wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 4.

*Perspektywa Adrianne*

Nerwowo przygryzając wargę szłam za szatynem. Prowadził mnie wzdłuż korytarza, na którego końcu znajdowały się białe, ciemne drzwi, jak wszystkie w tym domu. Chłopak co chwila zerkał na mnie przez ramię, sprawdzając czy aby na pewno podążam za nim. Gdy znaleźliśmy się przy nich, chwycił za klamkę i pchnął je, a ja ujrzałam tam... Niewielką, białą łazienkę, w której zostałam zamknięta z moją siostrą kilka godzin temu przez tego całego Asha. Niepewnie weszłam do pomieszczenia, rozglądając się wokół, jakbym szukała ukrytych kamer czy coś. Cóż, nigdy nic nie wiadomo, zwłaszcza, gdy jest się w domu porywaczy, prawda?
Brunet nakazał mi usiąść na ściance wanny, tak więc zrobiłam. Patrzyłam jak chodzi od jednego końca łazienki, do jej początku, w poszukiwaniu czegoś. Wyciągnął z szafki chusteczki czy gazy, sama nie wiem, spirytus, którego szczerze nienawidziłam oraz bandaż. Mimowolnie skrzywiłam się, patrząc na swoje zakrwawione ramię. To wyglądało na prawdę okropnie, co gorsza ja czułam się coraz słabiej. W wolnym tempie traciłam siły. Chłopak podszedł do mnie, usiadł z lewej strony i delikatnie uniósł moją rękę, na co syknęłam, gdyż ból przeszedł od niej przez całe moje ciało, aż do stóp. Wziął w dłoń biały materiał i zaczął ścierać nim zaschniętą krew, co jakiś czas mocząc go pod strumieniem chłodnej wody, którą wcześniej puścił. Moje ramię było co prawda czyste, ale nie na długo, bo rana wciąż krwawiła i chyba nie zamierzała przestać. Gdy chłopak z precyzją, ostrożnie zawijał moje ramię po odkażeniu go, spojrzałam w jego oczy, które były skupione na mojej przeciętej skórze. 
Kiedy skończył, uniósł głowę, a nasze spojrzenia skrzyżowały się. W tej chwili poczułam dziwne ukłucie w okolicach sercu, choć nie wiem czym było ono spowodowane. Jego usta rozświetlił słaby uśmiech, który posłał w moją stronę.Nie kontrolując siebie, odwzajemniłam go, po czym spuściłam wzrok na białe kafelki, w których mogłam ujrzeć niewyraźne zarysy naszych sylwetek. Widziałam, że wciąż wpatrywał się we mnie w skupieniu. Między nami cały czas trwała cisza, która okropnie mi ciążyła, była toksyczna, a ja nie miałam pojęcia co może się za moment stać, on jest nie przewidywalny. 
Każdy był pogrążony we własnym umyśle, starał się odpowiedzieć na nurtujące go pytania, zamiast po prostu je wypowiedzieć, czekając na odpowiedź drugiej osoby. Postanowiłam ponownie odwrócić głowę w jego stronę, by wyczytać cokolwiek z jego twarzy. Niebieskie oczy uważnie skanowały każdy cal mojej twarzy. Powinnam być przerażona, iż siedzę tu z nim, sam na sam, nie mając pojęcia do czego jest zdolny. Nie wiedziałam co zamierzają nam zrobić i do czego są w stanie się posunąć. Chłopak nadal uważnie obserwował moją twarz, dopóki nie odsunął się ode mnie na większą odległość. 
- Nie przygryzaj wargi - wychrypiał wstając ze ścianki na której nadal siedziałam.
Wypuściłam wargę spomiędzy zębów, śledząc każdy jego ruch. Kierował się do drzwi.
- Uhm, czy mogę zadać ci pytanie?
Chłopak stanął w pół kroku, po czym odwrócił się w moją stronę, unosząc jedną brew. 

- Właśnie je zadałaś.
- Jeszcze dwa? - spojrzałam na niego z wyraźnym grymasem
- Pytaj - westchnął, wzruszając przy tym ramionami
- Jak się nazywasz? - spojrzałam w jego oczy z dołu, pragnąc odpowiedzi na to pytanie.
Brunet przymknął oczy, odchylając głowę w tył, a na jego ustach pojawił się uśmiech. Po chwili spuścił ją w dół, kręcąc w lewo, następnie w prawo, chichocząc pod nosem.
- Louis. Louis Tomlinson.
Louis Tomlinson. Pasowało do niego jak ulał. To on był tym słynnym Tomlinsonem? Jeśli tak, wątpię, że przeżyjemy długo. Najpewniej zabiją nas i wrzucą zwłoki do jeziora...
Mentalnie spoliczkowałam się za tę myśl. Teraz nie mogę się jeszcze bardziej przybijać. Muszę myśleć, że uda nam się uciec.
- Co z nami zrobicie? - to było drugie pytanie, które wydostało się z moich ust, za pomocą drżącego głosu.
Chłopak westchnął ciężko. Uniósł dłoń, wplótł ją w swoje włosy i pociągnął za ich końce, najprawdopodobniej zastanawiając się nad odpowiedzią. Po chwili ciszy przemówił:
- Nie wiem, Adrianne. Po prostu nie wiem. - gdy te słowa opuściły jego usta moje ciało zesztywniało. Nie wie co z nami zrobi. Po co w takim razie to całe przedstawienie, po co opatrzył moją ranę. Po co, nie lepiej byłoby od razu wpakować mi magazynek w głowę?! Boże o czym ja myślę. Ogarnij się Ann. Myśl pozytywnie, może nie wszystko stracone. Jest jeszcze nadzieja. W końcu tylko ona nam pozostała.
- Jaa..K.. Jak to nie wiesz? - zapytałam drżącym ze strachu głosem, próbowałam w jakikolwiek sposób zapanować nad tym, ale nic nie pomagało. Coraz bardziej trzęsłam się z przerażenia.
- Nagle zaczęłaś się bać? - zakpił podchodząc do mnie z powrotem. - A gdzie się podział twój ostry charakterek.? - cwaniacki uśmieszek wkradł się na jego usta na co miałam ochotę zwymiotować. Jak można być tak zmiennym. Raz taki miły, słodki a zaraz chamski i przerażający.
- Nadal tutaj jest - odparłam powoli wpatrując się w jego tęczówki.
- Oh tak? - położył ręce na biodra i parząc na mnie z góry dodał: - No dobra to teraz ty odpowiesz mi na jedno pytanie i oczekuję od ciebie prawdy.
- Jasne bo to działa w drugą stronę - mruknęłam w odpowiedzi. No co nie otrzymałam odpowiedzi na moje pytania, więc on też ich nie dostanie, nie ma tak łatwo.
- Oh, rozumiem, że nie masz zamiaru mi na nie odpowiedzieć? - uniósł jedną brew.
- Skoro ty nie odpowiedziałeś na moje dokładnie...
- Ann, ty chyba na prawdę nie masz pojęcia kim my jesteśmy - prychnął - Nic nie mówią ci nazwiska Tomlinson i Irwin?
Nie mogłam, a raczej nie chciałam przyjmować do wiadomości, że to właśnie TEN Tomlinson stoi kilka metrów przede mną. Że to szef najlepszego, zarazem najgorszego gangu w UK, głowa tej całej 'rodziny', którą stworzył. To było tak surrealistyczne, że największy morderca, prawdopodobnie handlarz dragami i Bóg wie kto jeszcze... Stoi przede mną i rozmawia, jak człowiek z człowiekiem. Przerwałam z nim kontakt wzrokowy na co usłyszałam jego śmiech.
- Tak też myślałem. – mimo, że na niego nie spoglądałam z jego głosu jasno mogłam wyczytać iż patrzy na mnie w znaczną wyższością. Tak jak drapieżnik na swoją ofiarę. Odchrząknęłam prostując się po czym stanęłam z nim twarzą w twarz.
- Nie myśl sobie, że tak nagle mnie przygasiłeś – powiedziałam zgodnie z prawdą, przekręcając w bok głowę, a na mojej twarzy pojawił się sztuczny uśmieszek. To prawda boję się co mogą nam zrobić, ale nagle nie zacznę chodzić i błagać go o życie. Co to, to nie.
- Och, byłbym szczerze zawiedziony, gdyby się tak stało – odparł przybliżając się do mnie bliżej po czym kolejne słowa już wyszeptał mi do ucha. – Lubię charakterne dziewczyny.
Odsunęłam się od niego niemal natychmiast zniesmaczona jego wyznaniem. Otworzyłam szeroko oczy jak i usta nie wiedząc co powiedzieć. Szlak. Gdy mój cięty język jest potrzebny to nigdy go nie ma..Stałam tak dosyć długo wywołując również napad śmiechu u Louisa. Muszę przyznać, że miał całkiem znośny śmiech. Potrząsnęłam głową, wyrywając się z otępienia. Posłałam chłopakowi ostrzegawcze spojrzenie, chcąc żeby przestał się ze mnie nabijać. Niestety moje próby poskutkowały zupełnie na odwrót wywołując jeszcze głośniejszy napad jak zwykłam mówić głupawki. Fuknęłam niezadowolona omijając go po czym skierowałam się w stronę wyjścia. Moim celem było ponowne zobaczenie siostry, gdyż zostawiłam ją na pastwę tamtych chłopaków. Szybkim tempem szłam w drogę powrotną do salonu. Za mną słyszałam kroki, co oznaczało, że Louis idzie za mną, prawdopodobnie wpatrując się w moje pośladki. Dla mnie było to co najmniej niezręczne i niekomfortowe. Gdy udało mi się dojść do wspomnianego pomieszczenia, rozejrzałam się po nim, jednak nie zauważyłam nigdzie Veronici. Mój żołądek niemiłosiernie zacisnął się w strachu.
- G-gdzie ona jest? - wyszeptałam, jakby sama do siebie.
- Irwin ją gdzieś zabrał - odezwał się ciemnowłosy chłopak o azjatyckiej urodzie, który wcześniej nie odezwał się ani słowem.
Zabrał ją gdzieś ten psychopata?! Nie, nie, nie!
- Jak to?! Gdzie ona jest? - wyjąkałam, z otwartymi ustami.
Nikt tym razem mi nie odpowiedział, olali mnie kompletnie. Wplątałam palce we włosy i pociągnęłam za nie, starając się uspokoić urywany oddech oraz niebezpiecznie szybkie bicie serca. Oddychałam coraz szybciej, z sekundy na sekundę z trudem łapiąc powietrze. Cholera jasna. Nie teraz proszę nie w tym momencie. Muszę znaleźć siostrę, a nie użerać się z napadem. Usiadłam trzymając dłoń na piersi zaciskając mocno powieki. Próbowałam złapać więcej powietrza, bądź spowolnić swoje oddechy, ale było za późno na takie metody. Albo zaraz przejdzie, albo zacznę dusić się na oczach gangsterów. Świetnie tylko tego mi teraz brakowało. Poczułam jak materac obok ugina się pod ciężarem czyjegoś ciała, a potem ktoś położył na moim ramieniu dłoń. Otworzyła oczy dalej ciężko dysząc. Z mojej prawej strony usiadł Tomlinson i z przerażeniem w oczach patrzył to na mnie to na moją szybko unoszącą się pierś.
- Ma atak paniki? – usłyszałam gdzieś z boku.
- No jak się nas boi – zakpił inny głos, ale ten już słyszałam jak za mgłą. To nie wróży nic dobrego. Pokręciłam energicznie głową.
- Nie – wysapałam zaraz dławiąc się powietrzem.
- Addie. – Louis złapał mnie za spoczywającą na moim kolanie drugą dłoń, na co nieźle się zdziwiłam. Znowu mu się humor zmienił, jeszcze przed chwilą się ze mnie śmiał. – Co się dzieje?
- Gdzie..- wdech -…. Moja…- kolejny tym razem głębszy. - torba?
- Mike – warknął szatyn na co się wzdrygnęłam, ale nie spuszczał ze mnie wzroku. Zostało mało czasu. – W moim pokoju. Już. – chłopak o czerwonych włosach momentalnie zerwał się z kanapy i w wybiegł z pokoju, nie minęła chwila a wrócił trzymając w ręku mój pokrowiec po aparacie. Czyli jednak nie wywalili ich na śmieci?! Potem nad tym porozmyślam teraz liczy się to aby nie zemdleć lub się nie udusić. Mike wręczył torebkę swojemu liderowi, po czym usiadła na swoje miejsce.
- Środko… kieszen.. – wymówiłam z trudem. Szatyn otworzył pokrowiec a następnie zaczął grzebać po niej w poszukiwaniu nie znanego mu przedmiotu. W końcu wyjął dłoń, a w niej trzymał dwa plastikowe różniące się od siebie obiekty. Jedną z nich był niebieski inhalator, a drugi przezroczysta tubka z płynem i igłą.  Niebieskooki uniósł brew ze zdziwieniem patrząc to na mnie to na to co trzymał. Drżącą ręką chwyciłam za strzykawkę i podwijając sobie bluzkę z impetem nadal ciężko dysząc wcisnęłam igłę w brzuch. Nacisnęłam tłoczek odchylając głowę do tyłu. Odetchnęłam z ulgą nabierając już spokojnie powietrza do swoich płuc. Nie obchodziło mnie jak to musiało wyglądać z ich perspektywy. Niektórzy wzięli by mnie za jakąś narkomankę, ale niestety prawda była o wiele gorsza. Wyciągnęłam przedmiot po czym wrzuciłam go z powrotem na swoje miejsce. Opuściłam bluzkę unikając wzrok chłopaków, a najbardziej niebieskich tęczówek.
- Co to się dzieje? – odezwał się dobrze znany mi głos. Natychmiast podniosłam głowę i spojrzałam na podpartą na ramieniu Irwina brunetkę. Zmarszczyłam brwi zdezorientowana, gdzie oni byli? I czekaj. Spojrzałam na jej udo na którym już nie było chustki, którą tam zawiązałam, lecz spoczywał starannie obwinięty śnieżnobiały bandaż.
- Właściwie to też byśmy chcieli wiedzieć – powiedział Louis, wywiercając w mojej twarzy dziurę.
- Miałam atak – odpowiedziałam siostrze, beznamiętnie.
- Co? – pisnęłam odsuwając się od blondyna i pędem, na tyle ile pozwalała jej zraniona noga popędziłam w moim kierunku. Wzięła moją twarz w obie dłonie i przyjrzała mi się dokładnie.
- Wzięłaś leki, prawda? Co się stało? Co zrobili? - wyszeptała, lustrując moją twarz w każdym calu, jakby próbowała dostrzec coś nadzwyczajnego.
Przytaknęłam lekko, po czym przemówiłam:
- Nic, strasznie się bałam o ciebie.

