czwartek, 12 listopada 2015

Rozdział 28 (cz. 2)

*Perspektywa Veronici*

Zeszła ze schodów dołączając do nas z widocznym rumieńcem na twarzy. Przytuliłam ją wzdychając. Było mi przykro, że musimy uczestniczyć w takim czymś. To chore. Ale czy miałyśmy jakieś wyjście, jakikolwiek wybór? Nie, żadnego. To było jak 'nie i koniec'. Czyli nic się nie zmieniło odkąd tu jesteśmy. Nawet nie wiem ile, ale 4 dni z pewnością. Jednakże wracając... Skierowaliśmy się do garażu. Ashton ubrany zupełnie normalnie (czyli czarne rurki i białą, zwykłą koszulkę, a na to jakąś... marynarkę, więc nie tak do końca normalnie)
wsiadł oczywiście za kierownicę swojego Dodge'a. Widziałam jak odpala papierosa, zaciągając się nikotyną. Zauważyłam także że ma niesamowicie zarysowaną szczękę, na co wcześniej uwagi nie zwróciłam. Ale jasna cholera, co mnie to obchodzi?
Rozglądnęłam się wokół. Wszyscy wsiadali do aut, a ja jak ostatni kretyn stałam czekając na specjalne zaproszenie. Nie wahając się ani trochę udałam się w stronę zielonego Nissana. Ledwie postawiłam krok ku niemu, a głośny gwizd mnie powstrzymał przed kolejnym. Spojrzałam na Irwina, który wskazywał miejsce obok siebie. Chwila! Czy ja wyglądam na psa, żeby na mnie gwizdać?! 
Fukając pod nosem wsiadłam na miejsce pasażera, zapinając pas. 
- Myślałem, że będziesz się cieszyć, że masz szansę nią jechać.
Po tych słowach zaciągnął się ostatni raz szlugiem, wypuszczając dym prosto w moją twarz z tym jego zawadiackim półuśmiechem. Uparcie starałam się nie zakrztusić, mrożąc go wzrokiem. Roześmiał się głośno. Wyrzuciwszy papierosa za otwarte okno odpalił silnik, wyjeżdżając jako trzeci z garażu. Starałam się nie zwracać na niego uwagi, ale jak ja miałam tego nie robić skoro arogancko siedział obok mnie, z tym swoim złośliwym uśmieszkiem przyczepionym do jego jakże przystojnej twarzy. Ugh, czemu ja ciągle muszę to zauważać. Przerażam siebie samą. Czyżby zaczynał pojawiać się u mnie syndrom sztokholmski? Nie no, na pewno nie. To nie możliwe. Wyrzuć to z łba głupku. Warknęłam do siebie kręcąc głową. Wyciągnęłam rękę by dosięgnąć przycisku włączającego radio, ale zostałam uderzona. Oburzona spojrzałam na blondyna, który jak gdyby nigdy nic nadal skupiony był na drodze, totalnie mnie ignorując.
- Czemu to zrobiłeś? - zapytałam chcąc zwrócić na siebie uwagę.
- Zrobiłem co?

No tak Irwin rób z siebie idiotę bo to najlepiej ci wychodzi.  
Odwrócił wzrok patrząc na mnie niewinnym wzrokiem. Fuknęłam zdenerwowana i ponownie wyciągnęłam rękę ku radiu. Oczywiście chłopak po raz drugi uderzył mnie w dłoń.
- Nadal nie wiesz o czym mówię? - syknęłam trochę odważnie.
- Oh, to. - Boże daj mi siłę, bo on zachowuje się jak jakaś tępa blondyna z większą dupą niż mózgiem
. - Mówiłem chyba, że masz jej nie dotykać.
- Więc możesz je włączyć sam?
- Nie.
Przysięgam, że zaraz mnie coś rozsadzi od środka i zacznę wrzeszczeć.
- Ponieważ...?
- Ponieważ lubię ci robić na złość - zaśmiał się.
- Sukinsyn - wymruczałam pod nosem.
Blondyn wcisnął nagle hamulec, a mną aż wstrząsnęło. Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Co powiedziałaś? - wycedził przez zaciśnięte zęby.
- Prawdę.
Może i nie było to mądre zagranie, ale nie mam nic do stracenia.
Chwycił mnie za włosy i zwrócił twarz ku swojej.
- Ciesz się, że jesteś w moim samochodzie, na środku ulicy. W przeciwnym razie rozwaliłbym ci łeb tu i teraz - zawarczał.
- Nie zrobiłbyś tego. Za bardzo boisz się naszego ojca - prychnęłam, patrząc prosto w jego ciemne, wściekłe oczy.
Poczułam że chwycił mocniej moje włosy, przez co jęknęłam. Czułam, jakby zaraz miał mi je wyrwać. Na jego twarzy pojawił się chytry uśmiech. Kierowcy za nami trąbili jak szaleni, a niektórzy po prostu wymijali nasz samochód.
- Zdziwiłabyś się - wysyczał mi do ucha, po czym puścił i tak po prostu ruszył dalej.

