczne. Chłopak tak wrażliwy należy do najniebezpieczniejszego gangu w Londynie. - Dobrze, że jest wyśmienitym hakerem, bo w przeciwnym razie zastanawiałbym się po co on z nami jest. 
- Wiesz ja nadal tego nie rozumiem - przyznałam z lekkim grymasem na twarzy.
- A jak w ogóle przedstawia się sytuacja w domu? – zadał pytanie, którym wrył mnie w podłogę.
Czy on właśnie zainteresował tym jak nas traktują? Czy poinformowali go kim my tak naprawdę jesteśmy? Otworzyłam szeroko buzię co wyglądało na pewno komicznie. Spojrzałam ukradkiem na siostrę i ona wyglądała podobnie. Podrapałam się po karku nie wiedząc co mu odpowiedzieć, tym samym wywołując u chłopaka chichot. – Spokojnie wiem wszystko na was temat, oprócz tego jak ci smarkacze was traktują.
- Cóż, wiesz oprócz wbijania nam noży w różne części ciała i strzelania do nas to jest wręcz wyśmienicie – uśmiechnęłam się sztucznie, ścierając jego uśmiech z twarzy.
- Ashton? – bardziej stwierdził niż zapytał ale i tak Veronica skonała na potwierdzenie tego głową. – Kurcze nie miałem pojęcia. Teraz to nawet jako duży brat proszę obyś nie wchodziła z nim w konflikty. – Te słowa bardziej skierował do mnie.
- Od tego mam dużego brata, żeby mnie ratował z opresji – zaśmiałam się na co mi zawtórował.

Nie wiem dlaczego potrafiłam z nim normalnie rozmawiać,  był przecież taki sam jak reszta tej popieprzonej zgrai, a jednak coś w nim było pozytywnego, że nawet nie chciałam być wobec niego niemiła.
- No to w takim razie pozwól, że duży brat się wami zaopiekuje – powiedział i zerknął nad moim ramieniem na chłopaków. Skinął do nich głową i na powrót wrócił na nas spojrzeniem. – Z racji tego, że Lou zajmuje się chłopakami i nie mam zamiaru zostawiać was z Ashtonem moja dziewczyna Hanna się wami zaopiekuje.
Skinęłyśmy głowami dziękując mu w duchu. – Zaraz po starcie przyjdzie do was.
- Dziękujemy - odpowiedziała za nas Veronica.
- Do usług, a teraz, drogie panie wybaczą ale maszyna wzywa. - Puścił nam oczko i wymijając nas. 
- Tomlinson? Myślałam, że ich jest dwójka - odezwała się, kiedy brunet wrócił do Louisa po dalsze wskazówki dotyczące wyścigu.
- Ja też - wymamrotałam - Ale lepiej nie pytać... Widzę, że ci Tomlinsonowie trzymają Irwina na krótkiej smyczy - prychnęłam.
- I dobrze, w przeciwnym razie leżałybyśmy już tam w studzience.


 Zaśmiałam się cicho na jej komentarz i odwróciłam w stronę samochodu, którym miał jechać Caleb, aktualnie stojący przed maską z jego nieco niższym bratem. Spojrzałam na maszynerię pod czarną blachą auta i zastanawiałam się, co jest w tym tak pociągającego. Metal? Olej? Smród? Benzyna?
Nie mam pojęcia co Veronica w tym widzi, ale cieszę się, że ma jakieś hobby i lubi się zajmować samochodami, zamiast siedzeniem godzinami przed ekranem telefonu. W sumie jesteśmy przeciwieństwami nawet samych siebie. Ja na pozór wyszczekana, na prawdę wrażliwa miłośniczka książek. Z moją siostrą jest na odwrót, tyle że miłośniczka wozów i komputerów.
 Nie minęła chwila a do naszego towarzystwa podszedł jakiś czarnoskóry chłopak z czarnymi dredami do ramion.
- Jackson, sprawdzisz czy wszystko gra, butle są pełne. Nie pomiń żadnego szczegółu, bo powieszę cię za jaja na Big Benie, jeśli któryś z nich nie wygra - warknął Louis, a chłopak roześmiał się dźwięcznie.
- Jasne, spokojnie Tommo, wygrają to - zapewnił go i wziął się do roboty niemal od razu.
Zielonooka brunetka przypatrywała się z zaciekawieniem jego poczynaniom, przynajmniej ona się tutaj nie nudzi i nie czuje się nieswojo, jak ja. Z czystej ciekawości spojrzałam kątem oka na Ashtona opierającego się nadal o swoje auto. Nawet na sekundę nie spuszczał z niej wzroku, oh ale opiekuńcze. Naszła mnie nagła ochota na skręcenie mu karku lub chociaż złamanie ręki, ale chwila... Nie, ja ją bez przerwy mam.
 Czas mijał, robiło się coraz ciemniej, a godzina wyścigu zbliżała się. W końcu Luke i Caleb wsiedli do swoich samochodów i wjechali na start. Cała widownia zaczęła szaleńczo krzyczeć, wiwatować i gwizdać. Muzyka nieco ucichła, a reszta wozów również pojawiła się na początku trasy. Moja siostra przypatrywała się wszystkiemu z wielką ekscytacją, ja bardziej ze zdenerwowaniem. To było niebezpieczne, a jej aż się oczy świeciły.
__________________________________________________
Hey hey hello ❤
Okay, świętujmy urodziny Gabrysi, aczkolwiek nie zapominajmy o blogu c;
Serdecznie dziękujemy tym, którzy przysłali nam prace (znajdziecie je w Galerii Sztuki). Kurcze, nie spodziewałam się, że będzie ich aż tyle, wow ;D wszystkie są po prostu niesamowite *,*
Cóż mam jeszcze powiedzieć?
Dzięki że nadal z nami jesteście ^.^
Kocham was, miśki :*
W.


Hejka. Piszę tę notkę trochę wcześniej, więc możecie ją zobaczyć dzisiaj.
Gdy Ver będzie go publikować, zapewne będę gdzieś między Francją a Anglią. xd

W tym rozdziale poznajemy nowego członka rodziny. Zaskoczeni? Przywitajmy go gorąco.
W końcu to "duży brat" :D 

Dziękujemy za komentarze, wyświetlenia i wasze prace, ale to już pisało moje słoneczko ;*
Nadal możecie nam wysyłać, mamy nadzieję że będzie ich coraz więcej ^^ Nie bójcie się. :)
(wysyłajcie gdzie chcecie {gmail, g+, fb..o ile nas macie xD} i co chcecie {grafikę komputerową, jakiś fragment wypisany ładnym drukiem i jakieś rysunki obok, napisy takie jak np robiła Gab, rysunki przedstawiające sceny z SMR} co wam się żywnie podoba kochani.

A więc miłego i mam nadzieję, że do następnego :*
Lov ya :*
Buziaki :* A.

PS. Zachęcamy do pytania bohaterów w zakładce "Zapytaj Familie"


Czytasz = skomentuj

niedziela, 2 sierpnia 2015

Rozdział 18.

Z dedykacją dla Pauli <33 Bo przeczytałaś i się wkręciłaś *,* Kocham Cię Ćwoku. :*    A.