Dziewczyna usiadła po mojej drugiej stronie i mocno ścisnęła, co odwzajemniłam, nie przejmując się bolącym ramieniem. Spojrzałam na jej policzki, po których powoli ściekały łzy, pomimo zamkniętych oczu. Starłam je kciukiem i mocniej przycisnęłam do swojego ciała. Wiedziałam, że wszyscy nam się przypatrują, ale na prawdę teraz mnie to nie obchodziło. Moja siostra jest cała i tylko to się teraz liczy.
- Możecie nam w końcu wyjaśnić, co się tu dzieje?! Co to za atak? - zbulwersował się oprawca Veronici, którego miałam szczerą ochotę po prostu udusić. Bałam się, że coś jej zrobił, gdy ich nie było. Właściwie to gdzie byli i po co?!
- Ma astmę - odparła brunetka, gdy już otwierałam usta, by coś powiedzieć.
Zdecydowanie się różniłyśmy; ona była spokojna, zdecydowanie bardziej nieśmiała i lękliwa. Za to ja często wybuchałam złością w najbardziej nieodpowiednich do tego sytuacjach, co już można było zauważyć, szczerze nienawidzę tych wszystkich tutaj ludzi i nie boję się im powiedzieć co myślę.
- No to jeszcze bardziej pogarsza całą sytuację - warknął Louis.
- Coś ci zrobił? - szepnęłam do ucha mojej siostry tak, by tylko ona mogła to usłyszeć.
- Jak chcecie coś powiedzieć, to nie krępujcie się, zamiast szeptać między sobą - mruknął znużony blondyn z kolczykiem w wardze.
Dziewczyna natomiast pokręciła głową, dając mi znak, że nic się nie stało, chociaż w głębi duszy wątpiłam w to. Coś na pewno musiało się zdarzyć, przecież wyszła z NIM. Z niezrównoważonym, bipolarnym, zupełnie jak Tomlinson. W jednej chwili miły, a zaraz potem wredny. Jak można z takimi ludźmi żyć?
- Co z nimi zrobimy? - zadał pytanie krótko ostrzyżony brunet o ciemnych oczach, z na prawdę miłym wyrazem twarzy. Nie wydawał mi się człowiekiem, który mógłby kogoś skrzywdzić. Nie to co ten blondyn w lokach czy ten z kolczykiem. Oni byli przerażający.
- Cóż... Nie możemy ich tak po prostu wypuścić, pójdą na psy. Nie wiemy dokładnie kim są, a mogą okazać się przydatne - westchnął niebieskooki, siedzący po mojej prawej.
Czy Louis Tomlinson, TEN Louis Tomlinson, szef najniebezpieczniejszego gangu w kraju powiedział, że ja i moja siostra możemy być mu przydatne?!
Gdy blondyn o orzechowych oczach otwierał usta, żeby coś dopowiedzieć, przeszkodziły mu w tym otwierające się z hukiem drzwi i dziewczęce śmiechy, dochodzące z korytarza, co zdziwiło mnie i to nie mało. Dziewczyny? Tutaj? Głosy stawały się coraz głośniejsze, co oznaczało, że zaraz zobaczymy, kim są ich właścicielki.
Do salonu weszła czwórka roześmianych dziewczyn, prawdopodobnie starszych od nas, aczkolwiek niewiele. Jedna z nich była ładną blondynką o niebieskich oczach i melodyjnym głosem, nie należącym do wysokich. Kolejna to brunetka o ciemnobrązowych oczach, która najszerzej z nich uśmiechała się. Trzecia miała orzechowe włosy, z błękitnymi końcówkami, które na prawdę wyglądały pięknie, jej oczy były równie ładne, jakby miodowe. Zaś ostatnią była czarnowłosa dziewczyna o szarawych oczach i mocno czerwonych ustach, które rzucały się w oczy. Wszystkie były ładne. Czy to są jakieś 'dziewczyny na telefon'? Posłałam siostrze zdziwione lecz zarazem porozumiewawcze spojrzenie, które odwzajemniła. Kim one są. Czy nie wiedzą w jakie bagno się wplątują?! Przeniosłam wzrok z powrotem na czwórkę wchodzących dziewczyn, które gdy tylko nas zauważyły stanęły uważnie nas lustrując. Atmosfera w pokoju stawała się coraz cięższa, prawie że nie do zniesienia.
- Kto to jest? - zapytała jedna z nich kierując się w stronę kanap na przeciwko nas. Gdy do niej dotarła usiadła na kolanach tego mulata po czym mocno i zachłannie wpiła się w jego usta. - Cześć kochanie - uśmiechnęła się szeroko gdy oderwali się od siebie. Spostrzegłam że i jej towarzyszki również ruszyły w głąb salonu. Każda podchodziła do najprawdopodobniej ich chłopaków. Dziewczyna o niebieskich końcówkach usiadła na brunecie o azjatyckiej urodzie, czerwonowłosy obejmował wysoką szatynkę. Muszę przyznać że te trzy pary na prawdę do siebie pasowały. Nie zlokalizowałam tylko jednej, dlatego odwróciłam głowę w lewo, tym samym znajdując nasz zgubę. Dziewczyna z wielkim uśmiechem na ustach obejmowała szatyna w tali siedząc u niego tak jak pozostałe. Ucałowała chłopaka w policzek na co ten w odpowiedzi tylko się wyszczerzył. Ukucie rozniosło się po moim sercu. Czyżbym była zazdrosna?! Nie. Nie nie mogłabym.
- Nie pomyliłaś się czasami? - zapytał ze śmiechem niebieskooki.
- Nie, skądże braciszku. - jej melodyjny śmiech rozniósł się po pokoju.
Co? On jest... To jego siostra?!  Moje usta otworzyły się ze zdziwienia. On na prawdę ma siostrę? Cóż, w takiej sytuacji powinien wiedzieć, co łączy mnie i Veronikę. Na pewno ich więź jest tak silna, jak nasza. To widać. Ale dziwiło mnie to, że nie są do siebie tak bardzo podobni.
- Hej, powiecie nam w końcu kim są te dziewczyny? - dopytała dziewczyna o błękitnych końcówkach, siedząca na kolanach czarnowłosego Azjaty.
Czyli one... To były pewnie ich dziewczyny. Takie na stałe, a nie na jedną noc. Wzięłam głęboki oddech, czując na sobie wzrok całej czwórki, która kilka minut temu weszła do domu.
- Rosie, ciężko to określić. Weszły nam do magazynu, więc... Później ci to wytłumaczę - westchnął Tomlinson
- Porwaliście je?! - pisnęła czarnowłosa, siedząca na nogach Louisa.
- Kate, to nie tak... - zaczął, starając się wytłumaczyć
- Nie tak? Nie tak?! To jak, Louis? Uprowadziliście bezbronne dziewczyny! W dodatku pobiliście! Louis, ja wiem, że jest jak jest, robicie co robicie, ale to jest gruba przesada!
Dalej nie mogłam słuchać jej, mimo wszystko aksamitnego głosu, który był podobny do jego, jednak wyższy. Wszystkie dziewczyny zaczęły awanturę do swoich chłopaków. Czy one nas broniły?
Na to wygląda. Nie powiem, byłam zdumiona. Bo skoro także należą do tego całego gangu, to myślałam, że nie będzie ich to nawet obchodziło, a tym czasem one się awanturują o to, że nas... Uprowadzono, co nadal brzmi okropnie i ciężko mi to przyjąć do wiadomości. Kłótnia stawała się coraz bardziej intensywna. Była ogromnie zdziwiona, że dziewczyny w
takie sposób sprzeciwiają się chłopakom, że się nie boją tego robić. Chociaż, jeśli należały do rodziny to nie miał czego. Westchnęłam ciężko, nadal mój oddech nie był unormowany po napadzie, ale czułam się lepiej. Przeleciałam po sylwetkach każdego w salonie. Wszyscy byli tak pochłonięci sprzeczkami o wartości, że nawet nie zwracali na nas większej uwagi. Nagle do głowy przyszedł mi świetny plan. Jeśli są tak sobą zajęci, nawet nie zorientowaliby się, że uciekłyśmy. Odwróciłam głowę w kierunku wyjścia oceniając nasze szansy. Zważając na okoliczności oraz na to że Nica ma niesprawną nogę dawała nam marne nadzieje na to, że zdążyłybyśmy wybiec. Ale raz kozi śmierć. Najwyżej ją będę niosła. Waży mniej ode mnie, więc z tym nie było najmniejszego problemu. Wróciłam wzrokiem do siostry i lekko pchnęłam ją ramieniem by zwróciła na mnie swoją uwagę, którą teraz skupiała na awanturującą się grupę. Spojrzała na mnie a ja miałam już zamiar powiedzieć jej o moim pomyśle, gdy niespodziewanie koło nas znalazł się Ash. Zmierzył nas uważne wzrokiem po czym chwycił nas za nadgarstki. Pociągnął tak, że byłyśmy zmuszone wstać z wygodnej kanapy. Mentalnie jęknęłam, gdy blondyn całkowicie zniweczył mój plan.
- Idziemy - mruknął
Pociągnął nas w kierunku jednego z korytarzy. Teraz nie mamy szans na ucieczkę. Pomagając mojej siostrze iść, dotarłam z nią do jakichś drzwi, na końcu korytarza. Chłopak pchnął je i dosłownie wciągnął nas do pokoju. Rozejrzałam się wokół; ciemnobordowe ściany, brązowa podłoga, biały dywan, duże łóżko zaścielone czerwoną kołdrą z białymi poduszkami, plazma na ścianie, kolejne białe drzwi. Mniej, więcej tak to wyglądało. Spojrzałam w oczy chłopaka, który ewidentnie był bardziej zainteresowany Nicą, niż mną, co zaczęło mnie wręcz przerażać. Co jeśli jej coś zrobi?
- Po co nas tu przyprowadziłeś? - zapytałam, będąc tego ciekawą.
- Dla bezpieczeństwa - mruknął - Siadajcie.
Wskazał dłonią na łóżko, na którym po chwili razem z moją siostrą siedziałam. Czy wszyscy tutaj są tacy bipolarni?
Chłopak podszedł do ciemnej komody, której nie zauważyłam i zaczął czegoś szperać w najwyższej szufladzie. W końcu wyciągnął poszukiwany przedmiot, którym okazały się być tabletki przeciwbólowe? Serio?! Rzucił nimi w nas następnie zamykając za sobą szufladę.