- Wiesz, powiedz mi kiedy masz urodziny – odezwałam się ściągając znowu na siebie jego uwagę.
Korciło mnie, żeby to powiedzieć, a ten tekst opatentowałyśmy z Ann już jakiś czas temu. Ashton spojrzał na mnie zdezorientowany, pewnie uważał, że już się nie odezwę do końca drogi. Cóż kolejny błąd panie Irwin.
- Po co ci to? - uniósł ku górze jedną brew.
- Żebym mogła sprawić ci prezent. Wykupię Ci miejsce w psychiatryku - powiedziałam przesłodkim głosem uśmiechając się do niego. Ten natomiast zacisnął mocno dłonie na kierownicy, tak mocno, że pobledły mu knykcie. Tak, jeden zero dla mnie. 

- Oj, zapominasz się - syknął odwracając się w moją stronę. Ja natomiast tyko wzruszyłam ramionami. - Skąd u ciebie tak nagle niewyparzony język?
Wiesz udziela mi się od siostry. - Obojętność w moim głosie dała się we znaki. Kurcze aż przybiłam sobie mentalnie piąteczkę. Tak trzymaj Ver.
- Cóż rozpatrzę nad sprawą skrócenia jej tego jęzora - uśmiechnął się chytrze, na co od razu zrzędła mi mina. - A ciebie się wytresuje.
- Wytresuje?
- A co, już głucha?
- Powiedziałeś do mnie jak do jakiegoś cholernego psa! - warknęłam. No on chyba ocipiał, nie jestem żadnym zwierzęciem! Nie ma prawa tak do mnie mówić!

- Cóż, pech. Innego sposobu nie ma, wiesz? Zaczynasz być wyszczekana jak siostra.
- Zachowujesz się jak skończony palant. Wcale nie jesteś od nas jakiś lepszy i nie masz prawa porównywać nas do psów!
- Uważaj, bo się przejmę.
Co ja zrobiłam, że musiałam trafić akurat na takiego człowieka? Z każdą chwilą coraz bardziej chcę go zamordować.
- Uważaj, bo Caleb cię wyprostuje - powiedziałam, udając jego głos.
Roześmiał się gromko, a ja przewróciłam oczami i oparłam się o fotel.
Z szybkością błyskawicy włączyłam radio, czekając aż znowu mnie uderzy, zacznie wrzeszczeć lub zrobi coś innego.
Ten jednak wziął głęboki oddech, przymykając oczy.
- Przysięgam, że wysadzę cię w lesie i zakopię dwa metry pod ziemią - syknął, a chłód w jego głosie przyprawił mnie o ciarki.
Usiadłam wygodniej w fotelu, patrząc w okno. Kątem oka zauważyłam jak Irwin wkłada do odtwarzacza płytę. Nie zdziwiło mnie to, że mamy podobny gust muzyczny. Leciało właśnie Green Day - American Idiot.
Cicho podśpiewywałam wystukując palcami melodię o skórzany podłokietnik.
- Wiesz, że jesteś najbardziej irytującym, ale zarazem zaskakującym stworzeniem? - szepnął w końcu, gdy nadal jeszcze wyśpiewywałam wersy. 
Zaskoczył mnie tym wyznaniem, lecz postanowiłam nie odpowiadać. No bo bądź co bądź, ale pierwszy raz chyba powiedział coś pozytywnego i negatywnego w jednym zdaniu. Uwaga, uwaga Ashton Irwin robi postępy. Kiedy piosenka dobiegła końca postanowiłam dopiero na niego spojrzeć. Przymrużyłam oczy gdy spostrzegłam, że się na mnie bezceremonialnie gapi. Mam coś na buzi czy jak?
- No co? - wydęłam lekko usta, kompletnie go nie rozumiejąc. Jeszcze chwilę temu groził mi, a teraz się mi tak po prostu przygląda.
- Nic - wzruszył tylko barkami, po czym powrócił wzrokiem na jezdnię. Uhh, właśnie o tym mówiłam. Westchnęłam przewracając oczami. Wykończę się, nie żartuję.
- Daleko jeszcze? - zapytałam, no bo hej, jedziemy już dosyć długo. Gdzie jest ten bal? Na jakimś odludziu?!
- Masz zamiar marudzić jak osioł ze Shreka?
- Może - odparłam, przeciągając samogłoski. - Ale to się nie zgadza, bo jesteś brzydszy niż Shrek - zaśmiałam się pod nosem.