*Perspektywa Nialla*

Ziewając zszedłem po schodach wprost do kuchni, gdyż mój żołądek dawał o sobie znać, mimo że obiad był jakieś dwie godziny temu. W czasie, gdy moja kawa się robiła w ekspresie, ja przygotowywałem sobie kanapki. Do wyścigu zostało nam... Kilka godzin, więc postanowiłem posiedzieć z Paynem w tym całym 'Komputerowym Imperium'. Po zjedzeniu kanapek, wziąłem kubek z gorącym napojem i skierowałem się do pracowni. Zdziwił mnie fakt, iż nie siedział w niej Liam. Była pusta. Zasiadłem więc przy komputerze, odłożyłem kawę na bok i spojrzałem na czarny monitor. Sięgnąłem ręką w górę, by włączyć cały ten system, jednakże moja kiepska koordynacja ruchowa dała o sobie znać - strąciłem łokciem kubek, a gorąca ciecz rozlała się po... Właściwie po wszystkim, co najważniejsze. Z otwartymi ustami postawiłem kubek z powrotem i pobiegłem do kuchni po ścierkę, która i tak mało by dała, gdyż durna kawa dostała się na pewno do różnych niezakrytych zakamarków. Chaotycznie ścierałem wrzątek, choć wątpię, że to coś da. Spróbowałem włączyć to ustrojstwo, ale... Nic z tego. Przygryzłem z nerwów dolną wargę, ciągnąć się za włosy. Payne mnie zabije!
I jak na zawołanie drzwi otworzyły się z hukiem a do pomieszczenia wtargnął Liam. Przełknąłem głośno gulę powstałą w gardle. No to się zacznie. Wzrok bruneta zatrzymał się na mojej osobie, zmarszczył brwi zauważywszy szmatkę w miom ręku.
- Niall! - krzyknął w ekspresowym tempie do mnie podchodząc. - Coś ty narobił!?
- Ym Liam nie denerwuj się - próbowałem jakoś go uspokoić, ale ten nadal wymachiwał ścierką wyrwaną z mojej ręki.
- Jak powiedź mi jak!
- Nie zrobiłem tego specjalnie. - zacząłem się bronić, bo wiedziałem, że zaraz mogę paść na podłogę i zostać pobitym.
- Ile razy ci powtarzałem, żebyś nie właził tu z jedzeniem i piciem! - wrzeszczał coraz głośniej dźgając mnie w tors palcem wskazującym. - Dużo! Ale jak zawsze ty jesteś kurwa najmądrzejszy! - wykrzyczał odpowiadając za mnie po czym znowu zaczął podnosić głos. - No obiecuję, że cię zajebię!
- Hej, co tu się dzieje?
Odwróciłem przestraszony wzrok w stronę drzwi, o których framugę opierała się młoda Tomlinson.
- On, cholera jasna zalał cały system pieprzoną kawą!
- Payno, spokojnie, ochłoń. Sam mówiłeś, że wszystkie dane mamy zabezpieczone.
- No teraz nie jestem tego pewien - warknął, a mnie aż przeszedł dreszcz na samą myśl, że przeze mnie ktoś może schwytać nasze informacje.
- Więc Niall pomożesz mu odzyskać wszystko, naprawić sprzęt i zrobić co będzie konieczne, nawet teraz pojechać do sklepu po coś, a od jutra masz zakaz zbliżania się do tych drzwi - postukała palcem w drewnianą powłokę, a na mojej twarzy pojawił się nie mały grymas. - Jasne?
Przytaknąłem jedynie, gdyż Kate w każdej chwili mogła wyjąć broń. W końcu ma w sobie coś z Louisa.
Brunetka wyszła zamykając za sobą drzwi.
- Co mam ro...
- Najlepiej wyjdź - skwitował natychmiast.
Westchnąłem zrezygnowany, jednak wykonałem jego polecenie, zostawiając samego w pracowni.
*** 
- Siedzi tam od trzech godzin, długo jeszcze? - jęknął Harry, bawiąc się bransoletką znajdującą się na nadgarstku Kate, która siedziała na jego kolanach.
- Zluzuj majty, Styles - prychnął z kolei Luke.
Ja zaś siedziałem cicho jak mysz na kanapie w samym rogu, bojąc się odezwać. Po kilku minutach dość niezręcznej ciszy, do salonu wparował wcześniej wspomniany Payne.
- I co? - zapytali wszyscy chórem.
- Mam i dobrą, i złą wiadomość. Dobra jest taka, że odzyskałem wszystkie lub prawie wszystkie, w każdym razie te najważniejsze dane. A zła... Cały system w domu jest zjebany.
- Dokładniej? - odezwał się Zayn.
- Zabezpieczenia wysiadły. Trzeba zaprogramować nowe, a do tego potrzebny mi również nowy sprzęt.
- Kurwa - wykrztusił Calum. - Przecież dzisiaj jest wyścig! Nie zostawimy O'Connor samych z rozwalonym zabezpieczeniem, a tam musimy stawić się cholera wszyscy!
- Wiem, Calum.
- Więc? - westchnął mulat.
Salon pogrążył się w grobowej ciszy, a ja nie odważyłem się wykonać najmniejszego ruchu.
Po chwili głos zabrał dotychczas milczący Louis:
- Weźmiemy je ze sobą.
- Czyś ty całkiem zwariował?! - krzyknął Liam. - Skąd wiesz, że inni tam nie znają córek Briana? Widząc, że my je mamy, mogą uznać, że są dla nas Bóg wie kim i... Czy ty nie rozumiesz, że to jest idiotyczne i niebezpieczne?
- No więc? Jakiś inny plan? Musimy się tam wszyscy stawić dla bezpieczeństwa i zasad, one same nie zostaną z niesprawnymi zamkami w drzwiach, sam chyba wiesz dlaczego. Nie mamy innego wyjścia - niebieskooki wzruszył ramionami.
- To jest absurdalne i niebezpieczne.
- A czy my kiedykolwiek działaliśmy inaczej? - chytry uśmiech wtargnął na jego usta.
- To jest szaleństwo. - wrzasnęła Perrie stając na równe nogi. - Mogą uciec. Wydać psom. - spojrzała z wyrzutem na Zayna a potem na Louisa.
- Perrie uspokój się. - mulat złapał ją za dłoń, lecz ta się wyrwała.
- Co Perrie, taka jest prawda, gdyby nie ten idiota. - tu wskazała na Irwina. - Nie było by całej tej rozmowy. A teraz nie możemy się ruszyć bo dookoła nas jest jedna wielka przepaść.
- Radziłbym ci zważać na słowa, to że należysz do rodziny nie oznacza, że możesz mnie obrażać -  powiedział niby od niechcenia Ashton. Blondynka już otwierała usta by coś powiedzieć, ale uprzedził ją Tommo.

- Dosyć. Podjąłem już decyzje i tak nie mamy wyjścia. Zabieramy je ze sobą. - zmierzył nas wszystkich uważnym spojrzeniem, zatrzymał się dopiero na młodszej Tomlinson. - Trzeba je przygotować tak, żeby nie rzucały się w oczy. Wiesz co robić Kate?
- Pff jeszcze się pytasz. - dziewczyna zaklaskała wesoło w dłonie i odwracając się twarzą do loczka ucałowała jego usta uśmiechając się przy tym słodko. Czasami chciałbym być na miejscy Hazzy, Kate jest śliczną dziewczyną, z wspaniałym charakterem i jeszcze większym sercem. Kocham ją, ale co ja mogę poradzić na to. Serce nie sługa, ale cieszę się, że jest z zielonookim, pasują do siebie idealnie, więc usunąłem się w cień by nie psuć nikomu życia.
- Uciekasz mi już? - zapytał Harry, gdy odsunęła się od niego. Zrobiła tylko smutną minę przelotnie całując jego nos i chichocząc zniknęła na górze.
- Hazzuś słodziaku - szturchnął go siedzący obok Luke. - Kocham cię wiesz?
- A idź sobie zwal - prychnął pokazując mu środkowy palec po czym wybuchnął śmiechem.