- Po co nam to? - zapytałam unosząc jedną brew. Chłopak natychmiastowo się do nas odwrócił, przewracając przy tym oczami.

- A po chuja są tabletki?! - wysyczał zirytowany.
- Nie musisz wrzeszczeć - stwierdziłam
- No to na cholerę zadajesz mi takie durne pytania!
Zamiast się uspokajać on tylko bardziej się wściekał.
- Dobra, uspokój się - wymamrotałam.
- Jeszcze, kurwa raz mi powiesz, że mam się uspokoić, to przestrzelę ci łeb! - warknął.
Prychnęłam pod nosem, przewracając oczami,co chyba jeszcze bardziej go rozdrażniło, bo wyjął ze swojej kieszeni spluwę i wymierzył w moją głowę.
Moje usta otworzyły się, a żołądek niemiłosiernie skurczył.
- Ashton! - pisnęła brunetka obok mnie, zwracając tym naszą uwagę. Po jej policzkach ciekły łzy, cała trzęsła się ze strachu.
- Nie rób tego, proszę - wyjąkała, patrząc na niego błagalnie. Chłopak niewzruszony widokiem płaczącej dziewczyny dalej mierzył we mnie spluwą. Przymknęłam oczy czekając na najgorsze. Doskonale wiedziałam, że jest on zdolny do zabicia mnie, z zimną krwią zrobiłby to nawet nie mrugając.
- Skoro nie ona - wypowiedział te słowa, a zaraz po tym usłyszałam donośny huk. Czekałam na ból. Na cokolwiek, ale nic a nic się nie działo. Dopiero wtedy dotarły do mnie wypowiedziane przez niego słowa. Jak poparzona otworzyłam szeroko oczy spoglądając w bok. Veronica siedziała skulona, cała i zdrowa obok mnie. Podążyłam wzrokiem za nią i dostrzegłam tkwiący pocisk w ścianie. Z oszacowania toru lotu kuli wywnioskowałam, że przeleciała ona dosłownie centymetr od głowy brunetki. Z całej siły przyciągnęłam ją do siebie, nie zważając na palący ból w ramieniu. Veronica szlochała w moje ramię, a ja głaskałam jej plecy, uspokajając szeptem.
- Mam nadzieję, że to czegoś was nauczyło.
Nie wiem w jakim celu tak ją straszył. Jest bezduszny, nieobliczalny i po prostu okropny. Nie chciałam, by po raz kolejny wyciągnął broń w naszej obecności. To wszystko jest po prostu chore.
Posłałam mu pełne nienawiści spojrzenie, którym ani trochę się nie przejął, co wywnioskowałam z jego neutralnego wyrazu twarzy. Był pusty. Nie miał ani serca, ani uczuć.
- Wyjaśnijmy sobie coś... W tym domu rządzimy MY, nie wy. Radziłbym się odnosić do nas z szacunkiem, jeśli nie chcesz stracić siostry, a potem życia - warknął, a drobna brunetka, siedząca w moich objęciach zalała się jeszcze gorszym szlochem. To ją zdecydowanie przerasta.
- Jesteś pojebany - syknęłam w jego stronę, kołysząc się razem z siostrą w przód i w tył. Blondyn zaśmiał się tylko kpiąco, podpierając się ręką o komódkę obok której stał. I wy mi jeszcze powiedźcie, że ten debil nie jest bipolarny.
- Ameryki moja droga nie odkryłaś.
__________________________________________________
Hej, hej, hej! (Ja nadal mam wrażenie, że witam tu jedną osobę xd)
No to 4 rozdział, spóźniony, gdyż wczoraj był niesamowity dzień - 17-ste urodziny Ady (aleś ty stara :D) - dlatego właśnie wczoraj balowała i jakoś tak wyszło haha :3
A żeby nie przeciągać to prosimy o komentarze, dziękujemy Karmeelqowi :3 I zapraszamy na kolejny! :D Papa ;*
Wera xo
PS. Mega zdjęcia, nie? *-* Ashiiii <3

Witam misiaczki. ^^
No więc tak to ja przepraszam, za opóźnienie, CAŁĄ winę biorę na siebie, postanowiłam sobie pobalować z przyjaciółmi. (i tak naprawdę czuję się stara przy Tobie sweet 13. :*)
Ale dobra nie wiem czy to czyta tylko i wyłącznie jedna osoba, mam takie wrażenie, znaczy mamy bo Weronika też to zauważyła, nie chcę wyjść na jakąś zołzę czy coś no ale ludziska.
Postanowiłyśmy z Niką zobaczyć ile was jest dlatego:
3 komentarze = następny rozdział 

postaracie się to zrobić? Mamy nadzieję, że tak. ;)
No nic tyle miałam do powiedzenia. Do następnego. Buziaczki ;* A.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Wszystkiego najlepszego!

Dzisiaj jest 6 kwietnia - jeden z najważniejszych dni w roku (zwłaszcza dla mnie), a dokładniej w tym dniu urodziny obchodzi najcudowniejsza, najwspanialsza, najpiękniejsza, najukochańsza, najbardziej zakręcona, najbardziej zajebista i po prostu NAJ dziewczyna i "siostra bliźniaczki" na świecie - moja kochana Adrianna!!

Kociak, widziałam to, co wczoraj dla mnie zrobiłaś i jeszcze raz ogromnie Ci dziękuję, nie wiem co powiedzieć, miałam zaciesz do północy i dłużej <3
No ale przejdźmy do rzeczy...
 Kochanie ty moje, życzę Ci przede wszystkim zdrowia, szczęścia, spełnienia wszystkich marzeń, tych najmniejszych, prawie nic nie znaczących również; kochającego chłopaka, narzeczonego, a później męża; wesołej gromadki dzieci; byś codziennie budziła się z pięknym uśmiechem na twarzy; byś doszukiwała się we wszystkim pozytywów; byś wykorzystywała każdą minutę swojego życia jak najlepiej, by potem niczego nie żałować; byś szalała póki możesz, ale też wiadomo - uczyła się, miała same dobre stopnie, najlepsze osiągnięcia w nauce.
 Nie zapominajmy również o pisaniu; życzę Ci mnóstwa, miliarda świetnych pomysłów, które nie wyjdą z twojej bardzo inteligentnej główki przez dłuuugi czas. Mam nadzieję, że wreszcie znajdziesz w sobie tą odwagę i opublikujesz swoje (fantastyczne) dzieła, nie warto tego chować do szuflady. Masz wielki talent, który koniecznie musisz rozwijać. Trzymam kciuki, wierzę, iż kiedyś wydasz niejedną książkę, która w stu procentach będzie wspaniała.
 Jesteś cudowną, kochaną, pomocną, życzliwą i po prostu niesamowitą osobą. Nigdy nie porównuj się do innych, zawsze bądź sobą, nigdy nie mów nigdy, dąż do wyznaczonego przez siebie celu, nie zważając na przeszkody, bo i tak wszyscy wiemy, że uda Ci się je pokonać, nie ważne jak trudne to będzie.
 Nadal zastanawiam się jak to robisz, że wytrzymałaś ze mną te pięć miesięcy (nie, nie, nie. Nie wierzę, że to tak szybko zleciało, o Boże). Ja również mam nadzieję, iż ta znajomość się szybko nie rozpadnie i wierzę, że kiedyś się spotkamy.
 Pora na podziękowania...
Dziękuję, że codziennie dzięki Tobie budziłam się z pozytywnym nastawieniem do życia, z wielkim uśmiechem na twarzy; że dzięki Tobie o wiele częściej się uśmiecham; dzięki Tobie nie jestem dla siebie taka... krytyczna, jak byłam kiedyś.
Dziękuję Bogu, że mi Cię zesłał, to jest prawie cud.
Kocham Cię całym sercem i w tej chwili - jakkolwiek głupio i niedojrzale to zabrzmi - nie wyobrażam sobie dnia bez rozmowy z tobą.
 A teraz niewielki prezent, który nigdy nie pobije twojego, który dla mnie napisałaś, aczkolwiek mam nadzieję, że wywoła chociaż jeden, maluteńki uśmiech :)

niedziela, 5 kwietnia 2015

Coś specjalnego *-*

Sto lat Weruś. ;*
Jest 5 kwietnia, no więc moje skarby STO LAT, STO LAT, STO LAT NIECH ŻYJE, ŻYJE NAM, skończyłaś te 13 latek i szczerze powiedziawszy wcale tyle nie masz, mentalnie czasami nawet i mnie przerastasz. Pragnę złożyć Ci najserdeczniejsze życzenia z okazji tego święta. Spełnienia najskrytszych marzeń, tych łatwych i tych trudnych do realizacji. Masę wspaniałych przyjaciół, tych prawdziwych oczywiście, z którymi będziesz przechodzić przez życie mając z nimi masę wspomnień, byś była zawsze, ale to zawsze uśmiechnięta, pełna optymizmu i szła tym twoim mottem, pamiętaj normalność jest przereklamowana. Masę godzin fangirlingu, Asha kochana nie będę Ci życzyć, bo już go masz xD (no ale tak już poważnie, to żebyś go spotkała, przytuliła się do niego i powiedziała jak uwielbiasz tego Twojego seksiaka). Chciałabym Ci również życzyć wspaniałych pomysłów, których Ci nie brak, byś tworzyła nadal blogi i może nawet kiedyś w przyszłości wydała książkę (możemy wydać ją razem).  Oczywiście co to za sukces bez wspaniałych czytelników, więc ich również Ci życzę. I jeszcze przy okazji życzeń pragnę Ci podziękować za te pięć miesięcy, które ze mną wytrzymałaś i nie zraziła Cię jakoś specjalnie te cztery lata pomiędzy nami, oraz moje powalenie mózgowe, za to że stałaś się moją siostrą i dzięki tobie wstawałam z uśmiechem w łóżka, mam nadzieję, że się to zbyt szybko nie skończy i będzie to trwało, a nawet się spotkamy. Kocham Cię moja młodsza bliźniaczko ;*