- Więc daleko.
- Ale jak daleko?
- Veronica - westchnął.
- Odpowiedz.
- Bardzo daleko.
- Ile kilometrów? - jęknęłam.
- Dużo.
- Ashton!
- Veronica! - przedrzeźnił mnie piskliwym głosem.
Zacisnęłam palce na fotelu, starając się opanować, żeby zaraz nie strzelić mu prosto w twarz, co dobrze by się nie skończyło.
- Już? - zapytał po chwili ciszy. Burknęłam pod nosem, nie patrząc nawet na niego. - Jeszcze pół godziny, do godziny.
Prawie godzina? Z nim w jednym samochodzie? Jęknęłam głośno. Chociaż... Warto by jeszcze trochę spróbować zagrać mu na nerwach. Poza tym ja muszę gadać, jestem strasznie gadatliwa.
- Ashton? - spojrzałam na niego błagalnie. - Muszę do toalety.
- Żartujesz sobie kobieto? - parsknął odwracając nagle głowę w moją stronę. Jego mina była bezcenna. O mój Boże, czemu ja nie mam aparatu, żeby to uwiecznić. Przygryzłam wargę, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
- A wyglądam jakbym to robiła?
- Cóż to otwieraj i lej za okno - odpowiedział, machając na mnie lekceważąco ręką. 
Zresztą innej odpowiedzi się nie spodziewałam.
- Ashton!
- Ja!
- Zatrzymaj samochód. Chce mi się siku!
- To przecież ci mówię. Otwórz szybę i rób.
- Ty jesteś nie poprawny! – wrzasnęłam uderzając go w ramię.
- Przysięgam, że jeśli teraz się zatrzymam to zgwałcę i zostawię. Wtedy będziesz mogła sobie sikać do woli.
- Znowu to robisz – westchnęłam, opierając czoło o chłodną szybę.
- Robię co? – zapytał, ale nie odpowiedziałam. Nie czułam takiej potrzeby. Zachowuje się jak skończony kretyn.
- Odpowiedz mi - zażądał. Niczego więcej chyba nie potrafił. 

Czasami jest gorszy niż sto Adrianne razem wziętych. Lecz ta ma swoje powody do takiego zachowania, natomiast Ashton... Sama już nie wiem. Może ma to związek z jego siostrą? Co się z nią stało? No bo jak nie ma jej tu to gdzie jest? Mam złe przeczucie co do tego, ale wiem, że zapytanie blondyna jest równe porażki. Na pewno zbyłby mnie jakąś groźbą albo równie chamskim komentarzem. Szczerość nie leży w jego naturze, a przynajmniej nie taka. Kolejne westchnięcie opuściło moje usta. To zbyt dużo do pojęcia. Musiałam skupić się na czymś innym, więc zaczęłam obserwować mijany przez nas krajobraz. Drzewa szybko przebiegały mi przed oczyma tak samo było z budynkami, aż nagle obraz zaczął płynąć wolniej. Zatrzymujemy się? Spojrzałam do przodu zdezorientowana. Od razu w oczy rzucił mi się wielki neonowy znak z napisem o treści „u ipisa”. Chyba jedna literka musiała się przepalić. To jest nawet pewne. Skręcaliśmy na jakąś stację czy zajazd. Czy on to naprawdę zrobił? Przekręciłam się na siedzeniu w jego stronę.
- Chcieliśmy być tam wcześniej, ale chyba nic się nie stanie jak spóźnimy się pięć minut.

