niedziela, 10 stycznia 2016

Rozdział 33.

*Perspektywa Ashtona*

Trzymałem drobną dziewczynę w swoich ramionach, opierając brodę o jej głowę. Wdychałem (niestety) mój szampon do włosów, będąc dosłownie w błogim stanie. Chyba nigdy w swoim życiu nie byłem w podobnej sytuacji. Nawet przed śmiercią mojej Hope. Od zawsze byłem dość... zamknięty w sobie, nieufny; dbałem tylko o siebie i najbliższych, nie dopuszczając do siebie żadnej obcej mi osoby. Jednak odkąd nie ma mojej siostry, ten mentalny mur wokół mnie powiększył się i wzmocnił. Aż do teraz. Ta mała, strachliwa dziewczyna o niesamowitych oczach zdobyła się na to, by zacząć go burzyć. Nie mam pojęcia jak ją od tego odciągnąć. Po prostu, gdy uda jej się do mnie dotrzeć - co mam nadzieję się nigdy nie stanie - tak czy inaczej odejdzie. Staram się ją trzymać na dystans, ale tak marnie mi to wychodzi. Nie potrafię jej od siebie odpychać, wiedząc, że ona i tak nie ustąpi, będzie próbowała. Ale cholera, ten ból po odejściu Hope... Nie chcę czuć go ponownie. Nie mogłem się pozbierać. W sumie są tego skutki w postaci mojego charakteru. 
Objąłem szatynkę szczelniej ramionami, jakbym bał się, że zaraz zniknie.
Przypomniałem sobie ten pocałunek... Zrobiła to sama. W żadnym stopniu jej do tego nie zmusiłem. To mnie zaskoczyło. Mimo wszystko wciąż wydaje mi się, że to ciekawość pcha ją do mnie, a nie żadne uczucie. Sam nie wiem co mam myśleć, po prostu wariuję. Nigdy się tak nie zachowywałem, jak przy niej.
Oparłem głowę o drewniane ogrodzenie altanki, wpatrując się w poniekąd zasłonięte przez gałęzie wierzb niebo. Tak bardzo chciałem, by ta chwila trwała jak najdłużej, jednak wiedziałem, że za niedługo powinniśmy wracać głównie z powodu straży miejskiej. No wiecie, czarny Dodge stojący prawie że w krzakach o 3 nad ranem to dość nietypowy widok. 
- Powinniśmy się zbierać - szepnąłem do jej ucha, zahaczając o jego płatek nosem.
Usłyszałem rozczarowane westchnięcie, które uleciało z jej ust. Uśmiechnąłem się lekko. Też tego nie chciała.
O'Connor powoli wstała z koca, a ja poczułem chłód, który uderzył w moją obnażoną klatkę. Skrzywiłem się lekko, również podnosząc się na nogi. Przewiesiłem gruby materiał przez ramię wraz z naszymi wciąż mokrymi ubraniami i skierowałem się za dziewczyną w stronę mostu. Wolałem ją ubezpieczać od tyłu, niżeli być znowu powalonym na deski. Gdy dotarliśmy do samochodu włożyłem koc i ubrania do bagażnika, a sam zająłem miejsce za kierownicą, obserwując jak zielonooka zapina pas. Moja bluza zsunęła się z jej nagiego ramienia, a ja automatycznie przygryzłem dolną wargę. Okey, widziałem ją już rozebraną, ale w tym momencie to było coś zupełnie innego. W dodatku była mokra i... Cholera, dość.

Odpaliłem silnik, wyjeżdżając na drogę. Szczerze mówiąc modliłem się w duchu, by nikt w domu się nie obudził, gdy przyjedziemy.
 Zostawiając samochód na podjeździe - nie chciałem robić hałasu chowając go do garażu - wysiadłem z niego, wziąłem rzeczy znajdujące się w bagażniku i skierowałem ku drzwiom wejściowym. Otworzyłem je bez większych problemów i wpuściłem Veronicę do środka, a sam wszedłem zaraz po niej. Moje modlitwy chyba się spełniły. Stawiając ostrożnie każdy krok, by niczego w tym cholernym salonie nie zwalić, gdyż było tak ciemno, że nie widziałem nic. No niestety, w końcu coś spadło ze stolika, o który uderzyłem kolanem, jęcząc z bólu. No kurwa, serio?!
Momentalnie zauważyłem jak światło na piętrze się zaświeca, a po schodach schodzi Harry z bronią w dłoniach. Gdy nas zobaczył wybałuszył oczy, a raczej gdy zobaczył Ver. No tak, nie miała bluzki, lecz moją bluzę i była mokra, jak ja.
Boże, dlaczego mnie nie wysłuchałeś?
- Co wy... Zresztą, czekam w kuchni - wymamrotał, po czym skierował się w stronę wspomnianego przez niego miejsca.
Zakląłem pod nosem i spojrzałem na zdezorientowaną dziewczynę. Stała w bezruchu, trzymając za suwak od szarej bluzy, by ta nie spadła z jej wąskich ramion. Podałem jej koc oraz ubrania. Umieściłem dłoń z tyłu jej głowy i pozostawiłem delikatny pocałunek na jej czole.
- Idź do mnie - szepnąłem, jak najciszej umiałem.
Brunetka z dziwnym grymasem na twarzy przytaknęła i zaraz zniknęła w korytarzu, a ja wzdychając pokierowałem się do kuchni, mentalnie przygotowując się na ciężką rozmowę z Harrym.
Gdy tylko przekroczyłem próg dzielący kuchnię z salonem, dostrzegłem chłopaka opierającego się plecami o blat.