No dobrze a teraz tak jak już mówiłam Ci wcześniej mam przygotowane coś specjalnego, nie jest to przegenialny prezent ale mam nadzieję, że Ci się spodoba, więc oto Twój prezencik z Ashtonicą w roli głównej. ;* #omfg #owww #Ashtonica #I<3ThemSoMuch




Jak co każdy weekend siedziałam wtulona w ciepłe ciało blondyna. Od godziny półleżał na mojej kanapie i opowiadał głupie sytuacje, które nam się  przydarzały, a ja co chwila chowałam twarz w jego bok, wybuchając śmiechem.
- Ashton! Przestań proszę cię! - wydukałam, w jego koszulę. Niech on już przestanie, potwornie bolał mnie brzuch od tego nadmiaru śmiech, a o policzkach to już nie wspomnę.
- O-o. A pamiętasz jak..
- Irwin no.. - jęknęłam przewracając oczami, lecz chłopak zupełnie nie zwracał na mnie uwagi.
- Jak w czwartej klasie podeszłaś do Marcela i powiedziałaś, że jak odda nam kasę, to będziesz jego dziewczyną przez tydzień?!
- Boże, to było takie żenujące. Nie wiem nawet dlaczego to wtedy zrobiłam. - przyznałam śmiejąc się do rozpuchu. To była chyba jedna z naszych pierwszych wspólnych przygód, od której wszystko tak naprawdę się zaczęło. Teraz z biegiem czasu dostrzegłam jaki to był głupi zakład, przepraszam, to nawet nie zaliczało się do zakładów. No ale przechodząc do niego. Clook był naszym klasowym kujonem, dosłownie z wyglądu jak i mentalności. Pewnego dnia tak po prostu Ashton podszedł do mnie ze swoją paczką i rzucił mi wyzwanie, a to że uwielbiam konkurować, cóż nadal uwielbiam przyjmować postrzelone zakłady, zgodziłam się niemal od razu.
Oczywiście odpowiedź Marcela była oczywista, a ja wygrałam zakład, ale niestety musiałam udawać jego dziewczynę, chociaż muszę, przyznać, że pod tymi okularami kryje się niesamowity, czarujący chłopak. Po tym incydencie praktycznie wszystko się zaczęło. Irwin i jego paczka coraz częściej kręciła się przy mnie, a ja koło nich i tak zostaliśmy przyjaciółmi, cóż do tej pory dziękuję, że wtedy Marcuś przystał na moją propozycję, dając mi tym samym wygrać zakład oraz zyskać prawdziwych przyjaciół. Kolejne lata mijały nam na realizowani wspólnie szalonych czasami nawet i głupich pomysłów. Naprawdę nie mam pojęcia jak wytrzymałam z nimi aż tyle lat. Pamiętam jakby to było wczoraj moje trzynaste urodziny, chłopcy wpadli na idiotyczny pomysł, żeby zagrać na instrumentach, dobrze wiedziałam, że nie potrafią grać na żadnym z
nich, a co dopiero śpiewać. Po prostu się o tym nie mówiło. Jak tylko weszli na mini scenę, krzyknęłam, że on się tylko zgrywają i ich nie znam. Cóż moja mina była wtedy bezcenna gdy tylko zaczęli grać, grać fenomenalnie, aż z wrażenia zbierałam szczękę. Dosłownie potrzebowałam szczotki i szufelki. Był to pierwszy, ale oczywiście nie ostatni raz kiedy usłyszałam ich wykon. Tuż po przyjęciu postanowili założyć zespół co uważałam za najgenialniejszy pomysł na jaki ta banda moich idiotów mogła wpaść.
- Ale od tego wszystko się zaczęło. - z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos tuż obok. Uniosłam powoli głowę napotykając najpiękniejszy widok na ziemi. Piękny powalający szeroki uśmiech, słodkie dołeczki tkwiące w policzkach i równie przepiękne orzechowe tęczówki. Ten cudowny widok za każdym razem odbiera mi dech w piersi mimo iż znam go już tak długo. Odwzajemniłam uśmiech składając niewinnego całusa na jego policzku, ten natomiast ułożył duże ciepłe dłonie na mojej twarzy i patrząc w moje zielone tęczówki wpił się w moje usta. Na początku pocałunek był słodki i leniwy, a z chwilą gdy go pogłębiłam, nasze wargi spotykały się w coraz to zachłanniejszych pocałunkach.