- Dzięki Ash - wymamrotałam, otwierając drzwi. Jednak uścisk na ramieniu sprawił, że opadłam z powrotem na miejsce.
- Powiesz mi co takiego zrobiłem?
Chwilę patrzyłam w jego niewinne oczy skonsternowana, lecz w końcu pokręciłam głową z rezygnacją i wysiadłam z samochodu. Jest taki uparty. Nigdy nie da za wygraną. W sumie to także moja cecha, rzadko kiedy odpuszczam. Zamknęłam za sobą drzwi i szybkim krokiem podążyłam w stronę budynku. Zapytałam miłą kobietę za ladą o toaletę i weszłam do wskazanego przez nią pomieszczenia. Zwykła łazienka; kilka umywalek, kabin, luster. Załatwiłam sprawy fizjologiczne, umyłam ręce i spojrzałam w lustro. Wyglądałam ładnie, jedyne co było nie tak to potargane przez Irwina włosy. Westchnęłam głęboko, przeczesując je dłonią. Od razu lepiej wyglądały. Już po chwili ponownie wsiadałam do czarnego Dodge'a, patrząc jak opierający się o maskę, wysoki blondyn gasi papierosa i również usadawia się na miejscu kierowcy. Chłopak zlustrował mnie od góry do dołu i zatrzymał się na moich nogach. Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się co go tak zaciekawiło. Nagle sięgnął ręką i dotknął mojej łydki, ciągnąc za rajstopy, tym samym powodując dreszcze rozchodzące się po moim ciele.

- Oczko.
Spojrzałam w dół. Rzeczywiście i to nie małe.
Okey, znalazł, więc dlaczego nadal się tak nachylał i patrzył mi prosto w oczy? Jakaś gra, o której pojęcia nie mam?
- Możemy jechać? - mruknęłam, czując się niekomfortowo w owej pozycji. 
Ashton wyprostował się, kazał mi zapiąć pasy i odpalił silnik, wyjeżdżając na drogę.

- Zdejmij je. - Lekko rozszerzyłam oczy, wiedząc o co mu chodzi. Spojrzał na mnie beznamiętnym wzrokiem. - Są do wyrzucenia, nie będziesz chodzić w dziurawych.
W tym momencie jego telefon zadzwonił, a ja wypuściłam głośno powietrze. Ściągnęłam buty, podwinęłam sukienkę i zdjęłam rajstopy.
- Skup się na drodze - prychnęłam, dobrze wiedząc, że Irwin ukradkiem zerka w nie tę stronę, w którą powinien.
Opuściłam sukienkę, mrożąc go wzrokiem, na co momentalnie odwrócił spojrzenie na jezdnię, a na jego ustach zagrał figlarny uśmiech.
- Powiesz wreszcie co zrobiłem nie tak?
Zwinęłam rajstopy w kulkę słuchając nadal dzwoniącej komórki kędzierzawego, ale najwyraźniej jej właściciel nic sobie z tego nie robi.
- Nie zamierzasz odebrać? - zapytałam z przekąsem, lecz on tylko zaśmiał się ponuro, zerkając na mnie z ukosa.
- Nie zamierzasz odpowiedzieć?
Oh, no tak. Typowe zagranie Ashtona Irwina. 
- Serio Ashton?! Odbierz!
Ten przewrócił tylko oczyma, ale zaraz sięgnął do kieszeni wyciągając urządzenie.
- Czego! - warknął nie patrząc nawet kto do niego dzwonił. - Ta... Zatrzymałem się na małe rżnięcie. Boże zluzuj. Tak, szczać jej się chciało. No już... Tommo, to ją udobruchaj. Ta, mhm. Nara. 
- Na małe rżnięcie?! - pisnęłam, patrząc na niego jak na osobę, która uciekła z psychiatryka.
- Wyluzuj, matko. Wszyscy się czepiacie - prychnął, wywracając ponownie oczami.
- Bo jest czego - fuknęłam wściekła.
Gdyby Adrianne to usłyszała... Irwin skończyłby chyba w katuszach.
Odetchnęłam głęboko, odwracając wzrok w stronę okna.
- Ale przyznaj, skrycie o tym marzysz.
Gdy tylko usłyszałam co powiedział, moja głowa automatycznie uderzyła w szybę, a ja miałam coraz większą ochotę wyskoczyć z tego samochodu.
- Tak, bardzo - wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
Zauważyłam kątem oka jak bezczelnie się uśmiecha.
- Czekaj no, widzę jakiś zjazd, a mamy jeszcze 5 minut...
Momentalnie odwróciłam głowę w jego stronę z przerażonym, zdziwionym i jednocześnie zniesmaczonym wzrokiem.
- No spróbuj tylko.
- Oj no nie bądź taka - zamruczał, poruszając przy tym brwiami. 