*Perspektywa Veronici*

Siedziałyśmy w pokoju na łóżku, tym niczyim pokoju, w którym już nie jednokrotnie spałyśmy. Drzwi nie były zamknięte na klucz, ale jakoś nie specjalnie chciałyśmy z niego wyjść zważywszy na podniesione głosy dobiegające z dołu. Obie stwierdziłyśmy, że lepiej nie wystawiać się na odstrzał jeśli na dole trwają jakieś rodzinne spięcia. Siedziałam po turecki przy leżącej Ann która cicho nuciła jakąś melodię, którą pewnie znowu wymyśliła.
Przeniosłam wzrok na trójkę dziewczyn, które grzebały w szafie poszukując czegoś dla nas. Szczerze powiedziawszy to bałam się co one wymyślą. Nie chcę wyglądać jak jakaś puszczalska szmata!
- Ok, mamy dla was coś - Caroline uśmiechnęła się szeroko odwracając głowę w naszą stronę.
Adrianne momentalnie podniosła się do pozycji siedzącej i wpatrywała w nią wyczekująco.
Po chwili Kate odwróciła się w naszą stronę, trzymając w jednej ręce jeansowe spodenki, a w drugiej szarą koszulkę na ramiączkach ze srebrnym krzyżem na środku. Zaraz po niej odwróciła się do nas Rose trzymając czarno-granatową, krótką sukienkę i rajstopy z siatki. Widząc to skrzywiłam się. To nie był nasz typ.
- Vera, ty ubierzesz to - Kate rzuciła mi swój zestaw, na co odetchnęłam z ulgą.
Nie chciałam ubierać tej sukienki, którą musi moja siostra.
Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki razem z Ann.
- Nie chcę tego ubierać ani tam iść - westchnęłam, sama się sobie dziwiąc.
Bo przecież to będzie wyścig. Szybkie, piękne samochody, prędkość, niebezpieczeństwo, adrenalina... wszystko co kocham. Choć w nie najlepszym towarzystwie własnych porywaczy.
- A co ja mam powiedzieć o tej sukience - odburknęła.
Mrucząc pod nosem najróżniejsze obelgi w stronę Irwina założyłam spodenki pp czym bluzkę.
- I jak? - zapytałam stając przed lustrem.
Ann spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Wyglądasz świetnie. - uśmiechnęła się do mnie po czym zaraz patrząc na swoje spojrzenie skrzywiła. - Czego nie można powiedzieć o mnie, wyglądam jak jakaś..
- Nawet nie kończ - zagroziłam jej palcem na co zamknęła usta. - Wyglądasz pięknie.
A to Addie
Oczywiście to ubiór naszej Ver
Na moje słowa Ann przewróciła oczami i wzdychając ciężko wyszła lekko kulejąc z łazienki, wracając do dziewczyn, które stały z kosmetyczką ręce. Dobra mam się bać i zacząć już uciekać czy jaki huk.
- Wow. Wyglądacie świetnie. - zaklaskała Kate zadowolona z naszego wyglądu. - Och zapomniałabym buty. - odwróciła się do szafy i wygrzebała z nich czarne szpilki i czarne vansy. Mnie podała buty na płaskim natomiast mojej siostrze przypadły obcasy. Ann spojrzała na buty, które trzymała w reku, podniosła zdezorientowana wzrok.
- Ym Kate - zirytowana wskazała na swoją postrzeloną łydkę, którą zdobił bandaż. Dziewczyna spojrzała w tamtym kierunku i jej uśmiech delikatnie przygasł.
- Jezu Ann przepraszam. - podbiegła i wyrwała od niej szpilki, po czym znowu wróciła do szafy i tym razem stanęła przed nami z wysokimi botkami w czarnym kolorze i co najważniejsze na płaskim obcasie. - Zapomniałam, że Ash pozostawił pamiątkę.
- Taa i to nie jedną - szepnęła z bólem Ann obdarzając mnie przelotnym spojrzeniem, następnie dziękując Kathrin. Gdy nałożyłyśmy buty dziewczyny kazały nam usiąść, więc i to uczyniłyśmy. Ponad godzinę spędziły na nakładaniu nam na twarze przeróżnych kosmetyków, od korektora po eye-liner kończąc. Bałam się spojrzeć w lustro kiedy powiedziały, że skończyły. Jakie myło moje zdziwienie, kiedy okazało się, że pomimo tego wszystkiego na twarzy wyglądam ładnie, naturalnie. Addie natomiast miała nieco mocniejszy make-up, ale w zupełności do niej pasował, a w połączeniu z jej strojem prezentowała się zjawiskowo. Tommo pewnie na jej widok narobi w majtki. Oh jak ja chcę to zobaczyć. Człowiek głupi nawet zauważy, że brunetka mu się podoba, okazywać również to okazuje, w drugą stronę na szczęście to nie działa i cieszę się z tego powodu, bo nie będę musiała odwlekać ją od głupiego zauroczenia.
- Okey, jesteście w pełni gotowe. Zejdźcie do salonu, a my się przygotujemy - uśmiechnęła się Kate, a moje oczy rozszerzyły się.
Na dół? Do dziewiątki chłopaków? Bez nich? W dodatku do Ashtona?! Jezu, nie. Nadal go nienawidzę z całego serca, zwłaszcza po tym co zrobił cham jeden. Bo jak można być tak podłym człowiekiem, by kogoś tak boleśnie ukarać? Moje szwy się zerwały, a on ani drgnął. To po prostu nieludzkie. Jeszcze ta sytuacja następnego ranka... Bez przerwy mordował Luke'a wzrokiem, a potem jeśli się nie mylę zaciągnął go na jakąś 'rozmowę w cztery oczy'. Mam nadzieję, że nie zrobił mu większej krzywdy, gdyż zdążyłam już polubić Hemmingsa. Pod tą maską bad boy'a, którego zgrywa, to na prawdę miły, zabawny chłopak. Ale wróćmy do teraźniejszości.
Przeniosłam wzrok na moją siostrę, która wzdychała mrużąc przy tym oczy. Też nie chciała tam schodzić. Jednakże po chwili podniosła się, a ja z wahaniem wykonałam to samo. Wyszłyśmy z pokoju i wolnym krokiem podążyłyśmy korytarzem ku schodom. Już z ostatniego ich stopnia słyszałyśmy głośne rozmowy chłopaków. Koślawo i niezgrabnie zeszłyśmy po nich, wchodząc do pomieszczenia. Momentalnie wszyscy siedzący na kanapach ucichli, a ich spojrzenia zwróciły się w naszą stronę.
- Zamknijcie te gęby bo wam coś wleci. - przewróciła oczami Ann a ja cicho zachichotałam na jej słowa.
- Nadal się zapominasz. - warknął Irwin rozwalony na kanapie. Jego zawsze obojętną twarz wykrzywił lubieżny uśmieszek, a jego wzrok sunął po moim ciele. Czułam się w tym momencie dosłownie jakbym miała węże zamiast włosów. Spojrzałam spanikowana na siostrę, a ta jakby czytając mi w myślach pokręciła głową, wcale nie byłam tym zdziwiona gdyż wiele razy zdarzało nam się takie coś. Czasami mnie przeraża te nasze siostrzane połączenie, ale i tak się cieszę, że ją mam.
- Bo Ci żyłka pęknie Ashy. - Znowu do gry "ryzykujmy swoje życie u Irwina" dołączyła się Ann, ona serio czasami nie wie kiedy skończyć. Blondyn zmierzył ją wzrokiem i już się wyprostował z zamiarem wstania, ale Harry popchnął go z powrotem na kanapę.
- Serio stary, wyluzuj - zwrócił się do niego, ten natomiast warknął coś pod nosem, ale został na swoim miejscu.
- Powie nam ktoś czemu musimy z wami jechać na ten wyścig? Myślałam, że nam nie ufacie - zabrałam głos, nie chcąc bardziej pobudzać i tak napiętej atmosfery.
- Bo tak jest, ale cóż zostaliśmy do tego zmuszeni. - odpowiedział Louis wpatrzony w moją siostrzyczkę. Ehh. A nie mówiłam, że tak będzie?!
- Ja tam im ufam. - po pokoju rozniósł się głos Luka, uśmiechnięta skierowałam w tamtym kierunku wzrok, ale gdy tylko to uczyniłam automatycznie zbladłam. Miał rozciętą wargę i wielkiego siniaka na policzku. Czy to mu zrobił Irwin? Przeze mnie?
-  Co ci się stało w twarz? - zapytałam przerażona.
- Ym, ah to, ym miałem małą sprzeczkę. - wyjaśnił drapiąc się po karku.
Przeniosłam dosłownie wściekły wzrok na Ashtona, który z pewnością był tego sprawcą, mimo iż wpatrywał się w moje oczy bez cienia chytrego uśmiechu czy wyższości - obojętnie. Zastanawiam się czasami czy on w ogóle ma jakieś uczucia.
- Siadajcie, zanim one się zbiorą minie pół roku - westchnął Harry.
Z nieznacznym grymasem na twarzy wyszukałam spojrzeniem wolnego miejsca, które Bogu dzięki było obok Luke'a. Pomogłam siostrze dojść do kanapy, a sama opadłam na czarną, grubą poduszkę. Posłałam blondynowi pokrzepiający uśmiech, który w pewnym stopniu odwzajemnił. Po chwili jednak przeniosłam wzrok na Adrianne, siedzącą w tej chwili w rogu kanapy niedaleko Harry'ego i Caluma.
- Pamiętacie, że trzeba jeszcze podjechać do Jace'a po butle? - odezwał się Michael.
- I najlepiej byłoby, gdyby zrobił drobny przegląd aut - dodał Irwin, od którego nie mogłam odwrócić wkurzonego wzroku.
Gdyby spojrzenie mogło zabijać, któryś z tych chłopaków kopałby mu dół.
Opadłam plecami na oparcie kanapy, wydychając cicho powietrze.
- Tak w ogóle. - odezwał się po dłuższej chwili Ashton, wszystkie spojrzenia zostały skierowane na niego, lecz on wpatrywał się z kminą na moją siostrę. Coś czuję, że teraz zabłyśnie i wybuchnie z tego niezła awantura. - Nie wiedziałem, że trzymamy dziwki w domu. - uśmiechnął się sztucznie. Addie automatycznie wyprostowała plecy.
- Że przepraszam mówiłeś coś bo słyszałam tylko seplenienie. - teraz wszyscy zgromadzeni patrzyli to na brunetkę to na blondyna. Błagam by tylko nie polała się krew.
 - To co słyszałaś. Teraz Adrianne wyglądasz jak rasowa dziwka. - zaśmiał się szyderczo poprawiając się na kanapie. Nie no tym razem to przesadził. Miałam już coś powiedzieć, ale oczywiście moja siostra mnie w tym uprzedziła.
- Cóż widzę, ze to twój chleb powszechni.
- Może załatwić ci kilku klientów? - zapytał z udawaną uprzejmością, popatrzyłam na Ann, jak zaciska dłoń w pięść, myślałam, że wstanie z sofy i mu przywali, byłaby do tego zdolna, ale zamiast tego po prostu się zaśmiała.
- Masz na myśli siebie? No cóż dzięki ale z męskimi szmatami się nie umawiam. - zrobiła smutną minę, a pokój przepełnił śmiech Luke'a, Harry'ego i Louisa. Reszta z otwartymi ustami gapiła się brunetkę, cóż, byłam jedną z tych osób. Czy ona właśnie to powiedziała? Nie, to jakiś pieprzone przesłyszenie. Przeniosłam wzrok na kipiącego ze złości Irwina. Warknął coś niezrozumiałego pod nosem i nagle zerwał się z kanapy.
- Ty mała suko. - zaczął iść w stronę  ale natychmiastowo przed nim pojawił się Louis z morderczym wzrokiem wbitym w chłopaka.
- Ashton, sam ją sprowokowałeś.
- Chuj mnie to obchodzi. Zejdź mi kurwa z drogi. - warknął na niego wściekły.
- Odpuść. - szatyn mierzył go wzrokiem, jakby to miało go od tego odwieść. Wpatrywali się tak nawzajem zabijając spojrzeniem i w końcu Ashton warknął, ale zanim odszedł odchylił się w bok by dobrze widzieć Ann.
- Uważaj jak i do kogo ważysz słowa bo pewnego dnia się nie obudzisz i nawet Tommo ci nie pomoże. - wypowiedział te słowa bardzo jadowicie, po czym odwrócił się na pięcie i usiadł na kanapie, dodając jeszcze jedno zdanie. - Suka zawsze zostanie suką.
- Patrz chociaż z tym się zgadzamy. - syknęła i więcej już się nie odezwała, zamknęła tylko oczy i widząc po jej mimice twarzy, powstrzymywała się od nie wybuchnięcia płaczem, słowa blondyna na nią wpłynęły i to jak zawsze. Adrianne bierze wszystko do siebie, każdą opinię na jej temat, obrazę. Jest na prawdę zbyt wrażliwa, ale muszę przyznać, że zdążyła nauczyć się to doskonale maskować. Sama miałam wielką ochotę wstać i dać mu w twarz za to co powiedział lub chociaż na niego nawrzeszczeć, co... na pewno nie skończyłoby się dobrze. Więc siedziałam milcząc oraz posyłając siostrze pokrzepiające spojrzenie.
Na szczęście nie musieliśmy trwać w tej niezręcznej ciszy dłużej, gdyż dziewczyny zeszły do salonu ubranie podobnie do nas. Nie rozumiem dlaczego na jakichś wyścigach trzeba wyglądać jak rasowa dziwka. Dlaczego? Jaki w tym sens?
- Idziemy? - zapytał Louis, podnosząc się z kanapy.
Kate przytaknęła za nie wszystkie. Weszliśmy do garażu, a ja niemal od razu zerwałam się by podejść do Nissana Luke'a, lecz ktoś chwycił mój nadgarstek i pociągnął w tył, przez co zachwiałam się lekko. Odwróciłam głowę, a wielka gula uformowała się w moim gardle widząc zirytowanego Ashtona.
- Jedziesz ze mną, nie ma szans, żeby policja mnie złapała - Mimowolnie jęknęłam przeciągle. Bałam się z nim jechać w jednym aucie, co prawda pięknym aucie, ale nadal z nim. - Wsiadaj - warknął.
Blondyn puścił mój lekko siny nadgarstek, a ja bez gadania wsiadłam na miejsce pasażera z Dodge'u.
Luke siedzący w samochodzie obok uchylił szybę, więc zrobiłam to samo.
- Nie martw się, to nie daleko - posłał mi pocieszający uśmiech, który ledwie udało mi się odwzajemnić.
Zaczynałam go lubić, nie wydawał się być zły. Ale przecież znam go tylko kilka dni i poznałam w takich, a nie innych okolicznościach. To chore, czy ja mam syndrom sztokholmski?
Po chwili Irwin usiadł za kierownicą, a ja odruchowo zapięłam pasy, na co parsknął śmiechem, lecz nic nie powiedział. Z papierosem w dłoni odpalił silnik i wyjechał na główną drogę, a ja nieco się rozluźniłam. Spojrzałam na uchylony schowek przed moimi kolanami. Moją uwagę przykuła płyta - Nirvana. Ostrożnie otworzyłam go szerzej, co chwila zerkając na blondyna przez obawę, że może chcieć mnie znowu uderzyć i wrzeszczeć, iż mam niczego nie dotykać. Natomiast zauważyłam, że na jego ustach gra leniwy uśmiech. Wyciągnęłam więc kasetę i obejrzałam z każdej strony, jakby była najciekawszą rzeczą świata. Bo w tej chwili była.
- Włącz ją - odezwał się chłopak.
Włożyłam kasetę do odtwarzacza i nacisnęłam odpowiedni przycisk, a z głośników umieszczonych na drzwiach samochodu poleciały pierwsze dźwięki Smells Like Teen Spirit, która była jedną z moich ulubionych piosenek Nirvany nawiasem mówiąc. Palcami wystukiwałam rytm na moim udzie i cicho nuciłam pod nosem znaną mi na pamięć melodie. Co jakiś czas zerkałam ukradkiem na chłopaka za kierownicą, który nadal nonszalancko wypuszczał dym tytoniowy z ust. Śmierdziało niesamowicie, ale nie chciałam mu zwracać uwagi bo bałam się jego reakcji, więc próbowałam oddychać przez usta, by nie wciągać tego nosem. Spojrzałam na licznik znajdujący się na desce rozdzielczej i moje oczy od razu zrobiły się większe.  Prędkościomierz pokazywał 150 km/h. O ja. Kurcze, wiem, że te cudeńko wyciska o wiele wiele więcej, ale pierwszy raz w tym wozie i od razu jechać z taką prędkością. Szkoda, że taty tu nie ma. Pomyślałam, ale zaraz uśmiech zniknął mi z ust. To zbyt bolesne, nawet o nim myśleć, okłamywał nas przez całe nasze dotychczasowe życie, myślałam, że możemy sobie ufać, a on tak nas potraktował. Stop Ver, nie myśl o tym bo zaraz wybuchniesz jeszcze płaczem, skup się na jeździe.
 Nakazałam sobie i też tak zrobiłam, uniosłam głowę i od razu w zasięgu mojego wzroku pojawiły się samochody różnych marek, od tych prostych, klasycznych jak BMW do tych bardziej wymyślnych i ekskluzywnych jak Mitsubishi. Z racji, że okna były uchylone głośna muzyka była słyszalna już z dwóch kilometrów. Gdy podjechaliśmy bliżej, zauważyłam duży podest na środku, na nim konsolę i DJ-a stojącego za nią. Zaś wokół niego tańczyły jakieś dziewczyny w prawie że samej bieliźnie, a mi zebrało się na mdłości przez to.
- Przyzwyczaisz się - westchnął.
Spojrzałam na niego, a mimika twarzy dała mi do zrozumienia, że on także nie jest zadowolony z widoku tych dziewczyn. Ale dlaczego? Przecież jest facetem i... Z resztą, co mnie to obchodzi.
Gdy samochód zatrzymał się, czym prędzej z niego wysiadłam, nie chcąc przebywać dłużej w lekko zadymionym wozie. Wciągnęłam w płuca świeżego powietrza, a wzrok przeniosłam na wysiadającego z pojazdu blondyna, który oparł się o dach i spojrzał w tył, czekając aż reszta samochodów zaparkuje obok niego. Ashton przeszedł na przód i oparł się o maskę, a ja nie wiedząc co ze sobą zrobić skierowałam się w stronę samochodu Luke'a, który stał tuż obok, lecz sytuacja się powtórzyła i zostałam pociągnięta w tył. Obdarzyłam Irwina morderczym spojrzeniem.
- Przyjechałaś ze mną, więc ze mną zostaniesz - mruknął. - Nie będę ryzykował, że policja się tu przywlecze i coś się nie powiedzie. Zrozum to wreszcie, choć będzie ciężko, bo wyglądasz na tępą.
Prychnęłam, ale nie powiedziałam nawet słowa, zamiast tego znowu się odwróciłam i chciałam od niego odejść, ale tym razem szarpnięcie spowodowało że wylądowałam na masce samochodu.
- Siedź kurwa na miejscu, bo cię przykuję - warknął przygniatając mnie swoim ciałem bardziej do blachy. Stał pomiędzy moimi nogami i pochylał się nade mną. Gdyby nie był takim pojebem cieszyłabym się z tego. Jego twarz była niebezpiecznie blisko, a wściekły wzrok jeździł po mojej twarzy. Przełknęłam ślinę przymykając lekko powieki, ten natomiast przygryzł płatek mojego ucha i odsunął się ode mnie z szyderczym uśmiechem zdobiącym jego przystojną twarz.
- Zabawę czas zacząć - wyszeptał na tyle cicho bym tylko ja mogła to dosłyszeć i na powrót oparł się plecami o samochód.