Jego malinowe usta smakowały jak zawsze gumą miętową, którą zwykł zawsze rzuć, co czasami było irytujące. Chłopak przygryzł moją dolną wargę ciągnąc za nią, wywołując u mnie przyjemne dreszcze pożądania, przechodzące wzdłuż kręgosłupa oraz cichy pomruk zadowolenia, który wydobył się z mojego gardła. Uniosłam się z kanapy siadając na nim okrakiem nie odrywając się od niego nawet na sekundę. Ash momentalnie umieścił dłonie na moich biodrach, ja natomiast wtopiłam palce w jego miękkie blond loki. Pociągnęłam za nie lekko, a z ust chłopaka wydobył się jęk na który liczyłam. uśmiechnęłam się podczas pocałunku, na co chłopak zrobił to samo. Oderwał się ode mnie, nie mogąc złapać tchu, to samo mogłam powiedzieć o sobie. Czułam się jakbym przebiegła maraton, albo przepłynęła Atlantyk, dosłownie. Blondyn wpatrywał się we mnie ciężko dysząc przygryzając przy tym dolną wargę. Wyglądał cudownie uroczo w takim wydaniu, potargane loczki, roześmiane oczęta.. Och co ja bredzę, on zawsze wygląda uroczo i gorąco jednocześnie. Poczułam jak jego dłoń sunie w górę, powoli zmysłowo. Boże bo zaraz się zapale. Mój oddech zamiast wracać do normy stawał się coraz płytszy, co tylko usatysfakcjonowało blondyna. Jego opuszki muskały mojej skóry na szyj brnąc cały czas w górę. Dotarł palcami do wargi, którą nieświadomie trzymałam pomiędzy zębami. Naparł na nią kciukiem uwalniając ją z potrzasku następnie umiejscowiwszy dłoń na mym policzku wyszeptał dwa najpiękniejsze słowa jakie kiedykolwiek ktokolwiek mógł usłyszeć od osoby którą się prawdziwie całym sercem kocha, wypowiedział je cicho tak bym mogła to usłyszeć, jakby były to najintymniejsze słowa na świecie, przeznaczone tylko dla nas. Pomimo iż słyszałam je tyle razy do moich oczu naleciały łzy wzruszenia.
- Kocham cię - odpowiedziałam równie cicho z jeszcze większym uczuciem. Wzrok zaczął mi się kompletnie zamazywać na wskutek łez. Zaczęłam nadmiernie mrugać uwalniając je na powierzchnię. Wtuliłam policzek w jego ciepłą dłoń ciągle wpatrując się w jego orzechowe emitujące miłością tęczówki. Otarł stróżki cieczy, ale one nadal nie przestały płynąć. Czasami nienawidzę swojej wrażliwości, jest taka do dupy. Chociaż to lepsze niż nie czuć zupełnie nic. Zarzuciłam ręce na jego ramiona splatając dłonie z tyłu szyj, a palcami bawiłam się loczkami na jego karku. Ucałowałam jego pełne usta, po czym po prostu wtuliłam twarz w zagłębienie między szyją a barkiem blondyna. Zaciągnęłam się jego zapachem, na który składały się mocne charakterystyczne perfumy pomieszane z wonią mięty i migdałów. Mój ulubiony zapach. Ashton delikatnie objął mnie ramionami jedną ręką głaszcząc moje plecy a drugą najzwyczajniej w świecie kreślił nieznane mi wzory na dole moich pleców. Trwaliśmy tak sporo czasu wsłuchując się w bicia naszych serc, będąc pogrążonymi w naszych myślach. Wróciłam pamięcią do kluczowego momentu, w którym zrozumiałam iż to ten jedyny. Dokładnie dwa lata temu podczas jednego z mini koncertów, jakie dawali chłopcy w małej kafejce w naszym miasteczku, grupka dziewczyn stojąca koło mnie zaczęła w dość cóż można to tak określić dość wygórowany sposób wielbić każdego z osobna. Wtedy, a może i długo przed tym zaczęłam patrzeć na niego zupełnie inaczej, a może to było jak lodowaty kubeł na moje ukryte głęboko uczucie?! Sama nie wiem, ale tego dnia zrozumiałam, że darzę go o wiele większym uczuciem niż tylko przyjacielską miłością, oczywiście nie mogło to się od razu skończyć happy endem no bo jakże by inaczej. Nie mówiłam mu o swoich uczuciach wobec niego, z jednego najważniejszego powodu. Nie chciałam naszczyć naszej przyjaźni, bo ona była najważniejsza, dla niej mogłam cierpieć katusze. Wolałam mieć go w ten sposób niż nie mieć go wcale. Cóż nie było mi co prawda łatwo. Tłumy dziewczyn ustawiały się do niego w kolejce, chcąc z nim być. Bolało, nie powiem, gdy na bal jesienny zaprosił największego plastika w szkole. Co on w niej widział? Cóż dopiero potem dowiedziałam się czemu to uczynił. Przepłakałam wtedy noce, zarywałam je nie mogąc zmrużyć oczu. Bywało tak, że zostawała ze mną Addie, czasami ze mną rozmawiając, czasami po prostu milcząc, dając mi swobodę na wylanie na powierzchnię ran pozostawionych po blondynie. Do dzisiaj dziękuję, że mam tak wspaniałą siostrę. Chłopcy w jakiś sposób próbowali dojść do mnie, pytając co się dzieje, będąc całkowicie szczera próbowałam ich unikać, przestałam przesiadywać z nimi w stołówce przesiadając się z Ann do kumpli jej chłopaka. Unikałam ich jak ognia, nawet nie pojawiłam się na balu nie chcąc widzieć zakochanej parki. Całą imprezę przesiedziałam w pokoju oglądając film, który zawsze poprawiał mi humor. Szybcy i wściekli była to seria, neutralna oraz spektakularna wszech czasów. Niestety na nic były starania filmu, bo i tak zbyt wiele wspomnień wywoływał w mojej głowie. Skulona więc wpatrywałam się w ekran dopóki ktoś nie wszedł do mojego pokoju.
- Ann, mówiłam, że masz się mną nie przejmować. Nic mi nie jest. - zapewniłam, chcąc poniekąd w to wierzyć. Nie patrząc nawet w tamtą stronę dalej tkwiłam w tej samej pozycji.
- Z tego co wiem to nie mam piersi i nie mam na imię Adrianne. - odezwał się głos, a ja momentalnie zastygłam. To nie możliwe, przecież bal zaczynał się lada moment co on tutaj wyprawia? Czy to był tylko wymysł mojej wyobraźni?! Przeniosłam wzrok ku drzwiom, o które stał oparty barkiem blondyn. Automatycznie przygryzłam wargę na ten widok. Idealnie skrojony czarny garnitur, włosy pozostawione w nieładzie, co dodawało mu jeszcze więcej seksapilu. Ponad to perfekcyjne usta uformowane w ten charakterystyczny pół uśmiech. Cóż byłam zarówno zdziwiona jak i zachwycona jego obecnością. Tylko pytanie czego tu szuka?
- Co ty tu robisz? - mój łamliwy ochrypnięty głos odbił się echem od ścian mojego dość dużego pokoju.
- Myślałaś, że pozwolę ci opuścić bal? - stawiał powoli kroki w moim kierunku, z racji, że panował pół mrok, chłopak nie mógł widzieć zaczerwienionych, na pewno opuchniętych oczu do łez. Nawet gdyby je widział, bym ich nie zakrywała, były one spowodowane nim, więc teraz niech podziwia swoje dzieło i tak już gorzej być nie może. Irwin stanął dokładnie na przeciwko mnie uważnie lustrując moją twarz. Jego cwany uśmieszek nagle zniknął gdy dostrzegł mokre dróżki nam moich policzkach.
- Veronica? Co się dzieję? - tym pytaniem wywołał u mnie nagłą nienawiść do niego. Przetarłam szybkim chaotycznym ruchem policzki prostując plecy, które wcześniej tworzyły swego rodzaju łuk.
- Gdzie zgubiłeś swoją księżniczkę?! - jadowite pytanie wypłynęło z moich ust nawet nie wiem kiedy. Blondyn przysiadł na skraju łóżka nadal mnie obserwując, lecz nic a nic nie odpowiedział. Ta cisza była męcząca, patrząc tak na niego robiło mi się coraz słabiej i serce rozrywało mi się na strzępy. Miałam przed oczami najpiękniejszy skarb na ziemi, i bolało mnie że nigdy nie będzie on mój. Poczułam ucisk w gardle, nie chciałam się rozpłakać. Nie mogłam sobie pozwolić na taką słabość, nie przy nim.
- Vero...
- Przestań. Proszę. - szepnęłam patrząc na swoje dłonie.
- Nie. Nie mogę. - powiedział jakby zrezygnowany, od razu przeniosłam na niego z powrotem wzrok.
- Co ty bredzisz? Idź lepiej na bal. Nie każ jej czekać.
- Przestań! To ty przestań! - podniósł głos co przyznam było nowością, gdyż on nigdy nie krzyczał niezależnie od tego jak źle było. Przyjrzałam się dokładniej jego twarzy i mogłam śmiało stwierdzić, że płakał. - Mam dość życia w chorej niewiedzy! Co takiego zrobiłem? Czemu próbujesz mnie unikać?
- Nie próbuję. - szepnęłam. Nie chciałam go okłamywać, nie było to nawet w moich zamiarach. Chłopak złapał moją dłoń ściskając mocno, jakby chciał się upewnić, że tu jestem.
- Proszę, nie okłamuj mnie. - kręcił głową, a jego załamany głos brzmiał żałośnie, przez co bolesny ucisk w moim sercu nasilił się. - Czemu?
- Ashton. - szepnęłam czule obejmując jego dłoń. Nie miałam pojęcia co mogę mu powiedzieć, widząc go w takim stanie, serce mi krwawiło i miałam ogromne wyrzuty sumienia, za to że go unikałam  karząc  tak naprawdę, za uczucie którego nie odwzajemnia zadając mu tym nieświadomie ból.
- Co takiego zrobiłem -wydukał tak cicho że ledwie go dosłyszałam.
- To nie twoja wina... - zaczęła, lecz nie dał mi dokończyć.
- Najwidoczniej moja skoro mnie unikasz. To boli wiesz?
- Ashton. Proszę cię. Kocham cię, w moim zamiarze nie było cię…
- Nie Veronica! Kocham cię! Rozumiesz?! I może w tym momencie wygłupiam, ale musiałem ci to powiedzieć zanim będzie za późno...  - mówił, tak jakby nie dosłyszał mojego wyznania, ale nie minęła chwila i jakby to do niego dotarło otworzył zdziwiony usta. - ŻE? CO?
Cóż takie same myśli miałam ja w tym momencie. Moje usta utworzyły literę o, okey to już jest jakiś pieprzony sen, albo moje urojone marzenia. Zaczęłam się śmieć wprawiają blondyna w zakłopotanie.
- Żartujesz prawda? Musisz żartować. – ściszyłam znacznie głos niemal że do szeptu. Ashton ułożył swoje duże dłonie na moich policzkach, każąc mi na siebie spojrzeć.
- Nie, jestem w stu procentach szczery, pytanie czy ty nie żartujesz? – na jego słowa pokręciłam głową.
- Kocham cię. – powtórzyłam szeptem, zamykając jak najmocniej powieki. Serce biło mi niemiłosiernie, a oddech był płytki i nierównomierny. Jego kciuki zataczały kółeczka na mojej skórze.
- Spójrz na mnie. – poczułam jak zmienia swoją pozycje po czym usadawia mnie na swoich kolanach. Niepewnie uchyliłam powieki by na niego zerknąć. To co ujrzałam jak najbardziej podziałało na mnie zbyt intensywnie. Jego tęczówki były wpatrzone we nie, a z nich dało się wyczytać iskierki radości. Kącik moich ust uniósł się ku górze tak samo jak chłopaka. Nadal głaszcząc mnie po policzku zbliżył się ku mnie, przykładając jego nos do mojego, na co wstrzymałam oddech. Nasze usta dzieliło zaledwie parę centymetrów, był tak blisko, że mogłam poczuć jego ciepły oddech. Zaczerpnęliśmy w tym samym momencie łapczywie powietrza po czym z impetem wpiliśmy się w swoje wargi w miękkim zachłannym pocałunku, na który cóż, czekałam zbyt długo. Od tego momentu między nami zaistniała ta więź i staliśmy się parą. Jak w jakimś zakichanym filmie romantycznym, które uwielbia moja siostrzyczka, ale cóż, nie mogłam na to narzekać, wręcz przeciwnie dziękowałam losowi za taki dar.
Z moich myśli wyrwało mnie nagłe szarpnięcie przez co upadłam z impetem na podłogę, wywołując tym niesamowity huk.
- Ała. Odbiło ci? – zapytałam się unosząc na łokciach. Spojrzałam na mojego chłopaka, który stał na równych nogach zawiązując sobie w tym momencie bandamę na jego rozczochranych przeze mnie blond lokach.
- Przepraszam kochanie. Muszę lecieć już jestem spóźniony. - pomaszerował na korytarz zakładając swoje czarne conversy.
- Co? Jak to? Przecież próby dzisiaj nie macie. – fuknęłam nadal siedząc na podłodze.
- Nie było w planach, ale w jednak jest.
- Tak jasne pewnie idziesz mnie zdradzić. – zaszydziłam przez co zaraz oberwałam pałeczkami od perkusji. Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. – Ała.
- Nigdy mi tak nie mów. – pogroził mi palcem. – Widzimy się na koncercie paa.
- Czy my nie możemy się, żegnać jak normalna para? – zapytałam sama siebie, myśląc iż mnie już nie usłyszy.
- Bo my nie jesteśmy normalni skarbie. – powiedział z korytarza na co się zaśmiałam. Usłyszałam jak otwiera drzwi i w tym momencie uzmysłowiłam sobie, że nadal mam jego szczęśliwe kijki.
- Ash! A pałeczki? – krzyknęłam na tyle głośnie by mnie usłyszał.
- Oddasz mi je przed koncertem. – odkrzyknął i tyle go już widziałam czy słyszałam. Westchnęłam ciężko opadając plecami na dywan. Czasami mam z nim istną karuzele. Przymknęłam oczy na moment, ale moją błogą chwile przerwał mi trzask drzwi, a następnie śmiechy. Uchyliłam nieco powieki, a moim oczom ukazały się roześmiane buzie mojej siostry i jej chłopaka, kierujących się na górę po schodach.
- Tylko się zabezpieczcie. – rzuciłam ze śmiechem. Brunetka zatrzymała się na stopniu i spojrzała na mnie z rozbawieniem. Natomiast stojący obok niej chłopak uśmiechną się do mnie łobuzersko.
- Cześć Ver.
- Witaj Lou. – skinęłam głową uśmiechając się do niego. Louis był wspaniałym chłopakiem i Ann ma wielkie szczęście, że ktoś taki jak on pojawił się w jej życiu. Naprawdę do siebie pasowali i wyglądali ze sobą słodko.
- Słyszałeś ją? Starszych będzie pouczać. – fuknęła, klepiąc chłopaka po ramieniu.
- Dobra. – wzruszyłam rękoma. – To przynajmniej bądźcie cicho.
- Dobrze mamo. – wystawiła mi język, a za chwile pisnęła zostając przerzucona przez ramię niebieskookiego. – Loueh skarbie puść mnie natychmiast. – słyszałam jeszcze jej krzyki gdy znikali na górze, zaśmiałam się na ten widok. Czasami zachowywali się gorzej niż ja i Ash. A są od nas sporo starsi.
Spojrzałam na zegarek wiszący w kuchni i stwierdziłam, że nie pozostało mi zbyt wiele czasu, zważywszy, że koncert zaczynał się za niecałe trzy godziny. Udałam się na górę z zamiarem ogarnięcia się. Po długim prysznicu, wyszłam z łazienki owinięta puchowym ręcznikiem poczłapałam do swojego pokoju. Stając przed zawartością mojej szafy dokładnie ją przeanalizowałam,  wybór nie był jednak taki łatwy, gdyż nie miałam zielonego pojęcia co powinnam na siebie włożyć, ale końcu zdecydowałam się na jeansowe spodenki, bokserkę z czarnym kolorze i na to skurzaną kurtkę. Na nogi założyłam granatowe conversy i zabierając jeszcze swój telefon zeszłam na dół, gdzie już czekała na mnie Louis i Addie. Przejechałam wzrokiem wzdłuż jej sylwetki, dostrzegłam, że zmieniła ubrania, a miała na sobie  swoje ciemne jeansowe spodenki, jej ulubiony kwiaciasty bartel i na to białą narzutkę z frędzelkami, a na nogach standardowo czarne trampki.
- Co wy robicie? – zapytałam zdziwiona.
- Jak to co idziemy na koncert twoich kumpli i chłopaka. – uśmiechnęła się szeroko, na co wzruszyłam jednie ramionami, nie zawsze chodziła na ich koncerty, a jak już się pojawiała to raz na ruski rok. Gdy miałam już wychodzić przypomniałam sobie o najważniejszym, mianowicie o pałeczkach, które nadal leżały na dywanie w salonie, pochwyciłam je wkładając je do tylniej kieszeni spodenek, po czym we trójkę opuściliśmy dom. Droga do starych kompleksów budowlanych nie trwała zbyt długo, a gdy już tak dotarliśmy, dało się słyszeć głośnie dźwięki muzyki i krzyki ludzi dochodzące ze środka. Wolnym krokiem skierowałam się do drzwi, którymi wchodził personel i ekipa która zawsze występowała. Bez większych problemów wślizgnęłam się do środka wpadając przy tym na roześmianego czerwonowłosego. Mikey stał szczerząc się do mnie jak głupi do sera, ale muszę przyznać, że uroczo wyglądał w tych dziwnych włosach. Pamiętam jak przyszedł od razu po przefarbowaniu ich, kiedy go zobaczyłam zaczęłam się paniczne śmiać, co trochę uraziło chłopaka, ale jak zawsze, nie obrażał się na mnie choćby pięciu minut.
- Nica! – wykrzyczał podbiegając do mnie zaraz zamykając w ż
elaznym uścisku.
- Mike dusisz głąbie. – klepnęłam go w ramię by mnie puścił, serio ten to ma parę w łapie, jak chwyci to potrafi udusić. Chłopak odsunął się ode mnie po czym nadal się uśmiechając chwycił mnie za nadgarstek, prowadząc huk wie dokąd. – Dokąd ty mnie znowu wleczesz? – zapytałam lecz oczywiście nie uzyskałam jasnej odpowiedzi, tylko jakiś pomruk, który brzmiał jak „ucisz się, zaraz zobaczysz”, więc tak też i zrobiłam, cierpliwie czekałam aż dojdziemy do naszego celu. Nagle nie zauważywszy, że chłopak stanął wpadłam na jego plecy cicho jęcząc, ja pierniczę co za głupek, nie mógł mnie uprzedzić czy jak. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć czy zrobić, kudłaty zniknął mi z oczu, a przede mną stanął mój seksowny perkusista. Zostałam raptownie przyciągnięta i zachłannie pocałowana, na co zamruczałam, no takie przywitania ja mogę mieć. Kiedy zabrakło nam już tchu oderwaliśmy się od siebie.
- Tu jest coś twojego. – powiedziałam wyciągając jego własność ze spodenek wręczając mu ją.  Przejął pałeczki całując mnie przelotnie w nosek na co zachichotałam, on jest taki czuły i słodki, dziwiłam się, że w ogóle tacy chłopcy jeszcze istnieją.
- Dziękuję. – uśmiechnął się szeroko ukazując rząd białych idealnych ząbków.
- No dobra to ja lecę na widownie daj czadu skarbie. – po raz ostatni go pocałowałam po czym udałam się na swoje stałe miejsce tuż pod sceną. Tłum stojący za mną zaczął piszczeć i krzyczeć gdy chłopcy weszli na scenę podchodząc każdy do swojego instrumentu.
- Witajcie, jesteśmy 5 Seconds of summer i zamierzamy dzisiaj dać dla was czadu. – wykrzyczał do mikrofonu Luke uśmiechając się przy tym, rozpoczynając tym samym wspaniały koncert. Wygrywali ich autorskie piosenki z ich płyty, którą udało im się wydać. Byłam z nich tak dumna, kiedy mi to oznajmili. Kolejne grane piosenki mijały a ja śpiewałam tańcząc razem z nimi. W pewnym momencie, Ashton wstał od perkusji odnajdując mnie wzrokiem, odebrał mikrofon do szczerzącego się Caluma. Okey co jest do cholery grane, przecież nigdy Ash nie opuszczał swoich bębnów. Posłałam mu zdezorientowane spojrzenie, które zignorował i biorąc głęboki wdech przyłożył urządzenie do ust.
- Przepraszam, że przerywam wam koncert, ale jest coś co muszę powiedzieć, osobie tu przebywającej. Veronica kochanie chodź tu do nas. – zachęcił mnie machnięciem ręki. Co on kombinuje proszę ja was. Pokręciłam przecząco głową, nie wejdę tam, wie jak bardzo nie lubię stawać przed ludźmi, to mnie krępuje. – No dolej skarbie. Bo tam po ciebie zejdę. – wahałam się przez sekundę, ale nadal nie mogłam tego zrobić, choć bym bardzo chciała moje stopy przykleiły się do podłoża uniemożliwiając mi ruchy. Tłum zaczął krzyczeć zachęcająco moje imię, ale to ręka mojej kochanej siostrzyczki pchnęłam mnie na scenę, jeszcze jej się za to odpłacę pewnego dnia. Niepewnie stanęłam przed blondynem, który pochwycił moją dłoń, patrząc mi przy tym głęboko w oczy. – Wielkie brawa dla mojej księżniczki. – przerwał gdyż po sali rozniósł się gromki aplauz, w tym czasie przygryzł wargę, lustrując mnie wzrokiem przepełnionym miłością, wywołując u mnie przelot miliona motyli, które o mało nie rozerwały mi żołądka. Gdy tylko hałas ucichł zaczął mówić dalej: - Veronico, jesteś moim słońcem, moją radością i te lata utwierdziły mnie w tym jak bardzo jestem w tobie zakochany, gdy cię nie ma obok zastanawiam się co robisz, czy o mnie myślisz. Nie mogę spać, gdy nie jesteś obok mnie na drugiej połówce łóżka. Kocham budzić się z tobą, dzielić każdy skrawek mojego życie, cieszyć się oraz płakać z tobą. Inni nie mogą żyć bez oddychania, cóż dla mnie to ty jesteś niezbędnikiem dla mojego istnienia i wiem, że pragnę przeżyć z tobą resztki swoich dni – wypowiedział to powoli klękając nadal nie spuszczając z mnie wzroku, potarł kciukiem moje knykcie, jakby chciał dodać mi otuchy, ale wiedziała, że to on jej teraz potrzebował bardziej. Wstrzymałam oddech wiedząc co teraz nastąpi. - dlatego czy uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem we wszechświecie i zostaniesz moją żoną? - gdy wymówił te słowa zakryłam dłonią usta, cholera, cholera, cholera! Czy on właśnie? Tak przed  wszystkimi tu? Mi, że właśnie mi? O MY FUCKING GOD. On mi się oświadczył. Oczy zaszły mi łzami i wiedziałam, że to już nie uchronne, zaraz się rozbeczę, na oczach wszystkich, och walić wszystkich, na oczach tego jedynego. Skinęłam lekko głową na tak. Chłopak wsunął mi pierścionek na palec po czym poderwał się na równe nogi porywając mnie w swoje ramiona i obracając się  ze mną wokół własnej osi. 