Nie no zabijcie mnie, bo nie wytrzymam.
- Irwin! 
- No co tam maleńka.
- Ann zabije cię za ten tekst. 
- Oh popatrz ją już tam nosi. Louis będzie miał zajęcie na kolejne 10 minut. - Spojrzał na mnie znaczącym wzrokiem. On sobie ze mnie kpi. Normalnie chce mnie wyprowadzić z równowagi! 
- Prowadzisz to prowadź - sapnęłam chcąc odejść od tego tematu, ale chyba na marne, bo to on zaraz zmienił bardzo sprytnie temat. Czy on musi być taki pamiątkowy i nieustępliwy?
- Powiesz mi w końcu czy nie?
- Nie.
- A-a - pomachał mi palcem przed twarzą - zła odpowiedź. Powiesz.
Chwyciłam jego palec i pociągnęłam w dół, chociaż miałam ochotę go złamać albo odgryźć.
- Jak masz zamiar taki być dalej, to wyrzuć mnie w lesie i zakop.
- Wcześniej bym zgwałcił - zaśmiał się.
- Czym sobie na to zasłużyłam? - zapytałam bardziej sama siebie.
- To zaszczyt - prychnął. - Dobra, koniec. No mów.
Co mam mu powiedzieć? Robił znowu to... Po prostu był sobą. To wystarczy, by wyprowadzić dosłownie każdego z równowagi.
- Ashton, proszę cię...
- Nie, Veronica to ja cię proszę. Odpowiedź na to durne pytanie! - przerwał mi podnosząc głos. Chwila czy on właśnie powiedział... 
- Prosisz mnie?
- Nie, ja żądam, a to jest różnica - warknął, przez co podskoczyłam na siedzeniu.
- Przed chwilą z twoich ust wyleciało słowo proszę - szepnęłam nadal ciągnąc swoje. Wiem co usłyszałam.
- Nie obchodzi mnie co sobie uroiłaś! - Tym razem nie tylko wrzasnął, ale również i uderzył czym siły w dłoni o kierownicę naciskając przez przypadek klakson.
- O proszę, znowu to robisz - jęknęłam wsuwając się w fotel. 
Nienawidzę gdy taki jest. Jego zachowanie przyprawia mnie o ciarki i ręce zaczynają mi się trząść, a serce bije mi tak mocno, że to aż boli. Jest przerażający. Do tego taki bipolarny, jego humor zmienia się z sekundy na sekundę, a ja nie wiem dlaczego. W jednej chwili żartuje, śmieje się, dokucza mi, a w drugiej wrzeszczy, wścieka się i zachowuje się chamsko, jak jakiś gbur. Nie mogę tego znieść. Dlaczego on nie może być spokojniejszy? Jaki jest powód jego zachowania? Co mam zrobić lub czego nie robić, żeby przestał? Może wystarczy się w ogóle do niego nie odzywać? Wtedy albo by odpuścił albo zdenerwowałoby go to jeszcze bardziej... Jasna cholera, ten człowiek jest tak ciężki to rozgryzienia.
Zamilkł na chwilę, tępo wpatrując się w jezdnię.
- Denerwuję się?