_______________________________________________________________
Heeeeeeeeej *,*
Cio tam jak tam?

Mamy 18 rozdział.! Jeeej kto się cieszy bo ja na pewno. :D Dodajemy wcześniej, Rox to dla  Cb doceń to! :*
Tyle się tu dzieje ^^ 

Nialler narozrabiał trochę, ach ten głodomorek, Liam się wściekł po raz pierwszy w życiu. xD
No i ta spina Esztyna i Ann. Kocham jak się żrą xD 
Dziękujemy za komentarze, ale to oczywiste chyba. Jejku nawet nie wiecie ile radości to sprawia, a może i wiecie xD (w końcu same macie też blogi xD )
Mam jeszcze jedną sprawę, gdyż w piątek wyjeżdżam do Londynu. Wreszcie, boże nawet nie wiecie jak się cieszę! Moje marzenie w końcu się spełni. Kocham to miasto i omfg! Szkoda, że nie widzicie mojego zacieszu. Ale jednocześnie jest do dupy, bo w tym czasie nie będzie Lou bo dają koncerty w USA ;-; JA SIEM PYTAM CZEEEEMU! No ale nie o tym. Możliwe jest, że nie będę miała tam WiFi, ale nic nie wiadomo, więc mojej notki przy następnym może nie być. Zostawiam was więc w rękach mojej kitty:* 

No nic już nie będę zanudzać, odsyłam was na dół do Ver :*
Buziaki :* A.