Miał na sobie tylko bokserki przez co jego klatka piersiowa była w całej okazałości i powiem, że wcale się nie dziwię czemu młoda Tomlinson na niego poleciała - miała na co. Wyraz jego twarzy natomiast mówił sam za siebie. Brwi ściągnięte, pomiędzy nimi zmarszczka, a wzrok zabijał każdego na którego spojrzał. Czyli w tym momencie mnie. Z żółwim tempem zająłem miejsce na krześle które znajdowało się na przeciwko bruneta.
- Mam wykładać czy od razu przejść do dyscypliny rękoczynowej? - zapytał niby spokojny śledząc mnie uważnie wzrokiem.
- Możemy przeskoczyć obie te rzeczy i pożegnać się, udając do łóżek - uśmiechnąłem się ironicznie przez co trochę bardziej poddenerwowałem Stylesa.
- No dobrze w takim razie od początku - syknął robiąc młynki oczami.
- Skoro musisz - jęknąłem przeciągle gestem pokazując, by zaczął swoje wywody.
 
- Tak muszę - ryknął przybliżając się do mnie, przez co mogłem zobaczyć jak para bucha z jego nozdrzy, oczywiście w przenośni. - Co ty kurwa sobie myślisz?
- Myślę wiele rzeczy. Na przykład w tym momencie zastanawiam się co robisz o tej porze w samych majtkach, w potarganych włosach i czemu pachniesz seksem? - podrapałem się po brodzie udając że myślę.
Na prawdę zauważałem takie rzeczy. Nie to że patrzę na to aż tak.. No ale..
Styles popatrzył na mnie spod byka zdenerwowany moimi odzywkami, ale nic na to nie poradzę, że tak sobie radzę z ludźmi, nawet mi bliskimi.
- Znowu przeginasz pałę.
- Tak, tak rozumiem mamo, to sprawy dorosłych. - Dalej próbowałem go zdenerwować, by odpuścił sobie przesłuchanie mnie, bo wiedziałem że się to dobrze nie skończy.
- Skończ okey? Tym razem nie minie cię ta rozmowa - uśmiechnął się sztucznie dając mi znać, że mówi poważnie. Cholera jasna. Serio sobie nie odpuści tak łatwo i to mnie niepokoi. Znowu wywróciłem z irytacją oczyma, gdyż wiedziałem, że już jestem na przegranej pozycji.
- No dobra zagramy w te walone 100 pytań i narzekań do.. - machnąłem do niechcenia ręką już mentalnie przygotowując się na zabawę w detektywa tylko że to ja miałem być oskarżonym, a Hazz złym gliną. Co całkowicie nie szło mi na rękę.
- Co to w ogóle było? Jesteś mokry i to bez koszulki, a ona miała twoją bluzę. Gdzie byliście?
- Nad jeziorem. Wywaliliśmy się i wpadliśmy do wody - powiedziałem, prawie że zgodnie z prawdą, mijając kilka drobnych, nieistotnych faktów.
- Po co?
- A czy ja pytam co robisz z Kate? - warknąłem.
Co go to obchodzi? Niech zajmie się sobą i swoją dziewczyną, a mi da spokój.
- Ashton kurwa odpowiadaj! 
- Nie. Twój. Zasrany. Interes - warknąłem wstając z krzesła i przewracając je na podłogę, przez co w pomieszczeniu rozniósł się huk. Mam tylko nadzieję, że nikt nie usłyszy tego i nie będę musiał znosić Louisa, bo jest sto razy gorszy od Harrego.
- Nie wiem co się z tobą dzieje. Znowu się zmieniasz! Tylko nie wiem czy na gorsze czy lepsze.