Oplotłam jego szyję rękoma by nie spaść śmiejąc się przy tym. W końcu się zatrzymał i wpił z taką zachłannością w moje wargi, że zabrakło mi tchu. Dopiero gdy się od siebie oderwaliśmy do moich uszu doszły gwizdy i oklaski z widowni ale też i chłopcy na scenie nie oszczędzali się. Przywarłam czołem do czoła blondyna i tak bezkarnie wpatrywaliśmy się w swoje tęczówki, które Ann uwielbia nazywać „zwierciadłami duszy”, cóż miała w tym wiele racji, zawsze mogłam wyczytać z nich naprawdę dużo, tak jakbym dryfowała w jego głębi. To był najwspanialszy dzień w moim życiu i choć czasami inni nie pochwalali tego, że się zgodziłam, mówią że mnie nie
rozumieją, pytają, skąd mogę wiedzieć, że dobrze postąpiłam skoro mam dopiero osiemnaście lat, jestem za młoda by wiedzieć co oznacza na zawsze, no ale cóż,
czuję to, że ten cudowny blondynek będący moim przyjacielem jest teraz całym moim światem, a nawet wszechświatem i nic, zupełnie nic poza nim nie istnieje. Kocham go całą sobą i wiem, że on mnie również. 




Jeszcze raz skarbie życzę Ci wszystkiego co najlepsze Twoja Addie ;*

piątek, 3 kwietnia 2015

Wielkanoc!

Hej misiaczki!
Z tej wyjątkowej okazji - świąt Wielkanocnych - chcemy życzyć wam wesołego jajka :D
Kochani, życzymy spełnienia marzeń, radosnych świąt, mokrego śmingusa, miłej atmosfery przy stole rodzinnym, złapania bogatego zająca, by wam przyniusł wymarzone prezenty, byście spotkali swoich idoli i czego tylko sobie wymarzycie! :D
Razem z całą 'ekipą' Show Me Reality, czyli Adrianne, Ashem, Lou, Veronicą i innymi (super)bohaterami, przesyłamy całusy razem z kubłem wody <3
Kochamy was :*
W&A xo









środa, 1 kwietnia 2015

Rozdział 3.