Hey misie ;*
Ja też kocham te ich spiny, myślałam, że ją uderzy, przecież z Ashtonem nigdy nic nie wiadomo.
Więc teraz tak;
1. Zapraszamy do pytania bohaterów w zakładce; Zapytaj Familię!
2. Jeśli umiecie (a nawet jak nie umiecie to i tak ;D) i chcecie to narysujcie jakieś fanarty dotyczące Show Me Reality. Wstawimy je w zakładkę Galeria Sztuki :D
Są / będą wstawione tam już dwa *.*
Okay, ja nie umiem się rozpisywać, dlategóż też...
Żegnam was kociaki i do następnego! <3
W.


Czytasz = Skomentuj

wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział 17.

*Perspektywa Ashtona*

Walnąłem się na duże łóżko rozkładając na nim wygodnie. Byłem wkurwiony dzisiejszym dniem. Od tej durnej sytuacji z alarmem aż po fakt że brunetka śpi u Luke'a. Co ten pierdolony blondas kombinuje? Wymyśliłem świetny, wręcz kurwa idealny plan na zniszczenie tej małej zołzy i jej niewinnej siostrzyczki, ale nie. Ja pierdole. Miałem ochotę komuś wpakować kulkę w łeb! Do tego jeszcze dochodzi ta akcja w garażu. Co prawda byłem pod wielkim wrażeniem jej umiejętności. Wypatrzyła tak drobny, ale jak i kluczowy element, naprawiając jego usterkę oraz poradziła sobie z zepsutą chłodnicą. Dziewczyna z godziny na godzinę coraz bardziej mnie zaskakiwała, ale to nie zmienia faktu, że jej nie ostrzegałem co do rozerwania szwów. Dostała nauczkę. Nawet nie musiałem jej dotykać, by sprawić ból, co było miodem dla mojej duszy.
Adrianne coraz bardziej zaczyna mi działać na nerwy i osobiście oświadczam przed samym sobą, że ta suka obudzi się z poderżniętym gardłem. Znaczy już dawno byłaby martwa, ale powstrzymuje się, nie z powodu ich ojca, tylko z powodu Pieprzonego Ochroniarza Pana Tomlinsona. Nie mam pojęcia co ten człowiek odpierdala, ale coraz bardziej mnie się to nie podoba.
Tak czy inaczej córki O'Connora działały mi na nerwy bardziej niż ktokolwiek inny. W głowie czasami pojawiała mi się wizja ich cierpiących, błagających mnie o litość. Boże, to takie piękne wyobrażenie. Będąc szczerym to chciałem bardziej skrzywdzić starszą, gdyż była zdecydowanie bardziej nieznośna niż jej siostra. Tak, ona przynajmniej ma jakiś szacunek do mnie... A raczej strach i to mi się właśnie podoba. Kiedy widzę to przerażenie i niepewność w jej oczach... Niesamowite uczucie. Tego nie da się opisać słowami, to trzeba poczuć.
Na dalsze rozmyślania nie miałem siły, więc zamknąłem oczy, wziąłem głęboki oddech i z wyobrażeniem torturowania Adrianne i jej siostry najzwyczajniej w świecie zasnąłem.


~~*~~

Rano obudzony trochę w lepszym humorze spoglądając na zegarek na ścianie stwierdziłem, że pora podnieść dupę z łóżka, więc tak też zrobiłem. Nie spiesząc się zrobiłem wszystkie te rzeczy, które robi się rano, a gdy miałem już wychodzić z łazienki dostrzegłem, iż walizka młodej O'Connor zniknęła. Okey kurwa, pogadam sobie o tym z Lukiem. Smarkacz się wpieprza, a ja nienawidzę jak ktoś mi krzyżuje plany. Wyszedłem z pokoju, kierując swoje kroki do kuchni, gdy tam dotarłem stanąłem w progu uważnie lustrując osobę siedzącą na krześle.
- A królewicz wie że opuściłaś wieżę? - zapytałem z kpiną, na co brunetka podniosła na mnie głowę nadal kreśląc palcem po filiżance.
- Drwij sobie do woli - westchnęła, odwracając ode mnie... Smutny wzrok? Nie wiem co jest nie tak, przecież ona nie była smutna. Przynajmniej dotychczas, była załamana, wściekła - co zdarzało się często, ale nie przygnębiona.
Wzruszyłem sam do siebie ramionami, wyciągnąłem z lodówki potrzebne mi produkty i zająłem się robieniem kanapek. Cholera, gdzie są wszyscy? Wątpię, że Payne, Horan czy chociażby Hood jeszcze śpią o tej godzinie. Po zrobieniu sobie śniadania oraz kawy, oparłem się o blat, spoglądając w niezasłonięte okno. Albo było zachmurzone albo było wcześniej niż myślałem. I wtedy przypomniało mi się, że powinienem już dawno wymienić bateryjki w moim pieprzonym zegarze.
- Która jest? - zapytałem, przenosząc wzrok na brązowooką, która uparcie wpatrywała się w stygnącą herbatę.
- Będzie już jakoś siódma, może ósma - stwierdziła beznamiętnie, opierając głowę o dłoń.
- Ile tu już siedzisz?
- A obchodzi cię to? - wzruszyłem tylko ramionami.
- Przynajmniej jadłaś? - dziewczyna popatrzyła na mnie z dezaprobatą, tymi swoimi niemal że lodowatymi oczyma, mimo iż jej tęczówki miały czekoladowy kolor.
- Obchodzi cię? - powtórzyła tak samo jak w przypadku pierwszego pytania.
- Szczerze, niezbyt. Ale wole własnoręcznie cię zabić, więc nie zamierzam zagładzać się na śmierć.
- Oh, dzięki bogu - złapała się teatralnie za pierś tuż przy sercu - Aż się wzruszyłam wiesz?
- Czasami wydaje mi się że się zapominasz małolato - warknąłem podchodząc do niej bardzo powoli.
- Kto tu nim jest - syknęła, przez co mój poziom wkurwienia wzrastał. Jeszcze trochę a rozjebię jej łeb o ten stół.
- No ja nie jestem dzieckiem.
- Dzieckiem może i nie, ale jesteś niestabilny psychicznie - stwierdziła tak poważnie, jakby mówiła o jakiejś najoczywistszej rzeczy na ziemi.
- A co jedno z drugim ma wspólnego? - oparłem dłonie o barek pochylając się nad nią, tak iż miałem doskonały widok na jej doprowadzający mnie do szału gębę. Gdyby nie była naszym zakładnikiem doskonale nadawałaby się do naszego zawodu. Jest wkurwiająca i ma ostry charakter, chociaż z tego co mówiła ta młodsza to tylko wykreowana przez nią skorupa. Dziewczyna westchnęła, następnie nie odrywając ode mnie oczu uniosła filiżankę do ust powoli wlewając ciesz do gardła. Robiła to celowo. Ta dziewczyna doprowadzi mnie na granicę, a wtedy nie mam pojęcia jak skończy, znaczy wiem. Będzie martwa wąchała beton od spodu. Ta wersja bardziej mi się podoba od kwiatów. Zbyt wiele przyjemności dla mojej ofiary, nie po to zabijam by dawać im jeszcze wąchać kwiatki, lepiej zalać betonem. Otwierałem usta by coś powiedzieć, ale niestety nie zdążyłem wypowiedzieć ani jednego słowa gdyż do naszych uszu dobiegł dźwięk stukotu, a raczej galopu podeszw o stopnie schodów.
- Adrianne! - krzyk rozniósł się po niemal że całym domu, a zaraz po tym brunet pojawił się w kuchni.
- Tak właśnie mi na imię - odpowiedziała ponowie przykładając pod usta filiżankę.
- Czemu wyszłaś? - zapytał, a jego głos brzmiał trochę na granicy wściekłości, sfrustrowania i rozpaczy.
Wywróciłem na to oczami. Czeka nas kolejna jej odzywka z typu "a nie masz tego gdzieś?", ale chyba się przeliczyłem, gdyż dziewczyna spojrzała najpierw na mnie potem na Tommo i rzekła zaskakująco spokojnie:
- Nie mogłam spać.
Z ust szatyna wydobyło się zirytowane westchnięcie. Patrzył na nią jeszcze przez jakiś czas po czym podszedł do lodówki, wyciągnął z niej jajka, a ja już wiedziałem, że dzisiejsze śniadanie to jajecznica z boczkiem. Zabrałem się więc za smarowanie kanapek masłem, układając je na wielkim talerzu. Nie mamy jakiejś masy produktów żywnościowych, więc trzeba będzie wybrać się na zakupy. Odłożyłem dwa talerze kanapek na stół, siadając na przeciwko dziewczyny, która nadal beznamiętnie wpatrywała się w parującą ze szklanki ciecz. Przypatrywałem się dokładnie mimice jej twarzy, lecz nie mogłem nic wyczytać, jedynie obojętność i jestem pewien, że nad czymś myślała.
- Dzień dobry.
Spojrzałem na drzwi, w których właśnie pojawił się uśmiechnięty Calum. Kiwnąłem do niego głową wysilając się na ledwie widoczne uniesienie kącików ust. Zaraz za nim wszedł Niall.
- Mhm, co tak pachnie? - westchnął marzycielsko, zajmując jedno z krzeseł przy niewielkim barze.
- Jajecznica - odparł Tommo.
Hood zatrzymał się przy ekspresie do kawy. Odwrócił głowę w moją stronę zadając tym samym nieme pytanie. W odpowiedzi przytaknąłem.
- Horan, kawy? - Zapytał.
- Jak możesz, to chętnie.
Wyprostowałem się na krześle, oparłem łokieć o powierzchnię stołu i paznokciami wystukiwałem znane mi rytmy piosenki Come As You Are.
W końcu w kuchni zebrała się reszta zespołu, prócz Luke'a i Veronici, co nie powiem, podniosło mi ciśnienie. Już chciałem wstać od stołu, lecz ostatkami sił nawet nie drgnąłem, spokojnie czekając. Po chwili Tomlinson postawił na stole dużą... Nie, wielką patelnię wypełnioną po brzegi daniem.
Jak zawsze głodny Niall chwycił już pierwszy łyżkę, lecz Zayn zgromił go wzrokiem, chrząkając znacząco. W naszym domu jest tradycja polegająca na tym, że nigdy nie zaczynamy posiłku, dopóki nie zjawią się wszyscy oraz tym, że przed jedzeniem odmawiamy modlitwę. A tym razem wypadło, iż Horan będzie to robił.
Nie minęło kolejne pięć minut, a w kuchni zjawiły się ostatnie dwie osoby. Hemmings, z którym mam do pogadania i O'Connor, na której ciele zauważyłem czarną koszulkę Luke'a z logiem Nirvany. Żadne z nich nic nie mówiło, po prostu usiedli przy stole w ciszy i czekali.
- Zaczynaj, Niall.
Brwi obu sióstr zmarszczyły się po słowach Louisa. Nie wiedziały, jakie są tutaj zasady. Blondyn odmówił dość krótką, zabawną modlitwę do tego jego Boga Motoryzacji, dziękując za szybkie wozy i nitro, bez którego nie obeszlibyśmy się w żadnej akcji, po czym wszyscy zabraliśmy się do jedzenia. Przy posiłku w kuchni jak zawsze było głośno, wszyscy rozmawiali, jedynie siostry siedziały cicho, posyłając sobie porozumiewawcze spojrzenia.
Cóż były już na posiłkach u nas lecz wtedy, akurat nie spożywaliśmy go, że tak powiem w komplecie, więc wcale nie dziwiłem się, że wywołało to u nich zaskoczenie. Po śniadaniu Harry razem z Kate zaczęli sprzątać powstały bałagan, natomiast ja posłałem Luke'owi znaczące spojrzenie po czym skinąłem w stronę drzwi garażowych. Chłopak przełknął tylko głośno ślinę, jakby domyślał się do go czeka, cóż nie mylił się. Zamierzam postawić kawę na ławę i nie pierdolić się z gówniarzem. Wstaliśmy oboje od stołu ja szybko on natomiast próbował grać na zwłokę. Westchnąłem ciężko podchodząc do niego i łapiąc go za bluzkę pociągnąłem za sobą w stronę drzwi.
Gdy tylko zamknąłem je za nami Luke wyrwał się z mojego uścisku bacznie mierząc mnie wzrokiem.
- Ała stary, nie szarp tak!
- Jeszcze dobrze nie zacząłem - warknąłem robiąc do niego kilka kroków.
- Znowu ćpałeś i się nie podzieliłeś? - uniósł pytająco brew krzyżując z wyrzutem ręce na piersi. Prychnąłem lekceważąco, gwałtownie przyszpilając go do ściany.
- Co ty odpierdalasz Lucas? - syknąłem wypowiadając jego pełne imię, którego wręcz nienawidził.
- Kurwa Ashton znowu masz napięcie przed miesiączkowe zluzuj trochę - warknął równie jadowicie próbując się wyrwać. Przycisnąłem go jeszcze mocniej. Chłopak jęknął ale nie przestał się szamotać.
- Zamknij pysk szczeniaku i mnie posłuchaj. Masz się do niej nie zbliżać rozumiesz? - przy wypowiadaniu tych słów obserwowałem reakcję blondyna, ale ten zamiast z podkulonym ogonem zapewnić, że tego nie zrobi zaczął się śmiać. On, bezczelny gówniarz śmiał się kurwa ze mnie nabijać.
- Awh, Ashy się zakochał. - Wolną ręką pogłaskał mnie z udawaną czułością po policzku. Od razu się od niego odsunąłem, nie będzie mnie tępak dotykał. Zgromiłem po spojrzeniem po czym po prostu przyjebałem mu pięścią zadając mocny cios w jego szczękę. Jego głowa odbiła się od ściany przy której stał, po czym jak piłeczka wróciła na miejsce.
- Nie, nienawidzę suk, ale mam świetny plan, który powoli idzie się jebać przez ciebie i twoją pizdę zamiast chuja! - pochyliłem się bardziej ku jego twarzy, że prawie się stykaliśmy nosami. - Radzę ci nie wpierdalać się w niego bo zginiesz razem z nimi - wysyczałem przez mocno zaciśnięte zęby po czym wyszedłem z garażu zostawiając go zdezorientowanego i lekko poturbowanego na podłodze. 