Nie odpowiedziałam mu. Odwróciłam tylko wzrok opierając głowę o szybę, po czym zamknęłam oczy oddychając głęboko. Słyszałam jak cicho wzdycha poprawiając się na siedzeniu. Chyba sobie odpuścił. Przynajmniej mam taką nadzieję, ponieważ na prawdę straciłam jakiekolwiek chęci na użeranie się z jego humorkami.
Próbowałam liczyć minuty, ale po pewnym czasie uznałam że to głupie, bo i tak nie wiedziałam ile nam pozostało drogi. Jedyne co wiedziałam, to to, że dosyć długo jechaliśmy w krępującej ciszy. Którą jak zwykle musiał przerwać blondyn.
- Pamiętasz plan, prawda? - Nadal na niego nie patrząc mruknęłam coś w odpowiedzi i dalej napawałam się słodką ciszą. 
W końcu auto zwolniło, a ja chwyciłam już za klamkę, by odejść od niego jak najszybciej.
- Ver.
Odwróciłam głowę w jego stronę ze zdegustowanym wzrokiem. Odebrał mi humor i chęci do robienia czegokolwiek. Byłam znużona i smutna, w sumie nie wiem dlaczego, ale na pewno zdołowana.
Ashton wahał się dłuższą chwilę czy powiedzieć co chciał czy jednak nie.
- Przepraszam - westchnął.
No myślałam że się przesłyszałam. Moje oczy prawie wypadły z orbit, jednak starałam się zachować całkowitą powagę.
- Konkretnie za coś, czy ogólnie za okaleczenie mnie psychicznie i fizycznie? - zapytałam, gdy samochód całkowicie stanął, a po tych słowach wysiadłam i skierowałam się w stronę siostry, którą zauważyłam. Chyba kłóciła się z Tomlinsonem. Podeszłam bliżej, a gdy Ann mnie zauważyła, natychmiast wzięła w ramiona pytając czy wszystko okey i czy coś mi zrobił.
- Wszystko w porządku.
- Ale na pewno?
- Tak - potwierdziłam, choć sama nie byłam pewna tych słów, zresztą widziałam po siostrze, że też w to nie wierzy, ale musiała odpuścić czy tego chciała czy nie.
- Dobra. Chodźmy. Chcę mieć już to za sobą. - Wymusiłam uśmiech biorąc brunetkę za rękę. Nie zdążyłyśmy nawet się odwrócić, a obok nas pojawiło się całe rodzeństwo Tomlinsonów. Caleb i Kate dziwnie się na nas patrzyli. Jakby ze współczuciem.
- Wszystko pamiętacie? - zapytał w końcu najstarszy, tylko dlaczego czułam, że to nie to pytanie chciał zadać?
- Tak - powiedziałyśmy razem. 
- Okey. Więc chyba możemy iść - skinął głową w stronę tylnego wejścia.
- Chwila.

 Nie, tylko nie to. Czego on znowu chce? Odwróciliśmy się wszyscy w stronę Ashtona, choć ja to zrobiłam niechętnie. - Jeszcze jeden szczegół. Veronica daj rękę - zażądał. 
Ze zdziwieniem spojrzałam najpierw na siostrę, potem na Caleba. On tylko skinął głową, więc przełykając gulę w gardle podeszłam do blondyna. Irwin szarpnął moją rękę, denerwując się, że nie podeszłam na tyle blisko, na ile on tego chciał, po czym nałożył na mój palec wskazujący srebrny pierścionek z okrągłym małym kamieniem o bursztynowym kolorze. Uniosłam głowę napotykając jego spojrzenie. Co tu się dzieje? Odsunęłam się czym prędzej stając przy siostrze. 
- Dla ciebie też jest. - Usłyszeliśmy głos Louisa. Podszedł do nas, a bardziej do Ann i czekał aż ta poda mu dłoń. Wysunęła ja delikatnie, a wtedy on wsunął na ten sam palec co u mnie Irwin taki sam pierścionek tyle że jej miał błękitny niemalże szary kamień.