*Perspektywa Veronici*

Stłumiony pisk wydostał się z moich ust, gdy usłyszałam głośny huk. Przeraźliwy ból przeszywał moją nogę, lecz nie zważałam na to. Otworzyłam szeroko oczy, jedynie po to by ujrzeć w drzwiach wysokiego chłopaka z ciemnymi blond lokami na głowie. Po chwili przypomniałam sobie wszystko. To on mi to zrobił. On wbił mi nóż w udo i pozostawił na podłodze, bym się wykrwawiła. Nie znam go, a już mogę powiedzieć, że nienawidzę z całego serca.
Spojrzałam w jego oczy ze strachem i obrzydzeniem.
Blondyn wolnym krokiem ruszył w naszą stronę, bo ja wciąż znajdowałam się w ramionach mojej śpiącej siostry. Szturchnęłam ją mocno w żebro, by się obudziła, gdyż zaraz mogło stać się coś złego, a nawet tragicznego.
Ta po zderzeniu z moim łokciem natychmiast, jak poparzona otworzyła oczy. Oceniła całą sytuację i w mgnieniu oka zerwała się na równe nogi stając dokładnie przede mną, tym samym zasłaniając moją osobę. Kędzierzawy zmierzył uważnie twarz Ann, po czym stanął przed nią. Niemal stykali się klatkami piersiowymi. Z tą tylko różnicą, że chłopak oddychał miarowo i spokojnie. Natomiast  oddech Adrianne był przyśpieszony, urywany, a pierś opadała i unosiła się w niebezpiecznie szybkim tempie. Przełknęłam gulę zalegającą w moim gardle, dalej z przerażeniem obserwując tą dwójkę.
- Odsuń się - wychrypiał chłopak beznamiętnym tonem, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Nie, nie odsunę - warknęła moja siostra.
Ze strachu przed tym, co ten psychol może jej zrobić, chwyciłam ją za kostkę, bo jedynie to mogłam uczynić. Dziewczyna powoli przeniosła na mnie wzrok. Spojrzałam w jej oczy i przytaknęłam uspokajająco. Brunetka rozszerzyła oczy, nie wierząc, że 'jest okey'. Nie. To wcale nie było okey, to było przerażające, chore i nienormalne. To nie było ani trochę okey.
Pociągnęłam ją za nogę, a dziewczyna z bólem serca, mozolnie odsunęła się, lecz nie daleko. Stała obok mnie. Uniosłam głowę, by spojrzeć na twarz blondyna. Jego wzrok był obojętny, a mój zapewne... Niewinny, choć nie wiem dlaczego właśnie w ten sposób na niego patrzyłam.
Podszedł do mnie, a gdy stanął nade mną podniósł rękę. Z przerażenia zamknęłam oczy czekając aż mnie uderzy, ale nic takiego nie miało miejsca. Zdziwiona uchyliłam jedno oko zerkając na chłopaka, który... miał w oczach ból. Nie no chyba mi się zdawało, bo tak szybko, jak się pojawił, tak zniknął i znowu jego twarz przybrała neutralny wyraz. Nadal stał tam, z wyciągniętą dłonią w moją stronę. Kątem oka spojrzałam na Ann, która przypatrywała nam się ze strachem wypisanym na twarzy.
Niepewnie wyciągnęłam swoją rękę i umiejscowiłam ją w na prawdę dużej dłoni blondyna. Jednym, płynnym ruchem uniósł mnie do pionu, chcąc postawić. Syknęłam, gdy niemiłosierny ból po raz kolejny sparaliżował moją nogę. Adrianne momentalnie doskoczyła do mnie i wzięła pod ramię. Zwróciłam głowę w jej stronę i podziękowałam uśmiechem. Chłopak puścił moją dłoń, po czym wyszedł z pomieszczenia, kiwając do nas głową, byśmy podążały za nim.
Idąc, a raczej skacząc na jednej nodze, która nie została zraniona, przyglądałam się korytarzowi, przez który przechodziłyśmy. Ściany były kremowe, natomiast podłoga ciemnobrązowa. Wreszcie udało nam się dotrzeć do sporych rozmiarów pokoju, który jak sądzę był salonem. Plazma wisiała na jednej ze ścian, zaś na drugiej dostrzegłam tarczę z wbitymi do niej lotkami i... Stół do bilarda?
Dwie czerwone kanapy znajdowały się na środku, tworząc coś w rodzaju okręgu wokół szklanego stołu. Tutaj ściany były bordowe, a podłoga była z ciemnego drewna, jak w korytarzu na piętrze. Lecz to wszystko było nieistotne...
To, co rzuciło mi się w oczy to grupka chłopaków, siedząca na kanapach.
Wsparta na ramieniu siostry pokuśtykałam na miejsce, na którym kazał nam usiąść jeden z nich, a mianowicie brunet o niebieskich tęczówkach. Zgaduje, że był przywódcą tej całej sekty. Skarciłam się za takie myśli i dalej skakałam do kanapy. Musiało to mega komicznie wyglądać. No bo dwie drobne brunetki, no dobra Ann była w połowie farbowaną blondyną, ale kto by na to w tym momencie zwracał uwagę. Wracając, dwie dziewczyny, jedna z nich podskakiwała jak debilka wspierana przez drugą, która oberwała w twarz. Zgadywałam po tym, iż na jej policzku widniał dość spory ślad. Ciekawe który to zrobił, ale chyba znam doskonale odpowiedź na to pytanie. Gdy dotarłyśmy do sofy Addie pomogła mi usiąść, co i tak nie zmniejszyło bólu oraz dyskomfortu podczas tej czynności. Syknęłam, zwracając tym uwagę mojej nadopiekuńczej siostry. Spojrzała na mnie z góry skanując moją wykrzywioną w grymas twarz. Skinęłam jej na znak, że nic mi nie jest, uhm... no prawie. Zerknęła na mnie jeszcze raz niepewnie, po czym zajęła miejsce obok mnie.
Podniosłam wzrok, by przejechać nim po twarzach wszystkich zgromadzonych tutaj, którzy patrzyli to na mnie, to na Ann.
Nie znałam nikogo, pierwszy raz widziałam tych ludzi na oczy. Większość z nich miała tatuaże, nawet jeden blondyn o błękitnych oczach posiadał kolczyk w dolnej wardze. Jego wzrok był dosłownie pełen rządy mordu. Wzdłuż mojego kręgosłupa przeszły intensywne dreszcze.
Nagle głos zabrał ten brunet o niebieskich oczach, który na pierwszy rzut oka mógł wydawać się miły:
- Do rzeczy! - klasnął w dłonie. - Powiedziałyście nam, że do magazynu przyszłyście, żeby... Robić zdjęcia. Dowody także znaleźliśmy w waszych aparacikach. Nie było w nich nic ciekawego, więc poszły na tak zwany złom.
- Co?! Na jaki złom! - podniosła głos brunetka, na co się wzdrygnęłam. - Żarty sobie robisz?
- Nie, czemu miałbym robić? - odparł niewzruszony.
- Nie możecie nam ich po prostu oddać? - zapytałam spokojnie nie dając dojść do słowa siostrze.
- Hmm... Niech pomyślę. Byłaby taka możliwość. Oj, czekaj, jednak takiej nie ma - wysyczał ten przerażający chłopak z kolczykiem w wardze.
Przerażał mnie i to bardzo. Nie, moment... każdy tutaj mnie przerażał, nie licząc mojej siostry, oczywiście. Oni byli kompletnie szaleni, a co za tym szło, nieprzewidywalni i zdolni do wszystkiego. Było się czego obawiać.
Zacisnęłam usta w wąską linię, nie chcąc narażać się na jakiekolwiek wzniesienie ze strony blondyna. Byłam tym wszystkim wyczerpana, jednak było kilka pytań, nurtujących mnie od dłuższego czasu.
- Co my tu robimy? I kim wy, cholera jesteście?! - krzyknęłam łamiącym się głosem.
- Wyjaśnijmy coś sobie, moja droga - warknął jeden z nich, mający na głowie burzę brązowych loków i intensywnie zielone oczy, jak moje. - Jeszcze raz podniesiesz głos w tym domu, a na prawdę tego pożałujesz.
Z trudem przełknęłam ślinę i zacisnęłam oczy, które po chwili otworzyłam.
- O co wam chodzi? - spytałam, spokojniejszym tonem - My nic nie wiemy.
- Za dużo widziałyście - odezwał się spokojnie, miło wyglądający blondynek o jasnych oczach. Wydawał się na prawdę uroczy... no właśnie - wydawał.
- Poza tym przez niepohamowane zachowane jednego z nas masz uszkodzoną nogę oraz reszty nie będę wymieniać. - Machnął ręką mulat.
Popatrzyłam na niego oniemiała. Co niby miało znaczyć to zdanie?
- Koledze chodziło o to, że mogłybyście na nas donieść na policję - wyjaśnił ten spokojny niebieskooki brunet, który teraz wpatrywał się z zainteresowaniem w siedzącą obok mnie dziewczynę, będącą niebywale cichą, co nie wróży niestety nic dobrego.
Ann w każdej chwili może wpaść w szał, gdyż nikt nie miał prawa dotykać jej aparatu, no oprócz mojej osoby, gdyż nie kończyło się to nigdy dobrze. Niby taka niepozorna, ale jak to się mówi - pozory mylą.
- Co w takim razie zamierzacie z nami zrobić? - wydukałam, zachowując poważną postawę, jednak w środku trzęsłam się ze strachu.
- Może by je tak... - zaczął chłopak o całkowicie czerwonych włosach, a pod jego nosem malował się chytry uśmiech.
- Michael - upomniał go krótko ostrzyżony brunet.
Czerwonowłosy zaśmiał się pod nosem.
- To się okaże. Póki co zostaniecie tutaj - wymamrotał całkiem poważnie błękitnooki.
- A czy mogę wiedzieć, kim wy jesteście? - warknęłam.
Spojrzałam na Adrianne, która nieobecnym wzrokiem wpatrywała się w podłogę pod jej stopami. Ścisnęłam jej dłoń, co odwzajemniła. Byłam z niej dumna, że próbuje opanować emocje, żeby nie wpakować nas w jeszcze większe bagno. Przełknęłam ślinę i na powrót spojrzałam na chłopaków.
- Myślę, że już i tak za dużo wiecie - odezwał się ten chyba ich cały lider.
Poczułam ruch po mojej lewej stronie, zdziwiona spojrzałam w bok. Ann siedziała już prosto wlepiając swoje spojrzenie w niebieskie tęczówki tamtego. Nie, Addie błagam nie rób tego.  Złapałam za jej dłoń, ale nawet nie zareagowała. Cholera, cholera, cholera. Zaczerpnęłam łapczywie powietrza zamykając przy tym oczy.
- Za dużo wiemy, tak?! - zapytała z kpiną w głosie. Uchyliłam delikatnie powieki sprawdzając co się dzieje dookoła. Chłopcy patrzyli się na naszą dwójkę, a tak bardziej to na moją siostrę. - Czy ty znasz termin tego słowa? A może pożyczyć ci słownik?! Bo o ile dobrze pamiętam to gówno wiemy! - wrzasnęła nadal siedząc na kanapie. - Przetrzymujecie nas wbrew naszej woli, dobra, to mogę zrozumieć, weszłyśmy na wasz zakichany teren. Ale tego, że wywaliliście nasze aparaty, które nie są waszą własnością i tego, że ten popapraniec - tu wskazała na mojego oprawcę, który teraz opierał się ręką o zagłówek kanapy przed nami - wbił mojej siostrze nóż w udo! Oraz tego, że nie chcecie nam nic powiedzieć. Tego nie rozumiem! I czy to jest według ciebie za dużo?!
- Powtórz - powiedział beznamiętnie blondyn w lokach. W jego oczach nie dało się dostrzec nic, żadnych emocji, nawet złości. Był... Pusty. - Jak mnie nazwałaś. Powtórz.
Dziewczyna prychnęła, patrząc na niego wręcz z pogardą. On zaś był całkowicie poważny.
- Jesteś rozpieszczonym, chorym dzieciakiem, który ma się za zasranego gangstera! Myślisz, że kim ty jesteś, koleś?! - krzyknęła.
Chłopak wyprostował się i powolnym krokiem podszedł do naszej dwójki. Przerażenie wzrastało w moim ciele z każdym jego krokiem. Gdy był przy nas, sięgnęło ono zenitu; zaczęłam się trząść.
Blondyn pochylił się nad nią i wyszeptał na tyle głośno bym mogła usłyszeć:
- Kimś, kto może zrobić z twojego życia piekło.