______________________________________________
Hej Hej Hellow Kittis ;*
Mamy kolejny rozdział. Ashton taki agresywny! Napadł na naszego pingwinka! Jak on mógł!
Zazdrosny? Czy na serio ma plan zniszczenia sióstr? Jak myślicie. Ja bym powiedziała, że przemawia przez niego zazdrość, ale biedak jeszcze o tym nie wiem xD

Sama jestem sfrustrowana... Ale i tak Ashtonica forever *,* sory Lukey :3
Wg to zdjęcie Luke'a.. Ta mina pedofila xD haha
Cóż to teraz trochę ponudzę. xd
Dziękujemy za za 8 komentarzy pod poprzednim. Jest nas coraz więcej jupijej! Rośniemy w siłę kociaki.
Dziękujemy również za tyle wyświetleń kurde ludziska *,* brak mi słów
No nic to chyba tyle. 
Oczywiście zostawiamy 
6 komów  = szybciej kolejny.
i zapraszamy do zakładki "Zapytaj Familie"gdzie możecie zadawać swoje pytania.
To chyba na tyle do następnego :*
Buziaki :*
A. PS. Jak wam się podoba nowy szablon?


Nie umiesz Ada. To robi się tak:
Hey, hey, hello! :D
No to tak... KTO JEST ZA LUNICĄ RĘKA W GÓRĘ ^.^
Kurde, Ashton się taki strasznie oschły i wredny zrobił. Nie to, że wcześniej taki nie był ale... you know what I mean haha
Wróciłam z wakacji, było super, ale jak ja zawsze powiadam; wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej c: Jak najbardziej polecam jechać do Bułgarii (ja byłam w Kranevie) *daję okejkę* :3
 Dziękujemy za komentowanie, omg jest was więcej nie wierzę, Addie trzymaj bo zemdleję *w*
Okay, ugh nie zanudzam.
Do osiemnastki skarby :*
W.
PS. Wykonany przez niesamowitą i nieziemsko uzdolnioną Adriannę, brawa dla niej ^.^

czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział 16.