- Och czyli o to jest ten ból dupy w tym momencie - zaszydziłem śmiejąc mu się w twarz, nie no dobre serio. - Żyjesz w niewiedzy, to takie smutne - mówiąc to zrobiłem podkówkę z ust udając, że płaczę.
- Akurat to lata mi koło dupy. Ale boję się że ją wykorzystasz i zranisz, albo co gorsze zmienisz się na gorsze i wszyscy stracimy brata.
- Nie musisz się o mnie martwić jak o Kate - prychnąłem. - Dam sobie radę, nie mam zamiaru zmieniać się dla jakiejś małolaty, która i tak za niedługo stąd zniknie, bo sam tego dopilnuję - wysyczałem i chyba tymi słowami go wmurowałem. Stał tak niedowierzając temu, co przed chwilą powiedziałem. Z resztą sam nie wiem co mówię, po prostu chcę, żeby sobie odpuścił. - Nie mam nic więcej do powiedzenia. - Rozłożyłem ręce szeroko, po czym pozwoliłem im swobodnie opaść wzdłuż mojego tułowia. - Dobranoc.
Wcisnąłem dłonie do kieszeni, nieco spuszczając głowę by znowu w coś nie uderzyć, a powoli schnące włosy opadły mi na czoło. Bardzo ostrożnie otworzyłem drzwi od swojego pokoju i zaświeciłem światło. Westchnąłem cicho, widząc śpiącą Veronicę na moim łóżku. Chciałbym widzieć to codziennie. Cholera... Ja już nie kontroluję nawet swoich myśli, nie mówiąc już o tym co mówię. Przetarłem twarz, odgarniając włosy z twarzy i zgasiłem światło, by się przypadkiem nie obudziła. Przysiadłem na moment na skraju łóżka patrząc się na dziewczynę, która tak cudownie wyglądała będąc we śnie. Ponowienie przeczesałem dłonią włosy i
ściągnąłem przemoczone spodnie i położyłem się delikatnie obok niej. Podłożyłem ręce pod głowę patrząc w biały sufit. W tym momencie czułem dosłownie wszystko naraz. Nigdy do tej pory nie... Nigdy się tak nie czułem. Byłem szczęśliwy, ale jednocześnie chciało mi się płakać z bezradności. Przykryłem się po pas i odwróciłem się do niej plecami starając się odepchnąć od siebie tak silną potrzebę przytulenia jej. Co jest ze mną nie tak? Czemu zachowuje się tak jakbym był zupełnie inny i czemu akurat przy niej. Nie mówię że było mi źle. Bo na serio, sam siebie zadziwię, ale jest mi w jej towarzystwie dobrze, lecz dlaczego ona musiała trafić akurat na mnie? Czy życie aż tak jej nienawidzi? Nie wiem, nie miałem pojęcia, może miało być tak być. Miała do nas trafić razem z siostrą. Przeznaczenie czy przypadek? Fuknąłem ze zdenerwowania wiercąc się co chwilę, by znaleźć odpowiednie ułożenie na tym głupim łóżku, ale słowa Harry'ego ciągle nie dawały mi spokoju, cholera jasna! Zabiję go pewnego pięknego razu. No nie zasnę bez wyrzucenia tego z siebie. Obróciłem się z powrotem twarzą do brunetki, nasłuchując jej umiarkowanego oddechu, dzięki czemu mogłem stwierdzić że spała, więc przybliżyłem się jeszcze bardziej i niemal że szepnąłem do jej ucha delikatnie dotykając ustami płatka:
- Nie burz muru wokół mnie. Po prostu odejdź teraz zanim będzie dla ciebie za późno.

_______________________________________
Witam kochani w nowym roku :*
Jak wam mija początek 2016 roku? 
Mi tak sobie, przed końcem semestru okrutny zapiernicz.. ehh 
No ale trzymajcie rozdział słoneczka :*
Co o nim sądzicie? Jest genialny jak dla mnie, znowu ten nasz opryskliwy Ashy ale też i jaki słodziak! Myślicie, że już będzie taki do końca? 
Dziękujemy oczywiście za wyświetlenia, rany ponad 8000 chcę skakać z radości, tak się cieszę :D Kochamy was tak bardzo i dziękujemy za wasze wsparcie *,*
Odsyłam was teraz do Ronnie :* Do kolejnego kochani :*
Buziaki :* A.


 Hej misie :*
Jak tam weekend? Mój rewelacja, serio :D
A co do rozdziału... Ja nie mogę, co ten Ash. Duh, raz tak, raz inaczej nosz kurcze co mu się dzieje. W każdym razie mega słodki rozdział, ale i tak bardziej kocham ten wcześniejszy *.*
No cóż, dziękujemy za taką masę wyświetleń, po prostu wow.
Well, zapraszamy was do zadawania pytań naszym bohaterom, tweetowania z hashtagiem #ShowMeRealityFF  no i oczywiście wysyłania nam swoich fanartów które na pewno wstawimy do galerii ^^
To tyle kochani, do następnego :*
W.








Czytasz? Proszę skomentuj, to wiele dla nas znaczy :*


6 komentarzy:

  1. zdecydowanie najlepszy rozdział do tej pory, to było mega urocze, samo to, jak o niej pomyślał :')

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku,mega uroczy rozdział,świetny :*

    OdpowiedzUsuń