- Co jest? Oświadczacie się nam? - zażartowała Ann, gdy Louis już się od niej odsunął.
- Pewnie, nie mam co robić - prychnął w odpowiedzi Ash.
- Jest tam mały chip, który później oczywiście wyłączymy po całej akcji. Pierścionki są już dla was. - Louis jak zawsze na spokojnie wszystko wytłumaczył, za co mu byłam wdzięczna. 
- Dziękujemy - odezwałam się spoglądając na mój podarunek, o ile mogłam to w ogóle tak nazwać.
- Nie musisz skarbie. Ale nawet nie myślcie o ich ściąganiu, bo gdy was w końcu znajdziemy to osobiście utnę wam palce.

Nieprzyjemne dreszcze przeszły wzdłuż moich pleców. Westchnęłam głęboko patrząc na Caleba.
- To do dzieła - Irwin klasnął w dłonie ochoczo.


________________________________________________
Witam witam :*
Długo nas nie było z rozdziałem, za co przepraszamy, ale wiecie, nauka i wg.
No więc jak się podoba nowy? Trochę więcej Ashtonicy z zupełnie innej strony *,* uwielbiam ich takich, jak trochę taka para kłócąca się w samochodzie xD Boziu no jestem totalnie Ashtonica shipper *,* 

Oh i nasi chłopcy się oświadczyli xD hyhy xD cwaniaki z nich :3 Szkoda, że to nie na prawdę, no ale może kiedyś, jeśli przeżyją xD
No cóż Paula masz rozdział wierny czytelniku xD Ciągle mi wypomina jaka to ona zawiedziona xD 
No dobra chciałabym jeszcze podziękować za ponad 6 tysięcy wyświetleń wooohow *,* Nie wiecie jaki mam zaciesz xD serio :D
Dziękujemy za każdy komentarz i miłe słowa, które nas uskrzydlają ^^ 
Zapraszam także do dalszego pytania naszych bohaterów w zakładce <klik>
oraz do przesyłania nam swoich prac, mówiłam, że może być to wszystko co sobie zamarzycie. :* 
BOZE ZAPOMNIAŁABYM!!! JUŻ PO PÓŁNOCY BĘDZIE PŁYTA CHŁOPAKÓW! OMG CZY TYLKO JA TAK STRASZNIE FANGIRLUJĘ?! JUTRO PRZESŁUCHAM WSZYSTKIE PIOSENKI!!!!! OMGOMGOMGOMG *,* GŁOS LOU!!! I JEGO SOLO I WG! CAŁA PŁYTA!!!!!! (dobra wdech wydech Ann uspokój się, nie nadal nie mogę, ale nie będę już was tutaj denerwować xD)
No dobrze, więc teraz odsyłam was do Ver :* Do zobaczenia w kolejnym :*
Buziaki :* A.

Siemanko teletubisie! ^^
Po 1: przepraszamy, że tak dłuuugo nie było rozdziału, ale tak jakoś nam umykało wrzucenie go. Wiecie sami, szkoła to zło ;c
Po 2: totalnie fangirluję, bo... Ashtonica!!! O luju, ten rozdział jest genialny *-* Będą lepsze oczywiście, ale ten jest taki śmiechowy :D Uwielbiam Asha za te jego cięte riposty hahah
Ja tu się tarzałam po podłodze, kiedy Ann wysłała mi jeden fragment, mianowicie ten, w którym Ver prosi Irwina, żeby sie zatrzymał. Kocham go :")
Po któreś tam (yeah, Ver nie umie liczebników, choć teraz bierzemy je na polskim xd): jejkuuu dziękujemy za tyle wyświetleń, nie sądziłam, że dojdziemy do takiej sumy w tak krótkim czasie *u*
Kochamy was miśki! <3
No i wydaję mi się, że to tyle chciałam powiedzieć ^^ Ciekawe czy ktoś prócz Karmeelqa naszego to czyta :") ahahah wątpię xd No dobra, uciekam, już nie zanudzam!
See ya! :*
W.
PS. Zmotywujcie mnie komentarzami, zaraz idę ćwiczyć, a mi sie nie chce xD