*Perspektywa Luke'a*

Przez chwilę po ich wyjściu stałem w ciszy wpatrując się w zamknięte drzwi.
- Czy ciebie do reszty pojebało?! - krzyknąłem w końcu.
Irwin znudzonym wzrokiem spojrzał na mnie, opierając się o zamkniętą maskę Hope.
- Ma nauczkę. Mówiłem, żeby się nie ruszała - wzruszył ramionami obojętnie.
- Ona się tu zwijała z bólu, a ty jak skończony sukinsyn stałeś tylko na to patrząc - warknąłem.
- Nawet jeśli to co?!
- Zapomniałeś kim ona jest? Idioto, to są córki O'Connora! Nawet jak je odzyska to... Jezu, my już jesteśmy martwi!
- Nie dramatyzuj jak baba - syknął prawie mordując mnie wzrokiem. - Bierz się za Lolę, pojutrze wyścig.
Te słowa dały mi wyraźnie do zrozumienia, że dyskusja skończona... Ale cholera! No przecież Brian nas wszystkich po kolei pozabija. Każdy wie, że on nigdy nie zostawia żadnej sprawy, by rozeszła się po kościach. Zawsze musi doprowadzić coś do końca, a teraz na pewno nerwy mu puszczą, nie wytrzyma i ładnie mówiąc się nas pozbędzie. Szlag by to. Jak mogliśmy postąpić tak lekkomyślnie? Mimo, iż nie mieliśmy pojęcia, że O'Connor ma córki, to już na samym początku pierwsze co powinniśmy zrobić, to sprawdzenie tożsamości tych dziewczyn. 
W zdenerwowaniu, a raczej wysokim poziomie wkurwienia rzuciłem na ziemię pieprzony klucz i najzwyczajniej w świecie wyszedłem z garażu, czując na plecach spojrzenia chłopaków. Wszedłem do łazienki, przemyłem ręce zimną wodą i oparłem się o umywalkę. Boże, mimo że kocham Ashtona jak brata to czasami jest niemożliwie... No po prostu nieludzki. Nie mam pojęcia, jak mógł jej na to pozwolić, wiedząc co się stanie. Nie żeby jej los specjalnie mnie obchodził, chociaż przyznam, że jak na dziewczynę ten typ mi się podoba. Ale nie, to córka Briana. Poszedłbym jako pierwszy na odstrzał, a zaraz po mnie Ashton i reszta. Chociaż... Gdyby ich ojciec dowiedział się kto wyrządził Veronice taką krzywdę fizyczną, Irwin umierałby w męczarniach.
Wszedłem do salonu, gdzie rozsiadłem się na kanapie i włączyłem telewizor. 
Jednak coś mi nie pasowało.
Może powinienem sprawdzić czy z nią wszystko w porządku?
Sam do końca nie wierząc w to co robię skierowałem się do pokoju bruneta. Zapukałem po czym po prostu otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Na łóżku leżała dziewczyna z podciągniętą do piersi zakrwawioną oraz poplamioną bluzkę, ukazując okropną ranę na brzuchu, widziałem gorsze rzeczy, ale to po prostu wstrząsnęło mną. Liam pochylał się nad nią dokładnie zszywając przerwaną skórę. Przeniosłem znowu wzrok na jej twarz. Miała mocno zamknięte powieki a z kącika ust sączyła się powoli krew. Pewnie tak próbowała wytrzymać to wszystko, że zacisnęła zęby na wargach aż do krwi. Szczerze to nie zasługiwała na to. Nic a nic nam nie zrobiła. No oprócz urodzenia się córką Briana, ale to przecież nie jest jej cholerna wina. Nie mam pojęcia co mnie do tego podkusiło, lecz wszedłem głębiej w pokój i usiadłem obok brunetki, kątem oka zauważając jak Liam przelotnie na mnie zerka, po czym wraca wzrokiem do paskudnej rany. Odwróciłem głowę w jej stronę i starłem kciukiem niewielką ilość krwi z jej skóry. Jej ciało momentalnie zesztywniało, a oczy szeroko otworzyły się, zwracając ku mnie. Zniknęło z nich przerażenie, a zastąpił je ból. Pewnie myślała że to Ashton, choć szczerze wątpię, że Liam pozwoliłby mu tutaj wejść po tym zdarzeniu.
- Zaraz to się skończy - westchnąłem.
Gdy Payne naciągnął nieco szew, zielonooka jak sądzę pod wpływem impulsu chwyciła mój nadgarstek, zaciskając na nim palce do tego stopnia, że aż pobielały.
- Jeszcze tylko sekundka - oznajmił, po czym przeciął nić nożyczkami. Wyprostował się i przecierając mokrą szmatką jej brzuch zmył z niej resztki krwi. - Okey gotowe.
- Dziękuję Liam - uśmiechnęła się do niego promiennie co zaraz odwzajemnił.
- Nie ma sprawy - zamilkł na moment po czym znowu się odezwał: - Dam ci jedną z moich koszulek. Ta co masz na sobie do niczego już się nie nadaje.
Veronica jedynie przytaknęła, po czym podniosła wzrok jakby nie chcąc patrzeć na ranę. Chrząknąłem znacząco przypominając jej, iż nadal trzyma moją rękę, na co niemal od razu zareagowała i puściła ją, rumieniąc się.
- Przepraszam - szepnęła, a ja zaśmiałem się pod nosem, nadal nie rozumiejąc jak taka wrażliwa, nieco lekkomyślna, nieśmiała dziewczyna może mieć takie zainteresowanie. To tak jakby była swoją własną sprzecznością. Miłość do samochodów na pewno odziedziczyła po ojcu, zaś inne cechy po matce. Sam nie wiem czyich więcej ma genów.
Po chwili Payne podszedł do łóżka z czarnym materiałem przewieszonym przez ramię. Bardzo (choć bardzo to niedopowiedzenie) ostrożnie podniósł dziewczynę, stawiając ją na podłodze, przez co z jej ust wydostał się stłumiony jęk. Poniekąd jej współczułem, z drugiej strony zaś przypominałem sobie, że nie jest dla nas nikim ważnym, lecz kolejną uprowadzoną dziewczyną, która jednocześnie nie może zginąć z naszych rąk z jednego powodu - jej ojca.
Brunet powoli ściągnął ubrudzoną koszulkę z jej ciała i założył jego, która była za duża na nią. Wyglądała prawie jak w worku. Widząc jej wychudzone ciało pomyślałem przez chwilę, że może mieć anoreksję czy inne tego typu gówno, lecz zaraz wyrzuciłem to z głowy, nie wiedząc po co o tym w ogóle myślę. Trzeba czymś zająć mózg, sam ze sobą gadał nie będę. Gdy odwróciła się w moją stronę, by wziąć z łóżka zakrwawioną bluzkę zauważyłem, że to co ma na sobie, to był prezent na urodziny... Ode mnie.
- No wiesz co? Ja ci to na urodziny dałem - fuknąłem w stronę szatyna, lecz ciężko było mi powstrzymać uśmiech.
- Ciesz się, że to pamiętam. Ale wiesz, że nie przepadam za Nirvaną - mrugnął do mnie, na co prychnąłem pod nosem.
- Gdybyś nie lubił elektroniki, byłbyś chyba skreślony z mojej listy znajomych. Ja uwielbiam Nirvanę, Green Day, Sleeping With Sirens, All Time Low i wiele innych - zachichotała brunetka, kolejny raz mnie zadziwiając.
Jak taka dziewczyna może słuchać takiej muzyki?
- Dogadamy się, młoda - uśmiechnąłem się do niej, co od razu odwzajemniła.
- Tylko się nie zakochuj - sapnął w moją stronę Payne na co wystawiłem mu środkowy palec.
- Boże ale z was dzieci - skwitowała brunetka wywołując u nas napad śmiechu. - Ej przestańcie, też chce się pośmiać, ale przez to cholerstwo na brzuchu nie mogę.
- Dobra już przestajemy się śmiać. - powiedziałem to, ale niestety trudno mi było powstrzymać się od śmiechu.
Zgromiony przez wzrok dziewczyny nieco się opanowałem, ale nadal cicho chichotałem pod nosem. - Chcesz jakieś leki? - zapytał Liam dziewczyna od razu zesztywniała. Kurwa co jest?
- Leki - powtórzyła szeptem, a następnie niemal je wykrzyczała. Zerwała się do biegu nie zważając na świeżo zszytą ranę, ta dziewczyna sama szuka guza. Spojrzeliśmy z Liamem po sobie i ruszyliśmy biegiem za Veronicą, która już przemierzała korytarz. Co jej odbiło?
Zatrzymała się przed drzwiami do pokoju Louisa, na co zmarszczyłem brwi. Gada o jakichś lekach, a teraz chce włazić do pokoju Tomlinsona bez jego zgody? Ona ma nierówno pod kopułą chyba.
Bezzwłocznie chwyciła klamkę i weszła do środka, zaświecając uprzednio światło, gdyż w pomieszczeniu było ciemno. Kiedy spostrzegła swoją siostrę śpiącą spokojnie na łóżku, odetchnęła z ulgą. Powoli do niej podeszła, a ja z Liamem staliśmy jak kołki w drzwiach i patrzyliśmy co robi. Usiadła obok niej i potrząsnęła jej ramieniem. Ann ziewnęła, przeciągając się i spojrzała na siostrę mrużąc przy tym oczy.
- Co się stało?
- Adrianne, zapomniałaś, że nie mamy już leków? Trzeba jechać do apteki najlepiej jeszcze dzisiaj -Mówiła nerwowo brunetka.
- Racja - westchnęła starsza, po czym usiadła na łóżku, starając się przeczesać rozczochrane włosy dłonią.
Nasz widok chyba nie specjalnie ją zdziwił. Po niedługim namyśle postanowiłem, że tam z nimi pojadę. Po pierwsze - Veronica chciała przejechać się moim Nissanem, a ja (może i jestem bipolarny i porywczy, co to mi często mówią) nie jestem tak podłym dupkiem jak Irwin. Zaś po drugie wolałem, żeby dzisiaj już nie miały do czynienia z Ashtonem.
- Chodźcie, pojadę z wami - oznajmiłem, kiwając głową, by szły za mną.
Ominąłem zdziwionego Liama i zbiegłem na dół, zakładając na swoje ramiona kurtkę. Wszedłem do garażu i nie zważając na pytające spojrzenia chłopaków wsiadłem za kierownicę mojej Loli. Stanąłem przed drzwiami wejściowymi czekając, aż siostry zwleką się na dól. Wystukiwałem rytm piosenki płynącej z radia cicho śpiewając jeden kawałek. W końcu drzwi wejściowe otworzyły się i dziewczyny wyszły na zewnątrz omijając Liama opierającego się o framugę. Powoli dowlokły się do mojego skarbeczka zajmując miejsca. Veronica usiadła na miejscu pasażera z wielkim uśmiechem na ustach, natomiast starsza jej kopia zajęła tył z nieco mniej entuzjastyczną miną.
- Mówiłem, że pewnie się nią przejedziesz - mrugnąłem do brunetki siedzącej obok mnie, która z fascynacją oglądała wnętrze Loli, przygryzając przy tym wargę.
Gdy wyjechałem na główną ulicę, spojrzałem w lusterku na Adrianne. Wpatrywała się w okno ze znudzoną miną, wzdychając co jakiś czas. Jestem pewien, że chciała wyskoczyć teraz z auta i uciec jak najdalej, byleby tylko nas więcej nie zobaczyć. Sam bym tak zrobił.
- Zapnijcie pasy, bo nie lubię się wlec jak ślimak - mruknąłem, z powrotem patrząc na przednią szybę.
Dziewczyny niemal od razu wykonały moje polecenie, a ja automatycznie przyspieszyłem. Kątem oka zauważyłem, że ekscytacja w oczach brunetki rośnie razem ze zwiększającą się prędkością, co szczerze mnie zdziwiło. Myślałem, że będzie przestraszona przy 140km/h, ale nie. Zaś jej siostrze ewidentnie się to nie podobało, gdyż miała wyraźny grymas wymalowany na twarzy.
Przy takiej prędkości, niedługo zajęło nam dojechanie do wyznaczonego przez sióstr celu. Zaparkowałem za budynkiem i patrzyłem jak odpinają pasy.
- Moment - zatrzymałem je gestem dłoni, na co spojrzały na mnie obie tak samo zdezorientowane. - Radzę wam nie uciekać, gdyż naprawdę jestem nieobliczalny jak się zdenerwuję, a jakoś nie mam ochoty dzisiaj wycinać wam żadnych organów z ciała - uśmiechnąłem się ironicznie w stronę młodszej O'Connor, ona zaś ze strachem w oczach chaotycznie przytaknęła głową i czym prędzej wysiadła z pojazdu. To samo uczyniła jej siostra, a zaraz po niej ja. Dziewczyny pierwsze weszły do apteki, a ja stanąłem z boku, oparłem się o ścianę, przypatrując blond kobiecie za ladą, a raczej mimice jej twarzy. Wyglądała jakby wiedziała co to za dziewczyny, kim jestem ja i co się dzieje. Nawet nie spojrzała na mnie przez chociażby ułamek sekundy. Po kilku minutach podszedłem do lady, by zapłacić, zmierzyłem ją uważnym wzrokiem, który mam nadzieję uświadomił ją przed kim stoi. Veronica zabrała niewielką siatkę z lekami i skierowała się jako pierwsza do wyjścia, choć nie wiem gdzie jej się tak spieszyło.
Droga do domu też specjalnie długo nie trwała, gdyż młodsza z córek Briana uwielbiała prędkość i kazała mi co chwila przyspieszać.
W końcu wjechałem na posesje z paskując przed samymi drzwiami, oczywiście przy tym nie omieszkałem zrobić paru driftów. Wysiadłem z auta, czekając, aż brunetki również to uczynią, po czym weszliśmy razem do domu. Coś czuję, że nie uszło uwadze nasze wyjście i cóż, gdy tylko przekroczyliśmy próg salonu naszym oczom ukazali się "rodzice" tak ich nazywaliśmy, no cóż, byli z nas najstarsi i czasami naprawdę zachowywali się jak stare małżeństwo.
- A gdzie to się było? - zapytał Ashton z rękoma ułożonymi na klatce.
- Nie twój zasrany interes - syknęła podpierająca się o ścianę Ann, która tak na marginesie była okropnie blada.
- Myślę, że zapominasz z kim rozmawiasz - syknął Irwin nadal pozostając w tej samej pozie.
- Oh to ty jednak umiesz myśleć - odgryzła się z jadem w głosie po czym zaczerpując łapczywie powietrza ponownie otworzyła usta. - Ale mimo to sądzę, że nie zapomniałam.
Irwin spojrzał na nią z przekąsem mrożąc przy tym jej osobę lodowatym wręcz morderczym spojrzeniem.
- Ah tak?
- Mhm - ledwo wymamrotała.
- Addie proszę. - Veronica podeszła bliżej do siostry, kładąc jej dłoń na ramieniu. - Może skończmy zanim to się inaczej potoczy.
Starsza ze sióstr westchnęła, a ja podałem jej siatkę z zakupami i usiadłem na kanapie, a raczej oparciu, wpatrując się z rozbawieniem na zirytowanego blondyna i spokojnie stojącego obok niego Louisa.
- Wiecie w ogóle która jest? - Odezwał się tym razem Tommo.
Dziewczyny zaś w tym samym momencie wzruszyły ramionami.
- Uświadomię was, jest po 21. Dobranocka już się skończyła - mruknął Ashton patrząc na nie, a raczej na Veronicę praktycznie z pogardą.
- Dobranocka? - Prychnęła Ann. - Za kogo ty się, cholera masz?!
Niższa brunetka ścisnęła ramię siostry przygryzając przy tym dolną wargę ze zdenerwowania.
- Za kogo ja się mam? - Warknął, zbliżając się do niej niebezpiecznie szybkim tempem.
Na szczęście Louis zatrzymał go i cofnął o te kilka kroków, zaś blondyn posłał mu znienawidzone spojrzenie, chcąc go najprawdopodobniej udusić gołymi rękoma.
- Chodź, Adrianne. Jest późno - mruknął Tomlinson, gestem dłoni nakazując brunetce iść za nim.
Mimowolnie skrzywiła się i spojrzała na siostrę, następnie na niego. - Nie martw się, przeżyje tę noc bez ciebie - wywrócił oczami szatyn.
Młodsza z sióstr puściła Ann wzdychając, a ona posłusznie poszła za Lou, posyłając jej przez ramię smutne spojrzenie.
- A ty jeszcze tu stoisz? - syknął Irwin, przez co nastolatkę przeszedł wyraźny dreszcz.
Cholera nie, nie będę się przyglądał jak ten idiota ją straszy.
- Ona zostanie dzisiaj ze mną - warknąłem w jego stronę, mrużąc przy tym oczy.
Kędzierzawy zaśmiał się dźwięcznie, po czym zmierzył mnie poważnym spojrzeniem, próbując dać do zrozumienia, żebym spierdalał, brzydko mówiąc.
Gdy już miał otwierać usta, by coś powiedzieć głos najstarszego z nas rozbrzmiał w salonie:
- Daj dzisiaj spokój, Irwin.
Uśmiechnąłem się do niego zwycięsko i razem z drobną brunetką pokierowałem się do mojego pokoju. Zamknąłem za nami drzwi i odwróciłem się w jej stronę.
- D-dziękuję - wydukała, patrząc na swoje splecione dłonie.
- Nie masz za co, w niego czasami potrafi wejść demon.
Jej kąciki uniosły się w górę, na co zmarszczyłem brwi. Chwilę po namyśle, wybuchnąłem śmiechem. No tak, ja zawsze palnę coś dwuznacznego.
- Dobra, połóż się, ja będę spał na podłodze. Poświęcę się dzisiejszego dnia, może kara O'Connora będzie mniej bolesna - zaśmiałem się, rozścielając sobie miejsce zaraz obok łóżka.
Z jej twarzy momentalnie znikł uśmiech. Cholera. Zapomniałem, że mam również tendencję do mówienia nieprzemyślanych rzeczy.
- Uh, przepraszam - wymamrotałem.
Dziewczyna powoli położyła się na łóżku, zakryła kołdrą po samą szyję, a ja zgasiłem światło i położyłem się na kołdrze.
- Dobranoc.
- Branoc, słodkich snów o Quinnie - zaśmiałem się.
- Słodkich o Cobainie - odparła.