Jednym ruchem ręki przeciął skórę na ramieniu dziewczyny. Po jej krzyku wywnioskowałam, że rana nie należała do małych. Zerwałam się z kanapy i, chwiejąc się z powodu zranionej nogi, stanęłam przed nią, tym samym twarzą w twarz z... Nim.
- Zostaw ją - syknęłam z czystą wściekłością w głosie.
Na jego twarzy zawitał niewielki, satysfakcjonujący uśmiech.
- Jak sobie życzysz.
Blondyn odwrócił się na pięcie i usiadł na kanapie na przeciwko nas, obracając swój zakrwawiony scyzoryk w dłoniach.
Przeniosłam wzrok na kulącą się z bólu brunetkę. Wzrok miała nieobecny, a dłoń dociskała do ramienia po którym już ściekała krew. Rana na moim udzie dała o sobie znać więc opadłam z powrotem na swoje miejsce.
- Pojeb - syknęła ledwo słyszalnie, mordując przy tym kędzierzawego wzrokiem.
- Czyżbyś chciała powtórkę? - uniósł brew patrząc na nią uważnie.
- Wal się.
- Chyba odmówię - zaśmiał się sztucznie, ale coś w nim było.
Jakby coś krył pod powierzchnią, teraz pytanie; tylko co?
Schowałam twarz w dłoniach, by uspokoić się i móc cokolwiek zrobić.
- Proszę, dajcie nam spokój. My nic nie wiemy. Nie powiemy nic policji, jeśli nas wypuścicie - rzekłam.
Ale czego ja się spodziewałam? Że pozwolą nam po prostu wyjść? Może... Może właśnie na to liczyłam. Ale się przeliczyłam, bo wszyscy wybuchnęli śmiechem. Wszyscy, nie licząc niebieskookiego szatyna i blondyna o tym samym kolorze oczu, aczkolwiek jaśniejszym.
Brunet spojrzał na nas, po czym poderwał się z miejsca, krzycząc:
- Dość!
Wszyscy zamilkli i spojrzeli na niego. Zaś on, nic więcej nie mówiąc podszedł do Ann, pomógł jej wstać i wyprowadził z pomieszczenia, mimo jej protestów. Zostałam sama? Z nimi?! Nie, proszę nie.
Odprowadziłam wzrokiem spanikowaną brunetkę, aż nie zniknęli za drzwiami. Jeśli wcześniej się bałam to teraz byłam przerażona. Co oni ze mną zrobią! Odwróciłam się w stronę chłopaków i o mało nie zeszłam na zawał. Przede mną, tak naprawdę znikąd wyrósł kędzierzawy blondyn i uśmiechał się do mnie bezczelnie. Przełknęłam ślinę. Cholera, już po mnie. Zamknęłam oczy czekając na to co miało nadejść. W pokoju panowała cisza, tak, że mogłam wsłuchiwać się w swój przyspieszony puls.
- Ruszże tą dupę - warknął do mojego ucha, a ja mogłam w tym czasie zaciągnąć się jego mocnymi perfumami. Otworzyłam natychmiast oczy patrząc na niego zdziwiona. - No rusz się - ponaglił. Wstałam mozolnie z kanapy podtrzymując się oparcia. Gdy już mi się to udało złapałam równowagę, następnie obdarzając go jednym spojrzeniem. Blondyn nie zwracając nawet uwagi na mnie ruszył wzdłuż korytarza w którym jeszcze nie byłam. Ciekawe co tam jest.
- Szybciej - krzyknął przez ramię.
- Jak? Jakbyś nie zauważył nie mogę chodzić, zgadnijmy przez kogo - powiedziałam donośnie, by mnie usłyszał.
- Chuj mnie obchodzi. Jak dla mnie to możesz się nawet czołgać.
Prychnęłam na jego słowa, ale zwiększyłam tępo. Co z tego, że noga dawała okropnie o sobie znać i z każdym kolejnym krokiem ból stawał się intensywniejszy. W pewnym momencie straciłam równowagę i już myślałam, że po raz kolejny tego dnia będę miała bliższe spotkanie z podłogą, ale nie, wylądowałam w czyichś ramionach. Podniosłam wzrok, a moje zielone tęczówki napotkały orzechowe oczy blondyna.
Moje usta nieznacznie otworzyły się, gdy patrzyłam w jego oczy, a na plecach czułam podtrzymujące mnie dłonie. Lustrowałam każdy najmniejszy milimetr jego twarzy... Lecz gdzie mój strach? Jakby ulotnił się.
Kędzierzawy wyprostował się, nie spuszczając wzroku z moich oczu. Przeniosłam ciężar ciała na zdrową nogę, co chłopak zauważył, bo puścił mnie. Cofnął się kilka kroków w tył, by następnie się odwrócić, zrywając kontakt wzrokowy. On ruszył przed siebie, nakazując mi iść za nim. Tak też zrobiłam, gdy wreszcie oprzytomniałam. Kuśtykając podążałam za nim, na sam koniec korytarza, gdzie znajdowały się ciemne, drewniane drzwi.
Przystanął obok czekając, aż się z nim zrównam, gdy to uczyniłam, zdyszana oparłam się o framugę, obdarzając go jednocześnie zaciekawionym wzrokiem.
- Co jest za tymi drzwiami? – zadałam cicho pytanie, nie wiedząc czy przypadkiem moje odezwanie się nie wywoła u niego napadu złości.
Posłał mi pełne dezaprobaty spojrzenie i pociągnął za klamkę, po czym pchnął drzwi. Moim oczom ukazała się potężna sypialnia. Jej ściany były bordowe, podłoga zaś brązowa, wyłożona po części białym dywanem. Pod ścianą, na przeciw mnie stało duże łóżko, okryte ciemnoczerwoną kołdrą, z białymi poduszkami. Cały ten pokój był ciemny, mroczny. Napawał strachem. Przynajmniej mnie. Spojrzałam na chłopaka, który uważnie mi się przyglądał. Uniosłam do góry brew. Czy on się na mnie gapi?! I to nie w taki przerażający sposób jak w tamtym... tamtym pokoju na górze. Blondyn przerwał nasz kontakt wzrokowy, po czym wepchnął mnie do środka, wchodząc za mną. Zamknął za sobą drzwi i podszedł do mnie. Ledwo trzymałam się na nogach, znaczy na jednej nodze, bo druga w tym momencie mnie zawodziła.
- Rozbierz się – nakazał skanując moją zdziwioną twarz. Że proszę ja ciebie co?! Otworzyłam szeroko usta wpatrując się w niego. Pochylił się nade mną i zaśmiał się wprost do mojego ucha – Gdybym chciał cię zgwałcić już dawno bym to zrobił, nie martw się. – Przerwał przygryzając płatek mojego ucha na co się wzdrygnęłam.
Cholera. Odsunął się kawałek i ponowił swój rozkaz nieco się przy tym uśmiechając. Drżącymi rękoma zdjęłam z trudem zakrwawioną szarą bluzę, syknęłam z bólu kiedy materiał dotknął rany ciętej na ramieniu. Gdy zdjęłam górną część garderoby, upuściłam ją na podłogę, po czym z wahaniem zdjęłam spodenki, uważając oczywiście, żeby nie dotknąć rany. Ale niestety dobrze znając moje szczęście boląca noga wplątała się w nogawkę, a ja wpadłam w ramiona chłopaka, jęcząc z bólu. Blondyn o dziwo wziął mnie na ręce i najpierw zdejmując ze mnie zaplątany materiał udał się w stronę drugich białych drzwi, których wcześniej nie zauważyłam. Otworzył je kopniakiem, wchodząc do środka. Jak się okazało była to przestronna łazienka. Posadził mnie na szafce, która stała zaraz przy wejściu, a następnie odszedł w kierunku wanny i odkręcił kurki, puszczając do niej jak zauważyłam letnią wodę. Śledziłam uważnie każdy jego krok, nawet nie świadoma tego, że przygryzam wargę. Miałam ochotę się uderzyć, ale jednak tego nie zrobiłam.
- Zdradzisz mi w końcu swoje imię? – zapytałam z nadzieją, iż tym razem otrzymam odpowiedz na to pytanie. Blondyn nadal chodził po łazience, tym razem wyciągając coś z szafki obok kosza na pranie, kompletnie olewając moje pytanie. Westchnęłam zrezygnowana, spuszczając wzrok na moje splecione na zdrowym udzie dłonie. Czułam się zawstydzona jego osobą oraz tym, że byłam prawie naga. Moje policzki najprawdopodobniej były koloru ceglastej czerwieni, a serce biło mi zdecydowanie za szybko. Poczułam dłoń na prowizorycznym opatrunku. Otworzyłam natychmiastowo oczy, które miałam przez jakiś czas zamknięte. Spostrzegłam duże dłonie, które próbowały rozwiązać chustkę. Powędrowałam wzrokiem ku górze by spojrzeć na skupioną minę chłopaka. Gdy uporał się z zadaniem, podniósł głowę tak, że nasze spojrzenia się skrzyżowały. Westchnęłam odwracając głowę w bok, tak żeby ukryć zakłopotanie malujące się na mojej twarzy. Blondyn odchrząknął znacząco, znowu podnosząc mnie do góry. Przeszedł ze mną w stronę wanny, po czym postawił mnie delikatnie na podłodze. Byłam zdziwiona jego nagłą delikatnością, nie to, żeby mi to przeszkadzało, no ale halo chłopakowi zmieniają się humorki gorzej niż kobiecie w ciąży. Oparłam się ręką o ściankę wanny patrząc jak woda napełnia się i pieni wytwarzając kłębki białej piany. Zakręciłam kurki, gdy było jej wystarczająco dużo, po czym znowu przeniosłam wzrok na chłopaka, który nakazał mi się rozebrać już tym razem całkowicie.
- Żartujesz prawda? – spytałam piskliwym głosem.
Przecież, że się przed nim nie rozbiorę, nawet nie mam takiej opcji.
- Nie, jestem w pełni poważny - odparł znużonym głosem.
- Ymm… - zaczerpnęłam łapczywie powietrze, prawie się nim dławiąc. – Okey, ale musisz się odwrócić. – Posłałam mu proszące spojrzenie. Proszę, zgódź się. Błagałam go w myślach.
Blondyn przewrócił oczami, ale odwrócił się do mnie plecami, dając mi tym znak, że mogę się rozebrać. W jak najszybszym tempie pozbawiłam się bielizny i ostrożnie, uważając na tą głupią nogę weszłam do letniej wody, niestety gdy już siadałam, noga omsknęła mi się i z pluskiem opadłam tyłkiem na akryl. Słysząc huk chłopak w mgnieniu oka pojawił się koło mnie, mierząc mnie przy tym wzrokiem.
- Nic mi nie jest - powiedziałam, chociaż tak naprawdę nie wiem po co, skoro go to nie obchodziło.
Blondyn kiwnął tylko głową, a następnie uniósł z wahaniem rękę i odgarnął za ucho kosmyk, który opadał na moją twarz. Po moim kręgosłupie przeszedł przyjemny dreszcz wywołany jego dotykiem. Ile musiałam włożyć siły, by nie wtulić się w jego ciepłą dłoń.
- Ashton – wyszeptał. – Mam na imię Ashton.
_____________________________________________________
 Witam was kociaki! ^^
Wow, jestem dzisiaj po teście szóstoklasisty i powiem, że mam super humor c:
W dodatku wolne już jest! No ale dobra... Ten rozdział według mnie jest rewelacyjny, ale cóż, ja przecież mam zaciesz przy każdym rozdziale, jeśli jest on z perspektywy Irwina czy Veronici xd
Jak piszemy z Adą, ona wysyła mi fragment i ja się drę "Co dalej?!" i okazuje się przecież, że ja mam napisać co dalej haha. No dobra, bardzo ładnie prosimy - KOMENTUJCIE! :D
Weronika xo
PS. Ann, Vera, Ash oraz Lou zapraszają was na kolejny, który pojawi się za 10 dni i również proszą o komentarze! :*

 Hej miśki! :*
W końcu wolne nie? No to na święta dodajemy obiecany rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba jak wcześniejsze ;*
Dziękujemy ogromnie za komentarze, które na prawdę przybliżają mnie do wizyty u specjalisty, przez nadmierny fangirling xD Następny rozdział może się pojawi z niedzieli na poniedziałek, gdyż są to dla nas dwa najwspanialsze dni, nie z okazji Wielkanocy, ale naszych urodzin, więc może coś z tej okazji wstawimy, kto wie :D
No dobrze to w takim razie do następnego :)
Buziaki :* A.