Czytasz = proszę skomentuj

8 komentarzy:

  1. Tak bardzo podoba mi się ta sprawą z pierścieniami, podobają mi się takie akcję :*
    Super się spisałyście dziewczyny :)
    Idę przeczytać jeszcze raz :*
    A już myślałam, że się Im oświadcza fajnie bybyło :*
    Czekam na nn Kochane i weny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybaczcie za ten złowieszczy słownik :*

      Usuń
  2. TO SĄ OŚWIADCZYNY JA WAM MOWIE, NIE WMOWICIE MI ZE JEST INACZEJ.
    Jestem chyba troche niwteges z akcja bo idk co zaczynają, ale co tam XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Halo, halo!
    Jestem i przyszłam Was ochrzanić! Tak, zgadza się. Dajecie za mało gifów/zdjęć. Ja je tak strasznie kocham (ale to już wiecie), więc nie możecie mi ich odbierać! Ograniczacie mi do nich dostęp! (To, co piszę, ma sens XDDD)
    Jednak kocham Ash'a! Na pierwszym jest taki mega słodki i taki uroczy! Natomiast na drugim jest taki poważny, taki maczo xD No taki, taki aw no! Jeszcze ma bandamkę (tylko mi jej tak brakuje, huh?:c)
    W ogóle oni tak szybko dojrzeli...
    Ale ja nie o tym.
    Zauważyłam, że pierścionki są koloru oczy chłopaka, który im się oświadczył, o tak! Spostrzegawcza ja, nie ma co XD Louis dał niebieski kamyczek, czy chip, czy co to tam jest, a Ash dał bursztynowy... Dobra, może nie koniecznie w kolorze ich oczu, ale no. Uznamy, że Irwin ma takie oczy i tyle XD
    Kocham Was za momenty w tym samochodzie! Właściwie za riposty chłopaka. Ugh, mężczyzny, bo się obrazi. Czasami jest taki bezczelny, że nie mogę, hahah :D Śmiałam się jak głupia, kiedy mówił o ,,rżnięciu'' czy chociażby o tym, że on nie pozwala jej dotknąć radia :D Moje ukochane momenty, o!
    Zapomniałam napisać, że kocham Was jeszcze mocniej za pełno zabawnych zdań! Są świetne ;D Jednak te jest moje ulubione ,,Boże daj mi siłę, bo on zachowuje się, jak jakaś tępa blondynka z większą dupą niż mózgiem''. No idealne hahah
    Ja zmykam pytać bohaterów B|
    Kolorowych! ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. NAJLEPSZE PO PROSTU!!!!
    oderwałam się od fizyki specjalnie dla was <3333333
    będziecie ze mnie zaliczać ten sprawdzian hah xd
    Ash i Ver aww <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Awhhhh genialny rozdział!!!!!!
    Boże rozpływam się Ash i Ver hasiughsuiuiosuipsdh. ONI SA NAJLEPSI !!!
    TO NA PEWNO BYŁY OŚWIADCZYNY ! XD
    TEN ROZDZIAŁ BYŁ TAKI SŁODKI AWHHHHHH
    Życzę weny moje kochane <3
    Buziaczki :*


    OdpowiedzUsuń
  6. No no dziewczęta wy to jednaj zawsze macie dobre pomysły :D
    Skąd wy je bierzecie?? xD
    Rozdział jak zwykle rewelacyjny <3
    Czekam z niecierpliwością na następny :D
    Kocham :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Świeeeeeeeetny rozdział!
    "Blondyna z większą dupą niż mózgiem" o nie hahahahahaha
    Ver jaka odważna w tym samochodzie jeejku
    Ale tak ogólnie to jak Ashton i Ver jechali w tym jednym samochodzie to cały czas się śmiałam,kocham to jak się przedrzeźniają hahah
    ON PRZEPROSIŁ O WTF CO
    To na pewno były oświadczyny i nikt mnie nie przekona że nie hahah
    Lecę do następnego *.*

    OdpowiedzUsuń