_________________________________________________________________
Hey, hey, hello x3
Po pierwsze; wit nową czytelniczkę, mojego kochanego suta Caluma... Dżejdona <3 mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej i będziesz komentować moja Ashtonica Shipper xd
No a o czym ja to miałam jeszcze powiedzieć...
Ah, no tak. Luke taki słodziak awwh *.*
Zacznę chyba shippować Lunicę (znaczy już shippuję ale shh) xd
No więc tak kociaki.
6 komentarzy = kolejny rozdział (szybciej niż za 10 dni, you know what I mean)
To tyle. Papa kochani ;*

W.

Hejka skarbieczki, ;*
Ja to chyba już zbędna jestem, bo Ver powiedziała wszystko xD
Ale ja również pragnę powitać nową czytelniczkę, która swoim komentarzem nie rozwaliła ;* 
Ponad to zapraszamy do zakładki "Zapytaj Familie" (tak wiem śmieszna nazwa, dziękuję xD)
Gdzie możecie zadawać pytania bohaterom, oraz nam, jeśli takowe macie ;*
Dziękuję również za tyle wyświetleń z rozdziału na rozdział jest ich cooooraz więcej *,* aż jestem w szoku.
To chyba wszystko co miałam powiedzieć, więc do kolejnego :* Buziaki ;*
A.




Ty decydujesz kiedy pojawi się kolejny więc,
Czytasz = skomentuj 
*mina kotka ze shreka*